Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paprocki Józef. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paprocki Józef. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 listopada 2017

Andrew Lamb / Warren Smith / Arkadijus Gotesmanas "The Sea of Medicum" [Vinyl 1LP, limited edition 300], NoBusiness Records 2017, NBLP106

Andrew Lamb / Warren Smith / Arkadijus Gotesmanas "The Sea of Medicum" [Vinyl 1LP, limited edition 300], NoBusiness Records 2017, NBLP106
Andrew Lamb to saksofonista wciąż jeszcze niedoceniony, właściwie - w Europie - nieodkryty. Ten należący do drugiego pokolenia chicagowskiego AACM-u muzyk (był uczniem m.in. Kalaparushy Maurice'a McIntyre'a) dość szybko wziął rozbrat z tamtejszą sceną i jeszcze pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku (miał niespełna dwadzieścia lat) przeniósł się do Nowego Yorku. I chociaż pozostawał aktywnym muzykiem, to na pierwsze jego autorskie nagranie przyszło czekać aż do roku 1994, kiedy to dla chicagowskiej wytwórni Delmark zarejestrował wraz z Warrenem Smithem, Wilberem Morrisem i Andrei Strobertem album Portrait in the Mist. I chociaż płyta nie doczekała się szerokiego uznania, sprawiła jednak, że muzyk na dobre zaistniał w świadomości krytyków i jazzfanów.

Od tamtej pory pojawiał się na płytach już regularnie (nagrania z Warrenem Smithem, w trio z Eugenem Cooperem i Andrei Strobertem czy w składach prowadzonych przez Henry Grimesa) to na kolejne autorskie nagranie znów musieliśmy czekać kilkanaście lat. W 2012 roku ukazał się w litewskim NoBusinessie album Rhapsody In Black i szczęśliwie najnowsze nagranie jest kontynuacją rozpoczętej wtedy współpracy.

The Sea Of Modicum to znakomity free jazzowy album gdzie liderującemu Lambowi towarzyszy dwóch perkusistów - Warren Smith i Arkadijus Gotesmanas - o zgoła odmiennych korzeniach i muzycznych doświadczeniach. Zarejestrowana na żywo w październiku 2016 roku podczas Vilnius Jazz Festival płyta przynosi trzy długie improwizacje w których bogate w ornamenty, wzory i tekstury rytmiczne fundamenty perkusistów tworzą fascynujące tło dla silnego i ostrego saksofonu Lamba. Lamb jawi się tu nie tylko jako niezwykły kolorysta, ale jednoznacznie odrzucając jakiekolwiek flirty z mainstreamowym jazzem odważnie odwołuje się do dokonań free jazzowych mistrzów - Ornetta Colemana i Alberta Aylera - sięgając czasami ("Kindred Spirits") po ich mistyczno-żarliwe tony o niemal modlitewnym zabarwieniu. Znakomity album dla wszystkich miłośników współczesnego free!
autor: Józef Paprocki

Andrew Lamb a.k.a The Black Lamb: tenor saxophone
Warren Smith: percussion
Arkadijus Gotesmanas: percussion

Side A
:
The Sea of Medicum

Side B:
1. Kindred Spirits
2. To The Angel Of Lithuania

płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 10 listopada 2017

Rob Mazurek "Roma" Clean Feed 2017, CF435CD

Rob Mazurek "Roma" Clean Feed 2017, CF435CD
Ta płyta nie jest jeszcze jednym wycyzelowanym i dopieszczonym nagraniem. i owszem, jest owocem ponad trzyletniej pracy nad solowym materiałem, ale zarejestrowana została na żywo, podczas transmitowanego przez Rai Radiotre Suite Jazz koncertu. I właśnie dzięki temu możemy głębiej zajrzeć w świadomość i twórczą wrażliwość Roba Mazurka.

W dzisiejszym studio nagraniowym zrobić można wszystko. Także gdy nagrywa się płytę solo. Jak jednak połączyć ze sobą wszystkie niezliczone inspiracje w mistyczno-inprowizowany strumień dźwięków gdy gra się na żywo? Jak zbudować przestrzeń grając na trąbce z wykorzystaniem współczesnej elektroniki, modulatorów brzmienia, fortepianu i jego bogatych możliwości preparowania?

Rob Mazurek, lider m.in. Chicago Underground w swoich licznych odsłonach, jest od lat cenionym kompozytorem, kornecistą i improwizatorem, którego szeroka paleta elektroakustycznych możliwości wymyka się prostej kategoryzacji. Jego twórczość zyskała znakomitą reputację na scenach jazzowych, awangardowych jak i post-rockowych, tak w Stanach, jak i w Europie. Znany jest ze swojej ekspansywnej wizji muzycznej, którą i na tej płycie stara się porwać słuchaczy.

To jednak wizja zupełnie inna - nie ma tu energii, jest za to skupienie. I nie ma znaczenia czy Rob Mazurek gra na kornecie, którego dźwięki dodatkowo może przetwarzać elektronicznie, czy na preparowanym fortepianie. Zawsze przykuwa uwagę. Tutaj musimy zdać sobie sprawę z tego, że Rob Mazurek nie jest pianistą w klasycznym rozumieniu słowa. Gra on akordami lub właściwie pojedynczymi dźwiękami - nie ma tu pasaży i fraz, ale jest niezwykła, spójna i skupiona wizja o naprawdę wielkiej, pełna prostoty ale o skondensowanej mocy. I nie wypływa ona z natłoku dźwięków, a raczej ze zderzenia ich natężenia z przestrzenią i ciszą. I w tym właśnie Rob Mazurek jest niezwykłym mistrzem budując swój intymny świat dźwięków z użyciem skromnych środków i wielkich emocji. Polecam bardzo. 
autor: Józef Paprocki

Rob Mazurek: cornet, piano, prepared piano, electronics
1. Twombly at New Church
2. Gazing Through Walls (Two Paintings by Caravaggio)
3. King of Rome (For Pino Saulo)
4. Sweet Life in Disrepair (For Fellini)

płyta do nabycia na multikulti.com

czwartek, 9 listopada 2017

Kokotob "Flying Heart" Clean Feed 2017, CF431CD

Kokotob "Flying Heart" Clean Feed 2017, CF431CD
Bardzo mnie zaskoczyło to, że taki album znalazł się w katalogu portugalskiego Clean Feedu. I wcale nie dlatego, że płyta jest słaba - bardziej ze względów estetycznych. Jednak gdy przypomniałem sobie, iż niemal od początku ten znakomity label patronował muzyce Bernardo Sasettiego, musiałem przyznać się do błędu. Bo opierałem się raczej na własnym wyobrażeniu ich katalogu, niż na faktach.

Jeszcze niedawno była to wielka rzadkość, by uznani interpretatorzy muzyki klasycznej i współczesnej, komponowanej, wkraczali na obszar raczej kojarzony z improwizacją. Także tą wywiedzioną z jazzowej tradycji. Dzisiaj zdarza się to coraz częściej - tak właśnie jest w tym przypadku. "Flying Heart" to bowiem album stworzony - w dużej mierze - przez Taiko Saito, japońską wibrafonistkę, niezwykle cenioną za współczesne interpretacje muzyki m.in. Sofii Gubaiduliny. Ale - o czym wiadomo już zdecydowanie mniej - ma ona za sobą również długotrwałą współpracę z muzykami scen awangardowych i improwizowanych nie tylko Japonii - Keiko Abe, Davidem Friedmanem czy Kazuhisą Uchihashi. Współtworzyła także duet z niemieckim pianistą awangardowego jazzu Niko Meinholdem, w którym to zainspirowana słynnym albumem "Crystal Silence" starała się rozszerzyć o jeżyk awangardy dokonania duetu Chick Corea - Gary Burton. Współpracujący ze sobą od 2006 roku jako duet Koko (od tytułu pierwszego albumu) muzycy uznali w końcu, że trzeba coś zmienić w tym składzie, że formułą nieco się - na ten czas - wyczerpała. I tak narodził się Kokotob, trio do którego zaprosili Tobias Schirmer, wspaniałego muzyka grającego na klarnecie oraz klarnecie basowym.

