Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frith Fred. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frith Fred. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 października 2017

Fred Frith "Storytelling - Live At Theater Gutersloh - European Jazz Legends Vol. 12" Intuition 2017, INTCHR71324

Fred Frith "Storytelling - Live At Theater Gutersloh - European Jazz Legends Vol. 12" Intuition 2017, INTCHR71324
Tak jak Eduardo Galeano, któremu Frith zadedykował trzy części kompozycji 'Storytelling', rozpoczynającej płytę, wykraczał poza utarte ramy gatunków literackich, tak Fred Frith przekracza gatunkowe granice na terytorium muzyki. Galeano był porównywany do Johna Dos Passosa i Gabriela Garcii Márqueza. Ronald Wright napisał w Times Literary Supplement: "Wielcy pisarze... rozmontowują stare gatunki i tworzą nowe. Trylogia 'Memoria del fuego/Historia Ognia' napisana przez jednego z najzuchwalszych i najbardziej uznanych autorów południowoamerykańskich wymyka się wszelkiej klasyfikacji." Fred Firth, artysta podróżujący, współczesny trubadur aktywnie współtworzył scenę Canterbury (Henry Cow i Art Bears), a po przeprowadzce do Nowego Jorku - New York Downtown Jazz Scene (Material, Skeleton Crew, Curlew, Naked City, Death Ambient i Massacre).

'Storytelling - Live At Theater Gutersloh' to kunsztownie zakomponowany, dramaturgicznie przemyślany, rozpisany na trzy równorzędne głosy dźwiękowy spektakl. Na gitarze Fred Frith, na saksofonach duńska instrumentalistka Lotte Anker i za perkusją szwajcarski drummer Sam Duhsler. To ważne, ponieważ spotkanie tego wieczoru miało wymiar zdecydowanie kolektywny. Pomimo tego, że główna rola przypadła Frithowi, jemu poświęcony był ten wieczór, pod względem muzycznym nie ma tu głównych ról. Sam Frith znany jest z tego, że pojmuje muzykę, jako proces społeczny, proces współpracy, bez lidera. Taka też jest ich muzyka, w pełni demokratyczna, do tego to swoisty hymn o urodzie nietrwałości, która jest fundamentem muzyki improwizowanej. Każdy z występujących muzyków pojmuje akt ekspresji artystycznej, jako rodzaj aktu całkowitego. Stąd poczucie skupienia, koncentracji na scenie.

Muzyka tego wieczoru, przy całym swym pędzie, nasyceniu emocjami i zwartej strukturze jest także niezwykła finezyjna - mimo że rozpędzeni, muzycy nie tracą z pola widzenia drobnych niuansów, drgnień dźwięku, małych zmian i niewielkich różnic. Zwracają na nie uwagę i modyfikują swój własny komunikat, indywidualny głos podporządkowując brzmieniu zespołu.

Koncert w słynącym z doskonałej akustyki Theater Gutersloh rozpoczyna się jak słuchowisko, jednak już w drugiej minucie do głosu dochodzi Lotte Anker, która potrafi wydobywać z saksofonu takie tony, że nie sposób rozpoznać, co to za instrument - dla mnie bohaterka wieczoru. Z minuty na minutę trójka muzyków rzeźbi, modeluje przestrzeń muzyczną z zacięciem mistrza dramaturgii. Brzmią tak, jakby zagrali razem z setkę koncertów, nie chodzi tylko o poziom komunikacji, ale także o rodzaj rzadko spotykanej intensywności. Powstała płyta tyleż zabawna, co przejmująca, surowa w formie i przejrzysta myślowo.

