piątek, 10 października 2014

Alex Sipiagin / Chris Potter / David Kikoski / Scott Colley / Antonio Sanchez / Monday Michiru "Prints", Criss Cross Jazz 2007, CCJ1292

Alex Sipiagin / Chris Potter / David Kikoski / Scott Colley / Antonio Sanchez / Monday Michiru "Prints", Criss Cross Jazz 2007, CCJ1292

Chronologicznie to chyba pierwszy album na którym Alex Sipiagin objawił swoje kompozytorskie możliwości. Chyba też pierwszy raz przedstawił swoją autorską muzyczną wizję - odchodząc wyraźniej od jazzowej tradycji i śmiało eksperymentując z harmonią, metrum i formą.

By urzeczywistnić swą wizję zebrał znakomity skład młodych wówczas i stosunkowo mało znanych muzyków - basista Scott Colley i - późniejszy partner Pata Metheny - perkusista Antonio Sanchez stworzyli niezwykłą, dynamiczną, ruchliwą i pełną inwencji rytmiczną sekcję; pełen pasji i, elegancji i inwencji jest saksofonista Chris Potter, a doświadczenie i rutynę reprezentuje jedyny w tym składzie wówczas szeroko ceniony muzyk - pianista David Kikoski.

Prócz swoich własnych kompozycji sięga Sipiagin tutaj po Evansa i Monka, i właśnie ten ostatni wybór jest znamienny. Kompozycje Sipiagina są monkowskie w duchu - brzmią świeżo, prosto, przystępnie, ale dopiero gdy się w nie wsłuchać, gdy spróbować je zagrać, pokazują swą złożoność i skomplikowanie. Tym bardziej więc docenić należy sprawność jego zespołu i porozumienie wybitnych wszak osobowości.

Świetna płyta która okazała się trampoliną dla dalszej kariery lidera.

autor: Józef Paprocki

Alex Sipiagin: trumpet, flugelhorn
Chris Potter: tenor saxophone
David Kikoski: piano
Scott Colley: bass
Antonio Sanchez: drums

guest:
Monday Michiru: flute

1. Path (Alex Sipiagin)
2. Bumpy Road (Alex Sipiagin)
3. Prints (Alex Sipiagin)
4. Mood 3 (Alex Sipiagin)
5. Epistrophy (Thelonious Monk)
6. Orbit (Bill Evans)
7. For You (Alex Sipiagin)

płyta do kupienia na multikulti.com

czwartek, 9 października 2014

Clarence Penn / Chris Potter / Adam Rogers / Ben Street "Dali In Cobble Hill", Criss Cross Jazz 2012, CCJ1350

Clarence Penn / Chris Potter / Adam Rogers / Ben Street "Dali In Cobble Hill", Criss Cross Jazz 2012, CCJ1350
Z kimże nie grał w swojej karierze Clarence Penn?! Ten wychowanek (w zakresie jazzowej kompozycji) Ellisa Marsalisa miał okazję już koncertować i nagrywać z wybitnymi osobowościami amerykańskiego jazzu: Wynton Marsalis, Betty Carter, Stanley Clarke, Steps Ahead, Makoto Ozone, Michael Brecker, Dave Douglas, Maria Schneider, Luciana Souza, Richard Galliano i Fourplay to tylko niektórzy spośród nich.

Jednak sam nie bardzo często realizuje własne autorskie projekty - "Dali in Cobble Hill" to dopiero trzecia okazja do zapoznania się z jego autorskim dorobkiem. Przyczyny tego mogą dwie - pierwszą podnosił w jednym z wywiadów Dave Douglas, nazywając Penna perfekcjonistą, ale myślącym o całym zespole. Niczym producent zajmuje się tym, jak kto będzie brzmiał starając się jednocześnie wszystko co robi, dopracować w najmniejszych detalach. Drugą może być zwyczajny brak czasu - wszak Penn jest jednym z najbardziej zapracowanych bębniarzy amerykańskich, by móc zrealizować swoje muzyczne pomysły ze starannością, z której byłby zadowolony. Tym bardziej, że Clarence Penn należy do najbardziej cenionych i rozchwytywanych perkusistów amerykańskich.
Clarence Penn, photo by Simon Scheller
Na swoją najnowszą płytę Clarence Penn zaprosił niezwykle cenionych muzyków - na saksofonach oraz klarnecie basowym gra tu Chris Potter, na gitarze - Adam Rogers, a sekcją rytmiczną (wraz z liderem) tworzy Ben Street. Osiem oryginalnych kompozycji Penn uzupełnił o dwa standardy ("I Hear Music" oraz "My Romance") - odzwierciedlają one różnorodne nastroje i emocje, oraz ukazują wielką paletę doświadczeń, jaką lider zebrał w ciągu ostatnich lat angażując się w wielką liczbę muzycznych projektów. Świetnie sprawdza się i uzupełnia duet frotmanów - Potter-Rogers - zdają się grywać z sobą od lat, a ich wzajemne porozumienie może służyć za wzór dla pokoleń młodych adeptów rzemiosła.

