Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eisenstadt Harris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eisenstadt Harris. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 czerwca 2017

Harris Eisenstadt "Recent Developments" Songlines 2017, SGL16202

Harris Eisenstadt "Recent Developments" Songlines 2017, SGL16202
"Recent Developments" to najnowszy projekt kanadyjskiego (ale od lat mieszkającego i tworzącego w Nowym Jorku) kompozytora, perkusisty i bandlidera Harrisa Eisenstadta. Projekt jest dwudziestym albumem autorskim w karierze Eisenstadta (płyt przez niego współtworzonych ma juz w dyskografii ponad 40). Jego kompozycje poszukują szerokiego wachlarza tekstur polifonicznych / polirytmicznych i podkreślają bogatą różnorodność instrumentalną oraz podkreślają indywidualny charakter brzmienia każdego ze współpracowników. Niezwykła jest u Kanadyjczyka łatwość, z jaką wplata we współczesną jazzową tkankę odwołania do afrykańskiego folkloru i muzyki współczesnej - nierzadko czynione jednocześnie.

Do swojego najnowszego projektu udało mu się skaptować fantastyczną kolekcję muzycznych osobistości i indywidualności, która obejmuje flecistkę Annę Webber, fagocistkę i współpracowniczkę Roscoe Mitchella Sarę Schoenbeck, znakomitego trębacza i swojego długoletniego przyjaciela Nate'a Wooley'a, chicagowskiego puzonistę Jeba Bishopa, tubistę Dana Peck'a, oraz bandżystę Brandona Seabrooka ( znanego choćby z nagrań z Benem Allisonem), Eivinda Opsvika na basie i starego mistrza Hanka Robertsa na wiolonczeli (Bill Frisell, Tim Berne).

Sam Eisenstadt wskazuje liczne i różnorodne inspiracje, które legły u źródeł jego najnowszej muzyki - obok kompozytorskiej strategii i doświadczeń Henry'ego Threadgilla, Dave'a Douglasa i Johna Zorna wskazuje muzyke marokańskich Berberów z gór Atlasu, książki (choćby "Śmierć i życie wielkich miast amerykańskich" Jane Jacobs) i filmy ("The Sopranos" Davida Chase'a). Sama kompozycja zamyka się w czternastu częściach: sześciu sekcjach zespołowych i ośmiu dyskretnych, i skupionych sekwencji przejściowych, w których pojawiają się migawki materiału z części zespołowych. Są one jednak ponownie reinterpretowane w dosyć swobodnych podgrupach, złożonych z różnych instrumentalistów. Ale ponieważ nie obcujemy tu tylko z muzyką komponowaną - kolejną zmienną jest improwizacja. A Eisenstadt, jak mało to, potrafi wykorzystać znakomity potencjał swoich przyjaciół. Fascynująca płyta!
autor: Józef Paprocki

Anna Webber: flute
Sara Schoenbeck: bassoonNate Wooley: trumpet
Jeb Bishop: trombone
Dan Peck: tuba
Brandon Seabrook: banjoHank Roberts: cello
Eivind Opsvik: bass
Harris Eisenstadt: drums, compositions


1. Introduction 00:26
2. Prologue 00:57
3. Part 1 06:33
4. Interlude (group 1) 01:58
5. Part 2 06:27
6. Interlude (quartet) 01:37
7. Part 3 03:10
8. Interlude (duo) 00:27
9. Part 4 05:13
10. Interlude (group 2) 01:20
11. Part 5 05:33
12. Interlude (duo) 01:41
13. Part 6 02:53
14. Epilogue 02:18

płyta do nabycia na multikulti.com

niedziela, 16 kwietnia 2017

Harris Eisenstadt Canada Day "On Parade in Parede" Clean Feed 2017, CF413

Harris Eisenstadt Canada Day "On Parade in Parede" Clean Feed 2017, CF413
Od początku działali razem jako kwintet, eksploatując "skażone" rewolucją free obszary tradycyjnego jazzu. Owo "free" nie oznaczało jednak szalonych improwizacji, a jedynie jej elementy i skażenie nieskalanych brzmień instrumentów tradycyjnego gatunku wszechobecnym dziś "brudem". Jakby pewną nonszalancką niedbałość. Ale też lekkość, niezwykłą łatwość takiego grania i rzadką dziś umiejętność pozostawania kreatywnych wewnątrz dość ściśle określonego gatunku.

Sprzyjało temu niezwykłe - w moim odczuciu - wyczucie Eisenstadta-kompozytora, człowieka umiejącego tworzyć klasyczne jazzowe harmonie i melodie, i łamania ich w bardzo współczesny sposób. Efekt - gdy dodać do tego znakomity skład osobowy - był naprawdę niezwykły. Na krótko zaistniał tez oktet, który przynosił w bardziej rozbudowanej formie tą samą fantastyczną muzykę. Teraz otrzymujemy kwintet, przykrojony chyba troszkę przypadkiem, ale grający z równie wielkim smakiem i wyczuciem formy. Przypadkiem - bo nie mamy tu doczynienia z zaplanowaną sesją studyjną, więc rezygnacja z wibrafonu Chrisa Dingmana wcale nie musiała być zamierzona. Nagranie to zarejestrowano podczas dwóch koncertów kwartetu w Parede, w Portugalii w kwietniu i maju 2015 roku.

