Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 marca 2017

La Roza Enflorese "Luz de Oro" Pavane 2011, ADW7544

La Roza Enflorese "Luz de Oro" Pavane 2011, ADW7544
Tradycja judeo-hiszpańska, zarówno w literaturze jak i w muzyce od ponad wieku przeżywa swój renesans. Kiedy królowa Hiszpanii, Izabela wydała 31 marca 1492 roku Edykt Królewski, którym skazywała Żydów Iberyjskich na wygnanie (pod karą śmierci i konfiskaty całego majątku), nie mogła przypuszczać, że unikalna kultura sefardyjska, z własnym językiem, nazywanym Ladino przetrwa wieki, i od końca XIX wieku znajdzie się w centrum zainteresowania filologów, etnologów i muzykologów z całego świata.

Interpretacje La Roza Enflorese tchną egzotyką, ale nie jest to lukrowany obrazek nieznanego raju. Wielka w tym zasługa klasy muzyków zakładających ansambl. Zespół tworzy piątka wybitnych europejskich artystów, śpiewaczka Edith Saint-Mard, ma za sobą długą współpracę z Chapelle Royale i Collegium Vocale, Ghent, zarówno pod dyrekcją Philippe'a Herreweghe jak i Sigiswalda Kuijkena. Z powodzeniem występuje w repertuarze muzyki średniowiecznej, barokowej, renesansowej, iberyjskiej, eksperymentalnej i współczesnej muzyce komponowanej.

Flecista Bernard Mouton to członek czołowych zespołów specjalizujących się w wykonawstwie muzyki dawnej: Alla Francesca, Micrologus i Boston Camerata. Prowadzi swój zespół - ensemble Fin’Amor, wykonujący świeckie monodie z XII i XIII wieku.

Grający na viola da gamba i fidelach Thomas Baeté, kształcił się pod czujnym okiem Pieta Stryckersa. Wielanda Kuijkena, Jordiego Savalla, Paolo Pandolfo, Sophie Watillon i Pedro Memelsdorffa. Obecnie występuje i nagrywa ze słynącymi z nowego podejścia do wykonawstwa muzyki dawnej i barokowej - Capilla Flamenca (kierowana przez Dirka Snellingsa), Mala Punica (kierowana przez Pedro Memelsdorffa), Graindelavoix (kierowana przez Björna Schmelzera), La Caccia (kierowana przez Patricka Deneckera) i The Spirit of Gambo (kierowana przez Freeka Borstlapa).

Najbardziej utytułowany w składzie Philippe Malfeyt, to wirtuoz vihueli, lutni i arabskiej oud. Rozpoczynał swoją karierę na początku lat 80. w zespole Royal College of Music w Londynie. Następnie występował z Hannelore Devaere (harfa), Patrickiem Beuckelsem (flet), z gitarzystą flamenco Michelem Gillainemi, sopranistką Katelijne Van Laethem, z zespołami La Caccia, La Pastorella, Millenarium, Il Fondamento, Rans, Currende i Zefiro Torna. W 1989 założył wokalno-instrumentalny ensemble Romanesque, specjalizujący się w wykonawstwie muzyki renesansowej. Jego nagrania Willaerta, Ockeghema i Utendala otrzymały wiele prestiżowych nagród. Obecnie pracuje nad premierowym projektem poświęconym renesansowemu teologowi Nicolaesowi Cleynaertsowi, łączącym tradycję flamenco, muzykę arabską, sefardyjską i tradycję dawnych belgijskich pieśni. Jego płyty można znaleźć w katalogach Ricercar, Aulos, Erato, Opus 111, Vanguard, Gailly Productions, Sony, Eufoda, Music & Words.

Vincent Libert to prawdziwy mistrz perkusjonaliów, na płycie sięgnął po udu, daf, deff, darbouka, riqq i tambour. Jest bliskim współpracownikiem Bernarda Moutona, z którym pracował przy wielu projektach z obszaru muzyki dawnej. Jest jednym z założycieli ensemble Fin' Amor. 

Na "Luz de Oro" skład uzupełniają turecki muzyk Emre Gültekin, grający na baglamas i tanbur, także śpiewający (Talip Özkan, Mustafa Karaçeper, l’ensemble Gültekinler, Ttels Dadmehr z Iranu, Malick Pathé Sow z Sénégalu i Goran Bregoviç) oraz akordeonistka Anne Niepold (Olla Vogala, Chansons sans Paroles, Hotel Terminus, Marcel Marcelsson & Aline Alinopoulos’, the Knopf Quartet, Muziektheater Transparant i Graindelavoix).

"Luz de Oro" pełna jest barw i zapachów, kameralne partie pełne poetyckiego uroku i niesamowitej atmosfery przeplatane są bardziej współczesnymi interpretacjami, z udziałem akordeonu. Tematyka tych pieśni obraca się wokół miłości, erotyzmu, pojawiają się tutaj także motywy biblijne, czasem słychać echa starohiszpańskich romansów. Po wygnaniu Żydów z Królestwa Hiszpanii, sefardyjska kultura rozlała się na wiele krajów (od Maroka, Włoch, Grecji, Bułgarii, Bośni, Macedonii, po Turcję). Wszędzie tam nasiąkała lokalną tradycją, nabierając oryginalnych cech. Można powiedzieć, że kultura sefardyjska żyła razem z żydowskimi tułaczami. Członkowie La Roza Enflorese doskonale odnajdują się w tym wielokulturowym kontekście. Słychać też tutaj jakieś nieuchwytne ciepło i czułość, czy mają one swoje źródło w poczuciu nostalgii i nutą żalu za światem minionym, który już nie istnieje? Tego nie wiem, wiem jednak, że La Roza Enflorese należy do wąskiej grupy wykonawców sefardyjskich, wartych rekomendacji! 
autor: Tomasz Konwent