Wszystko składa się w fantastyczną całość - świetną i kreatywną płytę osadzoną w głównym nurcie jazzowej muzyki. Polecam bardzo.
autor: Józef Paprocki

Clarence Penn: drums, percussion
Chris Potter: tenor saxophone, soprano saxophone, bass clarinet
Adam Rogers: guitar
Ben Street: double bass

1. The B 61 (Clarence Penn)
2. Cobble Hill (Clarence Penn)
3. A Walk On The B-H-P (Clarence Penn)
4. Dali (Clarence Penn)
5. I Hear Music (Burton Lane / Frank Loesser)
6. Mr. C (Clarence Penn)
7. Persistence Of Memory (Clarence Penn)
8. My Romance (Richard Rodgers / Lorenz Hart)
9. Solato's Morning Blues (Clarence Penn)
10. Zoom Zoom (Clarence Penn)

płyta do kupienia na multikulti.com

środa, 8 października 2014

Peter Bernstein + 3 [Peter Bernstein / Brad Mehldau / Larry Grenadier / Bill Stewart] "Heart's Content", Criss Cross Jazz 2003, CCJ1233

Peter Bernstein + 3 [Peter Bernstein / Brad Mehldau / Larry Grenadier / Bill Stewart] "Heart's Content", Criss Cross Jazz 2003, CCJ1233
Muzycy pod wodzą nowojorskiego gitarzysty Petera Bernsteina prezentują się na "Heart's Content" jako depozytariusze klasycznego jazzu w mistrzowskim wydaniu. Ale to w końcu nie powinno być zaskoczeniem, skoro słyszymy klasyczne trio w składzie Brad Mehldau na fortepianie, Larry Grenadier na kontrabasie i za perkusją Bill Stewart plus lider na gitarze. Brad Mehldau ma opinię wielkiego wizjonera jazzowego fortepianu i jeśli określenie to bywa nadużywane to w przypadku Mehldaua jest jak najbardziej uzasadnione. Sekcja rytmiczna Larry Grenadier/Bill Stewart ma za sobą wiele nagrań i jeszcze więcej koncertów by wspomnieć tylko zespoły innych gitarzystów - Pata Metheny'ego i Johna Scofielda.

Lider, Peter Bernstein to postać nietuzinkowa, odkryty przez Lou Donaldsona, członek formacji Cobb’s Mob słynnego drummera Jimmy'ego Cobba, jeden z filarów supergrupy Larry Goldings/Peter Bernstein/Bill Stewart, o której The New York Times napisał “the best organ trio of the last decade”. Od 1995 do 1997 członek Joshua Redman’s band, z którym nagrał płytę "Freedom in the Groove". Grał z Diana Krall’s od 1999 do 2001 i z Dr. Lonnie Smithem, nagrywał i koncertował w zwspołach Nicholasa Paytona, Sonny'ego Rollinsa, Lee Konitza, Toma Harrella i Erika Alexandra.

"Heart's Content" pochodzi z 2002 roku, ale dopiero teraz trafia do Polski. I należy się z tego cieszyć, bo skład to wspaniały i muzyka także.
Nikt z obecnych w Systems Two Studios na Brooklynie nie brawurował, znając swoje ograniczenia, tworząc oryginalny, wyrafinowany, bardzo przekonujący świat dźwiękowy, oparty na tradycji całej historii jazzu.

Brad Mehldau tak wspomina współpracę z Bernsteinem "Peter Bernstein has a rare honesty about him as a musician. Quite simply, that quality comes naturally to him, because he has nothing to lose by being honest. The music that he offers the listener is always something that he’s carried within himself first, and then loved into being. It’s a beautiful world unto itself, and ‘Heart’s Content’ is a good place to either continue enjoying that world, or discover it for the first time"

Klasyczny jazz ma różną opinię, ma swoich zawziętych fanów, ale ma też przeciwników, każdy ma swoje racje, jednak te osiem utworów udowodniają, że wypróbowane formaty zdają egzamin doskonale, w rękach kogoś tak doświadczonego i kreatywnego jak ten kwartet. Sześć autorskich kompozycji lidera i dwa standardy - Dedicated To You (Sammy Cahn / Chaplin) i Blood Count (Billy Strayhorn). Blisko godzina klasycznego jazzu wnosi do muzyki wiele życia, chwilami cudownie swingują jak w "Constant Conversation", innym razem zmysłowo i sentymentalnie "Dedicated To You".
Mehldau oczywiście odciska mocne piętno na całości, wystarczy posłuchać "Relativity", "Constant Conversation" czy "Public Domain". Sekcja czujna i po swojemu nieprzewidywalna, kapitalne partie solowe jak Grenadiera w "Simple As That" to kolejne atuty tego nagrania. Całość w mniejszym reżimie formy, a z większą lekkością niż na wielu innych "zastygłych w muzealnych pozach" mainstreamowych płyt. Wiele na tej płycie jest półcieni, co na tle bardziej schematycznych płyt nabiera cech szlachetnej prostoty.