Znakomicie skrojone na potrzeby zespołu kompozycje Eisenstadta zyskują - znów w moim odczuciu dodatkową energię. Czasem tak już zresztą jest, że każda zmiana sprawia, iż wyzwala się w twórcach jakaś dodatkowa energia. Tutaj może to być choćby konieczność zapełnienia dźwiękowej przestrzeni wibrafonu, jedynego wszak harmonicznego instrumentu w składzie. Harmonia musi być więc budowana w nieco odmienny sposób, ale podstawą jej pozostają perkusyjne brzmienia lidera zespołu. Sama gra Eisenstadta także nieco się zmieniła, chociaż w dalszym ciągu opiera on swoje perkusyjne brzmienia na afrykańskich, polirytmicznych tradycjach. Jak opowiada, w ciągu ostatnich lat, zafascynowała go silnie muzyka latynoska i będąca jej częścią kubańska tradycja Bata. I wyraźnie słychać to w jego grze, która nabrała jeszcze większej lekkości i płynności.

Te zmiany mają jeszcze jeden efekt, i jak spojrzeć na to z dystansu, to wcale nie powinien być on zaskakujący - muzyka zyskała bardziej zespołowy, kolektywny charakter. Tak jak i budowana harmonia. I chociaż każdy z instrumentalistów tworzących zespół może się tu wykazać i zaznaczyć swoją obecność, to poprzez rozbudowanie całemu systemu małych struktur i kolektywów, są jeszcze silniej związani jako całość. Ale Nate Wooley, Matt Bauder czy Pascal Niggenkempler nie tracą przy tym nic ze swojej kreatywnej mocy - ich partie, indywidualne brzmienie, decydują w równej mierze o wartość płyty i zespołu, jak wprowadzane konsekwentnie w życie stylistyczne koncepcja lidera. To świetny zespół, który nie rezygnując z indywidualnych osobowości, potrafi ukazać kolektywną moc i potęgę grania, wcale nie demolując sceny kolektywną energią. 
autor: Marek Zając

Nate Wooley: trumpet
Matt Bauder: tenor saxophonePascal Niggenkemper: bassHarris Eisenstadt: drums

1. Innuendo Is Nobody's Friend
2. Sometimes You Gotta Ask For What You Want
3. A Fine Kettle Of Fish
4. We All Ate What We Wanted To Eat, Parts 2 & 5
5. Sympathy Batters No Parsnips
6. We All Ate What We Wanted To Eat, Parts 3 / She Made Old Bones
7. We All Ate What We Wanted To Eat, Part 1

płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 16 września 2016

Larry Ochs "The Fictive Five" Tzadik 2015, TZ4012

Larry Ochs "The Fictive Five" Tzadik 2015, TZ4012

Jeden z członków-założycieli słynnego zespołu Rova Saxophone Quartet, Larry Ochs, po raz chyba pierwszy wydaje autorski album w wytwórni Johna Zorna - nowojorskim Tzadiku. Sam kojarzony jest przede wszystkich z saksofonowym kwartetem, ale ma na koncie udział w wielu innych projektach także (Room, What We Live, Glenn Spearman Double Trio, John Lindberg Ensemble; Frith, Masaoka oraz Ochs aka Maybe Monday; Peggy Lee, Miya Masaoka, Ochs Trio, KIHNOUA) oraz długoletnią współpracę - tak koncertową jak i nagraniową - z najważniejszymi muzykami awangardowej sceny jazzowej po obu stronach oceanu - Stevem Lacym, Fredem Frithem, Wadadą Leo Smithem, Georgem Lewisem, Johnem Zornem, Derekiem Bailey, Lawrencem 'Butchem' Morrisem, Davem Douglasem, Barrym Guy‘em, Henrym Kaiserem czy Anthonym Braxtonem, jak i muzyki współczesnej - Terrym Riley, Alvinem Curran, Joan Jeanrenaud. Tym razem jednak, bez wielkich sław jazzowej awangardy, nagrał fenomenalny album zapraszając do współpracy najlepszych muzyków związanych ze sceną nowojorską młodego pokolenia.