Trio osadza swoją autorską muzykę w jazzowym kontekście, ale samo podejście do formy, jak i treści jest eksperymentalne. Ale też niezwykle nasycone klasyczną tradycją. Obecność Tobiasa Schirmera przydało muzyce wibracji, ale też sprawiło, iż muzyka stała się przejmująco medytacyjna i melancholijna jednocześnie. Przy tym wszystkich ma ona bardzo jednorodny charakter, ale nie ma tu miejsca za nudę. Jest zwarta i jednorodna, niemal jak oddychanie…
autor: Józef Paprocki

Taiko Saito: marimba, vibesNiko Meinhold: piano
Tobias Schrimer: clarinet, bass clarinet
1. Waldboden
2. Wellen
3. Origami im Görlitzer Park
4. Komodo no Kodomo
5. Etude in eb
6. Feldmännchen
7. 5 Viertel
8. Bikkuri
9. Korokoro
10. Snow Moon Flower

płyta do nabycia na multikulti.com

niedziela, 5 listopada 2017

Vítor Rua and The Metaphysical Angels "Do Androids Dream of Electric Guitars?" [2CD], Clean Feed 2017, CF429CD

Vítor Rua and The Metaphysical Angels "Do Androids Dream of Electric Guitars?" [2CD], Clean Feed 2017, CF429CD
Vítor Rua jest jedną z czołowych postaci portugalskiej sceny muzycznej, a jego dokonania obejmują mnóstwo idiomów i stylistyk, od rocka (był założycielem bardzo popularnego zespołu GNR), po minimalizm, muzykę konkretną, elektroniczną, mimetyczny jazz, folk, punk, thrash metal, country music oraz do swobodnej improwizacji (Telectu to wszak jego duet z pianistą i muzykologiem Jorge Limą Barreto, czasami współpracujący z słynnymi muzykami awangardowego jazzu - Sunnym Murray'em, Gerrym Hemingway'em, Hanem Benninkiem, Paulem Lyttonem, Barrym Altschulem, Gunterem Sommerem, Chrisem Cutlerem, Eddie Prevóstem, Louisem Sclavisem, Jaciem Berrocal, Carlosem "Zíngaro" czy Elliottem Sharpem ). Od 1987 roku Rua koncentruje się jednak na klasycznej kompozycji współczesnej, zarówno w formie solowej, kameralnej, jak i orkiestrowej w której wszakże wcale niemałą rolę odgrywać może improwizacja. Na tym polu współpracował m.in. z Johnem Tilbury, Giancarlo Schiaffinim, Danielem Kientzy, Peterem Rundelem czy Christianem Brancusim. Interesuje go także tradycja operowa (w dorobku kompozytorskim ma ich już pięć) ale - ponoć - o zdecydowanie groteskowym charakterze.

Wszystkie te pochłaniające go projekty wcale jednak nie sprawiły, iż odstawił on na bok swój instrument czyli gitarę. Ograniczyły jednak zdecydowanie jego możliwości czasowe i z tego powodu nie udało mu się stworzyć jego gitarowego zespołu marzeń, na który to przeznaczył pisał swoje najnowsze kompozycje. Jednak współczesna technika potrafi czynić cuda i tak przy użyciu overdubów, i możliwości studia nagraniowego postanowił zarejestrować je sam. Nakładał więc na siebie brzmienia kolejnych gitar, dopieszczał poszczególne frazy, aż stworzył czysto gitarowy album w jego odczuciu doskonały. Jak jednak sam przyznaje, dla niego, jako autora i wykonawcy całości materiału, brakowało mu na tej płycie zaskoczenia (chociaż akurat moje zdanie jako słuchacza jest inne) i postanowił płytę zarejestrować ponownie. By jednak nie mierzyć się ze sobą, tym razem zaprosił muzyków i improwizatorów grających na zupełnie różnych instrumentach dla siebie rezerwując jedyną w składzie gitarę.

Kompozycje jednak zachował, zachował także kolejność i w końcu postanowił wydać całość - na pierwszej płycie pierwotny, solowy, gitarowy materiał; na drugim krążku efekt pracy z zespołem. I ten podwójny album mnie bardzo zaskakuje. Można słuchać go bowiem na wiele sposób odnajdując różnice w podejściu i wyodrębniając fragmenty improwizowane, można porównywać całe płyty, można zestawiać partie solowe. Po kilku przesłuchaniach nie potrafię orzec która z tych płyt bardziej mi się podoba - drapieżno-melancholijne solowe wibracje czy też zbliżone do kameralistyki konsortowe granie. Obie płyty są bowiem znakomite, chociaż osobiście nie wiem czy zwrócił bym na nie uwagę gdyby nie to odkrywcze potraktowanie obu nagrań jak organicznej całości.
autor: Józef Paprocki

CD 1:
Victor Rua: all guitars (classical Ramirez guitar and Fender Squire guitar)
CD 2:
Victor Rua: guitars, composerHernani Faustino: bassLuis San Payo: drumsManuel Guimares: pianoNuno Reis: trumpetPailo Galao: clarinet
CD 1 - DO ANDROIDS DREAM OF ELECTRIC GUITARS?
1. Do Androids Dream Of Electric Guitars?: The Amazing Worm 6:40
2. Do Androids Dream Of Electric Guitars?: Friendly Formants 5:44
3. Do Androids Dream Of Electric Guitars?: Roulotte 7:55
4. Do Androids Dream Of Electric Guitars?: Flamenco Is Dead 5:29
5. Do Androids Dream Of Electric Guitars?: Subliminal Signs Of Humor 4:51
6. Do Androids Dream Of Electric Guitars?: Fugue In Fuck Major 5:51
7. Do Androids Dream Of Electric Guitars?: Deleuze Versus Tarzan 5:07
8. Do Androids Dream Of Electric Guitars?: Prepared Onion With Olive Glue 3:40
9. Do Androids Dream Of Electric Guitars?: Descending Stairs With Duchamp 3:42
10. Do Androids Dream Of Electric Guitars?: Do Androids Dream Of Electric Guitars? 4:58

CD2 - DO ANDROIDS DREAM OF ELECTRIC BANDS ?
1. Do Androids Dream Of Electric Bands?: The Amazing Worm 6:39
2. Do Androids Dream Of Electric Bands?: Friendly Formants 5:55
3. Do Androids Dream Of Electric Bands?: Roulotte 7:52
4. Do Androids Dream Of Electric Bands?: Flamenco Is Dead 5:27
5. Do Androids Dream Of Electric Bands?: Subliminal Signs Of Humor 4:45
6. Do Androids Dream Of Electric Bands?: Fugue In Fuck Major 5:52
7. Do Androids Dream Of Electric Bands?: Deleuze Versus Tarzan 5:03
8. Do Androids Dream Of Electric Bands?: Prepared Onion With Olive Glue 3:33
9. Do Androids Dream Of Electric Bands?: Descending Stairs With Duchamp 3:46
10. Do Androids Dream Of Electric Bands?: Do Androids Dream Of Electric Guitars? 4:59

płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 1 listopada 2017

MiND GAMeS "Ephemera Obscura" Clean Feed 2017, CF432CD

MiND GAMeS "Ephemera Obscura" Clean Feed 2017, CF432CD
Oto kwartet złożony z wielu efektownych kontrastów i niekonwencjonalnych muzycznych połączeń. Złożone partie i skomplikowane, komponowane fragmenty współistnieją tu ze spontanicznymi poszukiwaniami dźwiękowymi, pełnymi tak światła i barw, jak i mroku, a tekstury i harmonie są zarówno pełne i bogate w szczegóły, jak i organiczne - surowe, pierwotne i dramatyczne w swoim wyrazie.