"Heart's Content" słucha się znakomcie!
autor: Andrzej Majak

Peter Bernstein: guitar
Brad Mehldau: piano
Larry Grenadier: double bass
Bill Stewart: drums

1. Little Green Men (Peter Bernstein)
2. Heart's Content (Peter Bernstein)
3. Relativity (Peter Bernstein)
4. Constant Conversation (Peter Bernstein)
5. Dedicated To You (Sammy Cahn / Chaplin)
6. Simple As That (Peter Bernstein)
7. Public Domain (Peter Bernstein)
8. Blood Count (Billy Strayhorn)

płyta do kupienia na multikulti.com

wtorek, 7 października 2014

Arditti Quartet / Talea Ensemble / Sarah Sun / Jeff Zeigler / Stephen Gosling / Chris Otto / Jay Campbell "John Zorn: Myth And Mythopoeia", Tzadik 2014, TZ8318


Arditti Quartet / Talea Ensemble / Sarah Sun / Jeff Zeigler / Stephen Gosling / Chris Otto / Jay Campbell "John Zorn: Myth And Mythopoeia", Tzadik 2014, TZ8318
Kolejna płyta z obszaru awangardowej, współczesnej kameralistyki Johna Zorna. Ogromna wyobraźnia muzyczna Zorna pozwala mu łączyć elementy różnych stylistyk oddalonych od siebie o całe galaktyki, tak że spokojnie można nazwać go muzycznym kameleonem, przemierzającym cały bez wyjątku świat muzyki z tą samą pasją twórczą, nie uznającą żadnych granic pomiędzy gatunkami.

"Myth And Mythopoeia" to zbiór pięciu kompozycji z lat 2012 i 2013:
"Pandora's Box" na głos i kwartet smyczkowy - Arditti Quartet i Sarah Maria Sun w roli głownej
Rygorystyczna struktura kompozycji napisanej na kwartet smyczkowy i głos, będący tutaj dramaturgicznym kontrapunktem dla kwartetu, przy zaskakujących stylistycznych zabiegach, przynosi wiele satysfakcji otwartemu na nowe doznania słuchaczowi.

"Missa Sine Voces" na Talea Ensemble
Po intensywnym "Pandora's Box", opartym na gęstych, drapieżnych akordach instrumentach smyczkowych i bliską krzyku, artykulkacji wokalnej, następuje łagodniejszy temat "Missa Sine Voces", z grupami cichnących akordów instrumentów harmonicznych jak fortepian, harf i wibrafon, zatrzymywanych niepokojącymi pauzami. Minimalistyczny w formie, pełen nieoczekiwanych zwrotów. Przestrzeń muzyczna, w której minimalizm łączy się z doskonałą formą, zostawia miejsce dla swobodnej wędrówki myśli.

"Zeitgehöft" na skrzypce i wiolonczelę - Jay Campbell (Cello), Chris Otto (Violin)
John Zorn sięga do Paula Celana i tworzy utwór ekstremalny w formie, dramatyczny w nastroju i karkołomny wykonawczo.

"Babel" na wiolonczelę - Jeff Zeigler (Cello)
Pięciominutowa miniatura na wiolonczelę solo, którego fundamentem jest powtarzający, ostry motyw osadzony w konsekwentnym pulsie utworu.

"Hexentarot" na srzypce, wiolonczelę i fortepian - Stephen Gosling (Piano), Chris Otto (Violin), Jay Campbell (Cello).
Potężna nawałnica dźwięków w silnym pulsie, przez swoją intensywność i ekstremalność przywodzi na myśl najbardziej dramatyczne kompozycje nowojorskiego artysty. "Hexentarot" to dzieło przepełnione nerwową, niecierpliwą narracją, a wyraziste, niemal kanciaste rysy są podkreślane przez skrajne rejestry fortepianu, skrzypiec i wiolonczeli.