Jak sam mówi komponuje on utwory improwizowane. Pisze bardzo szkicowe kompozycje - czasem jest to tylko notacja struktury utworu - które wraz z partnerami wypełniają i rozwijają w swobodnej, nieskrępowanej, fantastycznej i uduchowionej podróży. W jego odczuciu - jak sam pisze o tej płycie - ma ona raczej ilustracyjno-narracyjny, niż intelektualny, charakter. Poszczególne kompozycje dedykowane są ludziom z kinem związanym - Wendersowi, Reichardtowi, czy Williamowi Kentridge'owi) - stąd też taka, a nie inna sugestia kompozytora i instrumentalisty. Sam Ochs zastanawia się także jak mogą biec myśli odbiorcy i jest ciekaw odczuć i skojarzeń. By podkreślić jeszcze ten emocjonalny styl granie i improwizacji - odrzuca tutaj wszelkie systemy kierowania improwizacją poszczególnych muzyków i pozostawia im zupełnie wolną rękę tak, by nie krępować i ich wyobraźni.

Efekt jest cudownie przejrzysty i esencjonalny, uduchowiony, ale i wyciszony równocześnie. Wspaniałe sola i dialogi łączą się w spójną i zwartą całość mimo rozbudowanej formy poszczególnych utworów. Piękny, piękny album.
autor: Marek Zając

Harris Eisenstadt: drums
Ken Filiano: bass
Pascal Niggenkemper: bass
Larry Ochs: tenor saxophone, sopranino saxophones
Nate Wooley: trumpet

1. Similitude (for Wim Wenders)
2. A Marked Refraction
3. By Any Other Name (for William Kentridge)
4. Translucent (for Kelly Reichardt)

płyta do nabycia na multikulti.com

niedziela, 26 czerwca 2016

Harris Eisenstadt / Nate Wooley / Chris Dingman / Pascal Niggenkemper / Matt Bauder "Canada Day IV" Songlines 2015, SGL16142

Harris Eisenstadt / Nate Wooley / Chris Dingman / Pascal Niggenkemper / Matt Bauder "Canada Day IV" Songlines 2015, SGL16142
Niektórzy twierdzą, że to podsumowanie dotychczasowej działalności zespołu, ale w moim odczuciu to raczej skierowanie się w głąb tworzonej dotąd muzyki. Na albumie "Canada Day IV" to, co najistotniejsze dzieje się wtedy, gdy kwintet rozpada się na duety i tria, które ze sobą dialogują i wchodzą w interakcje.

Tak zresztą podchodzi do tego sam autor kompozycji i lider grupy Harris Eisenstadt, który opowiadając o kulisach powstawania tego materiału mówi, iż zaczął budować koncepcję poszczególnych kompozycji od małych składów i dopiero potem z tych duetowych, triowych czy solowych partii budował większe struktury. Oczywiście wciąż pozostaje aspekt niekontrolowany przez lidera czyli improwizacja, ale jej zakres określa z góry kanadyjski perkusista.

Wydaje mi się, że ta nowa odsłona projektu "Canada Day" ma związek z innym zespołem Eisenstadta, a mianowicie dwoma odsłonami kwartetu Golden State - to właśnie tam bowiem budował poszczególne utwory w taki sposób i chyba postanowił spróbować czegoś nowego także ze swoim najbardziej doświadczonym i silniej osadzonym w jazzowej tradycji projektem. Sama gra Eisenstadta także nieco się zmieniła, chociaż w dalszym ciągu opiera on swoje perkusyjne brzmienia na afrykańskich, polirytmicznych tradycjach. Jak opowiada, w ciągu ostatnich lat, zafascynowała go silnie muzyka latynoska i będąca jej częścią kubańska tradycja Bata. I wyraźnie słychać to w jego grze, która nabrała jeszcze większej lekkości i płynności.

Te zmiany mają jeszcze jeden efekt, i jak spojrzeć na to z dystansu, to wcale nie powinien być on zaskakujący - muzyka zyskała bardziej zespołowy, kolektywny charakter. I chociaż każdy z instrumentalistów tworzących zespół może się tu wykazać i zaznaczyć swoją obecność, to poprzez rozbudowanie całemu systemu małych struktur i kolektywów, są jeszcze silniej związani jako całość. Ale Nate Wooley, Matt Bauder czy Pascla Niggenkempler nie tracą przy tym nic ze swojej kreatywnej mocy - ich partie, indywidualne brzmienie, decydują w równej mierze o wartość płyty i zespołu, jak wprowadzane konsekwentnie w życie stylistyczne koncepcja lidera. To świetny zespół, który nie rezygnując z indywidualnych osobowości, potrafi ukazać kolektywną moc i potęgę grania, wcale przy tym nie powalając zespołową energią.