Edith Saint-Mard: voice
Bernard Mouton: recorders, cromhorn
Thomas Baeté: viola da gamba, fiddle, voice
Philippe Malfeyt: vihuela, lute, oud
Emre Gültekin: baglamas, tanbur, voice
Anne Niepold: accordion
Vincent Libert: udu, daf, deff, darbouka, riqq, tambour
1. Por la Tu Puerta Yo Pasi
2. Una Tarde de Verano
3. A Sinyora Novia
4. Ay Ke Buena
5. Koplas de Purim
6. Ir Me Kyero Madre a Yerushalayim
7. Yerushalayim de Oro
8. Yo Soy un Mancevo del Dor
9. Una Matika de Ruda
10. De Edad de Kinze Anyos
11. Ay Ke Mueve Mezes
12. Buena Semana
13. Ken Supiense i Entendiense
14. Fiestaremos

płyta do nabycia na multikulti.com

wtorek, 28 lutego 2017

Tim Berne with Baikida Carroll / Michael Formanek / Marc Ducret / Dominique Pifarely / Erik Friedlander / Chris Speed / Jim Black "Insomnia" Clean Feed 2011, CF215

Tim Berne with Baikida Carroll / Michael Formanek / Marc Ducret / Dominique Pifarely / Erik Friedlander / Chris Speed / Jim Black "Insomnia" Clean Feed 2011, CF215
Tim Berne to muzyk aktywny na scenie jazzowej od naprawdę długiego czas i wciąż jeszcze jego muzyka jest nie w pełni odkryta i doceniona. Urodził się w 1954 roku w Syracuse w stanie Nowy Jork. Bardzo późno rozpoczął naukę gry na saksofonie altowym - miał wtedy już 19 lat - pobierając lekcję u wspaniałych instrumentalistów jazzowej awangardy - Juliusa Hemphila oraz Anthony'ego Braxtona. Niedługo potem otworzył własną wytwórnię muzyczną Empire Productions. Pierwszy album sygnowany jego nazwiskiem ukazał się w 1979 roku nagrany na zachodnim wybrzeżu we współpracy z takimi muzykami jak Vinny Golii, Alex Cline i Roberto Mirandy. Berne na przestrzeni lat współpracował m.in. z gitarzystami Billem Frisellem, Marcem Ducertem, Davidem Tornem, Johnem Hornem (m.in. przy nagraniu płyty "Spy vs Spy" w repertuarze Ornette'a Colemana), skrzypkiem Matem Manerim, trębaczem Herbem Robertsonem, perkusistą Tomem Raineyem, instrumentalistą klawiszowcem Craigem Tabornem, basistami Michaelem Formanekem i Drew Greesem. Na początku lat dziewięćdziesiątych założył kolejną wytwórnię - Screwgun (www.screwgunrecords.com) - która istnieje po dziś dzień wznawiając dawne płyty saksofonisty.

Najnowszy (chociaż zarejestrowany w 1997 roku) album Berne'a ukazała się jednak nakładem portugalskiej oficyny Clean Feed. Nagrana w gwiazdorskiej obsadzie płyta (oprócz kompozytora i lidera same sławy - Baikida Carroll, Michale Formanek, Marc Ducret, Dominique Pifarely, Erik Friedlander, Chris Speed oraz Jim Black) przynosi ledwie dwie kompozycje. Ale za to jakie. Niezwykle rozbudowane i zróżnicowane, układają się w kształt suity o odmiennych, ale płynnie przechodzących jedna w drugą, częściach. Oparte na komponowanych - lecz nie melodyjnych tematach - pozostawiają sporo miejsca na indywidualne improwizacje poszczególnych muzyków, jednak ich charakter i wyraz określa komponowana część suity, w której się znajdują. Te dwie kompozycje Berne'a - mam wrażenie - mają nieco ilustracyjny charakter, momentami zbliżający je do muzyki współczesnej, gdzie improwizacja jest funkcją kompozycji. Charakter ich pozwoli docenić je w pełni po wielokrotnym przesłuchaniu - wtedy w pełni dostrzegamy tworzone ukradkiem harmonie, wielonarracyjny charakter kompozycji oraz prawdziwie mistrzowskie zgranie zespołu. Drugą kompozycję na płycie ("oPEN, cOMA") Tim Berne nagrywał już wcześniej wespół z duńskimi muzykami, na płycie pod takim właśnie tytułem. Ale dopiero to, pierwotne jej nagranie, pozwala w pełni docenić mistrzostwo i charakter tego utworu. Polecam gorąco!
autor: Marek Zając

Baikida Carroll: trumpetChris Speed: clarinet
Dominique Pifarély: violin
Erik Friedlander: celloJim Black: drums
Marc Ducret: 12 string guitarMichael Formanek: bass
Tim Berne: alto saxophone, baritone saxophone
1. The Proposal 35:58
2. Open Coma 29:56

płuyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Daniel Levin Quartet [Daniel Levin / Nate Wooley / Matt Moran / Peter Bitenc] "Organic Modernism" Clean Feed 2011, CF212

