Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Multikulti Project. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Multikulti Project. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Marc Bernstein’s Out Of The Blue feat. Marc Ducret "Out of the Blue", Multikulti Project 2015, MPI032

Marc Bernstein’s Out Of The Blue feat. Marc Ducret "Out of the Blue", Multikulti Project 2015, MPI032
Marc Bernstein, amerykański saksofonista i klarnecista, kompozytor i improwizator chyba bardziej znany i ceniony jest w Europie niż w rodzinnym kraju. I nie bez powodu - od lat bowiem mieszka i tworzy w Dani (dokąd zresztą podążył za głosem serca). A że w dodatku jest aktywny głównie na scenach skandynawskich koncertując i nagrywając przeważnie z europejskimi muzykami - nic więc dziwnego, że w Stanach nie tak o nim pamięta. Za to w Skandynawii jest niezwykle ceniony, a w Danii cieszy się - zresztą nie bez powodu - wielkim szacunkiem.

Marc Ducret / Marc Bernstein
Ten pięćdziesięciopięcioletni dziś muzyk pod własnym nazwiskiem wydał do tej pory bodaj dziesięć płyt. Teraz mamy okazję cieszyć się jego pierwszym albumem wydanym w Polsce - za sprawą oficyny Multikulti Project. I radość ta nie wynika tylko z tego, że to właśnie w polskim labelu ukazał się ten album; nie - chodzi przede wszystkim o to, co na tej płycie się znajduje. A ja osobiście - nie mogłem się od tego albumu oderwać.

Bernstein zaprosił do nagrania tego materiału nie byle kogo. Na gitarze gra tu Marc Ducret, francuski gitarzysta - kompletny samouk! - którego brzmienia i techniki nie da się przez to z niczym porównywać. Dał się on poznać szerokiej publiczność, jako długoletni partner muzycznych poszukiwań Tima Berne'a w jego najbardziej chyba niezwykłych projektach - Caos Totale, Bloodcount i Big Satan, gdzie bardzo często jego instrument i gra determinowały brzmienie całego kolektywu. Dla Berne'a był przez lata mniej więcej tym, kim Marc Ribot stał się dla innego nowojorczyka - Johna Zorna. Autorskich projektów wydał zresztą nie mało - od wydawanych dla Screwgun, Winter & Winter oraz Aylera solowych projektów, przez duety, tria, kwartet, na własnym Tentecie kończąc. I chociaż od lat jego nazwisko kojarzone jest silniej z awangardową sceną, sam nigdy nie porzucił grania mieszczącego się w jazzowym mainstreamie. Ale zawsze odciska na granym materiale własne - autorskie i unikatowe - brzmienie.

Marc Ducret
Wszystkie kompozycje Marca Bernsteina mieszczą się w dosyć szeroko pojętym jazzowym mainstreamie, o mroczno-balladowym, płynącym zabarwieniu. I wydaje mi się, że sam autor nie ma ambicji grania jakiejś wielce awangardowej muzyki. Potrafi on jednak wykorzystać właściwie talent i wizjonerskie spojrzenie Ducreta i właściwie wykorzystać je, wpasować jego indywidualność, w autorską muzyczną wizję. To, co się tyczy Marca Ducret, w równym stopniu dotyczy także basisty Nilsa Davidsena. Ten bardzo rozchwytywany duński sideman korzysta tu (obok akustycznego basu) z instrumentu elektrycznego, stworzonego przez jednego wizjonerskich lutników i konstruktorów basowych gitar - Adolpha Rickenbachera. I brzmi on zaiste unikatowo. Świetnie słychać to choćby w króciutkiej kompozycji "Our Strokes" gdzie wysuniętemu na pierwszy plan Bernsteinowi na zmianę podgrywają podkład Ducret i Davidsen. Takie też - cudownie mroczne - jest intro w "Kibrick" gdzie cichym trąceniom strun Ducret'a towarzyszy równie cicho funkujący bas Davidsena. A wszystko to gdzieś w tle niemal mistycznie brzmiącego tu basowego klarnetu Bernsteina. Mistycznie - bowiem amerykański muzyk zdaje się odwoływać czasami do muzyki żydowskiej, ale zawsze czyni to nie wprost, delikatnie, na marginesie; nigdy, ani przez chwilę nie determinuje ona poczynań tak jego, jak i jego partnerów. Ale jest obecna w namacalny, wyczuwalny sposób. "Kibrick" w dalszej części jest popisem Ducreta, który w końcu odrzuca kompozycyjny gorset i ma nieco dłuższe, warczące solo do zagrania, które samo w sobie okazuje się być prawdziwą perełką.