A tak w ogóle - przy wszystkich złożonościach muzyki Eisenstadta - to w dalszym ciągu kawał świetnego jazzu.
autor: Marcin Jachnik


Nate Wooley: trumpet
Matt Bauder: tenor saxophone
Chris Dingman: vibraphone
Pascal Niggenkemper: bass
Harris Eisenstadt: drums, compositions

1. After Several Snowstorms
2. Sometimes It's Hard to Get Dressed in the Morning
3. Let's Say It Comes in Waves
4. Life's Hurtling Passage Onward
5. What Can Be Set to the Side
6. What's Equal to What
7. Meli Melo






płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 22 czerwca 2016

Harris Eisenstadt / Jeb Bishop / Tony Malaby / Jason Roebke "Old Growth Forest", Clean Feed 2016, CF359

Harris Eisenstadt / Jeb Bishop / Tony Malaby / Jason Roebke "Old Growth Forest", Clean Feed 2016, CF359
Wszystko w życiu ma podobno swój czas. Tak też - być może - było z tym nagraniem. Harris Eisenstadt wspominał bowiem że marzeniem muzyków którzy grali ze sobą w Jeb Bishop Trio (Jeb Bishop, Harris Eisenstadt, Jason Roebke) było granie w kwartecie z Tonym Malabym. Tylko ciągle coś stało na przeszkodzie - a to napięty grafik Malaby'ego, a to problemy ze słuchem Jeba Bishopa przez które nawet wycofał się on z Vandermark 5. Jednak w 2015 roku, dzięki zaproszeniu przez Johna Zorna do The Stone tą ideę w końcu udało się wcielić w życie. I tak, w końcu, po latach na scenie raz jeszcze pojawiło się stare Jeb Bishop Trio wsparte przez saksofonistę Tony'ego Malaby.

Nieprzypadkowo jednak nazwa Jeb Bishop Trio nie pojawia się na płycie. Raz, że to zespół od lat niedziałający i właściwie już chyba nieco zapomniany (więc marketingowy aspekt odpada); dwa - że ta muzyka i tworzący ją partnerzy jest już zgoła inna. Tam pisali wszyscy - tutaj to tylko i wyłącznie kompozycje Eisenstadta; tam, nawet gdy improwizowali to czuło się kto rozdaje tam karty. Tutaj jest podobnie, tylko osoba się zmieniła - Bishopa w tej roli zastąpił Eisenstadt. Wiele też odmienia - tak w warstwie melodycznej jak i harmonicznej obecność Malaby'ego. Muzyka silniej zdaje się być osadzona w jazzowym idiomie, chociaż rzadziej niż w innych projektach dochodzi tu do głosu znana umiejętność kanadyjskiego perkusisty pisania gładkich, ładnych tematów. Więcej tu barwnych plam i zabaw harmonią, a melodyka jakby schodzi na plan dalszy.

Ale muzyka nie traci przez to ani na intensywności, ani - również - komunikatywności. Eisenstadt jawi się więc - chyba już po raz kolejny - jako wizjoner i kolorysta. Pracując nad materiałem (kompozycjami) starał się on tak go napisać, by utrzymać spójność tożsamościową muzyki, całą resztę jednak pozostawić otwartą. I chyba te słowa - otwarty jazz - najlepiej opisują muzykę na płycie "Old Growth Forest". Któryś z krytyków pięknie napisał, że wszystko na tej płycie, każdy dźwięk i fraza - mimo upływu lat - brzmi jak przeznaczenie. Polecam bardzo.
autor: Marek Zając

Jeb Bishop: trombone
Tony Malaby: tenor saxophone
Jason Roebke: double bass
Harris Eisenstadt: drums, compositions

1. Larch 3:55
2. Pine 7:28
3. Hemlock 7:22
4. Redwood 7:08
5. Spruce 7:00
6. Fir 6:27
7. Big Basin 7:35
8. Cedar 7:04

płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 5 lutego 2016

Harris Eisenstadt / Sara Schoenbeck / Nicole Mitchell / Mark Dresser "Golden State" Songlines 2013, SGL16022

Harris Eisenstadt / Sara Schoenbeck / Nicole Mitchell / Mark Dresser "Golden State" Songlines 2013, SGL16022
Perkusista Harris Eisenstadt, urodzony w Toronto Kanadyjczyk, od lat jest jednym z filarów nowojorskiej sceny jazzowej. Jest instrumentalistą niezwykle cenionym, ale został już lata temu dostrzeżony także jako lider własnych projektów. Jest bowiem jednym z tych muzyków, którego gra jest wspaniale osadzona w jazzowej tradycji z jednej, otwarta na nowości z drugiej, a do tego jeszcze za każdym z jego projektów stoi jakaś idea i przemyślany pomysł na jego realizację.

Kwartet Golden State to projekt w dorobku Eisenstadta dosyć wyjątkowy. Mało w nim bowiem bezpośrednich odniesień do swingu czy klasycznego jazzu lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia (w czym kanadyjski muzyk lubował się do tej pory). Eisenstadt tworzy tym razem muzykę polirytmiczną, łączącą odwołującą się do jazzu improwizację oraz współczesną muzykę kameralną wywiedzioną z klasycznej tradycji.