Angelika Niescier, Denman Maroney, James Ilgenfritz i Andrew Drury łączą to co najlepsze z dwóch światów - improwizacji i kompozycji, łączą inteligencję i wrażliwość, ale też zawsze gotowi są do zmiany formy i ról, w których są w tym kwartecie obsadzeni. Bo na przykład fortepian i perkusja obsadzone są w tym kwartecie w dosyć tradycyjnych rolach, lecz jednocześnie Maroney za pomocą przedmiotów umieszczonych na strunach wewnątrz fortepianu (w ten sposób usprawiedliwiających imię "hyperpiano") odmienia tę rolę, wkraczając w świat perkusjonaliów. A Drury, używając choćby własnego oddechu i rozmaitych przedmiotów, wytwarza dźwięki pełne harmonii, wcale nie perkusyjne.

Tak więc "Ephemera Obscura" jest przygodą, ale taką która ma początek i koniec. I zamkniętą formę. Niektóre z utworów to niemal gotowe piosenki, niektóre - zbiór dźwiękowych kolarzy. Ale zawsze przykuwają uwagę i zaskakują.
Polecam bardzo.
autor: Józef Paprocki

Angelika Niescier: alto saxophone
Denman Maroney: hyperpiano
James Ilgemfritz: contrabass
Andrew Drury: percussion

1. Harkinsish
2. Selonica
3. Strip Mind
4. Heterosemica
5. Ephemera Obscura
6. Imprint 2
7. Ballard Compound
8. Core Text

płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 6 września 2017

Eric Revis "Sing Me Some Cry" Clean Feed 2017, CF428CD

Eric Revis "Sing Me Some Cry" Clean Feed 2017, CF428CD
Eric Revis granie jazzu ma praktycznie we krwi. I zawsze pozostaje sobą czy gra ze swoimi rówieśnikami i przyjaciółmi jak Orrin Evans, Nasheet Waits, Kris Davis, Darius Jones, Avram Fefer czy Jason Moran, czy też ze słynnymi muzykami jazzowych scen - Andrew Cyrillem, Brandfordem Marsalisem czy Betty Carter. Na swoim najnowszym, autorskim albumie "Sing Me Some Cry", wykracza jednak daleko poza wszystko, co wcześniej osiągnął. "Sing…" to kolejny krok poza "Parallax" (Clean Feed) w 2013 roku, jego pierwszą płytę zarejestrowaną ze słynnym chicagowskim saksofonistą i klarnecistą Kenem Vandermarkem, laureatem nagrody MacArthura. To album, który jak żaden chyba inny pokazuje jak niezwykle elastycznym muzykiem jest Eric Revis.

Sama muzyczna konfiguracja jest swoistym muzycznym "dream teamem" Erika Revisa – bowiem z każdym z tych muzyków grał już, ale w zgoła innej konfiguracji. Pianistka Kris Davis pojawiała się na albumach jego tria "Crowded Solitudes" oraz "City of Asylum" (z Andrew Cyrillem). Chad Taylor grywał z Revisem w składzie zespołu Avrama Fefera i na jego autorskim, absolutnie niezwykłym albumie "In Memory of Things Yet Seen". No i Vandermark, którego Revis po raz pierwszy zaprosił na sesję "Parallax". Razem, jako kwartet, pojawiają się po raz pierwszy, ale sama osoba lidera i jego ogranie z partnerami, jak też uniwersalność każdej z zebranych tu muzycznych osobowości sprawia, iż muzyka od pierwszych dźwięków staje się jednością.

A w dodatku całą czwórkę łączy niemało, bo choć wyrastają z różnych i odmiennych doświadczeń, od dawien dawna są znani ze względu na wspólną chęć eksperymentowania z dźwiękiem i formą. Ich nowoczesna muzyka jest sumą wrażliwości i doświadczeń, ale tworzona jest z dosyć tradycyjnych muzycznych elementów. Frazowanie, swing - to wszystko wyrasta z jazzu; energia jest tu kontrolowana, a sama muzyka śmiało mogłaby zyskać miano free-bopu. A jednocześnie Revis łączy wszystkie te tradycyjne dosyć elementy w zaskakujący sposób i zestawia je tak, że każda kolejna kompozycja na płycie, zyskuje unikatowe brzmienie i formę. Na czym polega ten jego fenomen? Do końca nie wiem, koniecznie radzę posłuchać...
autor: Józef Paprocki

Eric Revis: double bass
Ken Vandermark: tenor saxophone, clarinet
Kris Davis: piano
Chad Taylor: drums, percussion

1. Sing Me Some Cry
2. Good Company
3. Pt 44
4. Solstice....The Girls (For Max & Xixi)
5. Obliogo
6. Rye Eclipse
7. Rumples
8. Drunkard's Lullaby
9. Glyph

płyta do nabycia na multikulti.com

czwartek, 17 sierpnia 2017

Dan Weiss "Sixteen: Drummers Suite" Pi Recordings 2017, PI63

Dan Weiss "Sixteen: Drummers Suite" Pi Recordings 2017, PI63
"Sixteen: Drummers Suite" to przez wielu oczekiwany ciąg dalszy (po "Fourteen") poszukiwań Dana Weissa w obrębie dużych składów wokalno-instrumentalnych i rozbudowanych form awangardowo-jazzowych kompozycji. A projekt to niezwykle ambitny, rozpisany na szesnastu wykonawców gdzie w dodatku wiodącą rolę (nie - co prawda - melodyczną) odgrywa instrument lidera czyli perkusja. "Sixteen" jest jeszcze bardziej odważnym nagraniem niż poprzednia płyta - zespół rozrasta się do szesnastu osób, wokalistów (3 osoby) i instrumentalistów, których skład - osobowy i instrumentalny - naprawdę przyprawia o zawrót głowy: akustyczny bas, gitara, fortepian, syntezator, trzy saksofony, dwa puzony, tuba, flet, harfa, glockenspiel, organy, wibrafon, tabla i perkusję. Wszystko to sprawia, że w porównaniu z poprzednim projektem zakres soniczny i możliwości zespołu są o niebo większe.

