Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 kwietnia 2017

Randy Weston And His African Rhythms Trio "Zep Tepi" Random Chance Records 2013, RCD27

Randy Weston And His African Rhythms Trio "Zep Tepi" Random Chance Records 2013, RCD27
Randy Weston to zdecydowanie niedoceniony artysta. Ten muzyk obok Abdullaha Ibrahima to w końcu najważniejszy pianista wprowadzający do jazzowego języka bogactwo kulturalne Afryki. Jego płyta "The Spirits Of Our Ancestors", na której można usłyszeć Dizzy'ego Gillespie'ego i Pharoaha Sandersa zaliczna jest to kamieni milowych gatunku.  Krążek Randy Weston And His African Rhythms Trio "Zep Tepi" pewnie nie zmieni tego faktu. Randy Weston nie był nigdy obiektem zainteresowania wysokonakładowych mediów, nie był bohaterem skandali, nie miał też nigdy zacięcia do schlebiania popularnym gustom szerokiej publiczności. Przez krytyków jazzowych porównywany do Duke'a Ellingtona czy Theloniousa Monka, pozostawał w cieniu bardziej znanych muzyków jazzowych.

Wznowiona teraz płyta "Zep Tepi", oryginalnie wydana przez Random Chance w 2006 roku prezentuje pianistę przeżywającego swoją druga młodość (nagrywając ją Weston miał 80 lat). Jego pianistyka nadal jest bardzo charakterystyczna, pełna wspaniałych, ciemnych akordów i zaraźliwych rytmów. Już od otwierające płytę "Blue Moses" i "African Sunrise" wprowadzają słuchacza w świat magicznych, rytualnych dźwięków północnej Afryki. Nikt nie potrafi tak jak Randy Weston scalić tamtejszego dziedzictwa kulturalnego i kreatywnego jazzu, jego taniec prawą ręką, sprawiający, że poszczególne melodie rozkwitają niczym rzadki kwiat.

"Zep Tepi" to nie tylko wspólny język improwizacji na najwyższym poziomie, ale przede wszystkim uchwycenie fenomenu „afrykańskiego jazzu”, przesiąkniętego magią styku dwóch kultur, amerykańskiej i północno-afrykańskiej. Maestria wykonawcza muzyków sprawia, że płyta powinna być gratką nie tylko dla fanów Randy'ego Westona.
autor: Piotr Szukała

Randy Weston: pianoAlex Blake: double bass
Neil Clarke: African percussion
1. Blue Moses (Weston)
2. African Sunrise (Weston)
3. Berkshire Blues (Weston)
4. Route of the Nile (Weston)
5. Ballad for T (Weston)
6. Portrait of Frank Edward Weston (Weston)
7. Hi-Fly (Weston)
8. Tamashii (Weston)
9. The Healers (Weston)
10. Love the Mystery Of (Koffi Ghanaba)

płyta do nabycia na multikulti.com

czwartek, 29 września 2016

Joanna Sá & Luis Jose Martins "Almost a Song" Shhpuma Records 2016, SHH004

Joana Sá & Luis Jose Martins "Almost a Song" Shhpuma Records 2016, SHH004
Czy można dzisiaj nagrywać w pełni otwartą muzykę? Gdzie rytmika, melodia, tempo pozostaje czymś niedookreślonym? Ciągle niezdefiniowanym? Niezamkniętym? Taką właśnie próbę podejmuje dwójka portugalskich improwizatorów: pianistka Joana Sá oraz grający na klasycznej gitarze Luis Jose Martins.

Przy tym to są ich nominalne instrumenty, bowiem oboje wykorzystują jeszcze całe mnóstwo drobnych instrumentów, przedmiotów i zabawek które po części poszerzają sonorystyczne właściwości ich instrumentów, po części natomiast generują same całe może drobnych dźwięków i brzmień. To muzyka momentami melancholijna, nastrojowa, momentami niezwykle gęsta i buzująca gwałtownymi emocjami, a równocześnie płynąca niczym niepowstrzymany, nie do końca uporządkowany potok dźwięków. Czasami zapętlony, natrętnie powracający do jakiś motywów, czasami toczący się z iście wariacką prędkością. Swoisty - dźwiękowy - strumień świadomości. I tak jak w przypadku swego literackiego odpowiednika - niezwykle starannie zakomponowany. 

W przypadku tego nagrania nie możemy jednak mówić o czystej improwizacji, bowiem, przynajmniej część zebranych tu kompozycji istnieje w szczątkowym zapisie - czy to jako zapis struktury, w formie partytur wizualnych, bądź też komponowanych motywów - tematami nazwać bym się tego nie odważył. To współczesna muzyka mocno odwołująca się do minimalizmu, ale będąca też próbą - w moim odczuciu udaną - zmierzenia się z otwartym dziełem sztuki.
autor: Łukasz Bendycki

Joanna Sá: piano, toy piano, celesta, percussions & electronics
Luís José Martins: classical guitar, percussions & electronics

1. Cantiga de Amor
2. Rock em Setembro
3. Cantiga, partindo-se
4. Die wahnsinnige Forelle
5. presque Sarabande – quasi una fantasia

płyta do nabycia na multikulti.com


poniedziałek, 26 września 2016

Parque "The Earworm Versions" Shhpuma Records 2013, SHH003

Parque "The Earworm Versions" Shhpuma Records 2013, SHH003
"Parque" to projekt interdyscyplinarnego artysty Ricardo Jacinto powstały w kooperacji ze znakomitymi instrumentalistami - saksofonistą Nuno Torresem, grającym na melodice oraz perkusjonaliach Nuno Morao, wibrafonistą Joao Pinheiro, perkusistą Dino Recio i oraz odpowiadającym za elektroniczne brzmienia André Sierem. Sam lider - w warstwie dźwiękowej - gra na wiolonczeli i perkusjonaliach.

Projekt ten powstał jako instalacja zbudowana festiwal Culturgest w Lizbonie w 2008 roku, łącząca w jedno architekturę, rzeźbę i muzykę. Wszystkie perkusyjne brzmienia które słychać w tej muzyce wydobywane są właśnie z elementów tej instalacji, a samo brzmienie instrumentów modyfikowane jest poprzez jej akustyczne właściwości, tak, że przestrzeń i wypełniające ją elementy instalacyjne jest jakby dodatkowym, świadomie przez twórców wykorzystywanym instrumentarium. I odgrywa w muzyce niebagatelną rolę.

To jest częściowo komponowana, częściowo improwizowana muzyka zamkniętej, stworzonej tylko w tym celu przestrzeni. Pełnię jej akustycznych właściwości można by odkryć tylko na żywo, uczestnicząc w koncercie, bo w zależności od miejsca w którym słuchało się muzyki mogła brzmieć ona zupełnie inaczej. Tak więc musimy mieć świadomość, że płytowa rejestracja jest tylko jedną z możliwości brzmienia tej muzyki, najbardziej neutralną - jak zapewniają twórcy.

Jest w tej muzycy - niczym w pamiętnych dla mnie produkcjach Sylvie Chenard z cyklu "Ocean" dla kanadyjskiej Ambiance Magnetique - niezwykłe tchnienie przestrzeni i oddech będący swoistą formą postindustrialnej melancholii. I właśnie tak, jako południową, ale i zdecydowanie bardziej współczesną, mniej czułostkową wersję improwizacji tę muzykę odbieram. To nie jazz, a muzyka współczesna łącząca w jedno wiele elementów muzyka. Niezwykle spójna i - przynajmniej dla mnie - frapująca w swoim wyrazie. Piękna!
autor: Łukasz Bendycki


Nuno Torres: alto saxophone
Ricardo Jacinto: cello, percussion
Nuno Morao: percussion, melodica
Joao Pinheiro: percussion, vibraphone 
Dino Récio: percussion
André Sier: electronics

PEÇA DE EMBALAR (tracks 1–3)
Percussion in suspended mirrors (as gongs), cello, alto saxophone and electronics

OS (4–8)
Percussion in tuned suspended mirros, cello, alto saxophone, cymbals, electronics and
recorded voice

ATRASO (9–11)
Pendular speaker, cello, alto saxophone, melodica, vibraphone and percussion



płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 9 marca 2016

Kenny Werner / Hein Van de Geyn / Hans van Oosterhout "Collaboration" Challenge Records 2013, CR73363

Kenny Werner / Hein Van de Geyn / Hans van Oosterhout "Collaboration" Challenge Records 2013, CR73363
Kenny Werner to pianista ceniony i niezwykły. Od małego uznawany był za genialne dziecko - pierwsze nagrania i występy telewizja z jego miały miejsce gdy miał skończone jedenaście. Potem zdobywał jeszcze formalne wykształcenie - ukończył Manhattan School of Music oraz Berklee School of Music. W latach osiemdziesiątych grał z kwartetem Archie Shepa i orkiestrą Mela Lewisa obok takich sław jazzu jak Stan Getz i Dizzie Gillespie. Aranżował dla Cologne Radio Jazz Orchestra (WDR), Danish Radio Jazz Orchestra, The Metropole Orchestra.