Kompozycje swe Eisenstadt buduje z oszczędnie dozowanych impulsów i interakcji. Pozostawia to poszczególnym solistom - spełniają tę rolę wymiennie wszyscy instrumentaliści kwartetu - bardzo dużo przestrzeni na improwizację, czasami bardzo luźno odwołującą się pierwotnych kompozycji. Czasami, w moim odczuciu, budują oni jakby labirynt, nakładając je po kolei na siebie. Nie tracą jednak z pola widzenia ani na chwilę celu i konsekwentnie zamykają poszczególne utwory w domknięte, skończone i zwarte formy. Cudownie brzmią harmonie budowane przez flet i fagot, a Mark Dresser, jeden z najważniejszych kontrabasistów współczesnego free jazzu, znakomicie partneruje liderowi zespołu w tworzeniu coraz to nowych, politonalnych kontrastów.

Efektem jest płyta znakomita i przekonująca w każdym swym elemencie - od pomysłu, przez realizację po końcowy efekt - od kompozycji, przez instrumentację po zamkniętą formę poszczególnych utworów jak i całej płyty. I chociaż obcujemy z muzyką nie dla każdego odbiorcy jazzowej tradycji w pełni przekonującą - to płytę tę bardzo polecam!
autor: Józef Paprocki

Nicole Mitchell: flute
Sara Schoenbeck: bassoon
Mark Dresser: contrabass
Harris Eisenstadt: drums

1. What is a Straw Horse, Anyways?
2. It is Never Safe to Be
3. Dogmatic in Any Case
4. Unless All the Evidence is In
5. Sandy
6. Especially Preposterous Assertions
7. Flabbergasted by the Unconventional



płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 9 stycznia 2016

Nate Wooley Quintet [Nate Wooley / Josh Sinton / Matt Moran / Eivind Opsvik / Harris Eisenstadt] "(Dance to) the Early Music" Clean Feed 2015, CF350

Nate Wooley Quintet [Nate Wooley / Josh Sinton / Matt Moran / Eivind Opsvik / Harris Eisenstadt] "(Dance to) the Early Music" Clean Feed 2015, CF350
Nigdy nie byłem jakimś wielkim miłośnikiem muzyki Wyntona Marsalisa, ale gdy stawiałem pierwsze kroki w świecie jazzu dużo mówiło się nim - jako o odnowicielu gatunku, kimś, kto przywrócił do życia akustyczny jazz w brzmieniu w pierwszej połowy lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Potem - zwłaszcza dla słuchaczy nieco bardziej otwartej muzyki - nieprzejednana postawa Marsalisa, mówiąca (w skrócie), że jego muzyka jest definicją jazzu, raczej zniechęcała, niż zaprasza do głębszego spotkania z jego muzyką. Gdy jednak odkryłem, jakim źródłem fascynacji nieprzebrany źródłem inspiracji dla współczesnych dokonań Gustafssonów, Vandermarków, Brotzmannów, Nilssen-Love'ów jest muzyka lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, sam też niedawno inaczej spojrzałem i na wczesne płyty Marsalisa, który pozostając stylistycznie w tamtym okresie wnosił jednak do muzyki własne spojrzenie i indywidualne brzmienie.

Tak też od dawna patrzył na jego dokonania Nate Wooley i postanowił sam w końcu zmierzyć się muzyką szefa Lincoln Center i nieco ją zredefiniować filtrując przez własną muzyczną wrażliwość i zderzając z własnymi doświadczeniami. Śledzących dokonania Wooleya, album ten nie powinien zaskoczyć. Jest to od lat bowiem trębacz znany ze swojej niezwykłej świadomości tradycji jazzowej i muzyki improwizowanej, bardzo głęboko w nich osadzony, i, co rusz, do nich się odwołujący. Tutaj we wspaniały sposób ukazuje własną fascynację albumami “Black Codes”, “J Mood” czy “Wynton Marsalis” - pokazuje ich estetyczne powinowactwo tak z muzyką połowy ubiegłego stulecia, jak i zupełnie współczesnymi, własnymi dokonaniami. 

Nie jest to jednak album archiwalny starający się tylko odtworzyć muzykę Marsalisa czy też głębiej - ukazać ją tradycyjnym kontekście. Wooley gra jazz współczesny, świadomy nie tylko tego, co w muzyce dzieje się dzisiaj, ale także głęboko i intensywnie tą codzienność współtworzący. Nie ma tu jednak prostej recepty na inspirowanie się muzyką Marsalisa - nie jest tak, że sięgamy po Marsalisa jako inspirację, punkt wyjścia, a dalej już jedziemy swoje, nie. To wszystko tu taj jest o wiele bardziej złożone i mocniej przepracowane. Wooley pokazuje jaką mogłaby być muzyka Marsalisa, gdy podejść do niej bez kompleksów, ze świadomością korzeni, ale też z należnym szacunkiem dla jej skomplikowania i artystycznej finezji.

