wtorek, 16 sierpnia 2016

Scott Hamilton & Karin Krog "The Best Things In Life" Stunt Records 2015, STUCD15192

Scott Hamilton & Karin Krog "The Best Things In Life" Stunt Records 2015, STUCD15192
Nagrywająca od lat późnych lat 50. norweska wokalistka Karin Krog, dała się poznać zarówno, jako wyjątkowa interpretatorka jazzowych standardów jak też śpiewaczka twórczo sięgająca po norweskie tematy ludowe. Nie boi się eksperymentować, w jej pierwszych zespołach debiutowali Jan Garbarek (płyta "Moments"), basista Arild Andersen i Jon Christensen. W późnych latach 60-tych nagrywała z orkiestrą trębacza Dona Ellisa. Występowała z Albertem Mangelsdorffem, Johnem Surmanem i Jean-Luc Ponty'm.

Do historii jazzu przeszły jej nagrania z saksofonistami Warnem Marshem ("I Remember You"), Dexterem Gordonem ("Blues & Ballads - Some other spring") i Archie'm Sheppem ("Hi-Fly"). U ich boku potrafiła doskonale rozwijać idiom jazzowej wokalistyki, połączony ze europejską wrażliwością. Wspólne nagrania z angielskim saksofonistą i multiinstrumentalistą Johnem Surmanem to z kolei przestrzeń do twórczych odniesień do tradycji północno-europejskiej.

Jest laureatką wielu prestiżowych nagród, w tym norweskiej Grammy. Krytycy uznają Karin Krog za jedną z najwybitniejszych wokalistek jazzowych z Europy. Od lat 60. z powodzeniem koncertuje na całym świecie. Ciekawostką jest, że polski debiut Jana Garbarka nastąpił właśnie w zespole Karin Krog na Jazz Jamboree'1966. Jej głos i możliwości interpretacyjne porównywano do Billie Holiday. Specjalizuje się w wykonaniach nastrojowych duetów i standardów. Śpiewa z charakterystycznym dla siebie wdziękiem, zmysłowym ciepłem i prawdziwym polotem.

Amerykański saksofonista Scott Hamilton od początku swojej muzycznej kariery związany jest z głównym nurtem jazzu, często porównywany jest do Bena Webstera, Colemana Hawkinsa, Zoota Simsa czy Dona Byasa. Od swojego debiutu płytowego w 1977 roku związany z wytwórnią Concord, dla której to wytwórni nagrał większość z blisko pięćdziesięciu autorskich albumów. Najsłynniejsze z nich to 'Soft Lights & Sweet Music' nagrany razem z Gerry'm Mulligan'em [1986], 'Scott Hamilton Plays Ballads' [1989], 'Scott Hamilton with Strings' [1992], nagrany z pianistą Alanem Broadbentem, który także aranżował materiał do płyty, 'After Hours' [1997],'Red Door: Remember Zoot Sims' [1998], 'Scott Hamilton meets Jesper Thilo' [2011] i 'Swedish Ballads... & More' [2013]. Jego najnowsza płyta nagrana została w skandynawskim kwartecie, z którym Hamilton nagrywa i koncertuje od kilku już lat. Zaproszenie do współpracy przyjęła wielka Karin Krog. Efekt tej sesji jest po prostu wspaniały!

Scott Hamilton i Karin Krog to wielcy mistrzowie, przynależący raczej do minionej epoki, ze wszelkimi zapomnianymi jej walorami, z drugiej, są ciągle otwarci i nadal rozwijający się. Najlepszym tego dowodem jest dobór repertuaru do ich wspólnej płyty, zawiedzie sie ten, kto szuka znanych standardów. Scott Hamilton z Karin Krog i owszem, sięgają do przebogatej skarbnicy jazzowych szlagierów, ale raczej tych niedocenianych, pomijanych przez jazzowych wyjadaczy. Płyta 'The Best Things In Life' zalicza się do środka jazzu, wokół którego narosło wiele negatywnych stereotypów (fala przesłodzonych lub konwencjonalnych nagrań zalała rynek, niezasłużenie topiąc dobre imię gatunku). Należy jednak uprzedzić tych, którzy chcieliby skreślić ją z powodu gatunkowych uprzedzeń, że tym samym ryzykują przegapienie jednej z najpiękniejszych jazzowych płyt, jakie przyniósł 2015 rok. Scott Hamilton i Karin Krog imponują znakomitą techniką, a jednocześnie nie rażą mechaniczną, pustą wirtuozerią. Saksofonista wydobywa z tych utworów cały ich potencjał kolorystyczny. Norweska wokalistka zaśpiewała jazzowe pieśni w sposób bezpretensjonalny i ujmujący prostotą. Karin Krog nie wymyśla w nich prochu, ale też nie wyważa otwartych drzwi. Dzięki temu znajduje idealny balans między melancholią a bezpretensjonalną prostotą, nie popadając przy tym w tanią ilustracyjność.