Dzisiaj artysta należy do scisłej czołówki muzyków nowojorskich, współpracuje i występuje na co dzień z takimi gwiazdami jazz jak Joe Lovano, Dave Holland, John Scofield, Ron Carter, Peter Erskine, John Abercrombie, Bobby McFerrin, Joe Henderson, Ed Blackwell, Paul Motian, Charlie Haden... Ale w jego grze nie to wydaje się najważniejsze. O Wernerze i jego muzyce pięknie pisał całkiem niedawno Maciej Karłowski: "Tak, Werner sprzed lat to inny muzyk, ale przede wszystkim także inny człowiek. Jego grę niektórzy nazwą pogłębioną pianistyką, jeszcze inni wielką świadomością formy i wiedzą jak tę formę wypełnić zdecydowanie niebłahymi dźwiękami. Niech będzie! Ja jednak gdzieś po cichu myślę sobie, że być może przyczyna niezwykłej Wernerowskiej metamorfozy leży zupełnie gdzie indziej. Wspaniałym pianistą był już wiele lat temu. Wiele lat temu też reszta świata do zobaczyła i doceniła. Teraz wydaje się chwilami pianistą natchnionym, niejako żywym dowodem, że jazz to muzyka ściśle związana z życiem, a doświadczenia życiowe nie dość, że odbijają się w nim, to jeszcze stanowią o jego randze."

Ten opis można śmiało odnieść do najnowszego albumu Kenny Wernera nagranego w trio albumu pianisty. Zarejestrowany z partnerami - basistą Heine Van de Geyne oraz perkusistą Hansem van Oosterhoutem - z którymi okazjonalnie współpracował już wcześniej (w trio, ale także w ramach kwartetu Tootsa Thielemansa) album, jest znakomitym przykładem jak działa wspólnota muzycznej wizji, idei i wrażliwości, miast lat wspólnych doświadczeń i godzin prób.

Ta właśnie wspólnota sprawia, że muzycy brzmią jak jeden organizm, spójnie. Płyta ta świetnie pokazuje, że nawet z dosyć swobodnego grania, można tworzyć piękne, liryczne melodie i ułożyć płytę, gdzie każda kolejna fraza, ale i każdy kolejny utwór jest logiczną idei. Prócz kompozycji pianisty i improwizacji tria na płytę trafił także standard z muzyki popularnej - "Sound of Silence" duetu Paul Simon / Art Garnfunkel.

Piękna współpraca ("Collaboration"), zdecydowanie zasługująca na uwagę i zachwyt słuchaczy!
autor: Marek Zając

Kenny Werner: piano
Hein Van de Geyn: bass
Hans van Oosterhout: drums

1. Sound Of Silence
2. Do You Do
3. Feeling Round for it
4. Attitude
5. Elegante
6. First Line
7. Crystals
8. In The Heart
9. There Will Never Be Another You
10. Passage
11. Dot Dash
12. Raising The Bar

płyta do nabycia na multikulti.com

niedziela, 6 marca 2016

Milton Nascimento & Belmondo "Belmondo & Milton" B-Flat Recordings 2013, 2691410

Milton Nascimento & Belmondo "Belmondo & Milton" B-Flat Recordings 2013, 2691410
Brazylijski śpiewak, kompozytor i gitarzysta przebojem wdarł się do świata jazzu najpierw za sprawą wspólnej z Wayne'em Shorterem płyty "Native Dancer" z 1975 roku, później za sprawą płyty "Angelus", do której nagrania zaprosił m.in. Pata Metheny'ego, Jona Andersona, Wayne'a Shortera, Herbie'go Hancocka, Jamesa Taylora i Petera Gabriela. W 1998 roku, po kilkukrotnych nominacjach (w latach 1991, 1995 i 1998) za album "Nascimento" otrzymał Grammy Award w kategorii 'Best World Music Album of The Year'. Ma na swoim koncie nagrania z Paulem Simonem, George'm, Duke'm, Quincy Jonesem, Earth, Wind and Fire czy też zespołem Duran Duran. Wspólnie z Danielem Barenboimem nagrał w 2000 'Brazilian Rhapsody'.

'Belmondo & Milton Nascimento' to jak dotąd ostatni album brazylijskiego barda, który zasłynął łączeniem samby i bossa novy z bardziej popularna piosenką. W odstawkę poszedł charakterystyczny rytm, a główny nacisk położono na melodie i harmonie. Te nie miały jednak wiele wspólnego z jazzowymi ciągotami bossy, ani barokowym popem tropicalii, zamiast tego wydawały się przepuszczać lokalny folklor przez wrażliwość fanów wysmakowanego popu spod znaku Beatlesów.

Współpraca z braćmi Belmondo, filarami jazzowego środowiska we Francji zaowocowała albumem pełnym brazylijskiej piosenki, czułego akompaniamentu jazzowej orkiestry i solowych akcentów, za które odpowiedzialni są słynni Francuzi. Warto przypomnieć, że krążek 'Espaces Baroques', nagrany wspólnie z Frédérikiem Galliano, wydany w 1997 roku, był jedną z pierwszych w historii płyt operujących na pograniczu jazzu i inteligentnych nowych brzmień. Mamy zatem do czynienia z partnerami, którzy znacząco przyczynili się do powstania dwóch gatunków muzycznych. Słychać to w każdej melodii, każdym zagraniu, każdej frazie... Ci muzycy nawzajem znają swoją wartość, nie ścigają się ze sobą, kroczą raczej dostojnym acz lekkim krokiem, przez w pełni samodzielny muzyczny mikrokosmos, który bez wątpienia udało im się razem stworzyć.
autor: Andrzej Fikus

Milton Nascimento
: vocal, acoustic guitar, accordion
Lionel Belmondo: soprano saxophone, flute
Stephane Belmondo: flugelhorn
Eric Legnini: piano
Thomas Bramerie: acoustic bass 
Andre Ceccarelli: drums
Sabine Tavenard: flute
Bernard Burgun: oboe, English horn
Jerome Volsin: clarinet, bass clarinet
Cecile Hardouin: bassoon
Jean-Pierre Bouchard: French horn
Bastien Stil: tuba
Wilson Lopes: guitars
Lionel Cheib: percussion
Ricard Chieb: percussion
L'Orchestre National d'Ile de France: strings

1. Ponta De Areia
2. Cancao Do Sal
3. Milagre Dos Peixes
4. Oracao
5. Travessia
6. Morro Velho
7. Nada Sera Como Antes
8. Berceuse/Malilia
9. Suadade Dos Avioes Da Panair/Ponta De Areia


płyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 29 lutego 2016

François Houle / Havard Wiik "Aves" Songlines 2013, SGL16012

François Houle / Havard Wiik "Aves" Songlines 2013, SGL16012
Ten projekt powstał z inspiracji Kena Pickeringa, dyrektora artystycznego Vancouver International Jazz Festival. Houle jest Kanadyjczykiem i przez 25 lat mieszkał w Vancouver (chociaż sam pochodzi z okolic Montrealu). Gdy więc okazało się, iż w 2009 roku Havard Wiik, norweski, ale mieszkający w Berlinie pianista, będzie gościł wraz z własnym triem na festiwalu - pojawiła się idea by taki duet zaistniał. Każdy z muzyków przyniósł do tego duetu własne kompozycje i od pierwszej chwili między partnerami zaiskrzyło. I to jak!