Jednak zgromadzić olbrzymi skład znakomitych muzyków to jedno, a potrafić użyć tak dużego aparatu wykonawczego (i w tym wypadku kreacyjnego) to zupełnie dwie inne rzeczy. O ile jednak poprzednie nagranie przynajmniej mnie osobiście pod tym względem nieco rozczarowywało, to tutaj już nie ma chwili na uczucie niedosytu. Cztery lata twórczej pracy w rozmaitych składach to naprawdę dużo i - słychać to od pierwszej do ostatniej minuty - Dan Weiss wykorzystał je w absolutnie niezwykły sposób. Tu nie ma miejsca na niepotrzebne nuty czy nic nie wnoszące partie - każda fraza, każda zmiana solisty i instrumentalnej konfiguracji wydaje się być konieczna i logiczna, i każda bez wyjątku potęguje tu napięcie. Do tego dochodzą znakomicie poprowadzone wokalizy - to właśnie na mnie chyba zrobiło tu największe wrażenie. Danowi Weissowi udaje się bowiem coś, co do tej pory w moim odczuciu kończyło się rozczarowaniem czyli efektywne i konsekwentne połączenia dużego składu instrumentalnego w kreatywnym jazzie z wywiedzionymi z jazzu wokalizami. Wywiedzionymi bowiem to nie jest czysto jazzowe frazowanie - muzyka na "Sixteen", a w konsekwencji i wokalizy, to unikalny amalgamat jazzu, muzyki indyjskiej, współczesnej muzyki klasycznej i wielu jeszcze innych wpływów utkanych przez Dana Weissa w spójną i nierozerwalną dźwiękową tkankę. Koniecznie!
autor: Józef Paprocki

Dan Weiss: compositions, drums, tabla, vocal percussion
Thomas Morgan: acoustic bass
Jacob Sacks: piano
Matt Mitchell: keyboard, piano, glockenspiel, organ, vibraphone 
Miles Okazaki: guitars, vocal percussion
Stephen Cellucci: percussion, vocal percussion
Katie Andrews: harp
Anna Webber: flute, alto flute
David Binney: alto saxophone
Miguel Zenon: alto saxophone
Ohad Talmor: tenor saxophone 
Jacob Garchik: trombone, tuba 
Ben Gerstein: trombone 
Judith Berkson: voice
Lana Is: voice
Jen Shyu: voice

1. The Drummers Meet
2. Elvin
3. Max
4. Tony
5. Philly joe
6. Klook
7. Ed

płyta do nabycia na mutikulti.com

wtorek, 15 sierpnia 2017

Humcrush "Enter" Shhpuma Records 2017, SHH030CD

Humcrush "Enter" Shhpuma 2017, SHH030CD
W muzyce improwizowanej w sumie wszystko zależy od tego, co przyjmiemy za język komunikacji, na jakiej stylistyce się oprzemy. Możemy korzystać z world music, możemy oprzeć się na języku muzyki klasycznej. Ale możemy też jak duet Stale Storlokken i Thomas Stronen znany jako Humcrush oprzeć się na rocku i funku wplatając w to jeszcze jazzrock i psychodelię. I wtedy mamy muzykę nieprzewidywalną, porażającą energią o nieco kosmicznej stylistyce. To jednocześnie eksperyment i niemal samograj, beat nieco ambientowy, o mocno klubowej, a czasami nawet (w naszych postmodernistycznych czasach - dlaczego nie?) tanecznej stylistyce. Oczywiście owo "tanecznej" należy postrzegać w kontekście tradycji muzyki improwizowanej zupełnie odmiennej od muzyki czysto rozrywkowej. Bo jeżeli ktoś szuka muzyki przy której może się pobawić na dyskotece to Humcrush raczej się do tego średnio nadaje.

To muzyka mocno przekształcona, zbudowana z technologicznych, przetworzonych dźwięków fendera, bębnów, syntezatorów i rozmaitej elektroniki, nagrana bez użycia gitar, ale z brzmień te gitary imitujących. I z równą gitarowym rykom energią i furią. Myślę, że może ucieszyć wszystkich miłośników Supersilent, Food, Elephant9, Time is a blind guide, Meadow czy Motorpsycho, ale też znacznie szersze grono otwartych na nowości słuchaczy.
autor: Józef Paprocki

Stale Storlokken: fender rhodes, synth and electronicsThomas Stronen: drums and electronics


1. The Beginning 1:12
2. Enter Humcrush 5:39
3. Puncture 2:29
4. Humming 3:03
5. Salvare 4:43
6. Flee 4:01
7. Trench 4:51
8. Splinter 4:34
9. Sinking 5:12
10. Exit Humcrush 4:16

płyta do nabycia na multikulti.com

niedziela, 13 sierpnia 2017

The Selva "The Selva" Clean Feed 2017, CF427CD

The Selva "The Selva" Clean Feed 2017, CF427CD
Debiutancki album portugalskiego tria to przede wszystkim niezwykła ilość odniesień, ale także absolutnie niezwykła w wielowątkowej muzyce improwizowanej jednorodność. Pobrzmiewają tu bowiem odwołania do muzyki dalekowschodniej, afrykańskiej, czasami pobrzmiewa zdekonstruowany blues, czasami nawet dawna muzyka renesansowej Europy. Ale wszystko to jest jakby przesłonięte dwiema zasłonami niczym fotografia zrobiona z użyciem filtra. Pierwszy filtr to poszarpana faktura improwizowanej muzyki, tak właściwa dla budowania performatywnych przestrzeni dźwiękowych. Drugi filtr jest bardziej niezwykły - to pewna formuła budowania muzyki w przestrzeni melancholii, tęsknoty; nie drapieżności, pastelu raczej niż wyrazistych, mocnych barw. I co ciekawe jest to melancholia zupełnie odmienna od tej znanej choćby z północnych, skandynawskich nagrań.

Wiolonczelista Ricardo Jacinto, perkusista Nuno Morao oraz - jedyny znany mi wcześniej muzyk - ceniony kontrabasista Gonçalo Almeida tworzą świat zupełnie niezwykły i wcześniej mi nieznany, korzystając z tradycji world music, jazzu, europejskiej muzyki klasycznej i trzeciego nurtu. Czynią to wszystko korzystając tylko i wyłącznie z akustycznych instrumentów, i w dodatku posługując się nimi w bardzo tradycyjny sposób, bez przesterów czy preparacji. Efektem jest niezwykłe i inspirujące nagranie, z którym po prostu trzeba się zapoznać.
autor: Józef Paprocki

Ricardo Jacinto: cello
Gonçalo Almeida: double bass
Nuno Morao: drums
1. I (1:37)
2. II (2:42)
3. III (15:11)
4. IV (1:59)
5. V (2:01)
6. VI (4:57)
7. VII (11:17)
8. VIII (3:18)
9. IX (4:32)

płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 7 lipca 2017

Mario Pavone Sextet "Vertical" Clean Feed 2017, CF423CD

Mario Pavone Sextet "Vertical" Clean Feed 2017, CF423CD
Kontrabasisty Mario Pavone, mimo iż w ostatnich latach mocno ograniczył swoją koncertową i nagraniowa aktywność, nie potrzebuje wielkiej prezentacji - przez lata bowiem był partnerem najważniejszych i najbardziej kreatywnych muzyków drugiej połowy dwudziestego i początku obecnego stulecia. Paul Bley, Bill Dixon, Thomas Chapin, Anthony Braxton, Wadada Leo Smith, Marty Ehrlicha to tylko najważniejsi spośród nich.