Dzięki znakomitej reżyserii dźwięku. która charakteryzuje duńską oficynę wydawniczą Stunt Records (płyty z tą nazwą charakteryzują się najwyższą troską o jakość dźwięku) otrzymujemy nagranie, w którym można się rozkochać bez reszty.
autor: Andrzej Majak

Scott Hamilton: tenor saxophone
Karin Krog: vocal
Jan Lundgren: piano 
Hans Backenroth: double bass
Kristian Leth: drums

1. The Best Things In Life Are Free
2. I Must Have That Man
3. Will You Still Be Mine?
4. How Am I To Know?
5. Ain’t Nobody’s Business
6. Don’t Get Scared
7. We’ll Be Together Again
8. Sometimes I’m Happy
9. What A Little Moonlight Can Do
10. Shake It But Don’t Break It

płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 12 sierpnia 2016

Left Exit [Karl Hjalmar Nyberg / Andreas Skar Winther / Klaus Ellerhusen Holm / Michael Francis Duch] "Mr. K" [Vinyl 1LP] Clean Feed 2015, CF346LP

Left Exit [Karl Hjalmar Nyberg / Andreas Skar Winther / Klaus Ellerhusen Holm / Michael Francis Duch] "Mr. K" [Vinyl 1LP] Clean Feed 2015, CF346LP
Left Exit to tak naprawdę duet saksofonisty Karla Hjalmara Nyberga oraz perkusisty Andreasa Skara Winthera. Tutaj jednak poszerzony (w niektórych utworach) jeszcze o dwóch muzyków - grającego na saksofonach oraz klarnetach Klausa Ellerhusena Holma i drugiego perkusistę Michael Francis Duch. Ich pierwsze (i jedyne mi znane) nagranie jest niezwykłą, fascynującą podróżą przez świat improwizacji, prezentujący rozmaite do niej podejścia. Od podejścia teksturalnego, przez minimalizm po radykalną abstrakcję i pełną zgiełku furię. Czasami słychać tutaj niemal ilustracyjne brzmienia, jakby muzycy korzystali z graficznej notacji. I chociaż ta muzyka wciąż pozostaje na wskroś eksperymentalną, wcale, ani przez chwilę nie ma charakteru zamkniętej formy. Partnerzy pozostają cały czas otwarci na wszelkie możliwe bodźce dźwiękowe, ale tym co prawdziwie urzeka i wprost hipnotyzuje w tym nagraniu to sposób osadzenia tej muzyki - trudnej i nieprzewidywalnej - w przestrzeni. Nie znam płyty na której muzyka miałaby równie przestrzenny i pełen oddechu charakter pozostając tak skrajnie wolną w swych melodycznych i rytmicznych strukturach. Przez to "Mr K" przy każdym odsłuchaniu staje się chwilą skupienia oraz wytchnienia od zgiełkliwej codzienności postindustrialnego życia wielkich miast. Bardzo, bardzo polecam!
autor: Wojciech Adamowicz

Karl Hjalmar Nyberg: saxophones
Andreas Skar Winther: drums, strings 
Klaus Ellerhusen Holm: saxophone, clarinet
Michael Francis Duch: double bass

1. Aluminium (And Other Sources Of Wealth)
2. Dumpster Hamster
3. Waves, Linens And White Light
4. Between Our Houses
5. Uncompromising Squares
6. Chalk (Inquiry)
7. Free Furniture, No Rugs
8. Inferior Interior
9. Cigarettes And Pay-per-view
10. Exit Jakartha

płyta do nabycia na multikulti.com

czwartek, 11 sierpnia 2016

Alex Maksymiw / Marcus Strickland / Scott Kemp / Frank Parker "Without A Word" Double Moon Records 2015, DMCHR71157

Alex Maksymiw / Marcus Strickland / Scott Kemp / Frank Parker "Without A Word" Double Moon Records 2015, DMCHR71157
To prawdziwa przyjemność sięgać po kolejną płytę, raczej nieznanego muzyka, i doznawać satysfakcji, która z jednej strony ma to samo źródło, co za pierwszym razem, z drugiej jednak, dzięki znaczącym zmianom, niesie w sobie walor nowego, nierozpoznanego zjawiska. Ten przydługi wstęp, opisuje zjawisko, które wcale nie tak często ma miejsce. Tym bardziej warto śledzić karierę gitarzysty Alexa Maksymiwa, bo o jego najnowszej płycie tu mowa.

"Without A Word" nagrana została w kwartecie, lider na gitarze, Marcus Strickland na saksofonie tenorowym, Scott Kemp na kontrabasie i za perkusją Frank Parker.  Urodzony w Toronto, w rodzinie ukraińskich emigrantów Alex Maksymiw kilka lat temu przeniósł się do Berlina, i dość szybko zjednał sobie sympatię wielu muzyków i fanów współczesnego jazzu.