Havard Wiik
Taka też była muzyka na sesji nagraniowej - krzyżuje się tutaj free jazz z muzyką współczesna i klasyczną, komponowaną. Obaj partnerzy poruszają się właściwie na granicy różnych gatunków czerpiąc - nie tylko podczas tej sesji - z rozmaitych stylisk i kierunków, wszystko tą mieszając jeszcze z rozmaitymi technikami improwizatorskimi i kompozytorskimi. Od pierwszego utworu słychać też fascynację obu sztuką kontrapunktu - na tym oparty jest choćby "Nomenclatural", który po wprowadzeniu melodii serwuje słuchaczom cały kalejdoskop kontrapunktów o różnej wartości energetycznej. Niezwykle gęste emocjonalnie są "Letter to György L." (jedyna na płycie kompozycja innego kompozytora, Benoîta Delbecqa) oraz improwizowany "Ged's Shadow".

W moim jednak odczuciu najciekawszą na płycie jest kompozycja François Houle'a "Woodhoopoe" w której pobrzmiewając rozmaite stylistyki jazzu i współczesności, ale można się tu doszukać także odwołań do muzyki afrykańskiej czy też współczesnych dokonań choćby Colina Stetsona.

Świetne, współczesne nagranie, potrafiące zaskoczyć i zafrasować każdą minutą muzyki.
autor: Józef Paprocki

François Houle: clarinet
Havard Wiik: piano

1. Father Demo
2. Sparrowhawk
3. Earth / Sea
4. Nomenclatural
5. Zirma
6. Fallen Angel
7. Ged's Shadow
8. Letter to György L.
9. Aporetic Dreams
10. Meeting on a Line
11. Ursula's Dream
12. Woodhoopoe
13. Hello Blackbird
14. Strobe




płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 5 lutego 2016

Harris Eisenstadt / Sara Schoenbeck / Nicole Mitchell / Mark Dresser "Golden State" Songlines 2013, SGL16022

Harris Eisenstadt / Sara Schoenbeck / Nicole Mitchell / Mark Dresser "Golden State" Songlines 2013, SGL16022
Perkusista Harris Eisenstadt, urodzony w Toronto Kanadyjczyk, od lat jest jednym z filarów nowojorskiej sceny jazzowej. Jest instrumentalistą niezwykle cenionym, ale został już lata temu dostrzeżony także jako lider własnych projektów. Jest bowiem jednym z tych muzyków, którego gra jest wspaniale osadzona w jazzowej tradycji z jednej, otwarta na nowości z drugiej, a do tego jeszcze za każdym z jego projektów stoi jakaś idea i przemyślany pomysł na jego realizację.

Kwartet Golden State to projekt w dorobku Eisenstadta dosyć wyjątkowy. Mało w nim bowiem bezpośrednich odniesień do swingu czy klasycznego jazzu lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia (w czym kanadyjski muzyk lubował się do tej pory). Eisenstadt tworzy tym razem muzykę polirytmiczną, łączącą odwołującą się do jazzu improwizację oraz współczesną muzykę kameralną wywiedzioną z klasycznej tradycji.

Kompozycje swe Eisenstadt buduje z oszczędnie dozowanych impulsów i interakcji. Pozostawia to poszczególnym solistom - spełniają tę rolę wymiennie wszyscy instrumentaliści kwartetu - bardzo dużo przestrzeni na improwizację, czasami bardzo luźno odwołującą się pierwotnych kompozycji. Czasami, w moim odczuciu, budują oni jakby labirynt, nakładając je po kolei na siebie. Nie tracą jednak z pola widzenia ani na chwilę celu i konsekwentnie zamykają poszczególne utwory w domknięte, skończone i zwarte formy. Cudownie brzmią harmonie budowane przez flet i fagot, a Mark Dresser, jeden z najważniejszych kontrabasistów współczesnego free jazzu, znakomicie partneruje liderowi zespołu w tworzeniu coraz to nowych, politonalnych kontrastów.

Efektem jest płyta znakomita i przekonująca w każdym swym elemencie - od pomysłu, przez realizację po końcowy efekt - od kompozycji, przez instrumentację po zamkniętą formę poszczególnych utworów jak i całej płyty. I chociaż obcujemy z muzyką nie dla każdego odbiorcy jazzowej tradycji w pełni przekonującą - to płytę tę bardzo polecam!
autor: Józef Paprocki

Nicole Mitchell: flute
Sara Schoenbeck: bassoon
Mark Dresser: contrabass
Harris Eisenstadt: drums

1. What is a Straw Horse, Anyways?
2. It is Never Safe to Be
3. Dogmatic in Any Case
4. Unless All the Evidence is In
5. Sandy
6. Especially Preposterous Assertions
7. Flabbergasted by the Unconventional



płyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 2 listopada 2015

Myra Melford "Life Carries Me This Way" Firehouse 12 Records 2013, FH120401018

Myra Melford "Life Carries Me This Way" Firehouse 12 Records 2013, FH120401018
"Life Carries Me This Way" to pierwszy solowy album w dorobku pianistki i kompozytorki, a od kilku lat również profesorki Berklee School od Music, Myry Melford. Urodzona w Chicago instrumentalistka, wykształcona pod kierunkiem wybitnych muzyków tradycyjnego jazzu (jej pierwszym nauczycielem gry na fortepianie był legendarny chicagowski pianista Erwin Helfer, później - Don Pullen), ale zafascynowana jazzową awangardą - muzyczne szlify zdobywała u boku Henry'ego Threadgilla, Leroya Jenkinsa oraz Josepha Jarmana, prezentuje tu muzykę inspirowaną obrazami swojego niedawno zmarłego przyjaciela, malarza-abstrakcjonisty Dona Reicha.

Myra Melford
Ten osiadły w Sacramento artysta łączył w swych pracach fascynację dorobkiem Kandinskiego, Paula Klee czy Picassa z odważnym użyciem jaskrawej kolorystyki, niemało czerpiąc przy tym z natury i otaczającego go świata. Tworzył abstrakcyjne, surrealistyczne pejzaże, wcale nierzadko sugerując w tytułach inspiracje muzyczne, zwłaszcza orientalne. Intymne malarstwo Reicha do tego stopnia stanowiło inspirację pianistki, że zdecydowała się poświęcić pamięci przyjaciela cały album, a poszczególne kompozycje odwołują się do konkretnych malarskich dzieł skrupulatnie reprodukowanych w dołączonej do płyty książeczce.

Muzyka Myry Melford pokazuje tu całą gamę jej muzycznych fascynacji - od bluesa i tradycyjnego jazzu, przez klasyczną jak i jazzową awangardę spod znaku Ornette'a Colemana czy Andrew Hilla, po współczesną muzykę komponowaną wywiedzioną z tradycji włoskich kompozytorów dwudziestego stulecia - Luciano Berio i Luigiego Nono. A wszystko to, jakby dodatkowo, nasycone jest jeszcze odwołaniami do popularnej muzyki amerykańskiej ubiegłego stulecia. Gdzieś tu można usłyszeć pasaże jakby wyjęte z kompozycji choćby Burta Bucharacha. Tak było zresztą u Melford niejako od zawsze - czy grała w trio z Lindsey'em Hornerem i Reggim Nicholsonem, czy w kwintecie z Davem Douglasem i Martym Ehrlichem, czy Trio M z Dresserem i Blackiem - zawsze przemycała dźwięki, pasaże, tematy piękne i proste w swojej melodyjności, takie, które długo jeszcze nuci się po wybrzmieniu płyty czy koncertu. I które zawsze też, w otoczeniu dźwięków porwanych, aharmonicznych i zgrzytliwych brzmią świeżo i zaskakująco, pięknie, nie przekraczając jednak nigdy granicy melodyjnej naiwności.

Myra Melford
Nie inaczej jest i tu - bo choćby wieńczące płytę "Still Life" pozostaje w pamięci na całe godziny i nie można się od prostej i pięknej, melodyjnej formy tego utworu uwolnić. Ta fascynacja melodyjną prostotą w niczym Melford nieogranicza - jej twórcza wolność nie zna barier czy szufladek, a muzyka zdaje się zagarniać kolejne tradycje i obszary łącząc ze sobą klasterowe improwizacje spod znaku Dona Pullena z sonorystycznymi brzmieniami współczesności, harmolodykę spod znaku Colemana z bluesem, free jazz z intymnością i kameralnością wspomnień o zmarłym przyjacielu i jego sztuce.