Na swój najnowszy album zaprosił muzyków którzy nie będąc jeszcze luminarzy współczesnego jazzu nie raz już udowadniali, iż kreatywność i zdolność improwizacji są ich mocną stroną. Tacy są bez wątpienia Tony Malaby, Oscar Noriega, Dave Ballou, Peter McEachern i Mike Sarin. Muzyka Mario Pavone z jego najnowszej płyty od pierwszych nut sprawia słuchaczom czysta przyjemność - jest kolorowa, jasna, ciepła i intensywna. Poszczególne kompozycje rozszerzają perkusyjne podejście do kontrabasu, które od dawna charakteryzuje tego wyjątkowego muzyka, a zintegrowanie brzmienia instrumentu Pavone z perkusją Sarina jest napędzające, nerwowe i energetyczne. Przecina chmury dźwięku tworzone przez instrumenty dęte, których linie zdają się być tworzone nie tylko przez tylko czterech instrumentalistów, ale przez niemałą orkiestrą. Jest to gęsta i intensywna muzyka, potężna i delikatna w równocześnie, w tym samym czasie, starannie skonstruowana i spontaniczna, tworzona przez komponowane motywy i luźne improwizacje. Ma wszystko, czego można poszukiwać na współczesnym, świadomym historii - także awangardowej muzyki - obecnego czasu. Koniecznie!
autor: Józef Paprocki

Mario Pavone: double bass
Dave Ballou: trumpet
Tony Malaby: tenor and soprano saxophoneOscar Noriega: clarinet and bass clarinet
Peter McEachern: trombone
Mike Sarin: drums

1. Ellipse 6:16
2. Vertical 7:19
3. Suitcase In Savannah 4:26
4. Broken 2:40
5. Cube Code 5:55
6. Blue Drum 1:52
7. Start Oval 5:07
8. Horizontal 2:15
9. Two Thirds Radial 6:20
10. Axis Legacy 5:03
11. Voice Oval 4:55

płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 1 lipca 2017

Joao Hasselberg & Pedro Branco "From Order To Chaos" Clean Feed 2017, CF419

Joao Hasselberg & Pedro Branco "From Order To Chaos" Clean Feed 2017, CF419
Zaledwie kilka miesięcy po sukcesie debiutanckim albumu "Dancing Our Way to Death" Joao Hasselberg & Pedro Branco, dwóch portugalskich muzyków i improwizatorów mieszkających jednak poza swoją ojczyzną (Hasselberg - w Kopenhadze, Branco w Amsterdamie) postanowiło wydać jego kontynuację - znakomitą płytę "From Order To Chaos". Tytuł "Z porządku do chaosu" jestb znakomitym opisem tego nagrania. Z jednej bowiem strony tworzą oni muzykę liryczną na kontrabas i gitarę, jakby wyrastającą z projektów które współtworzą z innymi muzykami. Odnawiają tym samym jazzową tradycję, sięgają do niej i czerpią z niej jednak czynią to na zgoła współczesny sposób. Bo są współczesnymi muzyka, tworzącymi dla współczesnych słuchaczy i mają świadomość teraźniejszości.

Gdy więc grają razem sięgają też do zgoła innych tradycji i doświadczeń - odwołują się do muzyki klasycznej, współczesnej, repetytywnej, elektro-akustycznej, eksperymentalnej i sięgają po wolną improwizację. Z tych wszystkich doświadczeń i odniesień tworzą - z pomocą choćby gitarzysty Afonso Paisa czy saksofonisty Alberta Cirery skupioną, fascynującą i żywą muzyczną tkankę. Znakomite nagranie!
autor: Józef Paprocki

Joao Hasselberg: double bass/electric bassPedro Brancod: guitar
Albert Cirera: saxophone on tracks 5, 8
Afonso Pais: guitar on tracks 1 (Left side), 6
Joao Paulo Esteves da Silva: piano on tracks 1, 6
Luis Figueiredo: piano on track 3
Joao Lencastre: drums

1. One for Debord [3:02]
2. Crossing The Street So I Don't Have To Say Hello [3:27]
3. Sisyphus Back Pain [5:16]
4. While Trees Turn White [3:32]
5. While Trees Turn White [2:17]
6. One for Debord – Reprise [2:56]
7. Improv I [1:39]
8. I Would Prefer Not To [2:44]
9. Absolutely Overwhelming Revelation [1:17]

płyta do nabycia na multihttp://www.multikulti.com/from-order-to-chaos.htmlkulti.com

czwartek, 29 czerwca 2017

Carlos Bica & Azul [Frank Möbus, Jim Black] "More Than This" Clean Feed 2017, CF398

Carlos Bica & Azul [Frank Möbus, Jim Black] "More Than This" Clean Feed 2017, CF398
Minęło już dwadzieścia lat od premiery płyty "Azul" Carlosa Bica, portugalskiego kontrabasisty, zarejestrowanej wraz z niemieckim gitarzystą Frankem Möbusem i amerykańskim perkusistą Jimem Blackem. Ich nowy album "More Than This" nie jest wcale nostalgiczną podróżą do dawno minionej przeszłości, ale odwołuje się do ich "teraz" i "dziś". To nowe wydawnictwo odzwierciedla tę samą muzykę, którą słuchacze pokochali dwadzieścia lat temu, ale instrumentaliści swobodnie wykraczają poza te oczekiwania. Muzyka wprawdzie wspomina przeszłość, ale też w każdej chwili odkrywa i ukazuje zupełnie nowe rejony muzyczne. To dojrzałe artystycznie trio stworzyło album, który otwiera nowe drzwi, chcąc odkryć to, co jest po drugiej stronie.

Liryzm i romantyczne podejście Carlosa Bica do materii współczesnego, kreatywnego jazzu, w połączeniu z elementami pochodzącymi bezpośrednio z rocka ("A La ea Neve") oraz tradycji folkowej ("Srebrny Sztylet") oferuje słuchaczowi zupełnie nowy świat dźwięków, fraz i tekstur, przy których jednak śmiało szukać można by się relaksu. Utytułowani i cenieni instrumentaliści nagrali niezwykle świeżą brzmieniowo płytę, ale mądrzy mądrością pokoleń doskonale wiedzą, że "nowe", nie może odrzucać i negować "starego". Czerpią więc z tradycji i współczesności poszukując raz jeszcze, na nowo, swojego dźwiękowego tu i teraz.
autor: Józef Paprocki

Carlos Bica: double bassFrank Möbus: guitar
Jim Black: drums and percussion
1. Mafalda [6:13]
2. A La E A Neve [5:00]
3. I Wonder, Wonder I Do [2:25]
4. Whale Rider [5:13]
5. Silver Dagger [4:34]
6. Skeleton Dance [3:05]
7. Na Rama Do Alecrim [5:07]
8. Patchwork [5:55]
9. Jolly Jumper [3:09]
10. Wattenmeer [7:07]
11. XY Ungelöst [4:39]

płyta do nabycia na multikulti.com

wtorek, 27 czerwca 2017

Tony Malaby / Mat Maneri / Daniel Levin "New Artifacts" Clean Feed 2017, CF412

Tony Malaby / Mat Maneri / Daniel Levin "New Artifacts" Clean Feed 2017, CF412
"New Artifacts" to nagranie dokumentujące porywający koncert Tony'ego Malaby, Mata Maneri i Daniela Levina na nowojorskim Brooklynie. Osiągnięta wtedy brzmieniowa jedność i harmonia odmieniła tych, którzy mieli okazję na żywo usłyszeć muzyków w Three’s Brewing w sierpniu ubiegłego roku. Teraz oto może stać się to i naszym udziałem.