Płytę kończy nieśpieszny, medytacyjny 'Backsliding', będący wspaniałym zamknięciem cieszących ucho, pełnych koncentracji rozmów trzech, dobrze zestrojonych instrumentalistów. Bez wątpienia jedna z najlepszych płyt tej znakomitej serii wydawniczej i jeden z najciekawszych albumów tego roku!
autor: Mariusz Zawiślak

Fred Frith: guitar
Lotte Anker: saxophones
Sam Dühsler: drums

1. Storytelling (for Eduardo Galeano) - Chapter 1 [15:31]
2. Storytelling (for Eduardo Galeano) - Chapter 2 [12:22]
3. Storytelling (for Eduardo Galeano) - Chapter 3 [5:36]
4. La Pasión De Sonar [17:15]
5. Backsliding [4:51]
6. Interview with Fred Frith by Götz Bühler

płyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Fred Frith / Helen Mirra "Kwangsi - Quail" [Vinyl 1LP] Shhpuma Records 2012, SHH012LP

Fred Frith / Helen Mirra "Kwangsi - Quail" [Vinyl 1LP] Shhpuma Records 2012, SHH012LP
Z jednej strony to album zdecydowanie bliższy artystycznym (muzycznym także) światom Helen Mirry niż Freda Fritha. To właściwie płyta konceptualna, kolaż złożony z dźwięków (muzycznych i niemuzycznych, otaczających nas zewsząd, codziennych); ze strzępów nagrań i słów, odwołujący się do powieści W.G. Sebalds "Kwangsi" (czyli "Przepiórki"). To także improwizowany muzyczny dokument ukazując w dźwiękowy sposób pracę artystki konceptualnej, jak określa się amerykankę Helen Mirrę. Dla tej urodzonej w 1970 roku artystki, nie ma bowiem czegoś takiego jak zamknięta forma, nie ma też określonego tworzywa. Można łączyć sztuki plastyczne bez żadnych ograniczeń z filmem, dźwiękiem, performancem i architekturą. W jej dorobku ta płyta mogłaby być nawet swoistym ewenementem, bo w pewien sposób ma jednak zamkniętą - dźwiękową - formę.

Ale równocześnie, z drugiej strony, to wielki hołd dla muzycznej wyobraźni Freda Fritha. To swoisty paradoks, bowiem za gitarę chwyta tutaj Mirra, a Frith gra na wszystkim i niczym. Chwyta to, co go otacza - pałeczki, buty, setki drobnych przedmiotów i przy ich użyciu tworzy znany wszak ze swoich nagrań minimalistyczny, a jednak pełen dramaturgii, energii i napięcia świat rozwibrowanych dźwięków. Cudownie rytmiczny, a jednak nieprzewidywalny. Nieskrępowany, a jednak skończony. I tworzy go w sobie tylko znany sposób, na zasadach określonych nie przez siebie, ale z właściwą sobie wyrazistością. Przedziwne, a jednak także cudownie frapujące nagranie, będące raczej połączeniem opowieści i performance'u niż zwyczajnym free improvem. Jak dla mnie - znakomite.
autor: Marek Zając

Helen Mirra
: printing press, acoustic guitar
Fred Frith: aboriginal rainsticks, bass mbira, charango, music box, shoes and other objects, voice

Side A:

Kwangsi - Moss 18:13

Side B:
Mulberry - Quail 17:11


płyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Rova Channeling Coltrane "Electric Ascencion" [DVD Video + Blu-Ray + CD] Rogue Art 2016, ROG0065

Rova Channeling Coltrane "Electric Ascencion" [DVD Video + Blu-Ray + CD] Rogue Art 2016, ROG0065
Rova Saxophone Quartet w mocno poszerzonym składzie sięga po raz trzeci bodaj (po płytach z 1995 oraz 2005 roku) do coltranowskiego "Ascencion". I znów w tych poczynaniach muzyków Roy wspierają m.in. Fred Frith, Ikue Mori czy Nels Cline. Ale ta wersja, będąca zapisem koncertu z 2012 roku, znów różni się od poprzednich odczytań muzyki słynnego jazzowego saksofonisty.