To płyta wprost przytłaczająca pięknem i pomysłowością poszczególnych kompozycji, unikająca sztampy i zgranych brzmień, imponująca wyrazistością, ale i ogromem zainteresowań oraz skojarzeń. Każdy utwór to dopracowana perełka tak, gdy chodzi o formę, jak i wykonanie. Jeden instrument - ale ani chwili nudy czy twórczej pustki. Jedna z najlepszych i najbardziej różnorodnych, a przy tym zamkniętych w spójną, dramaturgiczną całość płyt na fortepian solo jakie znam. Koniecznie!
autor: Marcin Jachnik 

Myra Melford: solo piano

1. Park Mechanics 07:39
2. Red Beach 05:19
3. Red Land (for Don Reich) 07:30
4. Piano Music 06:33
5. Japanese Music 04:13
6. Attic 06:18
7. Curtain 06:05
8. Moonless Night 03:31
9. Barcelona 01:43
10. Sagrada Familia 02:56
11. Still Life 04:19


płyta do nabycia na multikulti.com

czwartek, 8 października 2015

Steven Lugerner Quartet [Steven Lugerner / Darren Johnston / Myra Melford / Matt Wilson] "For We Have Heard", Primary Records 2013, PR013

Steven Lugerner Quartet [Steven Lugerner / Darren Johnston / Myra Melford / Matt Wilson] "For We Have Heard", Primary Records 2013, PR013
Lider tego nagrania Steven Lugerner nie ma za sobą wielu płytowych nagrań czy długich tras koncertowych u boku słynnych muzyków. W tym gwiazdorskim składzie, obok Myry Melford, Matta Wilsona i Darrena Johnsona, jest - paradoksalnie - postacią właściwie anonimową. A wielka to szkoda, bo ten pochodzący z Kalifornii multiinstrumentalista jest postacią nad wyraz ciekawą.

Steven Lugerner, photo by Peter Varshavsky
Jest biegłym multiinstrumentalistą - tutaj gra na bodaj ośmiu dętych instrumentach (oprócz saksofonów i klarnetów także na fletach, oboju i rożku angielskim), a jeśli wierzyć jego internetowej biografii studiował grę na oboju, saksofonie oraz klarnecie. Koncertuje z rzadka, nagrywa jeszcze rzadziej dzieląc swój muzyczny czas pomiędzy San Francisco i Nowy York. Nie ma w dorobku współpracy z gwiazdami DownBeatu, chociaż do jego stałych partnerów zaliczyć należy pianistów Freda Herscha i Jasona Morana, trębacza Ralpha Alessi, grającą na saksofonach Jane Irę Bloom oraz kompozytora i perkusistę Johna Hollenbecka (o partnerach z tego nagrania już nie wspomnę). Debiutował późno, płytowe dokumentowanie swojego artystycznego dorobku rozpoczął w 2010 roku po ukończeniu The New School for Jazz and Contemporary Music w Nowym Jorku. W tym też roku rozpoczął współpracę z Myrą Melford, Darrenem Johnsonem oraz Mattem Wilsoonem.

Steven Lugerner
"For We Have Heard" jest drugą płyta kwartetu - pierwszy album zatytułowany "These Are The Words" ukazał się w 2011 roku. Jednak nie ma tu mowy o jakiejkolwiek zmianie muzycznej w pełnej skupienia i melancholii podróży, w jaką od początku istnienia zabrał swych słuchaczy kwartet. Muzyka zespołu bowiem bliska jest współczesnej kameralistyce z jednej strony oraz muzyce ilustracyjnej (filmowej czy teatralnej) z drugiej, traktowanych jednak jako część jazzowej tradycji. Pełne skupienia partie fortepianu czy też instrumentów dętych łamane są na zmianę przez partnerów, czasami nabierając coraz większego tempa, czasami stricte trzymając się tempa nadawanego konsekwentnie przez Matta Wilsona przy bardzo dużym i intensywnym wykorzystywaniu werbla.

To muzyka, w której nie ma zbyt wielu improwizowanych partii - starannie zakomponowane są tu kolejne wejścia, równiutko grane pięknie rozpisane unisona. Najwięcej wolności ma chyba Melford na fortepianie - jej nie krępuje żaden gorset i korzysta z tego czasami grając szybkie, przywodzące wspomnienie Dona Pullena pasaże, czasami tez preparując instrument. Najmniej tej wolności ma Wilson, którego gra stanowi szkielet misternie budowanych przez kwartet struktur i wywiązując się w tego zadania znakomicie niewiele ma chwil rzeczywistej, kreatywnej wolności.

Nie jest to free jazz, nie mainstream, ale pełna skupienia i nastroju podróż. Nie jest to muzyka dla każdego, bo nie każdemu odpowiada nieoczywiste, odarte z przepychu i efekciarskich chwytów piękno.
autor: Marcin Jachnik

Steven Lugerner: Bb clarinet, bass clarinet, oboe, English horn, soprano saxophone, alto saxophones, flute, alto flute
Darren Johnston: trumpet
Myra Melford: piano
Matt Wilson: drums

1. Us and our fathers
2. When a long blast is sounded
3. Drove out before us
4. Be strong and resolute
5. Before our very eyes
6. Through whose midst we passed
7. For we have heard
8. Up from the land
9. All those kings
10. Our children in time



płyta dostępna na multikulti.com

niedziela, 6 września 2015

Sophie Agnel / John Edwards / Steve Noble "Meteo" Clean Feed 2013, CF272

Sophie Agnel / John Edwards / Steve Noble "Meteo" Clean Feed 2013, CF272

Sophie Agnel to nobliwa paryżanka, tuż u progu szóstej dziesiątki życia. Klasycznie wykształcona pianistka, która zdradziła filharmonię dla jazzu, by potem całkiem świadomie uciec w odmęty niczym nieskrępowanej swobodnej improwizacji, bo wszelkie schematy prowadzenia muzycznej narracji niechybnie zanudziłyby ją na śmierć. Dyskografii nie ma zbyt rozbudowanej, jakkolwiek nie sposób nie wskazać solowej płyty dla EMANEM Martina Davidsona, czy też drobnych incydentów w labelach nakierowanych na free improv o dalece niejazzowej proweniencji, takich jak angielski Another Timbre, czy francuski Potlatch.

A teraz powód naszej słownej tyrady na temat tej zdolnej preparatorki, skąd inąd całkiem nudnego instrumentu, jakim jest fortepian – wydane przez nasz ulubiony Clean Feed trio z genialną brytyjską sekcją John Edwards/Steve Noble (w tym miejscu nie wypada chyba przypominać dorobku obu Panów). Całość zwie się Meteo i jest muzyczną dokumentacją koncertu we francuskiej Miluzie w roku 2012 (tamtejszy festiwal muzyki improwizowanej zwie się … Meteo). Absolutnie swobodna improwizacja na preparowany fortepian (jeśli Sophie używa instrumentu w bardziej tradycyjny sposób, blisko jej do minimalistów, by przywołać choćby Johna Tilbury, który jednym dźwiękiem potrafi wzniecić niejeden improwizatorski pożar namiętności), kontrabas (często traktowany smyczkiem) i perkusjonalia (bardziej one niż przywołane w opisie „drums”). Choć mężczyźni są tu w przewadze, nieprzerwany ciąg improwizacji bywa momentami niezwykle subtelny (ale jak trzeba, hormony buzują, a Sophie potrafi pokazać tygrysią naturę). Nie sposób przejść obok tej muzyki bez należytej atencji. Chciałoby się słuchać wiecznie, choć wszyscy wiemy, że nie ma nic gorszego niż niekończące się, przegadane improwizacje. Tu nie mamy na to szans, bo w 39 minucie tej fascynującej płyty odtwarzacz nie jest chętny na kontynuowanie współpracy. Koniec koncertu…. Jaka szkoda! Odpalamy – bez zbędnej zwłoki - pod nowa…
autor: Andrzej Nowak

Sophie Agnel: piano
John Edwards: double bass
Steve Noble: drums

1. Meteo 38'25

płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 4 września 2015

Lotte Anker / Rodrigo Pinheiro / Hernâni Faustino "Birthmark", Clean Feed 2013, CF267