Trzej partnerzy niemal namacalnie wprowadzają nas wprowadzając w swój twórczy w świat, otwarty na wszelkie możliwości i muzyczne zdarzenia, ale też bogaty w liryzm; i oprowadzają nas po nim z podziwu godną narracyjną elokwencją. Ten liryzm staje się oto podstawą kompozycji, ale i nadaje jej charakter niemal form wokalnych. Instrumenty całej trójki zdają się przemawiać do nas już nie tylko dźwiękami, ale bogatym w znaczenia słownictwem: proklamacje, intymne słowa i płacze zawieszone w przestrzeni ciszy zdają się raczej ludzkim głosem niż instrumentalną mową dźwięków. Słyszymy głos Tony'ego Malaby'ego na jego saksofonach jako wielką, pełną oddechu sferę przesyconą wiatrem i światłością. Ta przestrzeń przecinana jest przez struny Levina i Maneriego, pełnymi znaczeń słowami i tęsknotami, zapierającymi wprost dech w piersiach słuchaczy.

To wielkie szczęście, że koncert ten został nagrany, i że dziś możemy doświadczać magi tamtej nocy.
autor: Józef Paprocki

Tony Malaby: saxophoneMat Maneri: viola
Daniel Levin: cello

1. New Artifacts 13:09
2. Creation Story 11:51
3. Freedom from the Known 11:01
4. Joe 7:12

płyta do nabycia na multikulti.com

czwartek, 22 czerwca 2017

Johannes Moessinger feat. Joe Lovano & Kermit Driscoll "Monk's Corner" Double Moon Records 2002, DMCHR71032

Johannes Moessinger feat. Joe Lovano & Kermit Driscoll "Monk's Corner" Double Moon Records 2002, DMCHR71032
Bardzo wiele jest takich nagrań, które gdy nawet powstają z udziałem luminarzy jazzowych scen i zasługują na niezwykłą uwagę za kunszt, erudycję i cudowne muzyczne wizjonerstwo, przechodzą jednak bez echa. Nie do końca wiem dlaczego tak się dzieje - czasem może być to nieznane nazwisko lidera, czasem brak koncertów na liczących się jazzowych festiwalach, brak promocyjnego wsparcia ze strony wytwórni. Nie wiem, ale tak jest. Tym bardziej więc cieszę się, gdy takie płyty i nagrania, choćby i po latach, trafiają w moje ręce.

Do czasu odkrycia tego nagrania Johannes Mössinger był dla mnie muzykiem zupełnie nieznanym. Swoją przygodę z muzyką rozpoczął już w czasie szkoły podstawowej, ale pierwotnie uczył się grać na trąbce, by dopiero w szkole średniej przejść do klasy fortepianu. Od 1990 studiował w Akademii Muzycznej w Bernie. Współtworzył wiele projektów z niemieckimi muzykami aż do czasu, gdy w 1998 roku stworzył swoje autorskie, europejskie trio, a kilka lat później (2001) także amerykański odpowiednich tego składu. I to właśnie ten projekt mógł stać się dla niego przepustką do światowej pierwszej ligi. Jest bowiem w tej muzyce chyba wszystko - unikatowe wyczucie jazzowej frazy, swing, miękkość, rzadko spotykane dopasowanie partnerów. Pobrzmiewają tu wpływy niemieckich mistrzów jazzu - Wolfganga Daunerq i Joachimq Kühnq, ale także klasycznych kompozytorów i pianistów takich jak Szostakowicz, Glenn Gould czy Eric Satie. Jest oszczędność i energia. No i jest też gościnnie Joe Lovano, który gdy tylko usłyszał brzmienie zespołu był tak podekscytowany, że sam wprosił się na sesję nagraniową koniecznie chcąc zagrać z Mössingerem, basistmi: Kermitem Driscollem i Germanem Klaiberem, oraz perkusistą Karlem Lathamem.

Słuchając tego nagrania w pełni podzielam ekscytację Joe Lovano - płyta po prostu zaurocza od pierwszych nut - gdy bowiem tylko zabrzmią pierwsze dźwięki Bemsha Swing czy I Mean You - blues i swing po prostu zdaje się władać moim czasem. A gdy dochodzi do tego jeszcze saksofon Lovano (Brilliant Corners) do szczęścia nic więcej nie jest mi już potrzebne. Tak więc radzę koniecznie sięgnąć po to nagranie sprzed lat i odkryć unikatową, dojrzałą pianistykę Johannesa Mössingera i unikatową chemię pomiędzy muzykami zespołu.
autor: Józef Paprocki

Johannes Mössinger: pianoKermit Driscoll: bass
German Klaiber: bassKarl Latham: drums

special guest:
Joe Lovano: tenor saxophone


1. Bemsha Swing
2. I mean you
3. Brilliant corners
4. Well you needn't
5. Twilight
6. Monk's dream
7. Quirilunga
8. Back up
9. Monk's mood
10. Criss cross
11. Tango du soleil

płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 21 czerwca 2017

Louis Sclavis / Craig Taborn / Tom Rainey "Eldorado Trio" Clean Feed 2010, CF193

Louis Sclavis / Craig Taborn / Tom Rainey "Eldorado Trio" Clean Feed 2010, CF193
Pod nazwą Eldorado Trio ukrywa się trójka świetne znanych nie tylko miłośnikom free jazzu muzyków: francuski saksofonista i klarnecista Louis Sclavis oraz dwóch Amerykanów - pianista Craig Taborn i perkusista Tom Rainey. Nie współpracują oni ze sobą regularnie od lat - prezentowana płyta jest pierwszym ich nagraniem (część utworów zarejestrowano w studiu, część podczas koncertu w Casa de Musica, w Porto).

Muzyka oscyluje gdzieś pomiędzy mainstreamem a free jazzam, ale bardzo duże piętno odciskają na niej trzecionurtowe poszukiwania Louisa Sclavisa. Ma przez to bardzo wychłodzony emocjonalnie charakter i zdaje się bliższą raczej dużej sali w filharmonii niż zadymionym jazzowym klubom (czego jednak nie należy traktować jako zarzut - to po prostu stwierdzenie faktu). Nie mała w tym zasługa także techniki gry Craiga Taborna - gra on na fortepianie w piękny, "perełkowy" sposób. Dźwięki jego instrumentu przypominają mieniące się w słońcu szklane kulki, a gęstość ich i delikatność przyprawia o zawrót głowy. Muzycy grają niczym jeden organizm, świetnie się rozumieją. Podkreślają to także improwizacje tria (trzy utwory na płycie, pozostałe to kompozycje Sclavisa), a techniki gry, inwencji i konsekwencji w realizacji raz przyjęty założeń można im tylko pozazdrościć. Świetna płyta!
autor: Józef Paprocki

Louis Sclavis: soprano saxophone, bass clarinet
Craig Taborn: piano and fender rhodes
Tom Rainey: drums

1. Let It Drop
2. To Steve Lacy
3. Up Down Up
4. La Visite
5. Summer Worlds
6. Lucioles
7. Possibilities
8. Eldorado

płyta do nabycia na multikulti.com

niedziela, 18 czerwca 2017

Harris Eisenstadt "Recent Developments" Songlines 2017, SGL16202

Harris Eisenstadt "Recent Developments" Songlines 2017, SGL16202
"Recent Developments" to najnowszy projekt kanadyjskiego (ale od lat mieszkającego i tworzącego w Nowym Jorku) kompozytora, perkusisty i bandlidera Harrisa Eisenstadta. Projekt jest dwudziestym albumem autorskim w karierze Eisenstadta (płyt przez niego współtworzonych ma juz w dyskografii ponad 40). Jego kompozycje poszukują szerokiego wachlarza tekstur polifonicznych / polirytmicznych i podkreślają bogatą różnorodność instrumentalną oraz podkreślają indywidualny charakter brzmienia każdego ze współpracowników. Niezwykła jest u Kanadyjczyka łatwość, z jaką wplata we współczesną jazzową tkankę odwołania do afrykańskiego folkloru i muzyki współczesnej - nierzadko czynione jednocześnie.

