Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2014. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2014. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 marca 2017

Capella Prolationum / Ensemble La Danserye "Francisco López Capillas: Missa Re Sol. Missa Aufer a nobis. Motetes" Lindoro 2014, NL3025

Capella Prolationum / Ensemble La Danserye "Francisco López Capillas: Missa Re Sol. Missa Aufer a nobis. Motetes" Lindoro 2014, NL3025
Już w 1969 roku Thomas Stanford i Lincoln Spiess opublikowali książkę o meksykańskich archiwach zawierających muzykę z okresu kolonialnego. Wraz z użyteczny przeglądem każdego z archiwów, obejmowała ona także listę reprezentowanych w nich kompozytorów. I chociaż nie znaleźli się tam autorzy tak zwanej "szkoły francusko-flamandzkiej", ale uwagę uczonych zwrócił lokalny kompozytor Francisco López Capillas (1614- 1674) (który otrzymał od nich nawet przydomek "meksykańskiego Ockeghema"), ze względu niebywały kunszt techniczny jego polifonii i na zainteresowanie ezoteryczną symboliką. Ponad cztery dekady później, to zapis dwóch jego mszy: "Missa Re Sol" oraz "Missa Aufer a nobis" (obie na cztery głosy) sprawił, iż powstało niniejsze nagranie będące hołdem dla tego niebywałego kompozytora w czterech setną rocznicę jego urodzin. 

Francisco López Capillas, kompozytor urodzony w mieście Meksyk, nie był twórcą bardzo wysoko ocenianym przez współczesnych. Gdy w 1654 roku został mianowany kapelmistrzem katedry w rodzinnym mieście (pozostał nim do śmierci) pisano o nim jako o dosyć wstecznym kompozytorze, potrafiącym - co najwyżej - biegle pisać msze i motety na cztery lub sześć głosów (prawie całe jego twórczość się na tym opiera), nie dostrzegając jednak kunsztu jego polifonicznych dokonań, jak i biegłości w sztuce kontrapunktu. Dopiero pod koniec dwudziestego wieku muzykolodzy dostrzegli wyjątkowość jego twórczości mocno osadzonej w tradycji polifonicznej szkoły flamandzkiej, ale tworzonej jakby na przekór swoim czasom. I przywrócili mu miejsce w panteonie sław siedemnastowiecznych twórców sakralnej muzyki Ameryki środkowej. 

Obie Msze zostały nagrane po raz pierwszy, a wykonawczy kunszt połączonych sił Capella Prolationum oraz Ensemble La Danserye w pełni oddaje maestrię dzieł Francisco Lópeza Capillasa.
autor: Wojciech Łastruga

Capella ProlationumEnsemble La Danserye

Juan de Riscos (ca. 1570-1637).
1. Canción Re Sol, a 4* (02’05”). Chirimía tiple (JP), chirimía contralto (EP), sacabuche (FP), sacabuche (LP)

Francisco López Capillas: Missa Re Sol, a 4
Kyrie.
2. Kyrie Eleison (00’49”). CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).
3. Christe Eleison (00’38”). CP + bajón (EP).
4. Kyrie Eleison (00’51”). CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).

Gloria.
5. Et in terra pax. (02’06”).CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).
6. Qui tollis peccata mundi. (02’12”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).
7. Motete Quicumque voluerit. (01’23”) Flautas [tenor (JP), bajo (FP), contrabajo (EP), subbajo (LP)].

Credo.
8. Patrem omnipotens (02’29”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).
9. Et incarnatus (00’38”) CP + bajón (EP).
10. Crucifixus (01’40”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).
11. Et in spiritum. (02’03”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).
12. Sanctus. (01’35”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).
13. Benedictus. (01’13”) CP.

Agnus.
14. Agnus Dei I (01’53”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).
15. Agnus Dei II. (01’36”) CP + chirimía tiple (JP), chirimía contralto (EP), sacabuche (FP), sacabuche (LP).
16. Motete Velum templi scissum, a 4. (02’13”) Chirimía tiple (JP), chirimía contralto (EP), sacabuche (FP), sacabuche (LP) + OP.
17. Motete Aufer a nobis, a 4. (01’42”) CP+ Bajón (EP) + OP.

Francisco López Capillas: Missa Aufer a nobis, a 4*.
Kyrie.
18. Kyrie eleison. (01’14”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).
19. Christe eleison. (01’00”) CP + bajón (EP).
20. Kyrie eleison. (00’59”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).

Gloria.
21. Et in terra pax. (02’41”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).
22. Qui tollis peccata mundi. (02’38”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).
23. Motete Cum iucunditate Nativitatem, a 4. (03’27”) Bajo (FJ) + OP.

Credo.
24. Patrem omnipotens. (03’28”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP)
25. Et incarnatus. (00’55”) CP + bajón (EP).
26. Crucifixus. (02’08”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).
27. Et in spiritum. (03’03”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).

Sanctus.
28. Sanctus. (01’26”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).
29. Benedictus. (01’40”) CP.