Lotte Anker / Rodrigo Pinheiro / Hernâni Faustino "Birthmark", Clean Feed 2013, CF267
Nie pierwszy w ostatnim zestawie moich recenzji dla multikulti bloga, uroczy trójkącik „Pani kontra Dwóch Panów”. Po batalii o Kanał La Manche (patrz: Meteo), tym razem nieco wyciszona, drobna potyczka duńsko-portugalska. Ze stosunkowo spokojnym tembrem saksofonu Lotte Anker spotkaliśmy się już niejednokrotnie (zabawne, mimo to ciągle przekręcam jej imię i nazwisko – niech mi wybaczy ta subtelna córa Króla Duńskiego), panów znad Tagu też znamy nienajgorzej, wszak to fortepian (Rodrigo Pinheiro) i kontrabas (Hernani Faustino) nie bez kozery hołubionego RED Trio. Choć Lotte zdecydowanie lubi trójkąty z przystojnymi Panami (kilka ekspresyjnych ujawnień z amerykańskimi tuzami free - Tabornem i Cleaverem), to spotkanie jest ich pierwszym opublikowanym nagraniem (pewne studio w uroczej Lizbonie). Jeśli spodziewacie się zabójczych eskapad free improv w stylu przywołanego RED Trio, możecie poczuć się nieco zawiedzeni, jeśli jednak wolicie nieśpiesznie cieszyć ucho pełnymi koncentracji rozmowami trzech dobrze zestrojonych instrumentów akustycznych, bezwzględnie trafiliście pod dobry adres. Lotte nie lubi iść na skróty, Rodrigo i Hernani też wolą barwnie coś dopowiedzieć, iż skwitować kobiece zaloty sążnistym parsknięciem. Wyjątkowo dobrze się tego słucha, a snuć niezobowiązujące fantazje można w zasadzie bez ograniczeń.
autor: Andrzej Nowak

Hernâni Faustino: bass
Lotte Anker: saxophones
Rodrigo Pinheiro: piano

1. Rise 8:45
2. Upper Bound 4:39
3. Daytime Song 7:54
4. Golden Spiral 13:59
5. Theorem 7:16
6. Dual 10:21
7. Voices 10:27

płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 31 lipca 2015

Timucin Sahin Quintet [Timucin Sahin / Tyshawn Sorey / Christopher Tordini / Ralph Alessi / John O'Gallagher] "Inherence" Between The Lines 2013, BTLCHR71233

Timucin Sahin Quintet [Timucin Sahin / Tyshawn Sorey / Christopher Tordini / Ralph Alessi / John O'Gallagher] "Inherence" Between The Lines 2013, BTLCHR71233
Mówi się, że wielu gitarzystów korzysta z gitar o nietypowej konstrukcji tylko po to, by pokazać jacy są "cool". Gdy jednak przychodzi do grania nie potrafią oni zaprezentować nic nietypowego na swoich dziwacznych i "unikatowych" instrumentach. Takie opinie nie odnoszą się jednak do tureckiego wirtuoza tego instrumentu Timuçina Şahina, który korzystając z dwugryfowej gitary - jeden gryf jest tradycyjny, a drugi siedmiostrunowy i bezprogowy. W ten sposób stara się on poszerzyć brzmieniowe i strukturalne możliwości własnej muzyki. I uczynić brzmienie swego zespołu ciekawszym i niekonwencjonalnym.

Najnowsze jego nagranie, do którego zaprosił niezwykle znanych i cenionych instrumentalistów (m.in. Tyshawn Sorey i Raplh Alessi) jest zresztą znakomitą tego ilustracją. Jakże bowiem fantastycznie brzmią jego duety z Alessim w "Delayed", gdy chwyta on za swój bezprogowy instrument. W pierwszej chwili, nie przeglądając książeczki trudno doprawdy rozeznać jakim instrumentem się on posługuje. Jakże ciekawie brzmią skomplikowane chromatyczne pochody i duże skoki interwałowe w "Bakumbaga" gdy dodatkowo przetwarza on brzmienie swojego instrumentarium.

Timuçin Şahin i jego gitara
Ale unikatowe brzmienie to tylko jedna strona muzyki tureckiego gitarzysty. Inną są formalne komplikacje, które nadają jego muzyce zdecydowanie pozajazzowy charakter. Pobrzmiewa w jego graniu i muzyka południowych Indii, i harmolodyczne koncepcje Ornette'a Colemana, ale i odwołania do gitarowych dokonań Jimmiego Page'a z czasów świetności Led Zeppelin. Nie są one jednak nigdy tanim chwytem obliczonym na zyskanie poklasku i zachwytów publiczności. Nie znajdziemy tu bowiem prostych fraz wyrwanych z dokonań klasyków czy to free jazzu czy rocka. Şahin zawsze sięga głębiej - interesują go raczej współbrzmienia i strukturalno-forma strona własnej muzyki, niż jej rytmiczmno-melodyczne aspekty.

Wszystko to jednak, wszystkie formalne komplikacje są niczym gdy muzyka nie wzbudza emocji. A granie kwintetu Şahina nim pulsuje i aż kipi. Prowadząc narrację poszczególnych kompozycji, trochę na zasadzie zróżnicowania i kontrapunktu tworzy sola i wyodrębnia duety, z niezwykłą pieczołowitością konstruowane przez poszczególnych instrumentalistów. Umożliwia im to zwłaszcza cudowna, pełna rytmicznych załamań gra Tyshawna Soreya, który - w moim odczuciu - wyrasta obok lidera na pierwszoplanową postać tego nagrania.

Jeżeli więc poszukujecie nieoczywistości w muzyce i odrobiny brzmieniowej nowości - sięgnijcie po to nagranie. Nie zawiedziecie się, na pewno!
autor: Józef Paprocki

Timucin Sahin: 7 string fretless & 6 string fretted electric guitars
Tyshawn Sorey: drums
Christopher Tordini: bass
Ralph Alessi: trumpet 
John O'Gallagher: alto saxophone

1. Inherence 09:33
2. My Left Foot 10:06
3. Delayed 09:53
4. Tikiti (Mahir's Father) 05:47
5. At Toms 07:44
6. Bakumbaga (Mahir's Turtle) 05:15
7. Budi And Ringo 01:24




płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 17 czerwca 2015

Pipeline [Mats Gustafsson / Ken Vandermark / Fredrik Ljungkvist / Guillermo Gregorio / Jeb Bishop / Per-Äke Holmlander / Joe Morris / David Stackenäs / Sten Sandell / Jim Baker / Fred Lonberg-Holm and others] "Pipeline" Corbett vs. Dempsey 2014, CVSDCD010

Pipeline [Mats Gustafsson / Ken Vandermark / Fredrik Ljungkvist / Guillermo Gregorio / Jeb Bishop / Per-Äke Holmlander / Joe Morris / David Stackenäs / Sten Sandell / Jim Baker / Fred Lonberg-Holm and others] "Pipeline" Corbett vs. Dempsey 2013, CVSDCD010
Czasami zdarza się nam w życiu możliwość zrobienie czegoś wartościowego. Jest to możliwe jednak tyle w ściśle określonym miejscu i czasie, dzięki splotom tysięcy drobnych powodów i okoliczności. I jeszcze bardzo często jest tak, że później już nie ma do tego powrotu.

To, że po kilkunastu latach możemy w końcu zapoznać się z częścią większego materiału zarejestrowanego w 2000 roku w Airwave Studio w Chicago jest wynikiem takiego właśnie splotu historii. Tego, że w ostatniej dekadzie ubiegłego stulecia pojawiła się w Chicago grupa kreatywnych, młodych, otwartych muzyków; długoletniej działalności w Chicago Johna Corbetta jako promotora i animatora muzycznego, ale również na polu sztuk plastycznych; zaproszeniu Petera Brotzmanna (przez Marsa Williama i Kena Vandermarka) do wspólnych koncertów i nagrań z czego powstał jego słynny chicagowski Tentem; i, będącej tego efektem, współpracy z Matsem Gustafssonem oraz innymi skandynawskimi muzykami. Ale sam zespół i te nagrania nigdy by nie powstały gdyby nie działalność szwedzkiego Universalu, który pod koniec ubiegłego wieku powołał do życia - niestety na bardzo krótko - sublabel mający wydawać muzykę awangardową ze szczególnym uwzględnieniem avant jazzu - Crazy Wisdom. Dyrektorem artystycznym tego przedsięwzięcia został Mats Gustafsson.
Mats Gustafsson

W ciągu kilku lat wydawniczej działalności, nakładem Crazy Wisdom ukazało sie bodaj 7 tytułów - dwie pierwsze płyty The Thing, Diskaholics Anonymous Trio, AALY Trio wraz z Kenem Vandermarkiem, tria Gul 3 (Henrik Olsson, Johan Arrias, Leo Svensson) oraz LSB (Ljungkvist / Strid / Berthling). Pieniądze na nagrania i promocje dawał szwedzki Uniwersal, nie ingerując w proces twórczy i w pierwszym okresie nie poddając płyt rynkowej (merkantylnej) weryfikacji. Na rok 2000 Mats Gustafsson zaproponował wytwórni stworzeniu kolektywu z amerykańskich i skandynawskich młodych muzyków, którzy razem mieli w Chicago zarejestrować wspólnie materiał na jedną lub kilka płyt, a następnie odbyć trasę po klubach Szwecji. Komponować - w założeniu - mieli wszyscy i wszyscy także mieli uczestniczyć w tym zespole na równych prawach. Universal się na to zgodził, zatwierdził projekt i wyasygnował na nie całkiem sporą sumę pieniędzy celem opłacenia przelotów, pobytu i kosztów studia. Tak oto narodził się zespół Pipeline.