Jedną rzeczą jest jednak mieć tego świadomość, drugą - potrafić to zrobić. A Nate Wooley potrafi jak mało kto. Efektem jest płyta fascynująca i wybitna, podchodząca do muzyki i tradycji (tak Marsalisa, jak i tej dawniejszej) w twórczy sposób, bez kompleksów, ale z należnym szacunkiem, wiedzą i skupieniem. Koniecznie!
autor: Marek Zając

Nate Wooley: trumpet
Josh Sinton: bass clarinet
Matt Moran: vibraphone
Eivind Opsvik: double bass
Harris Eisenstadt: drums

1. Hesitation
2. For Wee Folks
3. Blues
4. Delfeayo's Dilemma
5. Phryzzinian Man
6. On Insame Asylum
7. J Mood



płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 16 października 2015

The Convergence Quartet [Taylor Ho Bynum / Harris Eisenstadt / Alexander Hawkins / Dominic Lash] "Owl Jacket" [Vinyl 1LP, limited edition 300], NoBusiness Records 2015, NBLP84

The Convergence Quartet [Taylor Ho Bynum / Harris Eisenstadt / Alexander Hawkins / Dominic Lash] "Owl Jacket" [Vinyl 1LP, limited edition 300], NoBusiness Records 2015, NBLP84
The Convergence Quartet
Konwergencja oznacza zbieżność lub powstawanie zbieżności. Można to pojęcie odnieść do wielu dziedzin nauki i kultury, np. do podobieństw wytworów kulturowych w różnych częściach świata. Albo też, jak tutaj, do podobnego podejścia do muzyki wszystkich członków tego zespołu. Bo w pełni tworzą oni jeden organizm, choć spełniają w nim odmienne funkcje.

Kolejne nagranie zespołu ukazało się właśnie tylko na płycie winylowej w oficynie NoBusiness i składają się na nie kompozycje wszystkich członków zespołu. Chociaż to zdanie może być mylące i nieprecyzyjne bowiem Taylor Ho Bynum, Alexander Hawkins oraz Dominic Lash przynieśli własne kompozycje, ale perkusista Harris Eisenstadt sięgnął po dwa utwory z afrykańskiej tradycji muzycznej - z Ghany pochodzi "Dogbe Na Wo Lo", a z Gambii "Mamady Wo Murado Sa", a Eisenstadt odpowiada tu za adaptację i aranżację utworów. To zresztą tradycja ich nagrań - tak było też na poprzednich płytach zespołu i jest to jeszcze jeden wyraz kulturowej konwergencji.

The Convergence Quartet
Muzyka - co jest tradycją dokonań kwartetu ma bardzo otwarty charakter, ale też niesłychanie misternie skonstruowana na poziomie kompozycyjnym oraz w ustalenia pomiędzy członkami zespołu. Każdy z nich potrafi wewnątrz szkieletowych kompozycji zagarnąć dla siebie przestrzeń do improwizacji, a w połączeniu z idiomatycznymi strukturami poszczególnych kompozycji sprawia to, iż muzyka zespołu jest wyjątkowa i rozpoznawalna od pierwszych niemal brzmień.

Ta wyjątkowość sprawia, iż muzyka kwartetu pozostaje z słuchaczem na długo po wybrzmieniu ostatnich dźwięków nagrania i sprawia, że do tego czarnego krążka powracać można wiele, wiele razy. To właśnie jest w moim odczuciu najlepszym miernikiem pomysłowości i kreatywności tych czterech muzyków.
autor: Waldemar Koński

The Convergence Quartet:
Taylor Ho Bynum: cornet
Harris Eisenstadt: drums
Alexander Hawkins: piano
Dominic Lash: double bass

Side A:
1. Dogbe Na Wo Lo
2. Jacket
3. Coyote

Side B:

1. Owl
2. Azalpho
3. Mamady Wo Murado Sa



płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 26 marca 2014

Nate Wooley Sextet [Dan Peck / Eivind Opsvik / Harris Eisenstadt / Josh Sinton / Matt Moran / Nate Wooley] "(Sit In) The Throne of Friendship", Clean Feed 2013, CF280

Nate Wooley Sextet [Dan Peck / Eivind Opsvik / Harris Eisenstadt / Josh Sinton / Matt Moran / Nate Wooley] "(Sit In) The Throne of Friendship", Clean Feed 2013, CF280
Nate Wooley to nowojorski trębacz i kornecista młodego, obok Petera Evansa czołowy tamtejszy instrumentalista. Od dobrych kilku lat, bez mała dekady każdy jego autorski wywołuje ekscytację na twarzach jazzu zwanego free, mniej niż bebop skrępowanego formą. Ale to nie wszystko, bowiem od takiegoż samego czasu Wooley współpracuje także z muzykami sceny free improv i takie jego nagrania cieszą się również niemałym uznaniem - tak publiczności jak i krytyków.