"Ascension" było spełnieniem coltranowskiego marzenia o absolutnej wolności w sztuce. Ta nagrana z udziałem czołówki awangardy nowojorskiego free lat 60. płyta niosła - jak pisał Joachim Ernst Berendt - "hymniczno-ekstatyczna muzykę o intensywności 40-minutowego orgazmu". Dzieło, które stało się jednym z kamieni milowych absolutnie wyzbytego z rygorów tonalności free jazzu. Porywanie się na nie, to nie lada zuchwały krok. A co mówić o porywaniu się na kolejne nagrania, dokonywane niemal regularnie w dziesięcioletnich odstępach.

Pierwsze dwie realizacje różniły się od siebie - to nagranie dla Black Saintu (1995) to była właściwie próba, interesująca, ale pod każdym względem (artykulacyjnie, interpretacyjnie i wreszcie technologicznie i technicznie) niesatysfakcjonująca. Ta dla Atavisticu (2005) - ostra, rewolucyjna, i - jak pisał jeden z recenzentów "twórcza interpretacja utworu Mistrza. Muzycy, do formuły swoiście skonfigurowanego free-jazzowego big bandu zaadaptowali także współczesne środki i techniki. Łączą tradycję lat 60. z pazurem rozwichrzonego fusion, spuścizną elektroakustyki, elektroniką, noisem. Duży skład, miast chaosem, owocuje cudowną wielobarwnością, wielowymiarowością. Artyści rozgrywają tę gęstwinę dźwięków z wyobraźnią kolorystyczną godną najwybitniejszych dzieł AACM. Kiedy trzeba - trzymają muzykę w ryzach. Innym razem pozwalają jej eksplodować - jednak nawet największa zawierucha układa się we wznoszącą soniczną falę, buchającą emocjonalnym żarem. Podobnie jak u Coltrane'a - to muzyka dostojna i władcza; przejmująca, namiętna i wielce angażująca."

Ta najnowsza jest odmienna, w moim odczuciu jakby głębsza. Muzycy chyba nie chcą już estetycznej rewolucji, raczej interesuje ich tutaj duchowy wyraz tej muzyki, nadanie jej pewnego transcendentnego wymiaru. I nie mówimy tu o jakiś dokonywanych wprost deklaracjach twórców, ale o niesamowitym wprost skupieniu i jakby wyciszeniu (zwłaszcza, gdy porównuje się to z nagraniem z 2005 roku) instrumentalistów i samej muzyki. dziesięć lat w życiu artysty to dużo. I pewnie jest to jednym z powodów zmiany w interpretacji dzieła Coltrane'a. Chociaż moglibyśmy też rzec, że jest to jeszcze jedna próba interpretacji tej muzyki, przetworzenia, przeniesienia 10 lat później przy użyciu współczesnych możliwości technicznych, ale i stanu ducha tworzących ją wciąż na nowo muzyków. Nie stawiał bym tego nagrania wyżej, jest ono po prostu inne. Doskonałe, ale równym stopniu jak "Electric Ascencion 2005". I tak samo uprawnione.

Jest przy tym bogatsze, bo ukazuje się na CD, ale również w wersji DVD i Blue-Ray. Dodatkowo płyta DVD zawiera także dokumentalny film "" odsłaniający nieco kulisy działalności Rova Sax Quartet i jej poszerzonego i nagrania "Electric Ascencion". Wszystko to zostało zrealizowane z podziwu godną perfekcją i - przynajmniej we mnie - wywołuje zachwyt!
autor: Marek Zając

Bruce Ackley: soprano saxophone
Steve Adams: alto saxophone
Larry Ochs: tenor saxophone
Jon Raskin: baritone saxophone
Chris Brown: electronics
Nels Cline: electric guitar
Hamid Drake: drums
Fred Frith: electric bass
Carla Kihlstedt: violin, electronics
Rob Mazurek: cornet, electronics
Ikue Mori: electronics
Jenny Scheinman: violin

utwory: DVD Video:
ELECTRIC ASCENSION - Live At The 2012 Guelph Jazz Festival (68:35)
CLEANING THE MIRROR - A Documentary by John Rogers on the musical history and creative process behind Electric Ascension. (44:55)

Blu-Ray:
ELECTRIC ASCENSION - Live At The 2012 Guelph Jazz Festival (68:35)
HD, Dolby 5.1, Surround Sound