O duetowej płycie "Kronix", znanego z Clean Feed'owskiej Gorilla Mask - Petera Van Huffela i Alexa Maksymiwa freejazzblog pisał (, , ,) "Kronix" nie proponuje rewolucyjnych zmian, nie przełamuje żadnych granic, ale nie musi. Ten esencjonalny zbiór utworów jest po prostu piękny. Gorąco polecam tym, którzy podążają ścieżką medytacyjnego jazzu, jednak jestem pewien, że dla fanów nieokiełznanego, dzikiego jazzu spod znaku Gorilla Mask znajdzie się tutaj wiele lubych dźwięków (. . .)

Dwukrotnie nominowany do nagrody Grammy amerykański saksofonista Marcus Strickland jest powiewem świeżości we współczesnym jazzie. „Kiedy muzyk trzyma w ręku saksofon tenorowy, zapewne najczęściej przychodzi na myśl John Coltrane, z którym łączy go głębokie, modlitewne skupienie, nawet mroczność, niejaka kanciastość. Być może na tym polega atrakcyjność jego stylu – uczucie pewnego dystansu, może nawet ironii, a jednocześnie i siły.” Tak pisał Aleksander Judin po koncercie Stricklanda w Jazz Forum. Niezwykła kreatywność pozwoliła mu wypracować własne brzmienie, które zaowocowało współpracą z m.in. Wyntonem Marsalisem, Tomem Harrellem i Davem Douglasem czy z dwoma wpływowymi perkusistami w historii światowego jazzu: Jeffem „Tain” Wattsem i Royem Haynesem.

Sekcja rytmiczna Scott Kemp / Frank Parker także godna jest pozazdroszczenia. Pochodzący z Chicago Frank Parker, nominowany był do dwóch nagród muzycznych Grammy. Występował z takimi artystami jak Roy Hargrove, Chris Potter, Freddie Hubbard, Benny Carter, Randy Brecker czy Joe Lovano. Scott Kemp z kolei to krajan lidera z Toronto, od ponad 20 lat można go usłyszeć w rozlicznych składach grających jazz, flamenco, amerykański folk, funk, ale też muzykę klasyczną.

W takim składzie kwartet Alex Maksymiw / Marcus Strickland / Scott Kemp / Frank Parker prezentuje bardzo subtelną, misternie skomponowaną, eklektyczną w formie muzykę, która czasami przypomina wspaniałe nagrania Jana Garbarka z początku lat 80-tych, kiedy to norweski saksofonista współpracował z gitarzystami, jak Bill Frisell na "Wayfarer" i "Paths, Prints", czy z Johnem Abercrombie'm na "Eventyr".

Osiem autorskich kompozycji Maksymiwa, zatopionych z jednej strony w tradycji klasycznej muzyki romantycznej, z drugiej w atmosferycznych klimatach jazzowej americany wprowadzają słuchacza w świat dostojnego, pełnego skromności, ale też dbałości o każdy detal wysmakowanego jazzu. Instrumenty przeplatają się plastycznie, a w miejscach, w których dochodzi do ich krzyżowania, napięcie wzrasta. Zespół gra wtedy na wysokich obrotach. Właśnie zestawienie ze sobą estetyki lirycznego jazzu, wywiedzionego z tradycji ludowej z nutką odważnej awangardy, w dużej mierze stanowi o sile tego projektu.
autor: Andrzej Majak

Alex Maksymiw: guitar 
Marcus Strickland: tenor saxophone
Scott Kemp: bass
Frank Parker: drums
1. Flatbush & Lincoln 06:18
2. Without A Word 06:20
3. Interlude / Fast 03:31
4. Hand Shifts 04:31
5. Interlude / Slow 01:22
6. The Charmer 04:09
7. Patient 05:19
8. Flatbush & Lincoln / Alt 04:05

płyta do nabycia na multikulti.com

wtorek, 9 sierpnia 2016

Tim Garland "One" Edition Records 2016, EDN1072

Tim Garland "One" Edition Records 2016, EDN1072
Po obsypanej nagrodami płycie Chicka Corea "The Vigil", na której wystąpił Tim Garland, przyszedł czas na autorski album tego znakomitego saksofonisty i klarnecisty. "One", bo taki ma tytuł płyta Garlanda, nagrana została w wybornym towarzystwie, Jason Rebello na klawiszach, za perkusją Asaf Sirkis i na gitarze Ant Law. Gościnnie na płycie pojawiają się Hossam Ramzy, grający na egipskiej tabli, darbuce i występującej w kulturze Gnawa - karkabu. Drugim gościem specjalnym jest wokalistka Dionne Bennett, śpiewająca w jednym utworze "Pity The Poor Arms Dealer".

Wypełniające płytę, autorskie kompozycje Garlanda maję tę charakterystyczną dla jego dorobku kompozytorskiego lekkość i śpiewność. Z wielką dojrzałością prowadzi. Brzmienie saksofonu sopranowego i tenorowego lidera jest ciepłe i nasycone a melodyjne tematy płynnie przechodzą w wyważone i wciągające improwizacje. Trudno powiedzieć, że Tim Garland z zespołem przekracza jakieś jazzowe granice, jego sztuka od lat balansuje na krawędzi – estetyki oraz stylistyki. Tak jest i tym razem, mamy tu odwołania do początków kariery Galanda z czasów jego przynależności do sceny Canterbury, mamy emanujące sugestywnym, mrocznym, pełnym napięcia nastrojem utwory. Mamy w końcu pełne subtelnych improwizacji wyborne ballady.