Agnus.
30. Agnus Dei I. (01’54”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP).
31. Alabado Oh, admirable Sacramento, a 4*. (04’07”) CP + corneta (FP), bajoncillo contralto (JP), sacabuche (LP), bajón (EP) + OP (solistas: RF, VP, AM, FD).

płyta do nabycia na multikulti.com

wtorek, 22 listopada 2016

The Westerlies "Wish the Children Would Come On Home: The Music od Wayne Horvitz" Songlines 2014, SGL16062

The Westerlies "Wish the Children Would Come On Home: The Music od Wayne Horvitz" Songlines 2014, SGL16062
Czwórka młodych muzyków z Seattle, którzy przenieśli się do Nowego Jorku by tu studiować na w Juilliard oraz Manhattan School of Music, postanowiła założyć kwartet pod koniec 2011 roku odkrywając w toku eksperymentów własną, zbiorową barwę i brzmienie, które czerpie z amerykańskiej muzyki folk, indie rocka, jazzu i muzyki klasycznej. Przez następne dwa lata grali stale w obu miastach (Sesttle i Nowym Joru), tworząc i wciąż rozwijając duży repertuar oryginalnych kompozycji. Na początku 2013 roku westerlies zostali zaproszeni przez swojego nauczyciela z Seattle, przyjaciela i mentora, Wayne'a Horvitza, aby stworzyć własną interpretację jego oryginalnej muzyki. Oni przystali na to od razu - cała czwórka bowiem była już nieźle zaznajomiona z jego kompozycjami wykorzystując je i grając w rozmaitych zespołąch. Po konsultacjach z Horvitzem wybrali szereg jego szereg melodii jazzowych, kompozycji muzyki filmowej i klasycznych utworów kameralnych z dorobku kompozytorskiego Horvitza ostatnich trzydziestu lat i zdecydowali się nagrać je wraz ze swoim mentorem podczas letniej rezydencji w San Juan Islands koło Waszyngtonu.

Ponoć współpraca była dosyć trudna, ale na pewno była też owocna. Zaaranżowanie muzyki Horvitza na dwie trąbki, dwa puzony wsparte klawiszami i elektroniką samego kompozytora wcale nie przebiegało bez spięć. Każdy miał po prostu wizję muzyki, możliwości brzmieniowe w niej drzemiące i chciał ją zrealizować. Ale nie za wszelką cenę - kompromis wśród artystów wcale bowiem nie musi ucierać się łatwo, ale tu ostatecznie zwyciężyła muzyka. Bo Horvitz pozwolił zrobić z nią dużo, uznając partnerów w młodych muzykach, a oni sami wcale nie odrzucali wszystkich pomysłów mistrza chcąc realizować tylko własną wizję. Czasami więc starają się „ocalić” melodię, czasami klimat jakiejś kompozycji. Szukali oni - jak wspominają - inspiracji w pracach 'Butcha' Morrisa, barwiąc momentami kompozycje Horvitza w duchu zupełnie innej muzyki z Seattle mrokiem. Czasami poddają ją dekonstrukcji, ale zawsze przykuwa ona uwagę słuchacza. A w tak trudnym składzie instrumentalnym wcale nie było to sprawą łatwą. Polecam gorąco!
autor: Marek Zając

Riley Mulherkar: trumpet
Zubin Hensler: trumpet
Andy Clausen: trombone
Willem de Koch: trombone
Wayne Horvitz: keyboards and electronics

1. Please Keep That Train Away from My Door
2. 9/8
3. Sweeter Than the Day
4. Interlude 1
5. Triads
6. The Band with Muddy
7. You Were Just Here
8. Interlude 2
9. The Circus Prospered
10. Home
11. Waltz from Woman of Tokyo
12. Interlude 3
13. Love, Love, Love
14. Barber Shop
15. The Store, the Campfire
16. Wish the Children Would Come On Home


płyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 21 listopada 2016

Equilibrium "Liquid Light" Songlines 2014, SGL16082

Equilibrium "Liquid Light" Songlines 2014, SGL16082
Trzecia płyta tego europejskiego trio (norweska wokalistka - ale grająca tu także na saksofonie i odpowiadająca za elektronikę - Sissel Vera Pettersen, Mikkel Ploug - duński gitarzysta oraz pochodzący z Belgii klarnecista Joachim Badenhorst) nie przynosi stylistycznej rewolucji, ale też jakby wznosi muzykę na wyższy poziom. Odczytywać można to na wielu płaszczyznach - muzyka zdaje się być bardziej abstrakcyjna niż na wcześniejszych albumach, bardziej "wolna" od stylistycznych szufladek, a i porozumienie pomiędzy tworzącymi trio partnerami zdaje się sięgać dużo głębiej niż poprzednio.

Znów za pulpitem kompozytorskim stanęła cała trójka i każdy z muzyków najsilniej odciska piętno na własnych kompozycjach. Muzyka jest dziwna i piękna, czasami ekstatyczna, czasami niemal groteskowo przerysowana. Tworzą niezwykłe przestrzenie, ale słuchając tego nagrania od razu nasuwa się pytanie o granice współczesnego jazzu - czy jazzem jest to wszystko w czym obecna jest improwizacja? Bo jeśli tak, to niewątpliwie muzyka Equilibrium jazzem jest (lub może "post-jazz" byłby odpowiedniejszy), jeśli natomiast nie jest to jedyne kryterium, to śmiem wątpić czy z jazzem jeszcze mamy tu doczynienia. Pobrzmiewa w tej muzyce całą masa wpływów i zapożyczeń - z postrocka, folku, minimalizmu, ze współczesnej muzyki komponowanej, ale i klasycznej również. Równocześnie jednak wykorzystują oni swoje instrumenty w dosyć tradycyjny sposób, stosunkowo mała jest tu dźwiękowych preparacji, a wszystko zagrane jest od początku do końca serio, bez ucieczek w pastisz czy dźwiękowy żart. Brzmieniowo wciąż jeszcze - tak jak w przypadku poprzednich realizacji tria - jest to niezwykle świeże i pełne pieczołowitości jeśli chodzi o najmniejsze nawet detale. I także to sprawia, że słucha się muzyki Equilibrium znakomicie i wiele razy odkrywać można ją na nowo.
autor: Marcin Zając