Sam Bernstein, jako instrumentalista wypada ciekawie, niezwykle i głęboko - gdy gra na basowym klarnecie, nieco bezbarwnie na alcie, ale akurat w tym przypadku ("Down On The Carrefour"), gdy gra razem z Ducretem w najwyższej formie, trzeba go rozgrzeszyć. Bardzo natomiast podoba mi się jego brzmienie, gdy sięga po baryton. I większej jego obecności na tym instrumencie nieco mi tutaj zabrakło.

Najbardziej sztampowo wypada Peter Bruun. I to wcale nie dlatego, że jest słabym perkusistą czy też brak mu indywidualnej inwencji - po prostu nieco brakuje tu dla niego przestrzeni. Nie jest to jednak wadą tej płyty, bo dzięki takiemu a nie innemu balansowi pomiędzy poszczególnymi instrumentalistami brzmi ona tak niezwykle. Bo efekt - płyta - jest naprawdę znakomita. Z jednej strony osadzona w jazzowej tradycji, z drugiej, głównie dzięki grze Ducreta i Davidsena - otwarta na awangardę. Zwarta i spójna, nie przegadana. A gdy kończy się - trzeba koniecznie włączyć ją raz jeszcze by w pełni nacieszyć się muzyką.
autor: Marcin Jachnik

Marc Bernstein: bass clarinet, saxophones
Marc Ducret: guitar
Peter Bruun: drums
Nils Davidsen: acoustic bass, Rickenbacher bass

1. Down To The Carrefour
2. Good People
3. Kibrick
4. Mlezker
5. News From The Front
6. Our Reprise
7. Our Strokes
8. Out Of The Blue




płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 1 października 2014

Olie Brice Quintet [Olie Brice / Mark Hanslip / Waclaw Zimpel / Alex Bonney / Jeff Williams] "Immune to Clockwork", Multikulti Project 2014, MPI026

Olie Brice Quintet [Olie Brice / Mark Hanslip / Waclaw Zimpel / Alex Bonney / Jeff Williams] "Immune to Clockwork", Multikulti Project 2014, MPI026
Rzadko się zdarzają nagrania, które potrafią zachwycić na naprawdę wielu poziomach. Zwłaszcza we współczesnym jazzie. Muzycy starając się stworzyć interesującą kompozycję, bardzo często zapominają o emocjach, lub też grając free nie zwracają uwagi na intelektualne aspekty muzyki, jej strukturę jak i używane do jej budowania środki. I jest jeszcze jeden aspekt, który często umyka uwadze krytyków, a który w jazzie obecny jest od jego zarania. Jest nim radość wspólnego tworzenia muzyki, wynikająca w dużej mierze z twórczej wolności autonomicznych partnerów. Być może, w którymś momencie, te trzy elementy będą wzajemnie się wykluczać, ale też muzycy wciąż starają się znaleźć taką muzyczną formułę, w której wszystkie one będą obecne. I muzyka kwintetu Olie Brice'a wpisuje się właśnie - w dodatku z powodzeniem - w te poszukiwania.