Ci artyści znakomicie znają topografię współczesnego jazzu i robią z tej wiedzy niebagatelny użytek. A ich osobisty stosunek do procesu tworzenia, wynikający z ich przeżyć, z dotknięcia muzyki czy długoletniego doświadczenia daje to coś, czego brakuje wielu współczesnym nagraniom.

"One" kwartetu Tima Garlanda to czysta przyjemność.
autor: Mateusz Krępski

Tim Garland: soprano and tenor sax and additional keyboards and percussion 
Asaf Sirkis: drums and percussion
Jason Rebello: piano, Fender Rhodes, Hammond B3 organ and keyboards
Ant Law: nylon string, 12 string, 8 string and semi-acoustic guitars
1. Sama’i For Peace
2. Bright New Year
3. The Eternal Greeting
4. Colours Of Night
5. Prototype
6. The Gathering Dark
7. Pity The Poor Arms Dealer
8. Foretold
9. Youkay

płyta do nabycia na multikulti.com


poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Rova Channeling Coltrane "Electric Ascencion" [DVD Video + Blu-Ray + CD] Rogue Art 2016, ROG0065

Rova Channeling Coltrane "Electric Ascencion" [DVD Video + Blu-Ray + CD] Rogue Art 2016, ROG0065
Rova Saxophone Quartet w mocno poszerzonym składzie sięga po raz trzeci bodaj (po płytach z 1995 oraz 2005 roku) do coltranowskiego "Ascencion". I znów w tych poczynaniach muzyków Roy wspierają m.in. Fred Frith, Ikue Mori czy Nels Cline. Ale ta wersja, będąca zapisem koncertu z 2012 roku, znów różni się od poprzednich odczytań muzyki słynnego jazzowego saksofonisty.

"Ascension" było spełnieniem coltranowskiego marzenia o absolutnej wolności w sztuce. Ta nagrana z udziałem czołówki awangardy nowojorskiego free lat 60. płyta niosła - jak pisał Joachim Ernst Berendt - "hymniczno-ekstatyczna muzykę o intensywności 40-minutowego orgazmu". Dzieło, które stało się jednym z kamieni milowych absolutnie wyzbytego z rygorów tonalności free jazzu. Porywanie się na nie, to nie lada zuchwały krok. A co mówić o porywaniu się na kolejne nagrania, dokonywane niemal regularnie w dziesięcioletnich odstępach.

Pierwsze dwie realizacje różniły się od siebie - to nagranie dla Black Saintu (1995) to była właściwie próba, interesująca, ale pod każdym względem (artykulacyjnie, interpretacyjnie i wreszcie technologicznie i technicznie) niesatysfakcjonująca. Ta dla Atavisticu (2005) - ostra, rewolucyjna, i - jak pisał jeden z recenzentów "twórcza interpretacja utworu Mistrza. Muzycy, do formuły swoiście skonfigurowanego free-jazzowego big bandu zaadaptowali także współczesne środki i techniki. Łączą tradycję lat 60. z pazurem rozwichrzonego fusion, spuścizną elektroakustyki, elektroniką, noisem. Duży skład, miast chaosem, owocuje cudowną wielobarwnością, wielowymiarowością. Artyści rozgrywają tę gęstwinę dźwięków z wyobraźnią kolorystyczną godną najwybitniejszych dzieł AACM. Kiedy trzeba - trzymają muzykę w ryzach. Innym razem pozwalają jej eksplodować - jednak nawet największa zawierucha układa się we wznoszącą soniczną falę, buchającą emocjonalnym żarem. Podobnie jak u Coltrane'a - to muzyka dostojna i władcza; przejmująca, namiętna i wielce angażująca."

Ta najnowsza jest odmienna, w moim odczuciu jakby głębsza. Muzycy chyba nie chcą już estetycznej rewolucji, raczej interesuje ich tutaj duchowy wyraz tej muzyki, nadanie jej pewnego transcendentnego wymiaru. I nie mówimy tu o jakiś dokonywanych wprost deklaracjach twórców, ale o niesamowitym wprost skupieniu i jakby wyciszeniu (zwłaszcza, gdy porównuje się to z nagraniem z 2005 roku) instrumentalistów i samej muzyki. dziesięć lat w życiu artysty to dużo. I pewnie jest to jednym z powodów zmiany w interpretacji dzieła Coltrane'a. Chociaż moglibyśmy też rzec, że jest to jeszcze jedna próba interpretacji tej muzyki, przetworzenia, przeniesienia 10 lat później przy użyciu współczesnych możliwości technicznych, ale i stanu ducha tworzących ją wciąż na nowo muzyków. Nie stawiał bym tego nagrania wyżej, jest ono po prostu inne. Doskonałe, ale równym stopniu jak "Electric Ascencion 2005". I tak samo uprawnione.