Sissel Vera Pettersen: voice, soprano saxophone, live electronics
Mikkel Ploug: electric and acoustic guitars
Joachim Badenhorst: clarinet, bass clarinet

1. Praha
2. Eupnea
3. Thalassa
4. Totemic I
5. Totemic II
6. Respire
7. Oslo from Above
8. Air
9. Grundtvig Coral
10. Motels Mono
11. Hiro
12. Sweep
13. Laglio
14. Statolith
15. Comacina Dreaming


płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 25 maja 2016

Enrico Pieranunzi "Autour de Martinu. Live at the Bird's Eye" TCB The Montreux Jazz Label 2014, TCB33702

Enrico Pieranunzi "Autour de Martinu. Live at the Bird's Eye" TCB The Montreux Jazz Label 2014, TCB33702
Enrico Pieranunzi jest niezwykle płodnym pianistą. Od 1975 r. nagrał kilkadziesiąt albumów. Był zapraszany na sesje nagraniowe i koncerty przez wybitnych jazzmanów m.in.: Cheta Bakera, Jima Halla, Lee Konitza i Phila Woodsa. W latach 1992 i 1997 r. otrzymał najwyższe francuskie wyróżnienie jazzowe Django d'Or, a w 2003 r. jego włoski odpowiednik. W latach l1989, 2003 i 2008 był wybierany Muzykiem Roku przez krytyków magazynu „Musica Jazz". Romantyczny, elegancki styl gry włoskiego pianisty wynika z klasycznego wykształcenia.

Jego główne inspiracje to muzyka Claude'a Debussy'ego i Billa Evansa, o którym napisał esej. A jednak brzmienie jego fortepianu jest unikalne. Krytycy cenią jego jazzowe nagrania, ale potrafił zadziwić interpretacją sonat Scarlattiego, do których dodał partie improwizowane. Dużo sam komponuje, napisał ponad 300 utworów, jest także wybitnym interpretatorem standardów, którym nadaje własny rys. „Jest pianistą lirycznym, stale wciela nowe idee, jednocześnie nie tracąc zdolności poetyckich. Jego muzyka śpiewa - napisał o nim krytyk Nat Hentoff. A recenzent Ray Spencer podkreślił w „aJazz Journal": „Enrico Pieranunzi tchnął nowe życie we współczesny jazz".

Enrico Pieranunzi bardzo często i chętnie koncertuje, ale i nagrywa solo. "Autour de Martinu" jest zapisem dźwiękowym jednego z jego koncertów. Pełne zamyślenia fortepianowe pasaże, mocno odwołujące się do klasycznej pianistyki spod znaku Debussy'ego czy nawet - momentami - Erica Satie, Pieranunzi cudownie osadza w swingowej tradycji, czyniąc to delikatnie i bez zbędnych uproszczeń, doceniając inteligencję i wrażliwość słuchaczy.
autor: Józef Paprocki

Enrico Pieranunzi: piano

1. Polka in A - Polka reflections
2. Esquisse de danse II
3. Improesquisse II
4. Improritour IV - Ritournelle IV
5. Esquisse de danse I
6. Improesquisse I
7. Sonata K 492 - Vision K 492
8. Intermezzo No.1 (from "Les Ritournelles")
9. Sarabande In E Minor HWV 438
10. Ritournelle II / Improritour II
11. Sonata K 9 - Vision K 9
12. Mein lieber Schumann
13. Prélude en forme de blues
14. Blues for Martinu
15. Horizontes Finales



płyta do nabycia na multikulti.com

niedziela, 28 lutego 2016

Tineke Postma / Greg Osby "Sonic Halo" Challenge Records 2014, CR73370

Tineke Postma / Greg Osby "Sonic Halo" Challenge Records 2014, CR73370
Często można spotkać projekty tworzone ad hoc - do europejskiego tria dokooptujemy gwiazdę z zza oceanu, nagramy płytę gdzie gwiazda trochę poimprowizuje w standardach lub też kompozycjach członków zespół. Album lepiej się przez to sprzeda, można dzięki udziałowi gwiazdy wypromować nowe nazwiska. No i dopisać do CV jak to grało się choćby np. z Gregiem Osbym. Ten kwintet jednak został stworzony zupełnie inaczej, od podstaw, jako nowy projekt. 

Tineke Postma jest uznaną na świecie saksofonistką jazzową. Studiowała na Manhattan School of Music w Nowym Jorku oraz ukończyła z wyróżnieniem konserwatorium w Amsterdamie. Od 2003 roku Tineke gra energetyczny modern jazz i komponuje muzykę dla swoich zespołów. Dzieli czas pomiędzy Amsterdamem i Nowym Jorkiem. W nagraniu jej ostatniej płyty THE DAWN OF LIGHT brała udział Esperanza Spalding (2011). Pracuje z takimi artystami jak Terri Lyne Carrington, Nancy Wilson, Dianne Reeves, a także z Geri Allen, Esperanza Spalding Group oraz Matthey Garrisson. 