Nagrana w raczej nietypowym składzie - bez instrumentu harmonicznego, za to z rozbudowaną sekcją dętą - płyta, ukazuje pełną gamę możliwości muzyków w takim zestawieniu instrumentów. Decydujący jest klucz doboru muzycznych osobowości, które się tu spotykają (Mark Hanslip, Wacław Zimpel, Alex Bonney), to bowiem nie tylko wybitni instrumentaliści i sidemani, ale i artyści posiadający własne, indywidualne brzmienie i wizję własnej muzyki. Podporządkowują się koncepcji Olie Brice'a, ale i wnoszą wiele od siebie, czy to w partiach solowych czy też zbiorowych improwizacjach.

Lider zresztą zdaje się pozostawiać im dosyć dużą swobodę twórczą, ale też pieczołowicie czuwa nad strukturą i fakturą poszczególnych kompozycji. Wysunięcie kontrabasu na pierwszy plan brzmieniowy w newralgicznych momentach poszczególnych kompozycji, gdy to on przejmuje ster w swoje ręce, bardzo ułatwia odbiór tego nagrania. To także pokaz, w jaki sposób realizować można wizję swojej muzyki, nie składając w ofierze twórczej kreatywności - scenicznych partnerów. Równo grane partie "tutti" są koniecznością, ale też stanowią tylko punkt wyjścia, nie determinując przy tym kształtu całości utworu. Świetnie słychać to choćby w "The Hands" czy też "Snake Path", które poszczególni instrumentaliści odmieniają brzmieniowo.

Olie Brice to przy tym lider niezwykle doświadczony, otrzaskany na scenach współczesnego jazzu, jego odmiany free czy też zupełnie wolnej improwizacji. Jest dosyć dobrze znany w naszym kraju - wraz z Mikołajem Trzaską i Markiem Sandersem tworzy bowiem Riverloam Trio. Ale lista jego współpracowników i scenicznych partnerów jest znacznie dłuższa - Paul Dunmall, Tobias Delius, Achim Kaufmann, Ingrid Laubrock, Louis Moholo-Moholo czy Ken Vandermark to najważniejsi spośród nich.

I to sceniczne, muzyczne doświadczenie znakomicie słychać na tej płycie. Brice potrafi tworzyć plany z poszczególnych instrumentalistów i zestawiać je w bloki, w sposób logiczny, zarazem zaskakujący. Tym bardziej więc mam nadzieję na wielką ucztę muzyczną, jaką mogą być koncerty tego składu, mając przy tym nadzieję, że Polski on nie ominie. Bo skład świetny, muzyka niepalna, improwizacje znakomite, a i radości ze spotkania, wspólnego muzykowania, nawet w tym studyjnym nagraniu słychać mnóstwo.
autor: Józef Paprocki

Mark Hanslip: tenor saxophone
Wacław Zimpel: alto clarinet
Alex Bonney: trumpet
Olie Brice: double bass
Jeff Williams: drums

1. The Hands
2. The Old Yedidia
3. Immune to Clockwork
4. Crumbling Shyly
5. What Might Have Been
6. Snake Path
7. Tell Me Again



płyta do kupienia na multikulti.com

sobota, 11 maja 2013

Zawadzki / Praśniewski / Wośko "Tage" Multikulti Project 2013, MPJ009

Zawadzki / Praśniewski / Wośko "Tage" Multikulti Project 2013, MPJ009



Troje absolwentów duńskiego konserwatorium muzycznego w Odense przedstawiają premierowy materiał nagrany w klasycznym, jazzowym składzie. 

Krążek „Tage” potwierdza wysoką pozycję polskiej pianistyki jazzowej we współczesnym jazzie. W przeciwieństwie jednak do innych, bardziej utytułowanych polskich formacji, kopiujących często pomysły zagranicznych artystów, muzycy debiutującego tria przedstawiają oryginalną muzyczną formułę, która jest wypadkową ich polskich i duńskich doświadczeń. To właśnie ten element zaważył na wyjątkowości artystycznego języka, którym posługują się młodzi muzycy. Nie boją się uciekać od tradycyjnych harmonii, ciekawie grają dźwiękiem i ciszą, w swoich partiach instrumentalnych umiejętnie powściągają emocje uzyskując efekt podskórnego napięcia, swoistej „elektryczności”, która przykuwa uwagę słuchacza.