Jest przy tym bogatsze, bo ukazuje się na CD, ale również w wersji DVD i Blue-Ray. Dodatkowo płyta DVD zawiera także dokumentalny film "" odsłaniający nieco kulisy działalności Rova Sax Quartet i jej poszerzonego i nagrania "Electric Ascencion". Wszystko to zostało zrealizowane z podziwu godną perfekcją i - przynajmniej we mnie - wywołuje zachwyt!
autor: Marek Zając

Bruce Ackley: soprano saxophone
Steve Adams: alto saxophone
Larry Ochs: tenor saxophone
Jon Raskin: baritone saxophone
Chris Brown: electronics
Nels Cline: electric guitar
Hamid Drake: drums
Fred Frith: electric bass
Carla Kihlstedt: violin, electronics
Rob Mazurek: cornet, electronics
Ikue Mori: electronics
Jenny Scheinman: violin

utwory: DVD Video:
ELECTRIC ASCENSION - Live At The 2012 Guelph Jazz Festival (68:35)
CLEANING THE MIRROR - A Documentary by John Rogers on the musical history and creative process behind Electric Ascension. (44:55)

Blu-Ray:
ELECTRIC ASCENSION - Live At The 2012 Guelph Jazz Festival (68:35)
HD, Dolby 5.1, Surround Sound

CD:
ELECTRIC ASCENSION - Live At The 2012 Guelph Jazz Festival (68:35)

płyty do nabycia na multikulti.com

niedziela, 7 sierpnia 2016

Jason Roebke Octet "Cinema Spiral" NoBusiness Records 2016, NBCD86

Jason Roebke Octet "Cinema Spiral" NoBusiness Records 2016, NBCD86
Niezwykle aktywny chicagowski kontrabasista, improwizator i kompozytor po raz drugi zebrał swą godną podziwu ekipę, złożoną z mistrzów pokolenia Young Chicago: Grega Warda, Keefe Jacksona, Jasona Steina, Josha Bermana, Jeba Bishopa, Jasona Adasiewicza, i Mike'a Reeda, i prezentuje drugie wspólne nagranie, idące zdecydowanie dalej niż debiutancki, znakomity i uznany przez publiczność, i krytyków album "High Red Center". Jason Roebke studiował u jazzowej legendy - Roscoe Mitchella. W 1999 roku przeniósł się do Chicago i od tego czasu występował z wieloma znanymi muzykami jazzowymi i awangardowymi, takimi jak: Ken Vandermark, Jeff Parker, Chad Taylor, Fred Lonberg-Holm, Rob Mazurek czy Jeb Bishop. Jednak przez lata nie odrzucał też poza chicagowskich kolaboracji, blisko współpracując choćby z kanadyjskim perkusistą mieszkającym w Nowym Yorku, Harrisem Eisenstadtem.

o pierwszej płycie pisano jako o pewnej esencji "Young Chicago", pokolenia i tradycji będącej łącznikiem amerykańskiej muzyki pomiędzy tradycyjnym jazzem, a tradycją free; spajającej w jedno energię rocka i awangardowe nowatorstwo. Podobnie jak na pierwszej płycie i tutaj całość materiału wyszła spod ręki lidera, ale po tej informacji znajduje się na płycie jeszcze dopisek "we współpracy z innymi muzykami zespołu". Jest to znacząca informacja i świetnie podsumowuje różnicę pomiędzy tymi dwoma albumami. Ten najnowszy pokazuje zespół w rozwoju, trzymający się szkieletu kompozycji, ale bardzo skupiony na kolektywnym aspekcie tworzenia muzyki, koloru, tonu i brzmienia. Gry Roebke jest charakterystyczna i masywna, mocno osadzona w tradycji bigbandowej. Ale z drugiej strony jest otwarta, mocno, bardziej niż na pierwszym albumie akcentująca abstrakcyjną stronę muzyki, silnie otwartą na kolektywną improwizacją. Kompozycje są ramowe, dzięki czemu każdy muzyk znajduje tu przestrzeń do improwizacji i wzbogacenia muzyki oktetu swoim własnym, indywidualnym brzmieniem i wyobraźnią. Dzięki temu płyta ta, będąca cudownym połączeniem elementów ellingtonowskiej liryki i otwarciu na awangardowe doświadczenia spod znaku dokonań choćby i mistrza Roscoe Mitchella, jest doskonałym podsumowaniem stanu współczesnego kreatywnego jazzu i roli, jaką w nim odkrywa chicagowska scena. Świetne nagranie!
autor: Marek Zając

Greg Ward: alto saxophoneKeefe Jackson: tenor saxophone, sopranino saxophone, contrabass clarinet
Jason Stein: bass clarinet
Josh Berman: trumpet
Jeb Bishop: trombone
Jason Adasiewicz: vibraphone
Jason Roebke: bass
Mike Reed: drums