Daniel Levin Quartet [Daniel Levin / Nate Wooley / Matt Moran / Peter Bitenc] "Organic Modernism" Clean Feed 2011, CF212
Daniel Levin wraz ze swoim kwartetem nie zwalnia tempa - jeszcze dobrze nie ochłonęliśmy po koncertowym albumie, który ukazał się w drugiej połowie ubiegłego roku nakładem Clean Feed-u, a już portugalska oficyna zaskakuje kolejnym nagraniem Zespołu. Po nagraniu "live" przyszedł czas na zmiany - najnowsza płyta "Organic Modernism" ma zupełnie odmienny charakter. Levin w liner notes dołączonym do płyty przywołuje słowa Strawińskiego o tym, że muzyka "powinna być niczym więcej jak tylko samymi dźwiękami". I rzeczywiście muzyka kwartetu ma tym razem aspiracje bycia afirmacją dźwięku. Levin wciąż jest tu kompozytorem - tym razem jednak tylko kilku utworów i są tylko szkice. Ponad połowa materiału to kwartetowe improwizacje. Odeszły gdzieś swingujące frazy kwartetu oparte na współbrzmieniu partii wiolonczeli i wibrafonu. Zamiast tego mamy powolne budowanie współbrzmienia, które w efekcie często i tak prowadzi do porozumienia i, zgodnie z założenia ICP, kompozycji. Muzyka jest zupełnie abstrakcyjna, w poszczególnych utworach nie oparta na jednolitym metrum oraz nie ma ciągłości w formule kwartetu. Ciągle się zmienia wraz z aktywnością poszczególnych improwizatorów w ramach zespołu. Wyodrębniają się więc różne składy - duety i tria, które swobodnie rozwijają narrację prowadzoną wcześniej przez zupełnie odmienny skład. Płyta jest ciągłym zaskoczeniem, ale potrafią jej formułę docenić ci, którzy włożą w obcowanie z tą muzyką niemały wysiłek - potrafią się skupić na blisko sześćdziesiąt minut. Ja polecam gorąco!
autor: Marcin Jachnik

Daniel Levin: cello
Nate Wooley: trumpet
Matt Moran: vibraphone
Peter Bitenc: bass

1. Action Painting
2. Zero Gravity
3. My Kind Of Poetry
4. Lattice
5. Kaleidoscope
6. Old School
7. Constellations
8. Furniture as Sculpture
9. Audacity
10. Expert Set
11. Wild Kingdom
12. Active Imagination

płyta do nabycia na multikulti.com 

czwartek, 26 stycznia 2017

Flow Trio [Louie Belogenis / Joe Morris / Charles Downs] "Live at the Stone" Ayler Records 2011, AYLCD107

Flow Trio [Louie Belogenis / Joe Morris / Charles Downs] "Live at the Stone" Ayler Records 2011, AYLCD107
Flow Trio to znakomity, chociaż od niedawna istniejący zespół, który nie imponuje komercyjnym potencjach nazwisk tworzących go muzyków, ale kreatywną formułą przez nich proponowaną. Wsparci są na mocnej podstawie tworzonej przez gitarzystę i basistę (tu tylko kontrabas) Joe Morrisa, oraz perkusistę Charlesa Downsa. O ile Morris, stały współpracownik Dennica Gonzaleza, Matthew Shippa czy Kena Vandermarka, imponuje po raz kolejny mocą brzmienia, wyczuciem dźwięku, umiejętnością jego kształtowania, timingiem i frazowaniem, to prawdziwą rewelacją jest postawa perkusisty. To drugie w krótkim czasie nagranie - po najnowsze płycie Other Dimensions In Music - z jego udziałem trafiło do moich rąk. O ile jednak tam był wykonawcą formy raczej niż jej współtwórcą - to tutaj jaki się jako perkusista z krwi i kości. Znakomicie czuje się tkając w siateczkę dźwięków korzysta przy tym z bardzo szerokiej palety brzmieniowej - delikatnych szmerów, wyciszonych zgrzytów, uderzeń szkieletu perkusji i obramowań naciągów. A przy tym jest niezwykle czujny i znakomicie zgrany z Morrisem. Widać rzetelnie przepracowany czas podczas prób - takiego zrozumienia nie da się dostać w prezencie, stoją za nim godziny wspólnego muzykowania. I na końcu frontman formacji - saksofonista Louie Belogenis, w równej mierze zafascynowany muzyką Johna Coltrane'a i Alberta Aylera. Ma jednak jeszcze jedną umiejętności - imponująco potrafi skondensować muzyczną frazę, co pozostawia olbrzymią przestrzeń partnerom. Znakomita płyta!
autor: Marek Zając

Louie Belogenis: tenor & soprano saxophone
Joe Morris: bass
Charles Downs: drums

1. Set Theory 29:31
2. Infin Trinity 17:23
3. The End Of Certainty 6:56

płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 2 grudnia 2016

Tony Malaby's Tamarindo Trio with Wadada Leo Smith [Nasheet Waits / Tony Malaby / William Parker / Wadada Leo Smith] "Tamarindo Live" Clean Feed 2011, CF200