Niemały arsenał brzmień i dźwięków zaczerpniętych z free improv, szmerów i charknięć, zgrzytów i pisków, zwykł Nate Wooley wykorzystywać także w projektach bliższych środkowi jazzu. Nie inaczej jest także na najnowszej jego produkcji sygnowanej przez Nate Wooley Sextet. Tutaj również poszerzoną on znacznie brzmieniową paletę właściwą takiemu rodzajowi grania - jakby chciał powiedzieć, że jazz nie jest zamkniętą, skończoną formą; że jego kolego po fachu - Wynton Marsalis - myli się w swym przekonaniu o konieczności zamknięcia jazzu w muzeum pamięci. I to Wooleyowi udaje się świetnie - wykorzystując środki mainstreamowi nie przynależne tworzy zupełnie nową, sobie właściwą muzykę, ubarwiając pastelowe kompozycje free jazzowym pazurem. Jego tematy właściwe zasługują na osobne omówienie - potrafi on bowiem pisać własną muzykę, tak by brzmiała jak jazzowy standard. Nie, nie cytuje znanych, ogranych tematów, nie sili się na podobieństwa melodyczne. Ale jest w tym swing i miękkość, i jakiej takie ogranie - jakby każdy z nich doczekał się już stu interpretacji, a teraz mamy stopierwszą - z pazurem i nieco rewolucyjną. A że wszystkie - prócz "Old Man On The Farm" są jego autorstwa - talent ma niemały.

Świetnie, znakomicie pomysły trębacza realizuje jego zespół. A w nim kilku dobrych znajomych - Matt Moran na wibrafonie, Eivind Opsvik na kontrabasie oraz Harris Eisenstadt za perkusją. Ale i tak na szczególne uznanie zasługują ci dwaj zupełnie nieznani - tubista Dan Peck który nie sili się na dublowanie linii basu a tworzy gdzieś w tle swoją własną opowieść; oraz klarnecista basowy i saksofonista Josh Sinton - jego równiutko grane, jakby jednym głosem, unisona z Natem Wooleyem na długo zapadają i czynią tę jeszcze płytę piękniejszą.
autor: Marek Zając

Dan Peck: tuba
Eivind Opsvik: bass
Harris Eisenstadt: drums
Josh Sinton: bass clarinet
Matt Moran: vibes
Nate Wooley: trumpet


1. Old Man on the Farm 4:44
2. Make Your Friend Feel Loved 8:15
3. The Berries 4:40
4. Plow 6:12
5. Executive Suites 6:10
6. My Story, My Story 6:29
7. Sweet and Sad Consistency 7:12
8. A Million Billion Btus 8:31

płyta do kupienia na multikulti.com

wtorek, 1 maja 2012

Jeremiah Cymerman "Fire Sign", Tzadik 2012, TZ8082


Jeremiah Cymerman "Fire Sign", Tzadik 2012, TZ8082
Nie jest to debiutancki album nowojorskiego muzyka i kompozytora Jeremiaha Cymermana dla słynnej wytwórni Tzadik, ale - nie tylko w naszym kraju - pozostaje on (jak również jego muzyka) postacią zupełnie nieznaną. Drugim albumem udowadnia jak wielka szkoda, że do tej pory nie zetknęliśmy się szerzej z jego muzyką.

Cymerman nowojorczykiem został z wyboru w 2002 roku i szybko związał się z tamtejszą sceną downtown i jej klubami - Roulette, Issue Project Room czy The Stone. W ciągu kilku lat współpracował z licznymi muzykami awangardy nie tylko nowojorskiej - John Zorn, Butch Morris, Otomo Yoshihide, Evan Parker, Toby Driver, Nate Wooley, Brian Chase, Mario Diaz de Leon, Christopher Hoffman, Anthony Coleman, Peter Evans, Jessica Pavone czy Matthew Welch to najsłynniejsi z nich. Nie ogranicza się jednak tylko do improwizacji - głównym jego polem aktywności jest komponowanie, a improwizacja współtworzy jego kompozytorski warsztat. Nie stosuje on przy tym tylko tradycyjnej notacji muzycznej, ale wykorzystuje jej elementy mieszając je jednak z cały arsenałem wymyślonych przez siebie znaków graficznych. Rejestrowane nagrania dźwiękowe własnych kompozycji przetwarza dodatkowo elektronicznie, co jest jeszcze jedną składową łamigłówki, jaką są jego kompozycje

Pięć zebranych na tym albumie kompozycji powstało w latach 2009-2011 i przeznaczone są na bardzo różne instrumenty - oprócz utworów na solowy kontrabas (I Woke Up Early The Day That I Died) i klarnet (króciutkie Opening), znajdziemy tu dwa duety - trębaczy (Collapsed Eustachian) i na wiolonczelę i perkusję (Touched With Fire) - oraz sekstet (Burned Across The Sky). Do wykonania wszystkich akustycznych partii zaprosił znakomitych instrumentalistów związanych z awangardową i jazzową sceną amerykańską - Nate Wooley, Peter Evans, Harris Eisenstadt, Sam Kulik, Brian Chase to wszak muzycy świetnie znani jazzowej publiczności, pełni kreatywnej energii tak potrzebnej by ze szkicowych, pełnych indywidualnie interpretowanych graficznych zapisów kompozycji Cymernana wydobyć głębię i moc.