Do swojego najnowszego projektu udało mu się skaptować fantastyczną kolekcję muzycznych osobistości i indywidualności, która obejmuje flecistkę Annę Webber, fagocistkę i współpracowniczkę Roscoe Mitchella Sarę Schoenbeck, znakomitego trębacza i swojego długoletniego przyjaciela Nate'a Wooley'a, chicagowskiego puzonistę Jeba Bishopa, tubistę Dana Peck'a, oraz bandżystę Brandona Seabrooka ( znanego choćby z nagrań z Benem Allisonem), Eivinda Opsvika na basie i starego mistrza Hanka Robertsa na wiolonczeli (Bill Frisell, Tim Berne).

Sam Eisenstadt wskazuje liczne i różnorodne inspiracje, które legły u źródeł jego najnowszej muzyki - obok kompozytorskiej strategii i doświadczeń Henry'ego Threadgilla, Dave'a Douglasa i Johna Zorna wskazuje muzyke marokańskich Berberów z gór Atlasu, książki (choćby "Śmierć i życie wielkich miast amerykańskich" Jane Jacobs) i filmy ("The Sopranos" Davida Chase'a). Sama kompozycja zamyka się w czternastu częściach: sześciu sekcjach zespołowych i ośmiu dyskretnych, i skupionych sekwencji przejściowych, w których pojawiają się migawki materiału z części zespołowych. Są one jednak ponownie reinterpretowane w dosyć swobodnych podgrupach, złożonych z różnych instrumentalistów. Ale ponieważ nie obcujemy tu tylko z muzyką komponowaną - kolejną zmienną jest improwizacja. A Eisenstadt, jak mało to, potrafi wykorzystać znakomity potencjał swoich przyjaciół. Fascynująca płyta!
autor: Józef Paprocki

Anna Webber: flute
Sara Schoenbeck: bassoonNate Wooley: trumpet
Jeb Bishop: trombone
Dan Peck: tuba
Brandon Seabrook: banjoHank Roberts: cello
Eivind Opsvik: bass
Harris Eisenstadt: drums, compositions


1. Introduction 00:26
2. Prologue 00:57
3. Part 1 06:33
4. Interlude (group 1) 01:58
5. Part 2 06:27
6. Interlude (quartet) 01:37
7. Part 3 03:10
8. Interlude (duo) 00:27
9. Part 4 05:13
10. Interlude (group 2) 01:20
11. Part 5 05:33
12. Interlude (duo) 01:41
13. Part 6 02:53
14. Epilogue 02:18

płyta do nabycia na multikulti.com

czwartek, 15 czerwca 2017

Daniel Schläppi & Marc Copland "More Essentials" Catwalk 2016, CW1500132

Daniel Schläppi & Marc Copland "More Essentials" Catwalk 2016, CW1500132
Cisza. Najpierw jest cisza. Potem są delikatnie wchodzi bas, dostojnie wygrywając intro. I cisza raz jeszcze, zanim fortepian zacznie wprowadzać melodię. I tak naprawdę te kilka taktów, to jest już prawda o tym albumie. To nie jest jakakolwiek muzyczna rewolucja, to spotkanie dwójki przyjaciół. Takich, którzy świetnie się znają, ale wciąż jeszcze mają sobie wiele do powiedzenia. I w których rozmowie wielką rolę odgrywa cisza. Ale taka spokojna, chociaż pełna napięcia, nigdy kłopotliwa.

W jakiejś mierze to album minimalistyczny, jednak nie tak pełen namysłu jak choćby dialogi Hadena i Metheny'ego na "Beyond The Missouri Sky", inne, zbudowane najczęściej na standardach i piosenkach, ale jakby odkrywanych na nowo, w dużej części improwizowanych, a nie odgrywanych. To nie jeszcze jeden "job", ale rzeczywista rozmowa, w której językiem są akordy i pasaże mocno osadzone w jazzowej tradycji, ale czasem (choćby poprzez charakterystyczne brzmienie fortepianu Marca Coplanda) mocno odwołujące się do muzyki klasycznej.

"More Essentials", to drugie wspólne wydawnictwo szwajcarskiego basisty, Daniela Schlappiego i amerykańskiego pianisty Marca Coplanda. Po pierwszym wspólnym albumie "Essential" i czterech (!) wspólnych trasach koncertowych, ci dwaj muzycy kontynuują swój dialog zainicjowany w 2010 roku. I od pierwszych taktów słychać tu, że spotkali się razem nie dlatego, by raz jeszcze na tym zarobić, ale by cieszyć się wspólną grą i poprzez doświadczenia partnera, odkrywać wciąż nowe rzeczy w świetnie sobie znanej muzyce. Na ten album wybrali między innymi kompozycje Charliego Parkera, Horace'a Silvera, Joni Mitchell i Milesa Davisa. Jak mówi szwajcarski basista - "nie zastosowaliśmy się do żadnych kryteriów, aby wybrać utwory. To muzyka, która towarzyszyła nam od dawna i która zapewnia nam idealne współbrzmienie, daje się nam w pełni wypowiedzieć". Dołączyli do jeszcze jedną kompozycję Marca Coplanda i swobodnie, w duchu standardów improwizowane dialogi. Całość wypada naprawdę świeżo i znakomicie. Oto album, do którego chce się wracać i po prostu cieszyć cudowną muzyką.
autor: Józef Paprocki

Daniel Schläppi: upright bass
Marc Copland: piano

1. Essential 9 00:38
2. Blue in green 05:33
3. LST 06:48
4. Estate 07:15
5. Essential 10 01:53
6. All of you 05:42
7. Essential 11 02:54
8. Rainy night house 07:22
9. Gloria's step 03:54
10. Song for my father 03:48
11. Essential 12 01:35
12. Yesterdays 09:07
13. My little Suede shoes 04:27
14. Essential 13 01:48

płyta do nabycia na multikulti.com

niedziela, 30 kwietnia 2017

Gonçalo Almeida / Rodrigo Amado / Marco Franco "The Attic" NoBusiness Records 2017, NBCD98

Gonçalo Almeida / Rodrigo Amado / Marco Franco "The Attic" NoBusiness Records 2017, NBCD98
Cudowny dialog trójki improwizatorów i popis kontrolowanego szaleństwa - tymi słowami chyba najkrócej można opisać cudowne nagranie jakie właśnie otrzymujemy do rąk dzięki edytorskiej działalności litewskiej oficyny NoBusiness.

Ten znakomity koncert pogranicza wolnej improwizacji i kreatywnego jazzu występował zarejestrowany został w Parede, w Lizbonie, w Portugalii w 2015 roku przez trio saksofonisty Rodrigo Amado, kontrabasisty Goncalo Almeidy oraz perkusisty Marco Franco. To pokaz tego czym portugalska scena kreatywnej muzyki wciąż zachwyca słuchaczy - free jazz zagrany przez znakomicie rozumiejące się trio, czerpiącej w równej mierze z muzyki współczesnej, wolnej improwizacji i liczącej z górą pół wieku tradycji wyrosłej z dokonań Aylera, Colemana i Taylora.