Tony Malaby's Tamarindo Trio with Wadada Leo Smith [Nasheet Waits / Tony Malaby / William Parker / Wadada Leo Smith] "Tamarindo Live" Clean Feed 2011, CF200
Druga odsłona Tamarindo Tony'ego Malaby'ego - tym razem dzięki magicznej wprost obecności Wadady Leo Smitha jest o wiele intensywniejszym doznaniem. Klasyczny, freejazzowy kwartet to formuła dosyć już wyeksploatowana. Wielu kreatywnych muzyków udowadniało jak mobilna i twórcza potrafi być to formacja, jeśli tylko lider potrafi zdyscyplinować jej członków. Malaby przyjmuje nieco inną koncepcję - on, bazując na własnych, szkicowych kompozycjach, nie stara się członków swojego zespołu ograniczać, a raczej zdaje się na ich inwencję i kreatywność. I świetnie na tym wychodzi. Trębacza Leo Smitha przedstawiać nie trzeba. Mówić o jego kreatywności też. Udowodniał to przez lata grając w zespołach Braxtona, Leroya Jenkinsa, Roscoe Mitchella i prowadząc własne zespoły z Golden Quartet na czele. Nie inaczej ma się sprawa z Williamem Parkerem i Nasheetem Waitsem tworzącymi tu sekcję rytmiczną. I chociaż zespół wyrasta z tria - nie widać tu żadnych szwów. Dołączenie do składu trębacza zagęszcza muzykę formacji, bardzo zresztą rozwichrzoną i konceptualną w duchu, a nie ją rozrywa. Muzyka staje się przez to jakby bardziej naturalna, organiczna, a mnie intelektualna. Świetna płyta i niezła jazda - oto jubileuszowa, dwusetna produkcja Clean Feedu.
autor: Marek Zając

Tony Malaby: tenor & soprano saxophones
William Parker: double bass
Nasheet Waits: drums
Wadada Leo Smith: trumpet

1. Buoyant Boy 12:16
2. Death Rattle 17:14
3. Hibiscus 14:37
4. Jack The HAT With Coda 14:24

płyta do nabycia na multikulti.com


piątek, 25 listopada 2016

Angelica Sanchez "A Little House" Clean Feed 2011, CF206

Angelica Sanchez "A Little House" Clean Feed 2011, CF206
Pianistka Angelica Sanchez nie ma jeszcze imponującego liczebnie dorobku płytowego, za to jej nagrania - czy to sygnowane jej nazwiskiem, czy też z nią w składzie - cieszą się świetnym przyjęciem muzycznych krytyków jak i publiczności, szukającej czegoś odmiennego od coraz częściej popadających w rutynę WIELKICH NAZWISK WSPÓŁCZESNEGO JAZZU. Nie inaczej jej z jej najnowszym albumem, nagraną solo płytą "A Little House". Muzyka, którą zarejestrowała na wydanym przez portugalski Clean Feed albumie pozostaje pod wyraźnym wpływem dokonań Carli Bley. Sama słynna pianistka napisała zresztą przepiękne i osobiste "liner notes". Sanchez, chociaż zafascynowana dokonaniami Bley, ma do muzyki bardzo osobisty stosunek i kształtuje ją na swój własny sposób. Używała ona przy nagraniu tego materiału oprócz fortepianu także dziecięcych zabawek i te dźwięku nadają muzyce nieco pozytywkowy charakter. Płyta jest elegancka i niezwykle przejrzysta w warstwie aranżacyjnej - co charakterystyczne także dla kompozycji Carli Bley. Sanchez, chociaż grała solo, to często nakładała w studiu na siebie ścieżki fortepianu i zabawek, co zagęszcza muzykę i pozwala na nią spojrzeć wprost z dziecięcą fascynacją. Polecam gorąco!!!
autor: Józef Paprocki

Angelica Sanchez: piano, toy piano

1. Chantico 2:14
2. I'll Sign My Heart Away 4:07
3. Along the Edge 4:36
4. A Casinha Pequenina 7:42
5. Stretched 5:26
6. Up and Over 3:37
7. Trickle 4:16
8. Crawl Space 3:32
9. Glow 4:56
10. Giant Monks 5:05
11. Jackaloop 4:51
12. City Living 3:55
13. Mimi 3:42

płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 1 czerwca 2016

Air [Henry Threadgill / Fred Hopkins / Steve McCall] "Air Raid" [Why Not reissue], Candid 2011, WNCD79413

Air [Henry Threadgill / Fred Hopkins / Steve McCall] "Air Raid" [Why Not reissue], Candid 2011, WNCD79413
Trio Air prowadzone przez Henry'ego Threadgilla powstało w Chicago w roku 1971. Prócz lidera, saksofonisty i flecisty, tworzyli je kontrabasista Fred Hopkins oraz grający na perkusji Steve McCall. Muzyka, którą od początku proponowali łączyła tzw. Free Radical (zupełnie swobodną, choć opartą na jazzie improwizację) z przebojową, czasami wywodzącą się nawet z ragtime'u melodyką, oraz niezwykle mocno rozwiniętą kolektywnością grania. Od początku było to równoprawne trio, nie sekcja plus lider. Chociaż Threadgill bez wątpienia jest urodzonym przywódcą.

Ta formuła nie narodziła się przypadkiem - Threadgill został bowiem poproszony przez Columbia College w Chicago, by przygotować koncert z utworami Scotta Joplina. Muzyka Joplin była tak bardzo silnie związana i kojarzona z fortepianem, więc Threadgill postanowił zbudować trio, które będzie potrafiło grać muzykę Joplina, ale bez fortepianu. Brak instrumentu harmonicznego postanowił zastąpić kolektywnością grania i improwizacji.

Grupa nagrała dwanaście albumów, ale jako tzw. klasyczne uznaje się tylko pierwszych 9 płyt (do roku 1982) nagranych w niezmienionym, triowym składzie.