Gdy mieszkała w Nowym Yorku pobierała też ponoć lekcje saksofonu u Grega Osby'ego - i tamtych czasów sięga ich znajomość i przyjaźń. Osby to jeden z tytanów jazzowego saksofonu, ale także kompozytor i nauczyciel. Jest niezwykle ceniony za swoje wnikliwe i innowacyjne podejście do jazzowej kompozycji oraz koncertów. Stanowi przykład dla współczesnej generacji jazzmanów. Urodzony i wychowany w St. Louis, Greg Osby rozpoczął swoją muzyczna karierę w 1975 roku, po trzech latach pobierania prywatnych lekcji gry na klarnecie, flecie i saksofonie altowym. Pochodząc z tętniącego życiem miasta, Osby od początku interesował się muzyką – w szkole średniej grał w zespołach bluesowych i jazzowych. W 1978 roku Osby rozpoczął studia na Wydziale Jazzu w Howard University (Waszyngton, D.C.). Kontynuował je w Berklee College of Music (Boston, MA). Po przeprowadzce do Nowego Jorku szybko znalazł się w centrum zainteresowania jazzowego świata – grał i nagrywał z takimi artystami, jak Herbie Hancock, Dizzy Gillespie, Jack DeJohnette, Andrew Hill, Muhal Richard Abrams, Jim Hall i Jaki Byard. W 1985 roku został zaproszony przez Jacka DeJohnette do udziału w zespole Special Edition. Było to dla niego jedno z najważniejszych muzycznych doświadczeń: "moje muzyczne myślenie o grze i kompozycji posunęło się do przodu o całe lata świetle. Głównie dzięki temu, że Jack był otwarty na mój wkład i bardzo zachęcał do ciągłego eksperymentowania. To punkt zwrotny w moim artystycznym rozwoju." W 1987 roku Osby wydał swoją pierwszą autorską płytę w niemieckiej wytwórni JMT (Jazz Music Today). Wtedy postanowił dokumentować swoje życie przez muzykę. Dla JMT nagrał cztery albumu, a w 1990 roku podpisał umowę z legendarną wytwórnią Blue Note Records. Jako lider, wydał w niej 15 albumów.

To jednak, co jest teraz, jest zupełnie odmienne od stosunku mistrz-uczeń. W tym zespole oboje saksofoniści są sobie równi. Postma jest autorką pięciu kompozycji, Osby - trzech, pozostałe dwa to dosyć abstrakcyjnie zagrane jazzowe standardy. I to oni są liderami projektu, ale nie można też powiedzieć, że pozostali muzycy są tutaj statystami. Matt Mitchell to dziś wschodząca gwiazda kreatywnego jazzu - mainstreamu ciążącego ku awangardzie, otwartego na nowe wpływy, dźwięki i trendy. Perkusista Dan Weiss prowadzi na co dzień własne zespoły i jest najsilniej z członków kwintetu zakorzeniony w nowojorskiej scenie downtown. To właśnie on wraz z kontrabasistką Lindą Oh odpowiada tu za rozciągnięcie faktury rytmicznej muzyki, za nadanie im nieoczywistego kształtu i wcale nie łatwej formy. 

Cały kwintet znakomicie funkcjonuje w nowoczesnych kompozycjach - tak Postmy, jak i Osby'ego. Wszystko w tej muzyce gra - z zegarmistrzowską precyzją. Często przy tym nie ma jednego centrum - oboje - Postma i Osby - często grają równolegle czy to tematy, unisona czy nawet improwizacji. Świetnie zagęszcza to muzyczną fakturę, a znakomita realizacja sprawią, iż wszystko w tej muzyce jest czytelne od pierwszych do ostatnich dźwięków. To muzyka intrygująca, mroczna i miękka zarazem, ale nie mająca nic z czułej melancholii jazzowej ballady (no może jest tego trochę w Body and Soul). Taka, która świetnie smakuje o każdej porze dnia i do której powraca się z niekłamaną przyjemnością.
autor: Józef Paprocki

Greg Osby: saxophones
Matt Mitchell: piano
Tineke Postma: saxophones
Linda Oh: bass
Dan Weiss: drums

1. Sea Skies
2. Facets
3. Source Code
4. Where I'm From
5. Nine Times A Night
6. Bottom Forty
7. Melo
8. Body And Soul
9. Pleasant Affliction



płyta do nabycia na multikulti.com

niedziela, 21 lutego 2016

Alexandra Grimal / Giovanni di Domenico "Chergui" [2CD], Ayler Records 2014, AYLCD141142

Alexandra Grimal / Giovanni di Domenico "Chergui" [2CD], Ayler Records 2014, AYLCD141142

Niestety, coraz więcej muzyki dociera do nas z opóźnieniem. Tej wartościowej, niezwykłej, unikalnej. Ale w dużej mierze wynika to z tego, że ilość muzyki, do której można mieć dostęp powiększyła się niesamowicie. A czasu na jej słuchanie jakoś niestety nie przybywa. Tak też jest z cudowną płytą duetu saksofonistki Alexandry Grimal oraz pianisty Giovanni di Domenico.