"Myth And Mythopoeia" zawiera muzykę awngardową, niełatwą w odbiorze, wolną od schematów, poszukującą, zadziwiająca bogactwem dźwiękowych skojarzeń, ale jakże poruszającą!
autor: Witek Leśniak

Arditti Quartet (Irvine Arditti, Ashot Sarkissjan, Ralf Ehlers, Lucas Fels)
Sarah Sun
Jeff Zeigler
Stephen Gosling
Chris Otto
Jay Campbell
Talea Ensemble (Steven Beck, Nuiko Wadden, Matthew Ward, Matthew Gold, Alex Lipowski, James Baker)

1. John Zorn: Pandora’s Box
2. John Zorn: Babel
3. John Zorn: Hexentarot
4. John Zorn: Zeitgehöft
5. John Zorn: Missa Sine Voces

płyta do kupienia na multikulti.com

poniedziałek, 6 października 2014

Nate Wooley / Hugo Antunes / Chris Corsano "Malus" NoBusiness Records 2014, NBLP73

Nate Wooley / Hugo Antunes / Chris Corsano "Malus" NoBusiness Records 2014, NBLP73
Nate Wooley to nowojorski trębacz i kornecista młodego, obok Petera Evansa czołowy tamtejszy instrumentalista. Od dobrych kilku lat, bez mała dekady każdy jego autorski wywołuje ekscytację na twarzach jazzu zwanego free, mniej niż bebop skrępowanego formą. Ale to nie wszystko, bowiem od takiegoż samego czasu Wooley współpracuje także z muzykami sceny free improv i takie jego nagrania cieszą się również niemałym uznaniem - tak publiczności jak i krytyków.

Niemały arsenał brzmień i dźwięków zaczerpniętych z free improv, szmerów i charknięć, zgrzytów i pisków, zwykł Nate Wooley wykorzystywać także w projektach bliższych środkowi jazzu. Tym razem jednak - a tak ostatnio dzieje się w muzyce Nate'a Wooleya całkiem często - o przynależności tego do jazzowego mainstreamu czy jego okolic mówić po prostu nie sposób. Dzielnie sekundują mu w tym partnerzy - należący do średniego (aż nie do wiary, że to już) amerykański perkusista Chris Corsano, znany szerszej publiczności z duetowych nagrań z Joe McPhee, oraz pochodzący z Portugalii ale współpracujący z Wooleyem już kilka dobrych lat kontrabasista Hugo Antunes. To zresztą postać w tym nagraniu istotna i bardzo ciekawa - gruntownie wykształcony muzyk (studiował zarówno jazz, jak i muzykę klasyczną), który krótko po ukończeniu edukacji w konserwatorium w Amsterdamie na dobre związał się ze sceną free jazzową. Dziś już czterdziestoletni muzyk nie tylko lideruje obecnie własnym projektom - dość wspomnieć znakomity album nagrany w międzynarodowym składzie ("Roll Call"), a wydany w portugalskiej oficynie Clean Feed - ale jest także cenionym sidemanem i improwizatorem, na co dzień koncertującym i nagrywającym z muzykami tej klasy co Paul Lovens, Tobias Delius, Evan Parker.

Prezentowane nagranie to ciągłe penetrowanie możliwości brzmieniowych i kolorystycznych instrumentów z jednej strony, ale z drugiej - poszukiwanie współbrzmienia. Jak pisze jeden z recenzujących ten album europejskich krytyków - jest to także głęboki namysł na tym, czy i gdzie w muzyce improwizowanej jest miejsce na jazz. Nie ma tu bowiem swingu, harmonii, melodii. Jest tylko poszukująca niespenetrowanych jeszcze rejonów muzycznych ludzka wyobraźnia, tworząca przy tym zestawienia dźwięków, w których można się zatracić...
autor: Marek Zając

Nate Wooley: trumpet, amplifier
Hugo Antunes: double bass, amplifier
Chris Corsano: drums, amplifier (track 6)

Side A:
1. Gentleman Of Four Outs
2. 4 Cornered
3. Sawbuck

Side B:
1. Seven Miles From The Moon
2. Sandbagged
3. Sewn
4. Gentleman Of Three Inns


płyta do kupienia na multikulti.com

sobota, 4 października 2014

Rodrigo Amado Motion Trio & Peter Evans [Rodrigo Amado / Peter Evans / Miguel Mira / Gabriel Ferrandini] "The Freedom Principle", NoBusiness Records 2014, NBCD67

Rodrigo Amado Motion Trio & Peter Evans [Rodrigo Amado / Peter Evans / Miguel Mira / Gabriel Ferrandini] "The Freedom Principle", NoBusiness Records 2014, NBCD67
Od samego początku istnienia Motion Trio (2009 rok), jego lider, portugalski kompozytor, saksofonista i improwizator Rodrigo Amado starał się rozszerzyć możliwości brzmieniowe i strukturalne. Najbardziej naturalną koncepcją było dodanie jeszcze jednego muzyka - i tak dwukrotnie na nagraniach Motion Trio pojawia się chicagowski puzonista Jeb Bishop. W założeniu jednak czwarty muzyk nigdy nie miał być stałym członkiem zespołu, ale pewną zmienną, która pozwala rozszerzyć możliwości, ale ich niedeterminuje. Teraz wybór Amado padł na młodego nowojorskiego trębacza Petera Evansa i dzięki litewskiej wytwórni NoBuisness możemy teraz cieszyć się już nagraniami nowego kwartetu.