Płyta "Raid" jest drugim albumem w dyskografii Air. Album powstał w roku 1976, w rok po pierwszej płycie. Podobnie jak na debiutanckim, owacyjnie przyjętym przez publiczność i krytyków albumie "Song", tak i tu znajdziemy 4 utwory. Dwie długie kompozycje Threadgilla oraz będące jakby ich dopełnieniem dwie krótsze. To chyba - w moim odczuciu - najbardziej zrytmizowany z albumów zespołu. Głównie zresztą za sprawą lidera, który gra tutaj w sposób zapierający dech w piersiach, ale i czasami dublujący grę McCalla. Nikt tak nie potrafi budować solówek jak Henry Threadgill i chyba po raz pierwszy w historii publiczność miała okazję przekonać się o tym właśnie na albumie "Air Raid". Tworzy on bowiem z żelazną konsekwencją - ale w jakże zaskakujący sposób - kolejne wariacje, a to na temat utworu, a to jego fragmentów. Nikt też tak jak Hopkins nie potrafił wcześniej (a i prawie nikt później) artykułować piosenek na kontrabasie. I słuchając tej płyty nieodmiennie mam wrażenie, że wszystko to czynią na zupełnym luzie, bez najmniejszego wysiłku. Znakomite, dziś już historyczne, nagranie!
autor: Marek Zając

Henry Threadgill: alto saxophone, tenor saxophone, flute, woodwind [Chinese musette], percussion [hubkaphone]
Fred Hopkins
: bass
Steve McCall: drums

1. Air Raid 11:55
2. Midnight Sun 7:05
3. Release 16:31
4. Through A Keyhole Darkly 7:20



płyta dostępna na multikulti.com

sobota, 5 września 2015

Bruno Chevillon / Tim Berne "Old and Unwise" Clean Feed 2011, CF221

Bruno Chevillon / Tim Berne "Old and Unwise" Clean Feed 2011, CF221
Bruno Chevillon
Nie czas to i miejsce właściwe dla tego, by czytelnikom tego bloga uzmysławiać, jak ważką postacią dla współczesnej muzyki improwizowanej jest nowojorski alcista Tim Berne. Wszakże Ci, którzy tego sobie jeszcze nie uświadamiają, niechże od tego momentu będą pewni, iż próżno na światowym firmamencie potęg saksofonu altowego szukać postaci bardziej wyrazistej i charakternej. Rozpoznawalny po pierwszej frazie, zadziorny i dalece niepokorny wojownik zgrabnego instrumentu dmuchanego, drewnianego. Zapewne to właśnie wyżej wymienione cechy jego osobowości spowodowały, iż u progu siódmej dziesiątki życia jego dyskografia nie jest bardziej rozbudowana. Ale zapewniam - perełek w niej pełno, szukajcie zatem Drodzy Przyjaciele dowodów na tę tezę przy pomocy globalnej sieci i paru zaprzyjaźnionych sklepów!

Tim Berne
Jedną z owych perełek niech będzie ten skromny duet z francuskim kontrabasistą Bruno Chevillonem (nazwać go sidemenem byłoby dalece niestosowne, ale po prawdzie dokonań pod własnym nazwiskiem nie posiada, a historycznie winniśmy go kojarzyć głównie z dokonaniami Louisa Sclavisa). Płyta o frapującym tytule „Starzy i Głupi/Niemądrzy” jest trochę jak dobrze schłodzone, czerwone, zdecydowanie wytrawne wino, z odrobiną siarczyn dla podtrzymania trwałości smaku. Nie każdej damie, nie przy każdej okazji warto zaproponować, ale z lekko przeintelektualizowaną panną w średnim wieku, z ambicjami dorównania Waszemu ego idźcie śmiało, a traficie bez pudła. Oczywiście nasz bohater z Nowego Jorku nagrał dziesiątki lepszych płyt, ale – co ciekawe – próżno wśród nich, zwłaszcza w ostatnim 20-leciu, znaleźć nagranie z użyciem kontrabasu (niezależnie od ilości współpartnerów). A zatem jeśli do tej pory jeszcze nie zrozumieliście moich drobnych aluzji – koniecznie posłuchajcie tej płyty!!!
autor: Andrzej Nowak


Bruno Chevillon: bass
Tim Berne: alto saxophone

1. Crossed Minds
2. High / Low
3. L'Etat d'Incertitude
4. Au Centre du Corps
5. Quelque Chose Vacille
6. Back Up the Truck
7. Chance Taken
8. Crooked
9. Cornered
10. Dissimulable
11. Single Entendre



płyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 16 marca 2015

Darius Jones Trio [Darius Jones / Adam Lane / Jason Nazary] "Big Gurl", Aum Fidelity 2011, AUM069

Darius Jones Trio [Darius Jones / Adam Lane / Jason Nazary] "Big Gurl", Aum Fidelity 2011, AUM069
Darius Jones to takie moje prywatne odkrycie ubiegłego roku. Aktywny na nowojorskiej scenie jazzowej od dobrych kilku lat saksofonista jakoś nigdy wcześniej nie wpadł mi w uszy, mimo iż nagrywa dla mającej dystrybucję w Polsce (jak się okazuje - teoretycznie) amerykańskiej oficyny Aum Fidelity. A wielka to szkoda bowiem ten niezwykły muzyk i - sądząc tylko po znakomitych nagraniach - charyzmatyczny lider z kim się nie pojawi, odmienia brzmienie i inwencję partnera, odciskając na muzyce unikatowy ślad swojej obecności.

W tym roku okazało się, że znakomitych nagrań z jego udziałem jest doprawdy zatrzęsienie - kwartet sygnowany jego nazwiskiem, duety (w tym przepiękne, odwołujące się do klasyki nagranie z Matthew Shippem) czy też projekt Little Women, którego to obie transgatunkowe realizacje na długo zagościły w moim odtwarzaczu. No i w końcu "Big Gurl" - triowe nagranie z Adamem Lanem i Jasonem Nazarym.