Aleksandra Grimal urodziła się w Kairze z muzycznej rodzinie. Dorastała dzieląc czas i życie między Egiptem i Paryżu. Jak sama mówi od najmłodszych lat była zafascynowana muzyką - bez podziału na style i gatunki. Rozpoczęła naukę gry na fortepianie (muzyka klasyczna) w wieku pięciu lat, a gdy miała lat trzynaście porzuciła fortepian na rzecz saksofonu i jazzu pod wpływem muzyki Louisa Armstronga, Milesa Davisa i Johna Coltrane'a. W 2000 roku rozpoczęła studia gry na saksofonie w Royal Conservatory w Hadze pod kierunkiem saksofonisty i klarnecisty Johna Ruocco. W 2003 roku, korzystając z grantu w ramach programu Sokrates przeniosła się na wydział jazzu Sibelius Academy w Helsinkach, w Finlandii. W 2004 roku powróciła do Hagi gdzie uzyskała najpierw tytuł licencjata, a następnie magistra Królewskiego Konserwatorium.

W 2005 roku Grimal powróciła do Francji i kontynuowała studia w National Superior Conservatory of Music and Dance w Paryżu oraz zaczęła występować na jam sessions w paryskich klubach jazzowych. W 2007 roku rozpoczęła rezydenturę w Banff Centre w Kanadzie - stworzyła tam tzw. Alexandrophone, zbiór współczesnych kompozycji na saksofon sopranowy oraz instrumentarium elektroniczne. W 2009 roku otrzymała nagrodę "Fondation Jean-Luc Lagardere", co pozwoliło jej na nagrywanie płyty "Owls Talk" z Lee Konitzem, Garym Peacockiem oraz Paulem Motianem. W tym samym roku ukazał się także pierwszy album jej tria z organistą Antoninem Rayonem i perkusistą Emmanuelem Scarpą), a w 2010 roku rozpoczął działalność European Seminaro Vento Quartet prowadzony przez saksofonistkę wraz z pianistą Giovannim Di Domenico, basistą Manolo Cabrasem oraz perkusistą Joao Lobo. Pierwszy album tego zespołu otrzymał nagrodę Jazz Magazine. W roku 2009 otrzymała MacDowell Fellowship i dwumiesięczny pobyt w prestiżowym MacDowell Colony, koloni artystów w New Hampshire. To doświadczenie izolacji i twórczych spotkań artystycznych pozwoliło jej na stworzenie całego cyklu kompozycji (w tym na jej autorski album Andromeda, który wydany został nakładem Ayler Records). Jak sama wspominała, pobyt w MacDowell Colony także pomógł jej w pełni otworzyć się na improwizację.

Jak realizuję się to otwarcie w praktyce przekonać mogą się ci, którzy sięgną po podwójny album "Chergui" - zbiór duetów i utworów solowych, które - jak mniemam - łączą w sobie improwizacje z elementami kompozycji. Płyta rozpoczyna się niezwykłym utworem "Prana", solową kompozycją/improwizacją Alexandry Grimal, w którym rozwija ona zarys tematu na sopranie, twórczo korzystając przy tym z akustyki pomieszczenia. Cały album zarejestrowany został w ciągu dwóch dni nagraniowych w Paryżu, w Théâtre du Châtelet. Ta przestrzeń jest jakby elementem tej płyty, poszczególnych utworów, jest w nich obecna, nadaje pogłos, charakter, brzmienie - sprawia, że nie można powtórzyć tych efektów na żywo. To podejście obecne od pierwszych nut na tej płycie - jak i samo instrumentarium - ukazują niemałe powinowactwo muzyki Grimal z dokonaniami Steve'a Lacy'ego. To pierwsze 8 minut (tyle trwa Prana), jest całkowicie hipnotyczne, pokazuje doskonale, jak idea może być realizowana na kilku poziomach. Niesamowity jest poziom samokontroli i świadomość możliwości, jakie daje użycie akustycznej przestrzeni w powiązaniu z wirtuozerskim mistrzostwem saksofonistki. Klarowność dźwięku, przejrzystość, przestrzenność frazy i łatwość prowadzenia narracji - to jest obecne nie tylko w otwierającej płytę "Pranie", ale w całym, absolutnie niezwykłym - także w swojej unikatowej intymności - albumie.

Dla Alexandry Grimal, jak też dla towarzyszącego jej pianisty Giovanniego di Domenico, cały album jest misterium dźwięku i przestrzeni. Duetowe kompozycje/improwizacje za każdym razem budowane są w oparciu o temat, do którego muzycy powracają, ale za każdym razem w odmienny sposób, tak, by ukazać go jakby z innej, nowej strony, wprowadzać zmiany i tworzyć wciąż nowe dzieło. Nieco inaczej Grimal gra też na tenorze - gdy chwyta za ten instrument jej gra odmienia brzmienie duetu.