Kolektyw stworzyło szesnastu muzyków: Mats Gustafsson. Ken Vandermark, Fredrik Ljungkvist, Guilermo Gregorio, Jeb Bishop, Per-Äke Holmlander, Joe Morris, David Stackenäs, Sten Sandell, Jim Baker, Fred Lonberg-Holm, Kent Kessler, Johan Berthling, Michael Zerang, Raymond Strid oraz Kjell Nordesson. W tym składzie nigdy razem nie grali i dobrą sprawę większość z nich poznała się dopiero przy okazji tego projektu, ale możliwości brzmieniowe (podobnie jak i koszty realizacji) były tu naprawdę przeogromne. I właśnie koszty tego projektu zaważyły na tym, że cały projekt Crazy Wisdom został zawieszony, a potem zakończony. A dwie wydane nakładem oficyny Johna Corbetta kompozycje to ledwie ułamek tego co Pipeline zarejestrowało podczas czterodniowej sesji w Chicago we wrześniu 2000 roku.

Na płytę Pipeline wybrano dwie bardzo długie kompozycje autorstwa Kena Vandermarka (Codeine Picasso) oraz Frederika Ljungkvista (In This Very Room). Pokomplikowane formalnie, elektroakustyczne kompozycje stworzone są z komponowanych bloków łączonych partiami improwizowanymi - tak solowymi, jak i granymi tutti. Czasami podczas solówek muzycy mają nabudować napięcie do określonego poziomu, gdy wejdą kolejne instrumenty i wprowadzą następny komponowany blok, czasami - wprost przeciwnie (jak Mats Gustafsson w kompozycji Ljungkvista) wyciszą ją niemal do zera. Czasami prowadzą improwizację do określonego motywu, czasami mogą dokonać wyboru z kilku melodycznych czy rytmicznych linii. Możliwości jest tu bardzo wiele stąd też każde późniejszych z koncertowych wykonań w bardzo znaczący sposób różniło się od studyjnej rejestracji. Wszyscy korzystają tu ze swoich przeogromnych doświadczeń - wszak wielu spośród muzyków tu zebranych tworzyło już choćby Tentet Brotzmanna czy też New Orchestrę Barry'ego Guya. A zebrany tu ludzki potencjał dawał wprost nieograniczone możliwości.

To, co najbardziej mi imponuje gdy słucham tego nagrania, to klarowność i logika. I tempo oraz dyscyplina. Bo utrzymanie go, zgranie tak wielu grających kompozycję i improwizujących równocześnie muzyków jest chyba kluczowym problemem w tego typu składach. Imponuje zgranie, zrozumienie, ale i podporządkowanie własnego ego brzmieniu, spójności zespołu, o które - co dowodzi historia wielu kolektywów - wcale nie jest łatwo. To muzyka fomalnie trudna, ale tak pełna energii i radości kreacji, jak tylko jest to możliwe. I zarażająca nią słuchacza w iście zakaźny sposób. Polecam koniecznie i to wcale nie tylko miłośnikom awangardowych bigbandów!
autor: Marcin Jachnik

Mats Gustafsson: tenor saxophone
Ken Vandermark: clarinet, tenor saxophone
Fredrik Ljungkvist: clarinet, tenor and baritone saxophone
Guillermo Gregorio: clarinet, alto saxophone
Jeb Bishop: trombone
Per-Äke Holmlander: tuba
Joe Morris: guitar
David Stackenäs: guitar
Sten Sandell: piano
Jim Baker: ARP synthesizer, piano
Fred Lonberg-Holm: cello
Kent Kessler: bass
Johan Berthling: bass
Michael Zerang: drums, percussion
Raymond Strid: drums, percussion
Kjell Nordeson: drums, vibes, percussion

1. Codeine Picasso 33:53
2. In This Very Room 29:50



płyta do nabycia na multikulti.com

niedziela, 7 grudnia 2014

The Margots [Adrienne Pierluissi / Ken Vandermark / Tim Daisy / John Dereszynski / Nick Macri / Rick Reger] "Pescado", Okka Disk 2013, OD12093

The Margots [Adrienne Pierluissi / Ken Vandermark / Tim Daisy / John Dereszynski / Nick Macri / Rick Reger] "Pescado", Okka Disk 2013, OD12093
The Margots - nowy zespół z udziałem Kena Vandermarka nie jest jego autorskim projektem, ale też prawdopodobnie nie byłoby go, gdyby nie osoba chicagowskiego saksofonisty i kompozytora. Lub też brzmiałby on diametralnie inaczej.

Nie pierwsze to spotkanie Vandermarka z muzyką raczej rockową niż jazzową, ale też chyba po raz pierwszy śmiało można mówić o nim jako o kompozytorze piosenek. Zdarzyło się to wcześniej tylko jeden jedyny raz (na płycie sygnowanej przez Maca McCaughana, wokalistę Portastatic, "Perfect Little Door" jest jedna piosenka z muzyką Vandermarka, ale wcześniejsza kompozycja została tylko zaadoptowana do tej formy), chociaż aranże wychodziły już spod jego ręki - czy to dla Common Rider, czy też dla The Ex z Getatchew Mekurią. I chyba właśnie to ostatnie doświadczenie - współpraca z holenderskimi dinozaurami punk rocka - wpłynęło na to, że Ken Vandermark zdecydował się na udział w takim właśnie projekcie. To i chyba osoba Adrienne Pierluissi, z którą Vandermark przyjaźni się od połowy lat dziewięćdziesiątych - to jej obraz wykorzystał na okładce płyty DKV Trio "Live in Wels & Chicago". Bo to ona jest autorką wszystkich – prócz jednego, autorstwa Joe McPhee – tekstów i większości muzyki na płycie. No i jeszcze na niej śpiewa, a czyni to w niezwykle klimatyczny sposób.
The Margots
Płyta "Pescado" jest znakomitą hybrydą rocka i progresywnego jazzu, właśnie spod znaku chicagowskiej sceny i Kena Vandermarka. Inspirowane z jednej strony dorobkiem Roberta Wyatta i jego "Comicoperą", z drugiej tropikalią (brazyliską stylistyką z późnych lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku), ale też dzięki zaangażowanym w to wybitnym instrumentalistą, muzyka ma bardzo indywidualny charakter. Na pierwszym planie jest pogodny głos Adrienne Pierluissi, śpiewając po angielsku i hiszpańsku. Od pierwszego dźwięku słychać, że nie jest ona wykształconą wokalistką. Ma za to w głosie ciepło, wdzięk i wielką pogodę ducha, która potrafi świetnie udzielić słuchaczom. Znakomicie operuje tu harmonią gitarzysta John Dereszynski, nadając piosenkom indie-rockowy charakter. Ale ta muzyka byłaby jednostajna gdyby zabrakło Kena Vandermarka - to on nadaje jej pazur, stylistyczną różnorodność i inicjuje zmiany charakteru muzyki w ramach poszczególnych kompozycji. Znakomitym przykładem jest kompozycja "April", która z niemal melancholijnej ballady zamienia się w inspirowaną funkowymi rytmami piosenkę.