Ten znakomity album zarejestrowany został w lutym 2011 roku, po serii prób i zjawiskowych koncertów. To drugi album z serii zainicjowanej płytą "Man'ish Boy". O ile jednak na swoim debiutanckim albumie Jones, jako inspirację traktował swoje wspomnienia z wczesnego dzieciństwa w Wirginii, to tutaj sięga do wspomnień z okresu edukacji i pierwszych poważnych muzycznych doświadczeń i eksperymentów. Czasami szkieletem kompozycji są inne utwory - tak jest choćby w "A Train", gdzie dekonstruuje i przegrupowuje słynną kompozycję Billy'ego Strayhorna "Take the 'A' Train"; czasami sięga do muzycznych doznań tamtego okresu - jak choćby w zamykającym płytę "Ol' Metal-Faced Bastard" będącym hołdem złożonym dla 'podziemnego' hip hopu. Sam Jones, jako inspiracje podaje jeszcze twórczość tria Air Henry'ego Threadgilla, Funkadelic i X-Factor.

Mimo tak olbrzymiego stylistycznego rozstrzału płyta nie ma eklektycznego charakteru - jest zwarta, przemyślana i zabarwiona tak charakterystycznym dla Jonesa i Lane'a liryzmem. A że partnerzy słuchają się z najwyższą uwagą i wkładają w granie całego siebie - płyty słucha się z niezwykła wprost przyjemnością. Polecam gorąco!
autor: Marek Zając

Darius Jones: alto saxophone
Adam Lane: bass
Jason Nazary: drums

1 .E-Gaz .4.23
2 .Michele (Heart) Willie .6.56
3 .A Train .6.03)
4 .I Wish I Had A Choice .7.15
5 .My Special "D" .7.37
6 .Chasing The Ghost . 6.34
7 .Ol' Metal-Faced Bastard . 7.58





płyta do kupienia na multikulti.com

czwartek, 22 stycznia 2015

Darius Jones Trio [Darius Jones / Adam Lane / Jason Nazary] "Big Gurl", Aum Fidelity 2011, AUM069

Darius Jones Trio [Darius Jones / Adam Lane / Jason Nazary] "Big Gurl", Aum Fidelity 2011, AUM069
Darius Jones to takie moje prywatne odkrycie ubiegłego roku. Aktywny na nowojorskiej scenie jazzowej od dobrych kilku lat saksofonista jakoś nigdy wcześniej nie wpadł mi w uszy, mimo iż nagrywa dla mającej dystrybucję w Polsce (jak się okazuje - teoretycznie) amerykańskiej oficyny Aum Fidelity. A wielka to szkoda bowiem ten niezwykły muzyk i - sądząc tylko po znakomitych nagraniach - charyzmatyczny lider z kim się nie pojawi, odmienia brzmienie i inwencję partnera, odciskając na muzyce unikatowy ślad swojej obecności.

W tym roku okazało się, że znakomitych nagrań z jego udziałem jest doprawdy zatrzęsienie - kwartet sygnowany jego nazwiskiem, duety (w tym przepiękne, odwołujące się do klasyki nagranie z Matthew Shippem) czy też projekt Little Women, którego to obie transgatunkowe realizacje na długo zagościły w moim odtwarzaczu. No i w końcu "Big Gurl" - triowe nagranie z Adamem Lanem i Jasonem Nazarym.

Ten znakomity album zarejestrowany został w lutym 2011 roku, po serii prób i zjawiskowych koncertów. To drugi album z serii zainicjowanej płytą "Man'ish Boy". O ile jednak na swoim debiutanckim albumie Jones, jako inspirację traktował swoje wspomnienia z wczesnego dzieciństwa w Wirginii, to tutaj sięga do wspomnień z okresu edukacji i pierwszych poważnych muzycznych doświadczeń i eksperymentów. Czasami szkieletem kompozycji są inne utwory - tak jest choćby w "A Train", gdzie dekonstruuje i przegrupowuje słynną kompozycję Billy'ego Strayhorna "Take the 'A' Train"; czasami sięga do muzycznych doznań tamtego okresu - jak choćby w zamykającym płytę "Ol' Metal-Faced Bastard" będącym hołdem złożonym dla 'podziemnego' hip hopu. Sam Jones, jako inspiracje podaje jeszcze twórczość tria Air Henry'ego Threadgilla, Funkadelic i X-Factor.

Mimo tak olbrzymiego stylistycznego rozstrzału płyta nie ma eklektycznego charakteru - jest zwarta, przemyślana i zabarwiona tak charakterystycznym dla Jonesa i Lane'a liryzmem. A że partnerzy słuchają się z najwyższą uwagą i wkładają w granie całego siebie - płyty słucha się z niezwykła wprost przyjemnością. Polecam gorąco!
autor: Marek Zając

Darius Jones: alto saxophone
Adam Lane: bass
Jason Nazary: drums

1 .E-Gaz
2 .Michele (Heart) Willie
3 .A Train
4 .I Wish I Had A Choice
5 .My Special "D"
6 .Chasing The Ghost
7 .Ol' Metal-Faced Bastard


płyta do kupienia na multikulti.com

czwartek, 16 października 2014

John Escreet / David Binney / Eivind Opsvik / Nasheet Waits "Exception To The Rule", Criss Cross Jazz 2011, CCJ1340

John Escreet / David Binney / Eivind Opsvik / Nasheet Waits "Exception To The Rule", Criss Cross Jazz 2011, CCJ1340
Debiutancka płyta "Exception To The Rule" Johna Escreeta ukazała się w roku 2011 i przeszła właściwie bez wielkiego echa. A szkoda, bo ten pochodzący z Anglii - od 2006 roku mieszkający w Nowym Jorku - pianista (a w jednym utworze także keyboardzista), miał do zaproponowania muzykę interesującą, dojrzałą i będącą nowym głosem zwłaszcza na europejskiej scenie. Do jej nagrania, dzięki pomocy wytwórni Criss Cross Records, udało mu się zaprosić nowojorskich muzyków tej klasy, co David Binney czy Nasheet Waits.