Autorskie, zróżnicowane kompozycje członków zespołu są kolejnym atutem płyty, pełna entuzjazmu szlachetność, subtelność i łagodność skandynawskiego jazzu wycisnęły swoje piętno na muzyce trójki polskich instrumentalistów. Jednak w przeciwieństwie do wielu skandynawskich nagrań muzyka tria Zawadzki / Praśniewski / Wośko nie jest smutna czy mroczna. Na płycie wszystko zespoliło się z jedynymi w swoim rodzaju ładem i harmonią. Uczucie wypełnionej powietrzem, rozległej przestrzeni towarzyszy nam przez cały czas trwania płyty.
autor: Tomasz Konwent


Sebastian Zawadzki: piano
Mariusz Prasniewski: double bass
Radek Wosko: drums

1. 13 years ago and 13 years later (Sebastian Zawadzki)
2. Conspiracy (Radek Wosko)
3. Wroniec (Sebastian Zawadzki)
4. Misunderstanding (S. Zawadzki/M. Prasniewski/R. Wosko)
5. Memories of Fyn (Sebastian Zawadzki)
6. Bogense (Sebastian Zawadzki)
7. Six and Eight (Sebastian Zawadzki)
8. The End of Day (S. Zawadzki/M. Prasniewski/R. Wosko)




środa, 3 kwietnia 2013

Alan Silva & Roger Turner "Plug In" Multikulti Project 2013, MPI025.


Alan Silva & Roger Turner "Plug In" Multikulti Project 2013, MPI025.

Konfrontacja perkusji i syntezatora nawet w nienormatywnej muzyce, za jaką wypada uznać swobodną improwizację, a w dużej mierze także free jazz nie jest częsta, stąd doświadczanie „Plug In” jest ważną, ale i wymagającą nauką. W sobie właściwy sposób naucza także „ciężar biograficzny” muzyków, choć trudny do wyrażenia, to uobecniony w materiale.

Brzmienie instrumentu Silvy nie jest banalne, ale jednocześnie niewystudiowane – nie stara się poszerzać granic instrumentu, za to świadomie i wrażliwie wykorzystuje jego właściwości. Jest w jego grze obecny konceptualny pierwiastek, najsilniej wyrażany figurą i kolorem dźwięku, ale bez trudu wysłyszy się także inkarnację gry kontrabasowej - głównego instrumentu Alana Silvy.

Współobecność Rogera Turnera naznaczają dwa elementy: fluktuacje rozmaitych perkusyjnych i uperkusyjnianych brzmień, podkreślane jego precyzyjnie spontanicznym, ale i niezwykle dokładnym sposobem improwizacji oraz doskonale wyczuwalny, choć nie metryczny puls. Ten ostatni element jest tu własnością obu twórców i w największym stopniu determinuje charakter zawartej na płycie muzyki (będącej de facto rejestracją paryskiego koncertu z 2011 roku).
Jeśli, zgodnie ze słowami Silvy: „Zadaniem improwizujących muzyków jest osiągnięcie tożsamości, istoty” to "Plug In" zdaje się być dla tych słów doskonałym potwierdzeniem.
autor: Adam Gołębiewski