1. Looking directly into the camera 5:29
2. Focusing 8:14
3. For a Moment 7:47
4. Getting High 7:11
5. People Laughing 9:15
6. Waiting 5:59
7. L’acmé 8:44

płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 6 sierpnia 2016

Yelena K & The Love Trio "Yelena K & The Love Trio" Double Moon Records 2016, DMCHR71085

Yelena K & The Love Trio "Yelena K & The Love Trio" Double Moon Records 2016, DMCHR71085
Jelena Kuljić to urodzona w Serbii w 1976 roku wokalistka i aktorka, która od 2003 roku mieszka w Niemczech. Jej sceniczna kariera rozwija się dwutorowo, współpracuje z wybitnymi twórcami współczesnej opery jak David Morton, w którego przedstawieniach występowała na deskach wiedeńskiego BurgTheater, The Royal Theater of Copenhagen (Insomnia), Volksbuehne Berlin (Wozzeck), i berlińskiej Schaubühne (The Well Tempered Piano). Równolegle do powyższej działalności scenicznej Jelena Kuljić wraz ze swoim zespołem Yelena K & The Love Trio zjeździła wiele krajów, zyskując sobie fanów nie tylko w świecie jazzu. Pojawia się także w projektach innych wykonawców, warto tutaj przywołać płytę „Fasil” duetu Marc Sinan / Julia Hülsmann, wydaną w 2009 roku w wydawnictwie ECM, na której głos Jeleny Kulić jest jednym z jaśniejszych elementów, tego międzykulturowego nagrania.

Jej debiutancka płyta, wydana przez Double Moon Records, w którego katalogu są płyty takich artystów jak Albert Mangelsdorff, Chico Freeman, Christof May, Christy Doran, Cyminology, David Liebman czy The Leaders, to z jednej strony zjawiskowe odczytania coverów, zarówno jazzowych jak „The Man I Love” Gershwina, czy napisana dla Elli Fitzgerald „Cry Me a River” Arthura Hamiltona. Ale także rockowych, jak „Light My Fire” The Doors czy też „Lithium” Kurta Cobaina. Tracklistę uzupełniają kompozycje własne członków zespołu i jedna serbska piosenka ludowa.

Śpiewanie Jeleny Kuljić to prawdziwa przyjemność dla fanówa eklektycznego jazzu, które jednak nie ma w sobie nic z kopiowania wspaniałych wokalistek jazzowych z przeszłości, jest zanurzone po uszy w jazzie nowoczesnym, jego bogactwie i wykonawczym wyrafinowaniu. Do tego pani Kulić na wiele sobie pozwala, wystarczy posłuchać wbijającej w fotel interpretacji „Lithium” z płyty „Nevermind” zespołu Nirvana.

Wyjątkowość omawianego nagrania polega na tym, że Kuljić, której śpiewanie jest chłodne, intelektualne, dalekie od jakichkolwiek czułostkowych i pretensjonalnych błahostek, w które obfituje dzisiejsza jazzowa fonografia, podejmuje śmiały dialog z tradycją w sposób bardzo osobisty, a co za tym idzie autentyczny. Pozwala sobie czasami na radykalną ingerencję w zapis nutowy oryginałów, tak jak to ma miejsce w przypadku znakomitej interpretacji „Light My Fire” The Doors. Innym razem zdaje się podążać nurtem przetartym przez ikony wokalistyki jazzowej, jak w utworach „The Man I Love” Gershwina i „Cry Me a River” Arthura Hamiltona. Jednak zawsze czyni to z wielkim wyczuciem i talentem. Płycie można zarzucić brak spójności, ale jest to chyba jedyny zarzut, który można postawić krążkowi „Yelena K & The Love Trio”.
autor: Mateusz Matyjak

Gary Hoopengardner: bass
Jan Roth: drums
Kristian Kowatsch: piano
Yelena Kuljic: vocal

1. Harris (Kristian Kowatsch / Yelena Kuljic)
2. The Man I Love (George Gershwin / Ira Gershwin)
3. U Dul Basti (Traditional)
4. The Snowman (Yelena K. & the Love Trio)
5. Light My Fire (The Doors)
6. Kingdom of Corn (Kristian Kowatsch / Alejandra Del Rio)
7. Quito Blues #2 (Kristian Kowatsch / Alejandra Del Rio)
8. Die Ballade (Yelena K. & the Love Trio)
9. Underground (Yelena Kuljic)
10. Cry Me a River (Arthur Hamilton)
11. Lithium (Kurt Cobain)
12. Snowman's Song (Yelena K. & the Love Trio)
13. Der Klang der Zeit (Jan Roth)



płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 5 sierpnia 2016

ToxyDoll "BullSheep" Aut Records 2016, AUT022

ToxyDoll "BullSheep" Aut Records 2016, AUT022
"Bullsheep" to pierwszy studyjny (w drugi w dyskografii - po koncertowym "Live at the Loophole" z 2013) album kwartetu ToxyDoll. Ten powstały w Berlinie kilka lat temu międzynarodowy kolektyw zarejestrował nowy materiał jesienią 2014 roku, bezpośrednio po trasie koncertowej po Włoszech. Materiał zawiera tylko premierowe kompozycje członków zespołu, ukazując własne, konsekwentnie wypracowane, kolektywne brzmienie i w pełni skrystalizowaną ideę własnej muzyki.