W tym kwartecie większość napięcia generowana jest poprzez odmienność instrumentów solowych i odmiennośc obu solistów tego kwartetu. Rodrigo Amado, saksofonista śmiało operujący kolorystyką dźwięku niezmiernie przypomina mi Archie Sheppa z jego najlepszych, freejazzowych lat (koniec lat szećdziesiątych-początek siedemdziesiątych ub.wieku). Ma wielką łatwość improwizacji i to wcale nie tej do końca free - potrafi w jej tok wplatać lub wymyślać je w oka mgnieniu. Ale też jak nikt potrafi posługiwać się kolorem i to właśnie chyba najbardziej zbliża go do Sheppa z tamtych lat.

Zupełnie inny jest Evans - w muzyce dynamiczny, do czego zresztą predestynuje go instrument, precyzyjny, ale i niezwykle otwarty na poczynania partnerów, jak i na wszelkie dźwięki otoczenia. Nikt jak on nie potrafi posługiwać się inspiracjami z zewnątrz, z poza sceny, a wszelkie brzmieniowe nieczystości - przez niego generowane z instrumentu z pełną świadomością i premedytacją - są immanentną częścią jego genialnej muzyki.

Studyjna sesja kwartetu zarejestrowana została dwa dni po koncercie, którym możemy cieszyć się na nośniku analogowym. To płyta mniej esencjonalna i dynamiczna ale za to nagrana z o wiele większą swobodą i rozszerzająca, penetrująca wręcz brzmieniowe i sonorystyczne możliwości drzemiące w takim, a nie innym zestawieniu instrumentów. Wszyscy bez wyjątku - także Miguel Mira i Gabriel Ferrandini - na równi tworzą muzykę zespołu, a dwaj liderzy są nieco bardziej wycofani, co czyni muzykę zespołu bardziej demokratyczną i jeszcze ciekawszą brzmieniowo. Znakomita płyta.
autor: Marcin Jachnik

Rodrigo Amado: tenor saxophone
Peter Evans: trumpet
Miguel Mira: cello
Gabriel Ferrandini: drums
1. The Freedom Principle 26'46"
2. Shadows 18'38"
3. Pepper Packed 12'03"

płyta do kupienia na multikulti.com

piątek, 3 października 2014

Omar Sosa "Eggun - The Afri-Lectric Experience", Skip 2013, SKP91142

Omar Sosa "Eggun - The Afri-Lectric Experience", Skip 2013, SKP91142
"Eggun" to hołd dla legendernego albumu Milesa Davisa "Kind of Blue". W 2009 roku, Omar Sosa, słynny już wtedy pianista, otrzymał zamówienie od Barcelona Jazz Festiwal, aby skomponował, wyprodukował i zaprezentował podczas festiwalu hołd dla klasycznego nagrania Milesa Davisa, z okazji 50 rocznicy powstania tego słynnego albumu. Kluczowym jest tutaj słowo hołd - nie było pomysłem dyrektora festiwalu przearanżowanie kompozycji Davisa na fortepian solo czy jakikolwiek inny skład, i zagranie ich na żywo. Nie, to miało być coś innego, nowego, niezależnego od współczesnych muzycznych trendów, coś, dla czego "Kind Of Blue" miało być źródłem inspiracji i punktem odniesienia.