Alan Silva: keyboards
Roger Turner: drums

1. Unplug [27:35]
2. The Plug [10:29]
3. Plug In [21:37]


Alan Silva, Roger Turner, Manchester September 13, 2012

płyta do kupienia na multikulti.com

środa, 31 października 2012

Dariusz Herbasz "Joy of Friendship", Multikulti Project 2012, MPI024

Dariusz Herbasz "Joy of Friendship", Multikulti Project 2012, MPI024

"Na końcu chciałam powiedzieć, że kiedy włączyłam i przesłuchałam tę płytę po raz pierwszy pomyślałam, że Wawrzyn i Tomek zrobili nam kawał i zdobyli skądś nagranie gigantów jazzu z lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych i wydali pod przykrywką. Pierwszy utwór „Prayer for peace” czyli „modlitwa dla pokoju” czy może „o pokój” budzi moje skojarzenia z Ornettem Colemanem i jego utworem „Lonely woman”. Jest przejmujący i głęboki. Najbardziej podobają mi się w nim partie fortepianu, na którym gra Piotr Mania. Drugi utwór czyli „Don Don” jest bardo rozkołysany,  można by rzec swingujący. Najbardziej podoba mi się trzeci utwór Ruffus, najwięcej w nim zabawy. Utwór czwarty, poświęcony pamięci brata autora, przywodzi na myśl kołysankę, ciepłą i kojącą. "Taniec tenorów" jest… a, sama nie wiem, podoba mi się. Płytę wieńczy T.T. Blues. Utwory są komponowane. 
Tu mnie łapie refleksja – podobno Andrzej Trzaskowski po powrocie ze Stanów stwierdził, że między jazzem amerykańskim a europejskim jest przepaść nie do przebycia. Renata Przemyk śpiewała w  którejś piosence, że w knajpie grają zbyt polski jazz. Powstał nawet film, który obejrzałam „Play your own thing” o jazzie europejskim, bardzo ciekawy. Kiedyś byłam taka mądra, że wparowałam do Frippa i stwierdziłam cała z siebie zadowolona, że dostrzegam różnicę między brzmieniem chicagowskim a nowojorskim. Byłam o tym święcie przekonana. Potem przeczytałam, że podział jazzu pochodzącego z West i East czy zachodniego i wschodniego wybrzeża to przede wszystkim zabieg komercyjny. Kategorie, podziały, dychotomia. Zdarzyło mi się również, że gdy byłam oczadzona free jazzem, gdy przyjechał Mike Reed i grał utwory z lat pięćdziesiątych byłam bardzo niezadowolona i doszłam do wniosku, że tak potrafią grać wszyscy (co nie jest prawdą). Jak żałuję, ze tego koncertu nie mogę wysłuchać dzisiaj i porównać czy dziś potrafiłabym docenić tę muzykę. Nie wchodząc w meandry roli postępu w sztuce przytoczę zdanie In, z którym w pełni się zgadzam i które podzielam – coś nowego musi wyrastać z rzeczy już znanych na zasadzie wplatania nowego w stare. Usłyszałam, że mam nie brać sobie dewizy Sokratesa do serca, ale z jazzem mam tak, że chyba nigdy nie będzie dla mnie oczywisty. Nie słyszę europejskości, polskości (i nie wiem czemu miałby to być synonim czegokolwiek) na tej płycie tylko dobre granie. 
Wawrzyn powiedział, ze w jego odczuciu muzycy inspirowali się jazzem postColtranenowskim czyli McCoyem Tynerem czy Sonnym Rollinsem. Nie znam tych dwóch muzyków za dobrze. In mówi, że Sonny R. grał długą frazą, jego ton wybrzmiewał w pełni i faktycznie tak grają Dariusz Herbasz i Tomasz Grzegorski na tenorowych saksofonach. Faktura utworów jest gęsta dzięki sekcji (Adam Żuchowski na basie i Tomasz Sowiński na perkusji)..."
autorka: Gnito
farnykoniec.blogspot.com


Dariusz Herbasz: tenor saxophone
Tomasz Grzegorski: tenor saxophone
Piotr Mania: piano
Adam Żuchowski: bass
Tomasz Sowiński: drums