"Pescado" wywodzi się z tej samej muzycznej rodziny, co wspólny projekt Neneh Cherry i The Thing, ale nie znajdziecie tu coverów, co - przynajmniej w moich oczach - czyni tę płytę jeszcze bardziej interesującą. Znakomite kompozycje, świetne i niebanalne aranżacje, cudowne wykonanie. Mistrzowski album!
autor: Marcin Jachnik

Adrienne Pierluissi: vocals
Tim Daisy: drums, percussion 
John Dereszynski: guitars
Nick Macri: bass
Rick Reger: keyboards
Ken Vandermark: reeds

1. Intro Memory
2. No Lo Sabia
3. Grey
4. Pescado
5. Mr Altruistic
6. April
7. Black And White
8. Sword
9. Love Song
10. Husbands
11. Drown
12. Echoes of Memory
13. Anda



płyta do kupienia na multikulti.com

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Ken Vandermark's Topology Nonet featuring Joe McPhee "Impressions of PO Music" Okka Disk 2013, OD12095

 Ken Vandermark's Topology Nonet featuring Joe McPhee "Impressions of PO Music" Okka Disk 2013, OD12095
Granie utworów w obecności kompozytora zawsze jest wyzwaniem dla interpretatora. Zaproszenie kompozytora do jako solisty może zakrawać na bezczelność. Tym bardziej więc ciekaw byłem nagrania projektu Ken Vandermark's Topology Nonet, jakie w ubiegłym roku ujrzało światło dzienne za przyczyną wznawiającej wydawniczą aktywność oficyny OkkaDisk.

Na płytę złożyły się kompozycje Joe McPhee powstałe w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia i pierwotnie nagrywane dla szwajcarskiej oficyny HatHut Records. Większość płyt z których pochodzą to dziś już prawdziwe białe kruki, a część z nich wciąż jeszcze nie doczekała się kompaktowej edycji (i pewnie wobec zmieniającego się rynku muzycznego doczekamy ich tylko w formacie mp3 lub flac). A wielka to szkoda bo dokumentują one chyba najważniejszy okres kompozytorskiego rozwoju muzyki tego amerykańskiego trębacza i saksofonisty, który po dziś nie doczekał się należnego mu miejsca i uznania wśród krytyków po obu stronach Wielkiej Wody. Teraz jednak, za sprawą admiratora twórczości McPhee - Kena Vandermarka - możemy sięgnąć po te fantastyczne utwory w mocno uwspółcześnionych wersjach.

Ken sięga po te kompozycje jak po swoje. Czerpie i wybiera z nich co dla niego interesujące i co uważa za esencję kompozycji. Wybiera więc tematy, przeszczepia melodykę, ale składa je na nowo, buduje ich złożoność w sobie właściwy, współczesny sposób. I wcale bym nie wykluczał, że grając je na żywo postępuje z nimi tak ze swoimi kompozycjami na duże składy. Własne utwory składa z poszczególnych elementów za każdym razem w nowy sposób, ingerując przed każdym kolejnym koncertem w zamkniętą zdawałoby się formę. Więc kompozycje nie mają skończonego kształtu, na każdym koncercie zyskują ją jakby na nowo.

Tutaj granice "brył" zarysowane są wyraźnie - stąd też moje przeczucie, ale nie jest to pewność. Słychać jednak pomiędzy nimi zmiany i napięcia dlatego też wydaje mi się uzasadnione. Natomiast nie robią wrażenia eklektycznych, lecz układają się w jednorodną całość. Vandermark zresztą nie daje tu przysnąć muzykom, nie pozwala na chwilę nudy, bardzo dba o zwartość i wyrazistość formy. Także w pewien sposób ogranicza - czasem - inwencję solisty. Ale dzięki temu muzyka zyskuje tak na napięciu jak i tempie, a fragmenty tutti gdy zespół gra zupełnie free są na tej płycie raczej ewenementem.

A sama muzyka? Cóż jest piękna, drapieżna i kreatywna jednocześnie – jak sam Joe McPhee. I jeszcze liryczna, bo to bardzo ważna cecha jego charakteru. Zresztą Ken nigdy nie ukrywał, że właśnie tak patrzy na muzyków – są oni w jego odczuciu tacy jak ich twórczość. W takiej formule wielka zasługa lidera (Vandermarka), jak i poszczególnych instrumentalistów. No i myślę, że obecność Joe także zrobiła swoje. Muzyka dzięki jest chyba jeszcze bardziej skupiona i chyba wyrażą maksymalną koncentrację wykonawców podczas samego nagrania. Piękna płyta pokazująca jak ważną postacią był i jest Joe McPhee dla współczesnego awangardowego jazzu.
autor: Marek Zając


Ken Vandermark & Joe McPhee

Joe McPhee: tenor saxophone
Jason Adasiewicz: vibraphone
Josh Berman: cornet
Jeb Bishop: trombone
Tim Daisy: drums
Kent Kessler: bass
Fred Lonberg-Holm: cello, electronicsDave Rempis: saxophones
Ken Vandermark: clarinet, bass clarinet, tenor saxophone

1. Impressions of Astral Spirits/Age
2. Impressions of Future Retrospective
3. Impressions of Sweet Dragon
4. Impressions of Goodbye Tom B.
5. Impressions of Eroc Tinu
6. Impressions of Pablo/Violets For Pia
7. Impressions of Knox

płyta do kupienia na multikulti.com

czwartek, 30 października 2014

Alan Silva / Takuo Tanikawa / Sabu Toyozumi / Keiko Higuchi "Crimson Lip", improvising beings 2013, IB08

Alan Silva / Takuo Tanikawa / Sabu Toyozumi / Keiko Higuchi "Crimson Lip", improvising beings 2013, IB08
Nagranie to zostało zarejestrowane na żywo, w Japonii, w jokohamskim klubie Crimson Lip, w sierpniu 2009 roku. Basista, kompozytor, klawiszowiec i prawdziwa, wciąż żywa i twórcza legenda awangardowej sceny - Alan Silva łączy siły z Keiko Higuchim (wokal), Sabu Toyozumim (perkusja) oraz Takuo Tanikawa (gitara elektryczna i elektronika).

"Łączy" to bardzo dobre słowo na opisanie muzyki zespołu. Chociaż gra Silvy - zwłaszcza gdy odkłada kontrabas i siada za klawiaturą syntezatora, jest przeciwstawieniem muzyce tria. Gitarzysta, Takuo Tanikawa gra bardzo interesującym, jazzowym dźwiękiem, a ich triowe improwizacje mocno osadzone bywają w jazzowej tradycji. Jednak narracja konsekwentnie łamana przez Silvę i mozolnie, w skupieniu budowane interakcje sprawiają, że obcujemy z niezwykłą, piękną, żywą muzyką.

Wokalista Keiko Higuchim, brzmiący nieco jak Haino Keiji, wprowadza tu dodatkowo element delikatnej wprawdzie, ale zupełnie nieprzewidywalnej dzikości. Ten japoński artysta, z rzadka tylko posługujący się krzykiem, znakomicie wpisuje się w klimat muzyki instrumentalnego tria i wnosi do niego element ożywczej świeżości. Dla odważnych, ale jakie to znakomite nagranie!
autor: Marcin Zając

Alan Silva: bass, piano, synthesizer
Takuo Tanikawa: guitar, electronics
Sabu Toyozumi: drums, percussion
Keiko Higuchi: vocals

1. Crimson Lip



płyta do kupienia na multikulti.com

piątek, 3 października 2014

Omar Sosa "Eggun - The Afri-Lectric Experience", Skip 2013, SKP91142

Omar Sosa "Eggun - The Afri-Lectric Experience", Skip 2013, SKP91142
"Eggun" to hołd dla legendernego albumu Milesa Davisa "Kind of Blue". W 2009 roku, Omar Sosa, słynny już wtedy pianista, otrzymał zamówienie od Barcelona Jazz Festiwal, aby skomponował, wyprodukował i zaprezentował podczas festiwalu hołd dla klasycznego nagrania Milesa Davisa, z okazji 50 rocznicy powstania tego słynnego albumu. Kluczowym jest tutaj słowo hołd - nie było pomysłem dyrektora festiwalu przearanżowanie kompozycji Davisa na fortepian solo czy jakikolwiek inny skład, i zagranie ich na żywo. Nie, to miało być coś innego, nowego, niezależnego od współczesnych muzycznych trendów, coś, dla czego "Kind Of Blue" miało być źródłem inspiracji i punktem odniesienia.