Ale album składa się z dwóch krążków. I w tym drugim zdecydowanie większy nacisk położony jest na muzykę pianisty Giovanni Di Domenico. To dziś już trzydziestoośmioletni włoski instrumentalista, kompozytor, performer. Urodził się w Rzymie i właściwie do 24 roku życia był samoukiem (w dziedzinie muzyki) - studiował wcześniej filozofię, politologię, pracował w Afryce jako inżynier. Gdy więc już rozpoczął studia na kierunku "pianistyka jazzowa" dysponował indywidualną, ale jak sam mówi - niedoskonałą i niewystarczającą techniką gry. Od początku chciał też sięgać raczej do muzyki awangardowej, a z jazzem, klasycznym i tradycyjnym zupełnie nie chciał mieć do czynienia. Jednak był to jedyny kierunek, na którym mógłby uczyć się improwizacji. Inspiracjami była dla niego muzyka klasyczna (z pianistą choćby Debussy'ego) czy współczesna (Scelsi, Berio, Nono), ale też dokonania Cecila Taylora i Paula Bleya. Gdy już zaczął koncertować i nagrywać przeniósł się do Brukseli - od razu też trafił do środowiska najbardziej współcześnie kreatywnego - John Edwards, Steve Noble, Terrie Ex, David Maranha, Manuel Mota, Norberto Lobo, Peter Jacquemyn, no i Alexandra Grimal to dziś najważniejsi z jego muzycznych partnerów.

Co interesuje go w muzyce świetnie pokazuje druga płyta, na którą składają się niemal wyłącznie kompozycje Di Domenico. Świetnie słychać tu, w jaki sposób buduje melodie i konstruuje improwizacje, w jaki sposób korzysta z własnego, indywidualnego świata dźwięków. Tutaj przestrzeń nie odgrywa też tak wielkiej roli (wynika to pewnie z trudności takiego wykorzystania instrumentu) jak na pierwszym dysku (chociaż, gdy grają w duecie - a kilka ich jest - saksofonistka wykorzystuje dalej jest akustyczny potencjał), gdzie korzysta z niej Grimal. Ale Di Domenico, jak nikt inny, potrafi stworzyć delikatną, finezyjną, przestrzenną strukturę, do ostatniego dźwięku nie odkrywać wszystkich kart - cały czas trzymać coś w rękawie. Płyta zwieńczona jest wspólną improwizacją muzyków, pozostającą w ścisłej relacji z kompozycjami, będącą zwieńczeniem muzycznej podróż przez intymny świat dźwięków, od których, długo po ich wybrzmieniu, nie można się uwolnić.
Koniecznie!
autor: Marcin Jachnik

Alexandra Grimal: soprano saxophone, tenor saxophone
Giovanni di Domenico: piano

CD 1:
1. Prana
2. The Window was Camel-less
3. Koan n°7
4. Koan n°8
5. Koan n°9
6. Koan n°11
7. Diotime et les lions
8. Bi-fluoré 250

CD 2:
1. Zai
2. Let Sounds Be Themselves
3. Tema per Jan Svankmayer
4. Metacommentary
5. The Köln Concept
6. Koan n°6
7. Koan n°10
8. Tremebondo Mondo
9. Ballata dei Piedi Volanti
10. Chien savant
11. Sea Blooming

12. Harmattan

płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 6 lutego 2016

Lionel Belmondo "Hymne Au Soleil - Clair Obscur" B-Flat Recordings 2014, 6149362

Lionel Belmondo "Hymne Au Soleil - Clair Obscur" B-Flat Recordings 2014, 6149362
Muzyka klasyczna jest niekończącą się inspiracją dla muzyków jazzowych. Patrząc na historię jazzu doskonale widać, że muzycy obierając z grubsza biorąc trzy metody interpretacyjne, w zależności od swojego potencjału osiągają różne efekty.

Najczęściej mamy do czynienia z podążaniem za linią melodyczną, co szczególnie często słychać w polskich odczytaniach chopinowskich kompozycji, ale też chociażby w nagraniach Loussiera. Nie znajdziemy tu niczego oryginalnego, a słuchacze zaznajomieni z oryginalnymi dziełami odczuwają często znużenie, wynikające z gubienia decydujących o wyjątkowości dzieła detali. Zdarzają się jednak wyjątki, wystarczy przywołać nagrania Jana Garbarka z Hilliard Ensemble dla ECM.

Druga metoda to swoiste impresje na temat, mające kształt autonomicznych kompozycji muzyków jazzowych, czasami bardzo odległe ("Hommage A Bartok" Steve Swell's Kende Dreams dla Silkheart Records), innym razem zestrojone z oryginałami ("A Mirror To Machaut" Samuel Blaser Consort In Motion dla Songlines i "Passion" Undivided dla Multikulti Project czy też kolejne płyty Michela Godarda).

Trzecia metoda to rozbijanie struktury kompozycji i składanie jej na nowo. To ścieżka ryzykowna, często prowadząca na manowce, wystarczy wspomnieć gwiazdy polskich festiwali - Piotra Orzechowskiego i Marcina Maseckiego. Jestem prawie pewien, że jak opadnie kurz działań promocyjnych, niewiele pozostanie w pamięci słuchaczy po ich "dziełach". Są jednak nagrania, powstałe według tej metody, które onieśmielają swoim potencjałem. Wymienię kilka:
"Westbrook - Rossini" zespołu Mike'a Westbrooka z HatART, "Gustav Mahler / Uri Caine" Uri Caine & Primal Light z Winter&Winter i "The Minimalism of Erik Satie" Vienna Art Orchestra z HatART. Ta lista oczywiście jest dłuższa, ale nie ma tu miejsca

Bracia Belmondo są filarami jazzowego środowiska we Francji. Ich wspólny krążek 'Espaces Baroques' nagrany z Frédérikiem Galliano, wydany w 1997 roku był jedną z pierwszych płyt operujących na pograniczu jazzu i inteligentnych nowych brzmień. Z kwintetem The Belmondo Brothers zjeździli spory kawałek świata. Ich wspólna płyta z nestorem jazzu - Yusefem Lateefem "Influence" to znakomite ponadpokoleniowe nagranie, Lionel Belmondo ma za sobą znakomita płytę z Miltonem Nascimento.