1. Prayer for Peace 9:43
2. Don Don 7:52
3. Ruffus 7:20
4. 13-26, 06 (dedicated to the memory of My Brother Wojtek) 4:56
5. Tenor's Dance 7:45
6. T.T. Blues (Tapta Tapta Blues) 7:59


płyta do nabycia w multikulti.com

piątek, 20 kwietnia 2012

Wojtek Traczyk "Free Solo", Multikutlti Project, MPI021


Wojtek Traczyk "Free Solo", Multikutlti Project, MPI021
Kontrabas w muzyce jazzowej dosyć późno wysunął się na pierwszy plan i nie ma w histori gatunku znowu tak wiele płyt gdzie pojawia się on solo. Sytuacja zmieniła w latach siedemdziesiątych gdy coraz śmielej powstawały solowe nagrania dokumentujące indywidualne improwizacje muzyków. Ci, którzy mierzyli się z solowymi nagraniami na tym instrumencie należeli zwykle do grona najwybitniejszych - nie tylko wirtuozów kontrabasu, ale także kreatywnych liderów własnych projektów. Ron Carter, Dave Holland, Peter Kowald, Mark Dresser, Barry Guy, Kent Kessler, Alan Silva, z młodszych - Clayton Thomas, a w Polsce m.in Marcin Oleś to osoby znane każdemu, kto z improwizowanym jazzem chociaż pobieżnie się zapoznał.

Solowe płyty z muzyką improwizowaną to nie jest prosty materiał muzyczny - nie słucha się tego łatwo i przyjemnie. Ale też dla większości twórców nie jest to celem i najważniejszym elementem takiej formuły. Ponieważ przy solowych projektach mają oni możliwość pełnej kontroli dźwiękowego przekazu - najczęściej najważniejsza jest szczerość. W przypadku kontrabasu, przy dosyć ograniczonym spektrum dźwięku jaki można wydobyć z instrumentu - polegać musimy na kreatywności wykonawcy - możliwości jego preparacji są tu wszak niemałe. Jednak kreatywność to przy solowym graniu nie wszystko - liczy się dyscyplina, skupienie, umiejętność prowadzenia narracji - kreatywność i wirtuozeria wszystkiego nie zastąpi. Równie ważna jest szczerość i prawda. Tym imponuje choćby Peter Brötzmann, którego solowa muzyka - przy dosyć ograniczonych walorach wirtuozerskich - powala nie tylko energią i potęgą brzmienia, ale i szczerością przekazu.

Muzyka, z którą mamy do czynienia ma najnowszym albumie na kontrabas solo nie jest prosta, chociaż jej twórca, Wojciech Traczyk dał się już poznać polskiej publiczności jako znakomity kompozytor, twórca choćby najpiękniejszych i najgłębiej zapadających w pamięć tematów na płytach tria The Light. Jego autorstwa jest choćby zamykający płytę "Afekty" utwór "Shangri La" z charakterystycznym motywem od którego wprost nie sposób się uwolnić. Tutaj jednak pokazuje się nam z odmiennej strony - penetruje inne, niemelodyczne rejony improwizacji, czasami preparując instrument, czasami grając głębokim, czystym dźwiękiem. Słychać w jego muzyce rozmaite wpływy i korzenie - jazzowy puls przechodzi w trzecionurtowe poszukiwania, by za chwilkę zabrzmieć niczym któraś z kompozycji Schnittkego; pobrzmiewające w głębi echa folkloru Wschodu i Południa mieszają się z akademickimi wpływami dwudziestowiecznej awangardy. Pokazuje to nie tylko elokwencję twórcy płyty, ale także jego wszechstronność i umiejętność adaptacji rozmaitych tradycji w osobistym brzmieniu jego muzyki. Pomiędzy tymi obliczami - tym melodycznym i tym nie - i różnymi inspiracjami, jest jednak także dużą zbieżność. Muzyka nie nabiera drapieżności - nawet gdy instrument w jego dłoniach skowyczy i wyje, zawsze w jego brzmieniu jest jasność i ciepło; ani śladu histerii, mimo że bolesna tęsknota nie jest mu obca.