CD:
ELECTRIC ASCENSION - Live At The 2012 Guelph Jazz Festival (68:35)

płyty do nabycia na multikulti.com

środa, 20 kwietnia 2016

Fred Frith / Darren Johnston "Everybody’s Somebody’s Nobody" Clean Feed 2016, CF357

Fred Frith / Darren Johnston "Everybody’s Somebody’s Nobody" Clean Feed 2016, CF357
Historia powstania tego albumu jest dosyć skomplikowana i korzenie wspólnego grania kanadyjskiego trębacza (ale od lat współtworzącego muzyczną scenę San Francisco Bay Area) Darrena Johnsona i brytyjskiej legendy awangardowej gitary Freda Fritha sięgają głęboko. Pierwszy raz spotkali się wiele lat temu i mieli nawet okazję nagrać ze sobą płytę (mowa o albumie “Reasons For Moving” wydanym nakładem krakowskiej oficyny Not Two w roku 2007, nagranym w kwintecie z Larrym Ochsem, Devinem Hoffem i Chesem Smithem), ale wtedy jeszcze nie myśleli o graniu w duecie. Potem przyszło zaproszenie od filmowców Johna Haptasa i Kristine Samuelson oraz choreografki Amy Seiwert, by stworzyli wspólnie muzykę do krótkiego filmu przygotowywanego na San Francisco Dance Film Festival. I ten stworzony niejako na zamówienie duet tak zatracił sie we wspólnej pracy, że powstało o wiele więcej niezwykłego w swej urodzie materiału, który teraz mamy okazję i przyjemność podziwiać na gotowym już albumie.

Johnsson i Frith to odmienne osobowości. Ale na tym albumie Kanadyjczyk poszedł drogą wyznaczoną niegdyś przez legendę gitary Freda Fritha, który po rozwiązaniu zespołu Henry Cow rozpoczął - jakby to specjaliści zajmujący się raczej nauką niż muzyka powiedzieli - intensywne prace badawcze eksplorujące sonorystyczne, akustyczne i brzmieniowe możliwości gitary, obejmujące techniki gry, formy, ale i słownictwo. Tworzył przy tym niespotykane i nowe dźwięki, i niesłychanie poszerzał możliwości brzmieniowe swojego instrumentu. Do tego stopnia, że dla niektórych moich znajomych to "JAK on to robi" stawało się istotniejsze od tego, CO grał.

Teraz Johnson to samo starał się robić z trąbką, badając empirycznie granice możliwości, starając sie ją przesuwać i wychodzi poza nią. Już w tej mierze jest to duet niezwykły. Ale muzyka nie jest prostą matematyką i magia jej rodzi się w spotkaniu. Wszak nie ma być ona sumą technik i możliwości poszczególnych tworzących ją elementów (muzyków), musi być w niej coś więcej.

I właśnie to jest w tym spotkaniu najistotniejsze. Od spokojnych leniwych, skupionych, pielęgnujących pojedynczy dźwięk partii, będących jakby jego misterium, pełnych napięcie fraz (Barn Dance), przez ewidentnie eksperymentalne fragmenty, po niemal dronowe ściany dźwięku drążące percepcje słuchaczy - obaj improwizatorzy układają to wszystko w niezwykle misterną, pełną wyrazu, niezapomnianą muzyczną tkankę; pulsującą skumulowaną energią i, zdawało by się, obdarzoną własną unikatową świadomością, i własnym życiem. Te frazy są dla mnie dotknięciem czegoś unikatowego i namacalnego, a jednak nieuchwytnego, przemijającego wraz z kolejnymi sekundami naszego życia. Muzyka absolutna!
autor: Marek Zając

Fred Frith: guitar
Darren Johnston: trumpet

1. Barn Dance
2. Scribble
3. Luminescence
4. Everybody’s Somebody’s Nobody
5. Bounce
6. Morning and the Shadow
7. Down Time
8. Rising Time



płyta do nabycia na multikulti.com