Płyta "Hymne Au Soleil - Clair Obscur", na której usłyszymy zarówno aranżacje Lionela Belmondo kompozycji Gabriela Faure, Erika Satie, Loiusa Vierne'a, Arnolda Schönberga ale też po jednej Michela Petruccianiego i Billa Evansa jak też dwie własne kompozycje Lionela Belmondo olśniewa rozwibrowaną kolorystyką i aurą wyszukanych, akustycznych brzmień, big bandowa fantazja francuskiego saksofonisty, znana chociażby z doskonałej płyty "Influence", pozwala na umiejętne wykorzystanie bogatedo instrumentarium zespołu (Bass Clarinet, Bassoon, English Horn, Tuba, Horn). Usłyszymy je tutaj w karkołomnie pięknych aranżach. Mamy tu zatem syntezę dwóch pierwszych koncepcji.

11-osobowy zespół prowadzony przez Lionela Belmondo sprawił, że oryginalne kompozycje, w bardzo intymnych odczytaniach nie straciły nic ze swojej magicznej mocy a poprzez poszerzenie tradycyjnego spektrum dźwięków pozwalają przywoływać bogate światy brzmień i wyobraźni. Z jednej strony trudno posądzać francuskich muzyków o pruderyjność w podejściu do tradycji muzycznej, jednak w swoich poszukiwaniach nie zatracają odpowiedniej dozy dostojności i powagi, która jest w kodzie dna wybranych utworów.
autor: Andrzej Fikus

Lionel Belmondo: soprano saxophone, tenor saxophone, flute
Stéphane Belmondo: trumpet
Laurent Fickelson: piano
Sylvain Romano: double bass
Dré Pallemaerts: drums, percussion
Jérôme Voisin: bass clarinet, clarinet
Cécile Hardouin: bassoon
Bernard Burgun: english horn
Philippe Gauthier: flute
François Christin: horn
Bastien Stil: tuba

1. Cygne sur l'eau [Gabriel Faure] 3:29
2. Story Line [Bill Evans] 3:13
3. 3 + 2 + 3 [Lionel Belmondo] 4:47
4. Love Letter [Michel Petrucciani] 5:26
5. Priere pour le salut de mon âme [Erik Satie] 6:58
6. Nocturne [Gabriel Faure] 7:14
7. Épitaphe [Loius Vierne] 3:40
8. Darth Fickius [Lionel Belmondo] 7:26
9. Élévation [Loius Vierne] 1:56
10. In diesen Wintertagen [Arnold Schönberg] 6:24
11. L'île aux cygnes [Michel Grailler] 2:03

płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 16 września 2015

David Friesen / Circle 3 Trio "Where The Light Falls" [2CD], Origin Records 2014, ORIGIN82677

David Friesen / Circle 3 Trio "Where The Light Falls" [2CD], Origin Records 2014, ORIGIN82677
Opiniotwórczy Downbeat Magazine napisał o płycie (...) Cokolwiek gra to trio zachwyca wielobarwnością, a silnie zaznaczone muzyczne osobowości nadają muzyce oryginalne piętno. Głębia harmonicznych rozwiązań, intensywny rytm, idealna, dopracowana w detalach współpraca muzyków hipnotyzuje słuchaczy (...)

Sprawcą tej entuzjastycznej opinii jest David Friesen, amerykański kontrabasista, który ma na koncie współpracę z takimi wykonawcami jak Sam Rivers, Chick Corea, Michael Brecker, Stan Getz, Joe Henderson, Elvin Jones, Woody Shaw, Dexter Gordon, Kenny Garrett oraz Dizzy Gillespie. W Polsce zapraszany bywał przez Leszka Możdżera, Piotra Wojtasika czy Krzysztofa Popka.

David Friesen
Dwupłytowe wydawnictwo "Where the Light Falls" David Friesen Circle 3 Trio może zaginąć w ogólnym nagromadzeniu przeróżnych jazzowych wydawnictw. A szkoda by było, ponieważ w przestrzeni jazzowej klasyki mało było w ostatnich latach takich nagrań jak to, jeśli ktoś odczuwa brak płyt przesyconych tym, czym jazz emanował od dziesiątków lat "Where the Light Falls" może być nieodzowna. Muzycy dysponują nieprzeciętną osobowością o bujnej wyobraźni. Wyczuwalna dogłębna, ocierająca się o nonszalancję swoboda z jaką kreują dźwięk sprawia, że ta z pozoru oczywista opowieść zapada głęboko w serce. Oni po prostu bawią się dźwiękiem. Ale jest to zabawa przemyślana, wysmakowana i pełna finezji. Nie ma sensu pisać tutaj o doskonałej technice lidera, wystarczy wspomnieć muzyków, z którymi Friesen miał okazję grać, a nie były to przelotne spotkania. Nie ma sensu pisac także o intuicyjnym, opartym na wieloletnim wspólnym doświadczaniu muzyki porozumieniu. Nie ma sensu w końcu pisać o impresyjnych, klarownych, zajmujących kompozycjach lidera. Podwójny album dostarcza satysfakcji w wielu płaszczyznach. Prawdziwym odkryciem jest tutaj pianista Greg Goebel, który brzmi na fortepianie tak, jakby zawsze miał coś w zanadrzu. Delikatne uzupełnienie emocji wypowiedzianej jakby za kulisami, w nawiasie powoduje, że trio hipnotyzuje wręcz niewypowiedzianą, podskórną tajemnicą.