Ten 26-letni wówczas pianista potrafił czerpać bardzo wiele z muzyki współczesnej, ale sam posługuje się tylko standardowym instrument, bez zmian mechanicznych i preparacji. Bardziej chodzi tu o sferę harmonii i otwartości na rytmiczne zmiany niż poszukiwanie dźwięków poza tradycyjnie rozumianą pianistyką. Jako instrumentalista jest niezwykle sprawny, ale potrafi w swoich kompozycjach skumulować energię - tak jest np. w "Escape Hatch". Słuchając jej ma się wrażenie, że muzyka, zespół zaraz się rozerwie, ale Escreet twardo trzyma ją (i siebie) w ryzach.

Podobnie gra zespół skupiając się na bardzo precyzyjnej komunikacji wewnątrz grupy. Znakomicie gra Opsvik, cudownie odczytując intencje lidera. Tak jest choćby w "Wide Open Spaces", gdzie ich komunikacja jest w moim odczuciu wręcz zjawiskowa - grają bardziej niczym jeden organizm niż grupa równorzędnych sobie partnerów. Bardzo ciekawy jest eksperymentalny utwór "Electrotherapy", gdzie Escreet sięga po keyboard, a dźwięk saksofonu Binneya dodatkowo przetworzony jest przez elektronikę. To samo - mam wrażenie - tyczy się także choćby partii basu, chociaż nie udało mi się odnaleźć informacji potwierdzającej, że została ona przetworzona elektronicznie. Na ile zresztą są to preparacje, a na ile postprodukcja i sięgnięcie po możliwości współczesnego studia nagraniowego nie jestem w stanie ocenić. Ten utwór jednak łamie dramaturgiczną ciągłość albumu (tytuł wiele mówi o jego formie i kształcie - jest to jakby chwilka elektronicznego relaksu) i po nim napięcie jest budowane niejako od nowa. Ciekawie wypada także Binney, którego ruchliwa, pełna niusansów gra wciąż jeszcze czeka na odkrycie i docenienie.

John Estreet mówi tu nowym, własnym, osobistym głosem. Szkoda wielka, że realizacja nie doczekała się ciągu dalszego, ale wielce się cieszę z jego muzyki i - mimo iż nie należy do najłatwiejszych i najbardziej przystępnych - powracam do niej z niekłamaną przyjemnością.
autor: Józef Paprocki

John Escreet: piano, keyboards
David Binney: alto saxophone, electronics
Eivind Opsvik: bass
Nasheet Waits: drums

1. Exception To The Rule (John Escreet)
2. Redeye (John Escreet)
3. Collapse (John Escreet)
4. They Can See (John Escreet)
5. Escape Hatch (John Escreet)
6. Wide Open Spaces (John Escreet)
7. Electrotherapy (John Escreet / David Binney)
8. The Water Is Tasting Worse (John Escreet)
9. Restlessness (John Escreet)
10. Wayne's World (John Escreet)



płyta do kupienia na multikulti.com

wtorek, 23 września 2014

Thomas Bellier / Timothée Gacon "Ehécatl", improvising beings 2011, IB09

Thomas Bellier / Timothée Gacon "Ehécatl", improvising beings 2011, IB09
Rzadko zdarza mi się usłyszeć kreatywne brzmienia zaaranżowane na bas (elektryczny) i perkusję. A tak właśnie jest w tym wypadku. Na co dzień Thomas 'Asmoth' Bellier oraz Timothee Gacon są członkami rockowego kolektywu Blaak Heat Shujaa. I właśnie w takim, rockowym duchu grają swoją muzykę improwizowaną.

Wywodzące się z rocka brzmienie sprawia iż nie ma tu - no prawie nie ma - poszukiwania dźwięków, i poszukiwania się muzyków nawzajem na scenie. Duet z łatwością się rozpędza, a w toku muzycznej narracji sięga jeszcze po inne instrumenty - czasem zabrzmi aztecki flet, czasem bardzo liczne perkusjonalia. Nie stronią także od wokalnych improwizacji - zdecydowanie częściej sięga po nie grający na basie Bellier; Gacon - jeśli już - to sięga po growl, kojarzony do tej pory raczej z muzyką trash-metalową niż sceną improwizowaną. Ale muzyka, która obaj uprawiają wszak żadnych granic nie znosi, więc dlaczego w końcu nie? A gdy jeszcze sięgają po to ze świadomością brzmieniowego efektu i reakcją ze strony partnera, to można temu tylko przyklasnąć, jako zjawisku dodatkowo wzbogacającemu - niemałą już wszak - paletę brzmień.