Płyta Wojtka - jak sam wspomina - przynosi najpełniejsze świadectwo tego kim on jest - nie tylko zresztą jako muzyk, chociaż przede wszystkim. Solowy puls kontrabasu - jak sam przyznaje - towarzyszy mu bowiem każdego dnia i w różnych momentach życia, a osobiste doświadczenia wpływają na muzykę i kondycję twórczą artysty. Praca nad indywidualnym brzmieniem i własną muzyką jest więc pracą "nad sobą" w szerszym, ludzkim wymiarze.

Cóż, prezentujemy płytę w naszym odczuciu wybitną, chociaż niełatwą, będącą odwołaniem do różnych tradycji i doświadczeń, ale i jednorodną, konsekwentną i zwartą w narracji oraz przekazie. Autor ułożył muzykę na kształt mszy - muzycznego misterium, której poszczególne części mają pełną, ale i czytelną muzyczną formę. W naszym odczuciu to nowa jakość - nie na krajowej scenie - bo nie takie jest miejsce fascynującej głębią muzyki Wojtka - ale w polskiej solowej improwizacji.


Wojtek Traczyk: double bass


1. Examen Concientiae
2. Kyrie
3. Gloria
4. Sanctus
5. Benedictus
6. Agnus Dei
7. Communio


płyta do kupienia na multikutli.com

sobota, 14 kwietnia 2012

Nowy album Tomasz Licak Sextet w Multikulti Project i promująca go trasa koncertowa

Tomasz Licak Sextet "Trouble Hunting", Multikulti Project 2012, MPI020.


Trouble Hunting to polsko-duński sextet założony w październiku 2010 roku w Odense (DK). Zespół Wykonuje głównie oryginalne kompozycje Tomasza Licaka. Prezentowane utwory inspirowane są szeroko pojęta współczesną muzyką jazzową i klasyczną. Niezwykle istotną rolę w twórczości Trouble Hunting odgrywa element improwizacji, nie dotyczy on jednak wyłącznie gry poszczególnych muzyków, a raczej improwizacji kompozycją. Nadaje to muzyce zespołu oryginalne brzmienie, oraz szczególną, unikalną spójność stylistyczną. Muzyka Trouble Hunting jest pełna kontrastów, zarazem minimalistyczna i bogata, narracyjna i uciekająca w abstrakcję.

Wydana nakładem duńskiej wytwórni Blackout Music w 2011 roku płyta Tomasz Licak/Artur Tuznik Quintet trafiła na wąską listę Best Albums of 2011 opiniotwórczego jazzwrap.blogspot.com. Album "Trouble Hunting" jest jego twórczym rozwinięciem.

Tomasz Licak - kompozytor i saksofonista jazzowy, urodzony w 1986 roku w Szczecinie. Od 2005 roku związany z Carl Nielsen Academy of Music w duńskim Odense. Regularnie współpracuje z wieloma duńskimi, polskimi oraz niemieckimi muzykami (są wśród nich Anders Mogensen, Simon Krebs, Rudi Mahall, Kasper Tom Christiansen, Richard Andersson, Grzegorz Grzyb, Marek Kądziela). Oprócz własnego trio, w skład którego wchodzą perkusista Rasmus Schmidt i kontrabasista Richard Andrsson, tworzy znany już na polskiej scenie jazzowej zespół KRAN oraz polsko-duński kwintet Tomasz Licak/Artur Tuźnik Quintet. Jest laureatem pierwszego miejsca konkursu „Bielskiej Zadymki Jazzowej 2010“ (uzyskanego z zespołem Outbreak Quartet) oraz nagrody indywidualnej „Krokus Jazz Festival“ w roku 2009 w Jeleniej Górze.

Regularnie koncertuje z różnymi formacjami, takimi jak chociażby: Horn Amok, Krebstet, czy Licht An!.

Ma na swoim koncie płyty: K.R.A.N. Kran, Last Call – The Outbreak Quartet, Quintet feat. Anders Mogensen.