"Where the Light Falls" jest dowodem na to, że artystyczna droga, którą kroczy Friesen, na której bez przerwy dotyka się górnego pułapu własnych możliwości dała fantastyczny plon. Jurrorzy corocznej ankiety Downbeat Magazine, nagradzając onegdaj Friesena tytułem "Best Bass Player of The Year" nie popełnili błędu.
autor: Andrzej Majak

David Friesen: bass
Greg Goebel: piano
Charlie Doggett: drums
Larry Koonse: electric guitar (CD 1, tracks:1,3,5,7,10 & CD 2, tracks: 2,4,6,9)

CD 1
1. Playground 6:25
2. Dance With Me 3:41
3. Left Field Blues 7:39
4. A Road Less Travelled 5:23
5. Sailing 4:45
6. Green Hills Slowly Passing By 5:36
7. Zebra 7:16
8. Unfolding 6:04
9. Dark Resolve 4:36
10. Day of Rest 6:15

CD 2
1. Stepping Stones 6:57
2. Reaching For the Stars 5:56
3. Counterpart 8:37
4. Song For Ben 6:54
5. Overland 5:41
6. Blue 10 6:08
7. Contours 5:33
8. My Dance 3:55
9. Tribute 8:21



płyta dostępna na multikulti.com

czwartek, 23 lipca 2015

Thurston Moore "Sonic Street Chicago" Corbett vs. Dempsey 2014, CVSDCD015


Thurston Moore "Sonic Street Chicago" Corbett vs. Dempsey 2014, CVSDCD015
Niektórzy piszą, że to iście epicka wyprawa w muzyczne światy gitarowych poszukiwań Thurstona Moore'a. Nie jestem pewien, czy ze względu na skromność użytych środków można o tej realizacji tak napisać. Ale jedno mnie z autorem tego określenia łączy - jestem równie mocno jak on zafascynowany tym nagraniem.

Nie do końca jestem fanem takich instrumentalnych realizacji. Raz, że to improwizacja odarta właściwie z jakichkolwiek odniesień do jazzu, a wywiedziona w prostej linii z muzyki rockowej. To gatunek w którym ani nie czuję się bardzo kompetentnym, ani specjalnie osłuchanym. Owszem uwielbiam dokonania Gustafssona czy Vandermarka, ale jazz jest immanentną częścią ich muzyki, najważniejszą i najmocniej odciskającą piętno na ich twórczości, nawet, gdy mocniej podkreślają rockowe akcenty. Po drugie instrumentarium - gitara nie jest instrumentem, który jakoś szczególnie porusza moje emocje. A gdy dodać do tego jeszcze, że jestem wolny od uwielbienia dla Sonic Youth i jej lidera, to płyta ta raczej nie powinna trafić w moje gusta.

Thurston Moore
Materiał ten został zarejestrowany w ciągu jednej sesji w listopadzie 2013 roku. Albo raczej na jednym koncercie, jako jeden track (60 minut!), w tym kształcie w jakim słyszymy go na płycie. Bez żadnych poprawek i jakiejkolwiek ingerencji w muzyczną tkankę utworu. Thurston Moore grał na żywo do filmu amerykańskiego awangardowego twórcy Jamesa Naresa. Moore był ustawiony tyłem do ekranu i nie widział, co na ekranie się pojawia. Sam także nie znam tego obrazu, więc nie potrafię ocenić na ile dźwięki są z nim spójne, a na ile nie. Jednak muzyka Moore'a broni się sama.

Nie używa on specjalnie wiele sprzętu - jeden instrument, wzmacniacz, kilka efektów. Wszystko. Reszta to kunszt i muzyczna wyobraźnia a tej lider Sonic Youth ma chyba aż w nadmiarze. Od cichutkich, kruchych pasaży, przez warknięcia i zgrzyty po prawdziwą ścianę dźwięku - tak buduje swoją muzykę, zawsze, co warte podkreślenia, pozostając bardzo blisko czysto rockowej stylistyki. Nie mówię tu rzecz jasna o rockowej prostocie, bo muzyka Moore'a tak formalnie, jak i estetycznie jest skomplikowana. A gdy na przykład tworzy ścianę dźwięku gra czysto rockowe frazy, dalekie od estetyki noise'u. Nigdzie się nie spieszy - swoją opowieść rozwija i konstruuje świadomie, znakomicie wyczuwając powoli sączący się czas. Operuje formą i nastrojem, kolorem z unikatowym wprost wyczuciem, świadom tak atutów, jak i ograniczeń używanych środków. Ale to właśnie dzięki temu wyczuciu słuchacz nie ma wrażenia przycinania wyobraźni twórcy do skromności instrumentarium, a wprost przeciwnie - zaskakiwany jest przez tą godzinę właściwie nieustannie. I chociaż to muzyka, która wymaga uważności i skupienia, to bardzo szybko opanuje nasz mózg i sprawi, że zatracimy się w niej bez reszty. Znakomite nagranie, które szybko powinno przejść do legendy!
autor: Marek Zając

Thurston Moore: electric guitar

1. Sonic Street Chicago 1:00:07

płyta do nabycia na multikulti.com