Nazywa się ich "freejazzowym kwartetem". W moim odczuciu, gdy słucham ich muzyki, to jest w niej "free", jest kwartet, natomiast mało tu jazzu. Bo to kwartet, który właściwie nie swinguje. Chyba, że za jazz przyjmiemy samą improwizację, wtedy oczywiście jest on obecny. I jest go nie mało. Grająca na bębnach Rosjanka Olga Nosova (nowa twarz w kwartecie - zastąpiła Marcello Busato) tworzy bardzo czytelny, gęsty gdy chodzi o fakturę, rytmiczny podkład. Ale w jej grze zdecydowanie więcej mocnych, rockowych, hałaśliwych wpływów. I nie jest to zarzut, bo reszta kwartetu w jej rytmiczne struktury wpisuje się znakomicie, a sama muzyka ma bardzo indywidualny i rozpoznawalny wyraz. Znakomicie korelują z tym elektronicznia brzmienie Boba Meanzy (czasami jego elektronika zastępuje linię basu), jak i harmonicznie szerokie, i ekstrawertyczne pasaże włoskiego gitarzysty Alberto Cavenatiego, stylistycznie rozpięte gdzieś między jazzrockiem, a dodekafonią. No i wisienka na torcie - saksofon Vicenta Doménecha. Ten momentami liryczny ale i drapieżny instrumentalista wyraźnie inspiruje się dokonaniami Ornette'a Colemana i Johna Zorna. Lecz jeśli potrafi się do tego dodać coś od siebie, a nie tylko kopiuje starych mistrzów to nie są to złe wzorce, ba – znakomite!. A tak jest w przypadku tego hiszpańskiego instrumentalisty. I to chyba właśnie jego obecność i muzyka sprawia, że wszyscy krytycy pisząc o zespole zaliczają go z przekonaniem do free jazzowego idiomu.

Tak więc, jeżeli szukacie nowych, otwartych brzmień i chuligańskiego kopniaka w drzwi muzyki z jazzu się wywodzącej, nie powinniście przegapić płyty ToxyDoll. Żywiołowe i na pewno warte swojej ceny!
autor: Marek Zając

Vicent Doménech: alto saxophone
Alberto Cavenati: electric guitar
Bob Meanza: keyboards, electronics
Olga Nosova: drums

1. Meal for mum
2. Hands against the bike
3. Tsk tsk tsk
4. Bullsheep X
5. Renato Pulled A Number
6. Zoft Mascheen
7. Mantis dance
8. SheepShifter


płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 3 sierpnia 2016

Illegal Crowns [Taylor Ho Bynum / Mary Halvorson / Tomas Fujiwara / Benoît Delbecq] "Illegal Crowns" Rogue ART 2016, ROG0066

Illegal Crowns [Taylor Ho Bynum / Mary Halvorson / Tomas Fujiwara / Benoît Delbecq] "Illegal Crowns" Rogue ART 2016, ROG0066
Illegal Crowns to znakomity kwartet, którego debiutancka płyta właśnie ujrzała światło dzienne dzięki wydawniczej aktywności francuskiej oficyny Rogue Art. Cztery odmienne osobowości muzyczne - Taylor Ho Bynum, Mary Halvorson, Tomas Fujiwara, Benoît Delbecq, które fani jazzu mieli już pewnie okazję podziwiać w innych projektach, zarejestrowały materiał będący tradycyjną, freejazzową muzyczną podróżą, ale i eksperymentem równocześnie. Bowiem postanowili nagrać improwizowane ballady, w których swobodnie dialogują między sobą, a ich składową częścią są rozmyślnie wprowadzane do języka dźwięków "muzyczne kiksy".

Efekt tego jest niezwykły - pełne skupienia i spokoju, pastelowe formy, w których kreatywny dialog i improwizacja rozwijają się niespiesznie, został złamany świadomym uciekaniem z konsekwentnie realizowanej formy. Czasami muzycy jakby grali w odmiennym metrum, czasami mijają się w rytmach, a jednak bez pośpiechu tworzą cudowną, niespotykaną i fascynującą dźwiękową tkankę. A wszystko to robią bez pośpiechu, krzyku i wrzasku, nie wysilając się ani na szalone improwizacje, brudne dźwięki czy pozaskalowe wycieczki. Nie ma tu granych w szalonym pędzie improwizacji, ale jest niezwykłe skupienie i pełna kontrola nad każdą z muzycznych partii. Na pierwszy plan - taki urok instrumentarium - wysuwa się oczywiście Ho Bynum, ale mi najbardziej tu imponują Delbeq i Fujiwara. Ten pierwszy - niezwykłą wprost intuicją w fortepianowych preparacjach i poszukiwaniem otwartego języka cały czas jednak pozostającego w klasycznych formach. Ten drugi - gra na bębnach jak nikt inny, a jego instrumentarium zdaje się nie mieć jakichkolwiek lirycznych i melodycznych ograniczeń.