1. Levigatis [05:11]
2. Unexpected Fruits [10:08]
3. Lightning [06:02]
4. Journey For Celery [08:47]
5. Enigma [03:05]
6. No Return [06:34]

 
Trasa koncertowa promująca album:
13.04 Darłowo - Bagatela
14.04 Gorzów Wlkp. - Jazz Club Pod Filarami
15.04 Kołobrzeg - Regionalne Centrum Kultury
16.04 Bydgoszcz - PRL (rynek starego miasta)
17.04 Warszawa - Pardon, To Tu
20.04 Wałbrzych - A'propos
21.04 Łódź - Bajkonur - Koncert + impreza z okazji premiery!!! g. 20.00 - Wstęp wolny


Tomasz Licak - tenor sax, klarnet
Sven Dam Meinild - alto sax, tenor sax
Tomasz Dąbrowski - trumpet, balkan horn
Adnan Zukanović - fender rhodes, klawisze, laptop*
Richard Andersson - bas
Kasper Tom Christiansen - perkusja

*w Łodzi na gitarze Marek Kądziela !!!


płyta do kupienia na multikutli.com

czwartek, 28 lipca 2011

Undivided [Wacław Zimpel / Bobby Few / Mark Tokar / Klaus Kugel] + Perry Robinson "Moves Between Clouds. Live in Warsaw", Multikulti Project 2011

Undivided [Wacław Zimpel / Bobby Few / Mark Tokar / Klaus Kugel] + Perry Robinson "Moves Between Clouds. Live in Warsaw", Multikulti Project 2011, MPT002.
Nowa płyta zespołu Undivided, podobnie jak w "Pasji", konsekwentnie eksponuje sonorystyczne współbrzmienie, które zalewa słuchacza wielobarwnym pejzażem dźwiękowym. Efekt stopniowego nakładania się na siebie poszczególnych warstw dźwięków uzyskiwany jest przez narastające plamy tworzone w głosach perkusji, fortepianu, klarnetów oraz kontrabasu. Czynnikiem formotwórczym każdej z improwizacji jest wybrzmiewanie, wydobywanych w zawrotnych tempach, kaskad dźwiękowych w "okręconych" kierunkach. W pierwszej kompozycji "Hoping The Morning Say" masa dźwiękowa niesie się, wręcz rozpływa horyzontalnie. Tworzy ją przede wszystkim fortepianowy i perkusyjny szum, zaś temat podany jest w sekcji dętej. Bobby Few posługuje się rozwlekłymi glissandami i arpeggiami, ewokując efekt nieokreśloności wysokości dźwięków, w czym przypomina grę pianisty Matthew Shippa oraz Chrisa Abrahamsa, członka zespołu "The Neks". "Moves Between Clouds" cechuje ilustracyjność, dzięki czemu kompozycja silnie oddziałuje na wyobraźnię. Słuchacz może usłyszeć "zaokrąglone" kształty imitujące spokojne i łagodne dryfowanie chmur. "What A Big Quiet Noise" oparta jest na podobnej koncepcji jak rozpoczynająca płytę "Hoping The Morning Say". Utwór wyróżnia solówka Bobby'iego Few, który z niesamowitą ekspresją wydobywa rozległą "gamę klasterów", zapoczątkowując tym samym free jazzowe szaleństwo, które kontynuuje następnie Perry Robinson w duecie z Wacławem Zimplem, po nim zaś następuje wirtuozowska solówka Marka Tokara na kontrabasie. Ostatnią improwizację cechuje swoboda, eksponująca indywidualną kreatywność poszczególnych muzyków. Poprzednia płyta Undivided porównana została przez Mieczysława Burskiego do twórczości Johna Coltrane'a i myślę, że jest to dobre skojarzenie, oddające klimat jaki posiada najnowszy projekt zespołu.
autorka: Kasia Misiaczyk


Bobby Few: piano
Mark Tokar: bass
Perry Robinson: clarinet
Klaus Kugel: drums, percussion
Wacław Zimpel: bass clarinet, clarinet, tarogato


1. Hoping The Morning Say 10:32
2. Moves Between Clouds 14:38
3. What A Big Quiet Noise 19:46


płyta do kupienia na multikutli.com