Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2004. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2004. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 czerwca 2014

Eric Dolphy "Softly, As In A Morning Sunrise", Random Chance Records 2004, RCD13

Eric Dolphy "Softly, As In A Morning Sunrise", Random Chance Records 2004, RCD13
Muzycznie to przecudne nagranie - Eric Dolphy w najlepszym, najbardziej produktywnym dla siebie roku 1961 pożycza dwóch muzyków ze składu Johna Coltrane'a, dołącza jeszcze do nich perkusistę Mela Lewisa i nagrywa koncertowy album. Ale cóż, sama realizacja - mimo starannego remasteringu - pozostawia wiele do życzenia. Niestety, rejestracja nie była tu profesjonalna i nikt nagrywając ten koncert nie myślał, że kiedyś może być ono upublicznione w formie nagrania.

Tylko cztery utwory, ale każdy z nich rozrasta się tutaj do rozmiarów suity - Oleo Sonny Rollinsa ma 18 minut, a On Green Dolphin Street nieco ponad 23 minuty. I - co charakterystyczne dla koncertów tamtych lat - nie ma tu miejsca na chwilkę przestoju czy nudy. Muzycy potrafią prowadzić konsekwentną narrację przez kilkanaście minut, bo świadomi są cały czas struktury kompozycji, myślą formą - wielu dzisiejszych muzyków wychowanych na cztero-, pięciominutowych piosenkach już tego zwyczajnie nie potrafi.

To były czasy! W dodatku każdy z muzyków mógł swobodnie improwizować przez kilkanaście minut, wplatając w narrację tematy innych kompozycji lub tylko je sygnalizując. I ta swoboda - dziś bodaj jeden Anthony Braxton ma taką swobodę i lekkość grając na alcie jak Dolphy w 1961 roku.

Porównując to nagrania z innymi płytami Dolphy'ego słychać, jak wiele zmienia w muzyce obecność McCoya Tynera. I chociaż jego styl nie wydaje mi się tu jeszcze w pełni skrystalizowany, to słychać jak odmiennym i wyjątkowym od początku był muzykiem. Sekcja gra tak jak powinna, równo, mocno, nadając muzyce wyraźny groove. Zaskakuje czasem Mel Lewis, który w tej dwójce zdaje się mieć zdecydowanie więcej inwencji i swobody.

Być może jest tak, że jakoś nagrania psuje odczucie muzyki na tym krążku. Ale jeśli nie jesteś w tej kwestii (realizacji) purystą, winienneś koniecznie sięgnąć po tę płytę. Nie zawiedziesz się, na pewno.
autor: Józef Paprocki

Eric Dolphy: bass clarinet, alto saxophone
Mel Lewis: drums
Mccoy Tyner: piano
Reggie Workman: bass

1. On Green Dolphin Street
2. Softly, As In A Morning Sunrise
3. The Way You Look Tonight
4. Oleo

płyta do kupienia na multikulti.com

piątek, 13 czerwca 2014

Makanda Ken McIntyre "In The Wind - The Woodwind Quartets", Passin Thru Records 2004, PT41220

Makanda Ken McIntyre "In The Wind - The Woodwind Quartets", Passin Thru Records 2004, PT41220
To nagranie wcale nie powstawało długo - lakoniczna informacja w książeczce płyty podaje, że zostało zarejestrowane w październiku 1995 roku i kwietniu 1996. Ale idee transformacji swych kompozycji na kwartet instrumentów dętych Ken McIntyre nosił w sobie bardzo długo - jak sam przyznawał - od siedemdziesiątych, gdy pierwszy raz zetknął się z muzyką World Saxophone Quartet.

Wszystkie zebrane na tej płycie kompozycje (za wyjątkiem "Mambooga"), zostały wcześniej zarejestrowane przez kompozytora wraz z sekcją rytmiczną. Działo się to na przestrzeni wielu lat, chociaż żadna z nich nie sięga czasów legendarnej sesji z Ericiem Dolphy'm w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych. McIntyre nie pisał ich z myślą o solowej płycie - tym bardziej o nagraniu z użyciem overdubów. Ale wszystkie z nich mają niesamowity potencjał i możliwości ich przetwarzania - co sam autor udowadnia tą płytą znakomicie.

Makanda Ken McIntyre sięga tu po bardzo wiele drewnianych instrumentów dętych - klarnety i bass klarnety, flety, saksofony o najrozmaitszych strojach, rożek angielski, fagot i oboje ukazują go jako bardzo kompletnego i wszechstronnego instrumentalistę. Rozpiętość dynamiczna i brzmieniowa poszczególnych użytych tu instrumentów sprawia, iż nagranie jest niezwykle różnorodne, ale wciąż porusza się w jazzowej stylistyce. Co ciekawe - McIntyre nie miesza ze sobą różnych grup instrumentów - gdy decyduje się na saksofony to nie dołącza tu bas-klarnetu czy altowego fletu: mamy do czynienia z czysto saksofonowym kwartetem. Ciekaw jestem tylko dlaczego nie zdecydował się na zaproszenie innych muzyków do tego nagrania - zyskałoby ono pewnie na świeżości i dynamice. Tak jest niezwykle skupione i jakby pozbawione odrobiny szaleństwa. Niestety, motywów już nie poznamy - sam autor i kompozytor nie doczekał niestety publikacji tego nagrania - płyta ukazała się bowiem w 2004 roku, trzy lata po śmierci Kena McIntyre'a.

Nam pozostaje radość obcowania z jego muzyką. Polecam to gorąco!
autor: Marek Zając

Makanda Ken McIntyre: flute, alto flute, bass flute, Bb clarinet, alto clarinet, bass clarinet, oboe, English horn, bassoon, soprano saxophone, alto saxophone, tenor saxophone, baritone saxophone

1. Peas 'N' Rice
2. Home
3. Charshee
4. Black Sugar Cane
5. Chitlins & Cavyah
6. Mambooga
7. Blanche
8. Puunti
9. Chasing The Sun
10. Eileen
11. Amy



płyta do kupienia na multikulti.com