Joan Cararach, dyrektor Barcelona Jazz Festival, zwraca uwagę na fakt, że ta muzyka pochodzi od melodyjnych pasaży "Kind Of Blue", i zauważa, że takie przerywniki mógłby pisać choćby Bill Evans starając się połączyć poszczególne z davisowkich kompozycji zebranych na tym albumie. Wiadomo bowiem, że kompozycje na tym albumie nie były zamknięte, skończone. Davis rozdał przed sesją jakieś szczątki, szkice utworów raczej, a wiele ich części zostało po prostu przez jego muzyków wyimprowizowanych podczas tej słynnej sesji nagraniowej. Muzyka Omara Sosy nie odwołuje się to żadnego utworu Davisa wprost, nie ma tu żadnego z tematów zgromadzonych na oryginalnej płycie. Omar Sosa raczej stara się oddać charakter i ducha tamtego nagrania niż w jakikolwiek inny sposób czerpać z płyty Milese Davisa. I udaje mu się to w naprawdę niezwykłym stopniu.
Omar Sosa
Genialny pianista i kompozytor jest od wielu sezonów atrakcją najważniejszych festiwali na niemal całym świecie. Zwykle pisze się o nim, że połączył w jedną spójną melodykę i brzmienie to wszystko, co jest pulsem dzisiejszego jazzu: afrykańską rytmikę, impulsywność latynoskich nastrojów, sonorystykę i nietuzinkowość improwizacji jazzu, melancholię bluesa oraz wrodzoną, kubańską "buena vista". Z jednej strony elokwencja na miarę pianistyki Keith Jarretta, przebojowość gry Oscara Petersona, z drugiej - koncepcje muzyczne rodem z afro-skojarzeń Ahmada Jamala i Abullaha Ibrahima okraszone charakterystycznym brzmieniem oraz impulsem legendarnej Buena Vista Social Club. Jeśli do tego dodać jego oryginalną formułę połączenia afro - cuban jazzu z ultranowoczesnymi elektronicznymi strukturami - jawi się muzyka na miarę naszego wieku - i być może nurt, którym podążać będzie jazz przez najbliższe dekady.

Tutaj jednak jest w zadziwiający sposób klasyczny, o wiele więcej tu odwołań do Billa Evansa czy Wyntona Kelly niż do muzyki etnicznej - chociaż i jej echa pobrzmiewają w pięknej i harmonijnej pianistyce Omara Sosy. po ta płytę trzeba sięgnąć koniecznie!
autor: Józef Paprocki

Omar Sosa: piano, Fender Rhodes, electronics; samples
Marque Gilmore: acousti-lectric drums; effects programming, drum loop production
Childo Tomas: electric bass, kalimba, vocals
Joo Kraus: trumpet, flugelhorn, electronic effects
Leandro Saint-Hill: alto saxophone, clarinet, flute
Peter Prfelbaum: tenor saxophone, soprano saxophone, bass saxophone, melodica, caxixi
Lionel Loueke: electro-acoustic guitar, vocals
Marvin Sewell: guitars
Pedro Martinez: percussion
John Santos: clave, chereke, waterphone, panderetas, tambora, guiro, quijada
Gustavo Ovalles: percussion

1. Alejet
2. Al Alba
3. Interludio I
4. Alternativo Sketches
5. Interludio II
6. Madre Mia
7. Interludio III
8. So All Freddie
9. Interludio IV
10. Rumba Connection
11. Interludio V
12. Angustiado
13. Angustiado Reprise
14. Interludio VI
15. Calling Eggun



płyta do kupienia na multikulti.com

środa, 1 października 2014

Olie Brice Quintet [Olie Brice / Mark Hanslip / Waclaw Zimpel / Alex Bonney / Jeff Williams] "Immune to Clockwork", Multikulti Project 2014, MPI026

Olie Brice Quintet [Olie Brice / Mark Hanslip / Waclaw Zimpel / Alex Bonney / Jeff Williams] "Immune to Clockwork", Multikulti Project 2014, MPI026
Rzadko się zdarzają nagrania, które potrafią zachwycić na naprawdę wielu poziomach. Zwłaszcza we współczesnym jazzie. Muzycy starając się stworzyć interesującą kompozycję, bardzo często zapominają o emocjach, lub też grając free nie zwracają uwagi na intelektualne aspekty muzyki, jej strukturę jak i używane do jej budowania środki. I jest jeszcze jeden aspekt, który często umyka uwadze krytyków, a który w jazzie obecny jest od jego zarania. Jest nim radość wspólnego tworzenia muzyki, wynikająca w dużej mierze z twórczej wolności autonomicznych partnerów. Być może, w którymś momencie, te trzy elementy będą wzajemnie się wykluczać, ale też muzycy wciąż starają się znaleźć taką muzyczną formułę, w której wszystkie one będą obecne. I muzyka kwintetu Olie Brice'a wpisuje się właśnie - w dodatku z powodzeniem - w te poszukiwania.

Nagrana w raczej nietypowym składzie - bez instrumentu harmonicznego, za to z rozbudowaną sekcją dętą - płyta, ukazuje pełną gamę możliwości muzyków w takim zestawieniu instrumentów. Decydujący jest klucz doboru muzycznych osobowości, które się tu spotykają (Mark Hanslip, Wacław Zimpel, Alex Bonney), to bowiem nie tylko wybitni instrumentaliści i sidemani, ale i artyści posiadający własne, indywidualne brzmienie i wizję własnej muzyki. Podporządkowują się koncepcji Olie Brice'a, ale i wnoszą wiele od siebie, czy to w partiach solowych czy też zbiorowych improwizacjach.