To, co zostało zarejestrowane na taśmie nie jest jednak efektem końcowym - kompozytor w postprodukcyjnej obróbce filtruje i przetwarza nagrany materiał elektronicznie. Efekt jest zadziwiający - dużo tu odwołań zarówno to muzyki noise jak i elektronicznej sceny europejskiej. Dzięki takiemu potraktowaniu płyta zyskuje bardzo spójny charakter i zaskakujące brzmienie dodatkowo podkreślone przez - jak to z tzadikowym standardzie - znakomitą realizację dźwiękową nagrania i masteringu.
autor: Marcin Jachnik

Jeremiah Cymerman: clarinet, electronics, synth
Nate Wooley: trumpet
Tom Blancarte: contrabass, bass
Brian Chase: drums
Peter Evans: trumpet
Christopher Hoffman: cello
Sam Kulik: trombone
Harris Eisenstadt: drums

1. Opening
2. Collapsed Eustachian
3. I Woke Up Early The Day That I Died
4. Touched With Fire
5. Burned Across the Sky


płyta do kupienia na multikutli.com

środa, 5 października 2011

Harris Eisenstadt / Ellery Eskelin / Angelica Sanchez "September Trio", Clean Feed 2011, CF229

Harris Eisenstadt / Ellery Eskelin / Angelica Sanchez "September Trio", Clean Feed 2011, CF229
"Współczesna kultura jest stertą śmieci, stereotypów i klisz, odłamkami, które piętrzą się wśród ruin" pisał Walter Benjamin. Dlatego też od lat moje muzyczne poszukiwania kierują mnie raczej na jej obrzeża niż do centrum, gdzie nie sposób znaleźć cokolwiek interesującego. Nowojorski perkusista Harris Eisenstadt już kilka lat temu zwrócił moją uwagę.
Delikatność, intymność, namysł i skupienie stanowią największą wartość jego pracy artystycznej, zarówno jako kompozytora jak i instrumentalisty. Nate Wooley, często z nim współpracujący, w liner notes do płyty pisze (...) Harris Eisenstadt is a thinking man. He does not attempt at being a thinker. He doesn't play at being the intellectual, or hide behind the conceptual or technical to invite the listener's mind away from the music, he simply is a thinking man (...). Trudno się z nim nie zgodzić.
Pomimo młodego jeszcze wieku Eisenstadt wypracował sobie w świecie kreatywnego jazzu mocną pozycję. Nowy album przynosi mniejszy i odmieniony skład w porównaniu do ostatnich płyt, z których trzy to żelazne pozycje dla fanów jazzu, "Guewel", "Canada Day" i "Woodblock Prints". Pewnej odmianie podlega także sama struktura utworów, mniej gęsta niż na wspomnianych przeze mnie płytach daje jeszcze więcej miejsca na autorski wkład instrumentalistów.
A trzeba wiedzieć, że nowojorskie trio z Ellerym Eskelinem na saksofonie tenorowym i Angeliką Sanchez na fortepianie w siedmiu kompozycjach lidera, gra muzykę pozbawioną instrumentalnych fajerwerków, ale niepozbawioną fascynujących właściwości.
Angelika Sanchez doskonale różnicuje plany, jej gra jest dynamiczna, od delikatności (September 1 i 5) po karkołomne improwizacje (September 4 i 6).
Delikatne, zwiewne frazy Eskelina, jednego z faworytów Wernera Uehlingera, właściciela wytwórnio hatOLOGY, podkreślają refleksyjną aurę całości.
Zakorzenione w bluesie i tradycyjnym jazzie kompozycje Eisenstadta konsekwentnie skręcają w stronę nowego jazzu. Wyrafinowana, złożona struktura z zaskakująco przeplatającymi się rytmem i melodią, coraz to rwąca się narracja, śmiałość muzyków w szukaniu nieszablonowych rozwiązań instrumentalnych, wszystko razem przypomina technikę akwareli z jej brakiem wyraźnych konturów.
W naszym rozgorączkowanym świecie ktoś taki jak Harris Eisenstadt jest na wagę złota, pozwala złapać balans pomiędzy tradycją a nieodgadnioną przyszłością.
Płyta emanuje prawdziwie jesienną atmosferą, ale nie znajdziecie tutaj państwo taniego sentymentalizowania, w muzyce tej zaklęta jest zarówno "złota jesień", ale także ta deszczowo-smutna, która niejednokrotnie potrafi zaskoczyć swoją gwałtownością. Być może dlatego zespół nosi nazwę September Trio?
autor: Tomasz Konwent

Harris Eisenstadt: drums
Ellery Eskelin: tenor saxophone
Angelica Sanchez: piano


1. September 1
2. September 2
3. September 3
4. September 4
5. September 5
6. September 6
7. September 7


HARRIS EISENSTADT'S Canada Day
6-20-10 Red Hook Jazz Festival, NYC


płyta do kupienia na multikutli.com