Gdy pierwszy raz słuchałem tego albumu miałem wrażenie, że gdzieś schowano Mary Halvorson. Ale jest tak chyba tylko w pierwszym utworze i bardziej chyba jest to efekt formy niż zamierzony zabieg. Potem już konsekwentnie słychać cały kwartet i równość tworzenia ani na chwilkę nie zostaje w nim zaburzona. Piękna płyta z zupełnie unikatową muzyką, którą póki co, dla siebie, odkrywam wciąż na nowo.
autor: Marek Zając

Mary Halvorson: guitar
Tomas Fujiwara: drums
Benoît Delbecq: piano, prepared piano
Taylor Ho Bynum: cornet, flugelhorn

1. Colle & Acrylique (6:21)
2. Thoby’s Sister (6:29)
3. Illegal Crown (9:03)
4. Holograms (4:09)
5. Solar Mail (7:18)
6. Wry Tulips (14:44)

płyta do nabycia na multikulti.com

wtorek, 2 sierpnia 2016

Peter Kuhn Trio [Peter Kuhn / Kyle Motl / Nathan Hubbard] "The Other Shore" NoBusiness Records 2016, NBCD88.

Peter Kuhn Trio [Peter Kuhn / Kyle Motl / Nathan Hubbard] "The Other Shore" NoBusiness Records 2016, NBCD88
Sam Peter Kuhn mówi, by tej płyty nie nazywać "comebackiem". Już od dawna nie musi on niczego udowadniać. Ocalał z narkotykowego nałogu i wielu innych życiowych perypetii, i teraz chwyta za instrument by znów móc cieszyć się muzyką i samym aktem tworzenia.

Rozpoczynał swoją karierę w latach siedemdziesiątych w Santa Cruz, nad Zatoką San Francisco. Tam to na dobre zaraził się free jazzem, a impulsem by w końcu przenieść się do Nowego Jorku było dla niego spotkanie z Anthonym Braxtonem. Bardzo szybko wsiąkł w stolicę światowego, kreatywnego jazzu, jaką w tamtych latach był Nowy Jork. Koncertował i nagrywał u boku Williama Parkera, Denisa Charlesa, Jemeela Moondoca, Perry'ego Robinsona, Toshinori Kondo czby Arthura Williamsa. Nagrywał własne płyty, założył wytwórnie. Po sesjach nagraniowych dla włoskiego Soul Note'u i szwajcarskiej oficyn HatArt nadszedł kryzys związany z nadużywaniem narkotyków. Porzucił muzykę w 1986 roku, gdy został mnichem buddyzmu zen, uznając, że tylko w ten sposób potrafi egzorcyzmować szarpiące nim demony.

Ponad dwadzieścia lat poświęcił na rzeczy zupełnie z muzyką niezwiązane - został w tym czasie m.in terapeutą, sam pomagał ludziom wyjść z narkotyków i innych uzależnień. Do tego by znów zajął się muzyką bardzo długo namawiał go saksofonista Dave Sewelson, długoletni przyjaciel Kuhna, jeszcze z czasów Santa Cruz, gdzie, na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia tworzyli wspólnie pierwszy regularny kwartet Petera Kuhna. On też obdarował go basowym klarnetem i altowym saksofonem, na których Peter Kuhn znów zaczął ćwiczyć, a od 2013 roku także występować na scenie. Dobrał sobie dwójkę młodych partnerów w osobach basisty Kyle'a Motla (pełniącego także rolę inżyniera dźwięku) oraz perkusisty Nathana Hubbarda.

Grają muzykę w pełni improwizowaną, ale też bardzo silnie osadzoną w tradycji free jazzu. I znakomicie się komunikują, jakby lata, jakie ich dzielą kompletnie nie miały znaczenia. Kuhn nie zatracił nic ze swojego pięknego brzmienia - zwłaszcza na klarnetach. Niegdyś zapatrzony w maestrię Perry'ego Robinsona, teraz imponuje pięknym, pełnym brzmieniem instrumentu i techniczną sprawnością. Piękna płyta, która być może przywróci muzykę Petera Kuhna współczesnym słuchaczom!
autor: Marek Zając

Peter Kuhn: Bb and bass clarinet, tenor, saxophone, alto saxophone
Kyle Motl: bass
Nathan Hubbard: drums

1. Is Love Enough 6:42
2. Causes and Conditions 10:39
3. unstrung heroes 5:50
4. Not Two 8:33
5. Volition 6:43
6. No Coming, No Going 13:10
7. The Other Shore 9:54
8. Beginning Anew 11:47

płyta do nabycia na multikulti.com