Joan Cararach, dyrektor Barcelona Jazz Festival, zwraca uwagę na fakt, że ta muzyka pochodzi od melodyjnych pasaży "Kind Of Blue", i zauważa, że takie przerywniki mógłby pisać choćby Bill Evans starając się połączyć poszczególne z davisowkich kompozycji zebranych na tym albumie. Wiadomo bowiem, że kompozycje na tym albumie nie były zamknięte, skończone. Davis rozdał przed sesją jakieś szczątki, szkice utworów raczej, a wiele ich części zostało po prostu przez jego muzyków wyimprowizowanych podczas tej słynnej sesji nagraniowej. Muzyka Omara Sosy nie odwołuje się to żadnego utworu Davisa wprost, nie ma tu żadnego z tematów zgromadzonych na oryginalnej płycie. Omar Sosa raczej stara się oddać charakter i ducha tamtego nagrania niż w jakikolwiek inny sposób czerpać z płyty Milese Davisa. I udaje mu się to w naprawdę niezwykłym stopniu.
Omar Sosa
Genialny pianista i kompozytor jest od wielu sezonów atrakcją najważniejszych festiwali na niemal całym świecie. Zwykle pisze się o nim, że połączył w jedną spójną melodykę i brzmienie to wszystko, co jest pulsem dzisiejszego jazzu: afrykańską rytmikę, impulsywność latynoskich nastrojów, sonorystykę i nietuzinkowość improwizacji jazzu, melancholię bluesa oraz wrodzoną, kubańską "buena vista". Z jednej strony elokwencja na miarę pianistyki Keith Jarretta, przebojowość gry Oscara Petersona, z drugiej - koncepcje muzyczne rodem z afro-skojarzeń Ahmada Jamala i Abullaha Ibrahima okraszone charakterystycznym brzmieniem oraz impulsem legendarnej Buena Vista Social Club. Jeśli do tego dodać jego oryginalną formułę połączenia afro - cuban jazzu z ultranowoczesnymi elektronicznymi strukturami - jawi się muzyka na miarę naszego wieku - i być może nurt, którym podążać będzie jazz przez najbliższe dekady.

Tutaj jednak jest w zadziwiający sposób klasyczny, o wiele więcej tu odwołań do Billa Evansa czy Wyntona Kelly niż do muzyki etnicznej - chociaż i jej echa pobrzmiewają w pięknej i harmonijnej pianistyce Omara Sosy. po ta płytę trzeba sięgnąć koniecznie!
autor: Józef Paprocki

Omar Sosa: piano, Fender Rhodes, electronics; samples
Marque Gilmore: acousti-lectric drums; effects programming, drum loop production
Childo Tomas: electric bass, kalimba, vocals
Joo Kraus: trumpet, flugelhorn, electronic effects
Leandro Saint-Hill: alto saxophone, clarinet, flute
Peter Prfelbaum: tenor saxophone, soprano saxophone, bass saxophone, melodica, caxixi
Lionel Loueke: electro-acoustic guitar, vocals
Marvin Sewell: guitars
Pedro Martinez: percussion
John Santos: clave, chereke, waterphone, panderetas, tambora, guiro, quijada
Gustavo Ovalles: percussion

1. Alejet
2. Al Alba
3. Interludio I
4. Alternativo Sketches
5. Interludio II
6. Madre Mia
7. Interludio III
8. So All Freddie
9. Interludio IV
10. Rumba Connection
11. Interludio V
12. Angustiado
13. Angustiado Reprise
14. Interludio VI
15. Calling Eggun



płyta do kupienia na multikulti.com

czwartek, 18 września 2014

Machine Mass feat. Dave Liebman "Inti", Moonjune Records 2013, MJR060

Machine Mass feat. Dave Liebman "Inti", Moonjune Records 2013, MJR060
Bez dwóch zdań to nazwisko Dave'a Liebmana jest magnesem, który może przyciągnąć uwagę do tej płyty, choć w kręgach kreatywnego jazzu perkusista Tony Bianco (Elton Dean, Paul Dunmall, Evan Parker, Alexander von Schlippenbach, douBt) i gitarzysta Michel Delville (The Wrong Object, douBt) nie są bezimienni.

David Liebman swoją jazzową podróż zaczynał w latach 70-tych od mocnego wejścia. Pierwsze zespoły tworzył z Elvinem Jonesem, Milesem Davisem, Chickiem Coreą i innymi. W pierwszej poł. 70 lat kierował równocześnie grupą Lookout Farm, jedną z wielu, które wówczas próbowały łączyć jazz z muzyką Indii. prowadził też odnoszący spore sukcesy kwintet (w składzie Dave Liebman, Terumassa Hino, John Scofield, Ron McLure i Adam Nussbaum). W następnych dekadach umacniał swoją pozycję, którą potwierdzały kolejne nominacje do Grammy oraz prestiżowe wyróżnienia np. doktorat Honoris Causa Sibelius Academy (Helsinki), Order of Arts and Letters, przyznawany przez rząd Francji. Liebman jest założycielem oraz dyrektorem artystycznym International Association of Schools of Jazz (IASJ). Brał udział w nagraniu ponad 100 płyt.

Płyta “INTI” nie ma lidera, każdy z trójki muzyków z wielką wyobraźnią i improwizatorskim zacięciem prezentuje kawał kreatywnej muzyki XXI wieku, swobodna improwizacja w zwarciu z gęstą fakturą rytmiczną, szczelność struktury muzycznej, wywiedziona gdzieś z "Bitches Brew" Milesa Davisa rozbudowana zostaje o abstract ambientowe brzmienia, wszystko to z eksperymentatorskim zacięciem.

Swietną robotę wykonał Michel Delville na elektronice, doskonale wypada jedyna obca kompozycja na płycie, "In A Silent Way" Joe Zawinula, tutaj podszyta indyjską muzyką, nie sposób nie podziwiać Saby Tewelde, która przy niepokojącej, zaskakująco nastrojowej live-elektronice śpiewa przejmującą pieśń "The Secret Place", a pełne emocji improwizacje poszczególnych muzyków (jak chociażby w "Elisabeth") głęboko zapadają w pamięć.

“INTI” to krążek z gatunku wagi ciężkiej, jednak klasy mistrzowskiej, doskonały balans pomiędzy jazzową tradycją, artystyczną autentycznością i walorami eksperymentalnymi sprawia, że płyta zagnieźdźa się na długo w odtwarzaczu.
autor: Mariusz Zawiślak

Michel Delville: guitar, Roland GR09, electronics
Tony Bianco: drums, loops, percussion
Dave Liebman: soprano & tenor saxophone, wooden flute
Saba Tewelde: vocals (only on track 7)

1. Inti (7:27)
2. Centipede (4:41)
3. Lloyd (6:24)
4. In a Silent Way (6:29)
5. A Sight (6:37)
6. Utoma (6:09)
7. The Secret Place (4:33)
8. Elisabeth (12:46)
9. Voice (4:53)


płyta do kupienia na multikulti.com

wtorek, 16 września 2014

Noah Rosen / Alan Silva "o.i.l.", improvising beings 2013, IB21

Noah Rosen / Alan Silva "o.i.l.", improvising beings 2013, IB21
"o.i.l." w tytule płyty nie oznacza wcale benzyny albo paliwa, ale jest skrótem od Orchestrated Improvised Lives. Wykonawcami tych rozbudowanych improwizacji są dwaj niezwykle doświadczeni muzycy - grający tu na syntezatorach Alan Silva oraz zasiadający za klawiaturą fortepianu Noah Rosen.

Dlaczego taki tytuł? Bo muzyka brzmi niczym improwizowany koncert na fortepian i orkiestrę. Tak bowiem rozbudowane jest brzmienie syntezatorów obsługiwanych przez nestora amerykańskiej sceny awangardowej Alana Silvę. Rosen zresztą nie pozostaje mu dłużny - na fortepianie gra całe kaskady dźwięków w niezwykłych, szybkich i ruchliwych pasażach. I chociaż stara się odwoływać czasem do jazzowej tradycji to jego indywidualny styl przynosi muzykę otartą na wszelkie inspiracji i w tej otwartości niezwykle bezkompromisową.

Alan Silva nagrywał już płyty w dużych składach. Nigdy wcześniej jednak nie nagra duetu który muzycznie byłby tak gęsty i operował tak potężnym, rozbudowanym brzmieniem. Minimalizm składu pozwala mu niemal w pełni muzykę tę kontrować. I Silva potrafi to znakomicie wykorzystać pozostając cały czas otwartym na wszelkie zagrywki i poczynania partnera. Znakomity, chociaż bardzo trudny i gęsty muzycznie album.
autor: Marcin Zając

Noah Rosen: piano
Alan Silva: orchestral synthesizer

1. The Road To Hell Is Paved With Good Intentions
2. Fleche Dans Le Jardin
3. Two Buck Chuck



płyta do kupienia na multikulti.com