Mocny, mięsisty i przybrudzony ton saksofonu Amado, gęsta, kreatywna gra (zwłaszcza smyczkiem) Almeidy oraz czujny puls Franco przywołują klimat zadymionych klubów lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Umiejętność prowadzenia kolektywnej narracji, niesamowita wprost zdolność słuchania poczynań partnerów i zaufanie do nich owocują w tak cudowny sposób, że od tego nagrania wprost nie można się uwolnić. Gdy dodać do tego jeszcze zdolność Amado do tworzenia hymnicznych, potężnie brzmiących tematów w duchu niemal Alberta Aylera - otrzymujemy płytę którą każdy miłośnik free jazzu usłyszeć powinien. A kupnem pewnie się to skończy... Koniecznie!
autor: Józef Paprocki

Gonçalo Almeida: double bassRodrigo Amado: tenor saxophoneMarco Franco: drums
1. Shadow 12:24
2. Hole 7:56
3. Spring 10:06
4. Board 16:24
5. Nail 5:12

płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 29 kwietnia 2017

Samo Salamon Sextet "The Colours Suite" Clean Feed 2017, CF414

Samo Salamon Sextet "The Colours Suite" Clean Feed 2017, CF414
Oto jeszcze jedno nagranie w katalogu portugalskiej oficyny Clean Feed zarejestrowane podczas koncertów Festiwalu Jazzowego w Ljubljanie. Tym razem bohaterem jest sekstet słoweńskiego gitarzysty Samo Salamona. To właśnie o nim John Scofield (Salamon był wcześniej jego studentem) zwykł mawiać, że jest najbardziej uzdolnionym i fascynującym gitarzystą europejskiej sceny jazzowej. Sekstet ma konstytucję ponadnarodową, łącząc ponad pokoleniowymi i narodowymi granicami to co najlepsze na europejskiej scenie jazzowej: Brytyjczyk, saksofonista, Julian Arguelles; dwóch Włochów: Achille Succi i Roberto Dani; reprezentujący Francję i Niemcy Pascal Niggenkemper oraz berlińczyk Christian Lillinger. Obecność dwóch perkusistów była to sprawdzony już wcześniej pomysł Salamona, ale chyba po raz pierwszy obsadzają w roli basisty niesamowitego jak Niggenkempera zastosował pomysł także z podwójnym kontrabasem. Bo chociaż to muzyk jeden, ale brzmienie, inwencja, no i unikatowa technika gry sprawia, iż słuchaczom dźwięk basu wprost dwoi się w uszach. Do tego jeszcze przetwarza on dźwięk i preparuje instrument, więc spectrum brzmienia poszerza się niesamowicie.

Samo Salamon zaangażował dwóch bardzo, bardzo doświadczonych saksofonistów. I uczynił to nie bez powodu. Kontynuuje on bowiem swoją muzykę w sposób w jaki budował ją choćby Duke Ellington - łączy bardzo skomplikowane motywy harmoniczne i rytmicznych z zupełnie otwartą improwizacją, co daje słuchaczom odczucie potęgi konstrukcji muzyki i brzmienia, ale też wrażenie dotknięcia zespołu jako osobnego, żywego organizmu. Bo gdy partnerzy mają doświadczenie i kreatywność, i potrafią poruszać się sprawnie w gąszczu rytmicznych i harmonicznych zmian, brzmią jak sprawna, ale nie bezduszna maszyna. W dwóch słowach: potężna i fantastyczna muzyka, której nie wolno przegapić.
autor: Józef Paprocki

Achille Succi: bass clarinet
Julian Arguelles: tenor and soprano saxphones
Samo Salamon: guitar
Pascal Niggenkemper: bass
Roberto Dani: drumsChristian Lillinger: drums
1. Yellow
2. Black
3. Green
4. Red
5. White
6. Brown
7. Blue
8. Grey

płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 15 kwietnia 2017

Mockunas / Mikalkenas / Berre "Plunged" Barefoot Records 2017, BFREC053CD

Mockunas / Mikalkenas / Berre "Plunged" Barefoot Records 2017, BFREC053CD
Liudas Mockunas czasami bywa nazywany litewskim Matsem Gustafssonem, a to ze względu na energetyczną grę i takąż bezkompromisowość jego nieuczesanej muzyki. Uzyskał tytuł magistra w Litewskiej Akademii Muzyki i Teatru, oraz tytuł Master of Jazz z renomowanej Rhythmic Music Conservatory w Kopenhadze. W roku 2000 wraz z duńskim perkusistą Stefanem Pasborgiem założyli formacją o nazwie Toxikum. Ich pierwszy wspólny album o tej samej nazwie został okrzyknięty w Danii Odkryciem Roku 2004. Na Litwie przez ogólnokrajową gazetę "Lietuvos Rytas” został uhonorowany najwyższą nagrodą za Kulturalne Działania w tym samym raku. Kolejne nagrody to: „Talent” przyznana przez "Rhythmic Music Conservatory" w roku 2005, nagroda festiwalu jazzowego "Vilnius Jazz" w 2006 roku," Birstonas Jazz " dwa lata później oraz Lithuanian Musicians Union "Golden Disc" również w roku 2008. Jest także współ liderem takich projektów jak: "Pasborg-Mockunas", "Megaphone" [wraz Marciem Ducret i Paulem Brousseu], "Revolver", "Traffic Quartet", "Red Planet". Liudas Mockunas jest członkiem Copenhagen Art Ensemble, gdzie współpracował z Timem Berne, Marciem Ducret, Matsem Gustaffsonem, Barrym Guy'em, Andrew Hillem, Vladimirem Chekasinem, Vladimirem Tarasovem, Pierem Dorge oraz jego "New Jungle Orchestra". Obecnie Mockunas wykłada w Lithuanian Music and Theatre Academy, jest jednym z założycieli Lithuanian Jazz Federation. Prowadzi również swoją własną wytwórnię, która specjalizuje się w wydawnictwach muzyki improwizowanej. Na tym polu zresztą współpracuje także z polskimi muzykami - choćby z Mikołajem Trzaską czy Rafałem Mazurem.

Do najnowszego swojego projektu zaprosił młodego norweskiego perkusistę Hakona Berre oraz swojego rodaka, pianistę, akordeonistę, ale i perkusistę Arnasa Mikalkenasa. Muzyka na tej płycie jest nieco odmienna, niż granie do jakiego Mockunas zdążył przyzwyczaić swoich słuchaczy - po pierwsze to muzyka mocno oparta na kompozycjach, po drugie - o nieco trzecionurtowym charakterze. Oczywiście należy to postrzegać w duchu wcześniejszych dokonań litewskiego muzyka - kompozycje są szkicowe, chociaż struktura rysuje się czytelnie, a trzecionurtowość nie jest postromantyczna lecz w duchu współczesnej muzyki komponowanej. Całość wypada świetnie i wymyka się szufladkom i porównaniom. To album, po który koniecznie sięgnąć trzeba. Choćby i tylko dla szalonego sola Mockunasa zamykającego "Stress".
autor: Józef Paprocki

Liudas Mockunas
: saxophonesArnas Mikalkenas: piano, accordion
Hakon Berre: drums

1. Study No.1
2. Study No.2
3. Study No.3
4. Stress
5. Study No.4
6. Study No.5
7. Pelš

płyta do nabycia na multikulti.com