Lider zresztą zdaje się pozostawiać im dosyć dużą swobodę twórczą, ale też pieczołowicie czuwa nad strukturą i fakturą poszczególnych kompozycji. Wysunięcie kontrabasu na pierwszy plan brzmieniowy w newralgicznych momentach poszczególnych kompozycji, gdy to on przejmuje ster w swoje ręce, bardzo ułatwia odbiór tego nagrania. To także pokaz, w jaki sposób realizować można wizję swojej muzyki, nie składając w ofierze twórczej kreatywności - scenicznych partnerów. Równo grane partie "tutti" są koniecznością, ale też stanowią tylko punkt wyjścia, nie determinując przy tym kształtu całości utworu. Świetnie słychać to choćby w "The Hands" czy też "Snake Path", które poszczególni instrumentaliści odmieniają brzmieniowo.

Olie Brice to przy tym lider niezwykle doświadczony, otrzaskany na scenach współczesnego jazzu, jego odmiany free czy też zupełnie wolnej improwizacji. Jest dosyć dobrze znany w naszym kraju - wraz z Mikołajem Trzaską i Markiem Sandersem tworzy bowiem Riverloam Trio. Ale lista jego współpracowników i scenicznych partnerów jest znacznie dłuższa - Paul Dunmall, Tobias Delius, Achim Kaufmann, Ingrid Laubrock, Louis Moholo-Moholo czy Ken Vandermark to najważniejsi spośród nich.

I to sceniczne, muzyczne doświadczenie znakomicie słychać na tej płycie. Brice potrafi tworzyć plany z poszczególnych instrumentalistów i zestawiać je w bloki, w sposób logiczny, zarazem zaskakujący. Tym bardziej więc mam nadzieję na wielką ucztę muzyczną, jaką mogą być koncerty tego składu, mając przy tym nadzieję, że Polski on nie ominie. Bo skład świetny, muzyka niepalna, improwizacje znakomite, a i radości ze spotkania, wspólnego muzykowania, nawet w tym studyjnym nagraniu słychać mnóstwo.
autor: Józef Paprocki

Mark Hanslip: tenor saxophone
Wacław Zimpel: alto clarinet
Alex Bonney: trumpet
Olie Brice: double bass
Jeff Williams: drums

1. The Hands
2. The Old Yedidia
3. Immune to Clockwork
4. Crumbling Shyly
5. What Might Have Been
6. Snake Path
7. Tell Me Again



płyta do kupienia na multikulti.com

wtorek, 30 września 2014

Max Johnson Quartet [Ingrid Laubrock / Mat Maneri / Max Johnson / Tomas Fujiwara] "The Prisoner", NoBusiness Records 2014, NBCD66

Max Johnson Quartet [Ingrid Laubrock / Mat Maneri / Max Johnson / Tomas Fujiwara] "The Prisoner", NoBusiness Records 2014, NBCD66
Max Johnson, kontrabasista i improwizator, stworzył swój nowy projekt "The Prisoner" zainspirowany brytyjskim serialem futurystycznym pod tym samym tytułem powstałym w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku. Nie jest pierwszym muzykiem, dla którego był on źródłem inspiracji - odwoływali się do niego przed nim m.in. The Clash, Iron Maiden, jak i awangardowy kompozytor David Shea. Johnson do swojego kwartet zaprosił muzyków świetnie mu znanych, z którymi nie raz już w przeszłości miał okazję współpracować - saksofonistkę Ingrid Laubrock, altowiolistę Mata Maneri'ego' i perkusistę Tomasa Fujiwarę. Suitę zaś zbudował odwołując się do poszczególnych odcinków serii i przywołując mające w nich miejsce sytuacje.

Amerykański kontrabasista starał się przede wszystkim oddać charakter tamtego serialu - jego melancholię i nieco medytacyjny charakter. Lata sześćdziesiąte to był czas, gdy na ekranie wszystko toczyło się o wiele wolniej niż dzisiaj, a efektów specjalnych właściwie nie było. Wielką rolę natomiast odgrywało światło i nastrój. I właśnie do tego najsilniej odwołuje się Max Johnson. Serial był dosyć złożony i to również odgrywa niemałą rolę w muzyce Johnsona - pozostawia on bowiem dużą swobodę partnerom, zdając się na ich doświadczenie i wyczucie nastroju oraz formy. A że znają się wszyscy świetnie i myślą - w gruncie rzeczy dosyć podobnie - w niezwykle spójny sposób potrafią oddać klaustrofobiczny charakter tamtej filmowej produkcji.