Dodatkowo w trzeciej improwizacji ("The Wrath of Tepeyollotl") pojawia się sitar gościnnie obsługiwany przez Michela Kristofa. Łączenie improwizacji rockowych z muzyką indyjską i aztecką? I podpieranie się do tego odwołaniami do azteckiej, prekolumbijskiej kultury? dlaczego nie, muzyka improwizowana granic żadnych nie zna. Polecam bardzo.
autor: Józef Paprocki



Thomas Bellier: bass guitar, vocals
Timothée Gacon: drums, percussion

1. El Entierro de los Nahuas
2. La Canción del Dios Ehécatl
3. The Wrath of Tepeyollotl
4. Rih
5. Tenan
6. Nanahuatzin y Tecciztecatl

płyta do kupienia na multikulti.com

piątek, 25 lipca 2014

Joe Rigby / Calum MacCrimon / Scott Donald / Billy Fisher "For Harriet", improvising beings 2011, IB05

Joe Rigby / Calum MacCrimon / Scott Donald / Billy Fisher "For Harriet", improvising beings 2011, IB05
Słucham po raz kolejny tego nagrania i tak sobie myślę, jakiego pecha mają niektórzy muzycy. I my wszyscy razem z nimi. Mogą nagrywać genialne, naprawdę doskonałe albumy w niezłych, ale niszowych wytwórniach. I płyty te przechodzą bez echa mimo tego, że są rozsyłane do recenzentów na świecie. Takim przypadkiem jest właśnie Joe Rigby.

Jestem pewien, że nazwisko tego amerykańskiego saksofonisty nic nie powie nie tylko publiczności w Polsce, ale także jazzowym krytykom. Także tym rozmiłowanym we freejazzie. Bo w naszym - ale nie tylko - kraju jest on postacią anonimową. A to przecież artysta obecny na jazzowych scenach od późnych lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Urodził się w nowojorskim Harlemie w roku 1940. Rozpoczął swoją muzyczną edukację od nauki gry na fortepianie (w wieku lat sześciu), a będąc w szkole średniej rozpoczął naukę gry na flecie, krótko potem także na klarnetach. I naturalną już konsekwencją było to, że chwycił za saksofon. Bardzo szybko opanował nie tylko tenor i alt, ale do swojego arsenału dołączył jeszcze baryton, soprano i sopranino. Początkowo inspirował się mainstreamowym jazzem - dokonaniami Sonny Stitta, Johna Coltrane'a, Johnny'ego Griffina, Jackie McLeana. Zwrot ku muzyce free był możliwy dzięki przyjaźni z Milfordem Graves'em, którego poznał jeszcze w początkach swej nauki w szkole średniej. I właśnie w jego grupie debiutował jako profesjonalny muzyk. Grał także w zespołach Charlesa Tylera, Beavera Harrisa, Andrew Cyrille'a, Teda Cursona, Steve'a Reida, Teda Daniela, Sounds Diane McIntyre, Ras'a Mosze, a w bliższych nam czasach - w big bandzie Sabira Mateena, w zespołach Kena Filiano i Lou Grassi'ego. Prowadzi także własny zespół Dynasty.

Nigdy nie zrobił kariery i był to chyba jego świadomy wybór. Jego pasją i powołaniem było bowiem od początku nauczanie muzyki - i temu poświęcił się bez reszty zyskując nawet nagrodę Teacher of the Year. Od 2004 roku jest emerytowanym nauczycielem i to pozwoliło mu znów więcej czasu poświęcić własnej twórczości i realizacjom płytowy. Odkąd - w roku 2008 - przeniósł się do Filadelfii bardzo dużo (jak na niego) koncertuje z muzykami ze Stanów , jak i z Europy. I płyta ta jednym z tego przykładów.

Powstała podczas jednej z tras po Europie w listopadzie 2009 roku. Zaprosił do niej trzech znanych wcześniej sobie szkockich muzyków i w ciągu jednego dnia w studiu nagraniowym w Dundee zarejestrowali niesamowity zupełnie materiał, którym dzięki francuskiej wytwórni Improvised Beings możemy się teraz cieszyć.

Skład instrumentalny jest więcej niż nietypowy - obok saksofonów lidera obecne są tutaj bębny, perkusjonalia oraz Calum MacCrimmon. To nie instrument, lecz muzyk, którego nazwisko pewnie wryje się w pamięć wszystkim którzy sięgną po tę płytę. Gra on bowiem tutaj na dudach oraz flażolecie i właściwie to on - wraz z Joe Rigbym - decyduje o strukturze muzyki, jej wyrazie i niezwykłym brzmieniu. Modlitewny ton saksofonów znajduje bowiem w szkockim artyście partnera równego sobie, ale także będącego jakby zaprzeczeniem, lub raczej uzupełnieniem brzmienia lidera. Dudy MacCrimmona tworzą bowiem harmoniczny podkład dla przecudnych, głębokich, ruchliwych i zwrotnych partii saksofonów. Nadająca muzyce pozory ludowości gra Szkota i archaiczne brzmienie sprawiają, że kontrast z mocnym, zdecydowanym tonem instrumentów Rigby'ego jest ciekawy i zaskakujący. Lider gra podniosłe frazy, ale także imponuje głębią własnej muzyki. To jest ktoś, kto nie ślizga się po powierzchni - on dociera do sedna. i takie też jest jego brzmienie. Jakby rozpędzić ciężki pojazd do bardzo dużej prędkości i następnie cieszyć się taką szaloną, ale i zupełnie bezpieczną, chociaż i nieokiełznaną jazdą w nieznane. Które ukazuje się nam i zachwyca nas swym pięknem za każdym zakrętem drogi.

Jak dla mnie - najciekawszy album jaki w tym roku słyszałem. Na pewno.
autor: Wawrzyniec Mąkinia

Joe Rigby: tenor saxophone, sopranino saxophone, flute 
Calum MacCrimon: bagpipes, penny whistle
Scott Donald: drums
Billy Fisher: percussion

1. For Harriet, part 1
2. For Harriet, part 2
3. For Harriet, part 3

płyta do kupienia na multikulti.com