Max Johnson
W niektórych odcinkach serialu - jak opisuje to Johnson - były dosyć brutalne epizody. W tych częściach (np. "No.24 Hammer into Anvil"), lider celowo uwalnia muzykę od szkieletu kompozycji, czuwając bardziej nad nastrojem muzyki niż nad jej formą czy nawet strukturą. Zdaje się na intuicję swoich partnerów i nie zawodzi się w najmniejszym nawet stopniu. Świetnie potrafią oni bowiem budować napięcie i oddać ducha opowieści budując napięcie w poszczególnych częściach (odcinkach), jak i na całej płycie. To album na którym wiele, bardzo wiele rzeczy odkrywa się przy ponownych przesłuchaniach, i dzięki temu cieszyć się nim można przez długi, długi czas. Polecam gorąco.
autor: Józef Paprocki


Ingrid Laubrock: tenor saxophone
Mat Maneri: viola
Max Johnson: bass
Tomas Fujiwara: drums

1. No.6 Arrival / No.58 Orange Alert 11'02"
2. X04 6'11"
3. No.12 Schitzoid Man (Gemini) 4'49"
4. No.24 Hammer into Anvil 10'34"
5. No.48 Living in Harmony 10' 46"
6. The New Number 2 7'33"
7. No.2 Once Upon a Time / No.1 Fallout 14'02"



płyta do kupienia na multikulti.com

poniedziałek, 29 września 2014

Jason Ajemian / Tony Malaby / Rob Mazurek / Chad Taylor "A Way A Land Of Life" [Vinyl 1LP, limited edition 400], NoBusiness Records 2014, NBLP74

Jason Ajemian / Tony Malaby / Rob Mazurek / Chad Taylor "A Way A Land Of Life" [Vinyl 1LP, limited edition 400], NoBusiness Records 2014, NBLP74
Współczesna muzyka Jasona Ajemiana zdaje się być w dużej mierze sumą jego doświadczeń i fascynacji. Gdy jednak obcujemy z kolejnymi jego płytami możemy liczyć, że znajdziemy tam jakiś element niekonwencjonalny, wybiegający w przyszłość, nowy - tak dla muzyki Ajemiana, jaki i - muzyki w ogóle.

Tym razem gdy spojrzy się na zestawienie nazwisk na okładce kwartetu nie sposób nie popatrzeć na chicagowskiego kontrabasistę z uznaniem. Zaprosił duet świetnie - nie tylko w Chicago znany - Chicago Underground Duo (Rob Mazurek / Chad Taylor) u uzupełnił jednym z najbardziej rozchwytywanych dzisiaj nowojorskich muzyków - Tonym Malabym mianowicie. Siebie obsadził w roli kontrabasisty i lidera kwartetu. I chociaż wszyscy ci muzycy znają się świetnie, chociaż koncertowali ze sobą w różnych zestawieniach wielokrotnie (i świetnie się dzięki temu rozumieją), nie mogę się oprzeć wrażeniu, że efekt spotkania pod dyrekcją Ajemiana także dla nich samych może być zaskakujący.

Jason Ajemian podchodzi dosyć lekko do muzyki - takie miałem wrażenie po pierwszym bezpośrednim z nim kontakcie. Zupełnie zmieniłem zdanie, gdy pierwszy raz usłyszałem go na żywo. To muzyk podchodzący do tego co robi z wielką powagą, ale umiejący spojrzeć na to w nieszablonowy, ożywczy sposób. Tak jest gdy wspólnie z bratem nagrywał kompozycje od końca - wydawałoby się, że wyjdzie z tego pastisz. Dźwiękowy happening w najlepszym razie, coś na kształt muzyki nowojorskiego downtownu. Nic bardziej mylnego - to kawał poważnego grania, jednak okraszonego tak charakterystycznym dla Ajemiana i chicagowskich jazzmanów młodego pokolenia ciepłem, ale i trochę nostalgią za jazzem minionych lat. I takie jest też to nagranie - otwarte pod względem brzmieniowym i pełne emocjonalnego nasycenia. I odwołujące się do klasycznego jazzu w różnych elementach. Starannie unikające jakichkolwiek schematów. I przesycone nostalgią, ciepłem, ale i energią. Polecam bardzo gorąco!
autor: Józef Paprocki

Jason Ajemian: bass, electronics
Tony Malaby: tenor saxophone
Rob Mazurek: cornet, electronics
Chad Taylor: drums

Side A:

1. White Light
2. Living The Sky
3. All Ups
4. All Nights
5. In The Imaginarium

Side B:

1. With A Mythador
2. Occasionally
3. Yes, We Know
4. That When You Come, We Die

płyta do kupienia na multikulti.com