Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ducret Marc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ducret Marc. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lutego 2017

Tim Berne with Baikida Carroll / Michael Formanek / Marc Ducret / Dominique Pifarely / Erik Friedlander / Chris Speed / Jim Black "Insomnia" Clean Feed 2011, CF215

Tim Berne with Baikida Carroll / Michael Formanek / Marc Ducret / Dominique Pifarely / Erik Friedlander / Chris Speed / Jim Black "Insomnia" Clean Feed 2011, CF215
Tim Berne to muzyk aktywny na scenie jazzowej od naprawdę długiego czas i wciąż jeszcze jego muzyka jest nie w pełni odkryta i doceniona. Urodził się w 1954 roku w Syracuse w stanie Nowy Jork. Bardzo późno rozpoczął naukę gry na saksofonie altowym - miał wtedy już 19 lat - pobierając lekcję u wspaniałych instrumentalistów jazzowej awangardy - Juliusa Hemphila oraz Anthony'ego Braxtona. Niedługo potem otworzył własną wytwórnię muzyczną Empire Productions. Pierwszy album sygnowany jego nazwiskiem ukazał się w 1979 roku nagrany na zachodnim wybrzeżu we współpracy z takimi muzykami jak Vinny Golii, Alex Cline i Roberto Mirandy. Berne na przestrzeni lat współpracował m.in. z gitarzystami Billem Frisellem, Marcem Ducertem, Davidem Tornem, Johnem Hornem (m.in. przy nagraniu płyty "Spy vs Spy" w repertuarze Ornette'a Colemana), skrzypkiem Matem Manerim, trębaczem Herbem Robertsonem, perkusistą Tomem Raineyem, instrumentalistą klawiszowcem Craigem Tabornem, basistami Michaelem Formanekem i Drew Greesem. Na początku lat dziewięćdziesiątych założył kolejną wytwórnię - Screwgun (www.screwgunrecords.com) - która istnieje po dziś dzień wznawiając dawne płyty saksofonisty.

Najnowszy (chociaż zarejestrowany w 1997 roku) album Berne'a ukazała się jednak nakładem portugalskiej oficyny Clean Feed. Nagrana w gwiazdorskiej obsadzie płyta (oprócz kompozytora i lidera same sławy - Baikida Carroll, Michale Formanek, Marc Ducret, Dominique Pifarely, Erik Friedlander, Chris Speed oraz Jim Black) przynosi ledwie dwie kompozycje. Ale za to jakie. Niezwykle rozbudowane i zróżnicowane, układają się w kształt suity o odmiennych, ale płynnie przechodzących jedna w drugą, częściach. Oparte na komponowanych - lecz nie melodyjnych tematach - pozostawiają sporo miejsca na indywidualne improwizacje poszczególnych muzyków, jednak ich charakter i wyraz określa komponowana część suity, w której się znajdują. Te dwie kompozycje Berne'a - mam wrażenie - mają nieco ilustracyjny charakter, momentami zbliżający je do muzyki współczesnej, gdzie improwizacja jest funkcją kompozycji. Charakter ich pozwoli docenić je w pełni po wielokrotnym przesłuchaniu - wtedy w pełni dostrzegamy tworzone ukradkiem harmonie, wielonarracyjny charakter kompozycji oraz prawdziwie mistrzowskie zgranie zespołu. Drugą kompozycję na płycie ("oPEN, cOMA") Tim Berne nagrywał już wcześniej wespół z duńskimi muzykami, na płycie pod takim właśnie tytułem. Ale dopiero to, pierwotne jej nagranie, pozwala w pełni docenić mistrzostwo i charakter tego utworu. Polecam gorąco!
autor: Marek Zając

Baikida Carroll: trumpetChris Speed: clarinet
Dominique Pifarély: violin
Erik Friedlander: celloJim Black: drums
Marc Ducret: 12 string guitarMichael Formanek: bass
Tim Berne: alto saxophone, baritone saxophone
1. The Proposal 35:58
2. Open Coma 29:56

płuyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 9 lipca 2016

Marc Ducret Trio+3 "Métatonal" Ayler Records 2015, AYLCD148

Marc Ducret Trio+3 "Métatonal" Ayler Records 2015, AYLCD148
Marc Ducret to od lat jeden z najbardziej cenionych gitarzystów europejskich związanych ze światem muzycznej awangardy. Jego długoletnia i niezwykle owocna współpraca z Timem Bernem zaowocowała licznymi projektami (m.in. Caos Totale, Bloodcount, Big Satan, Insomia), których znaczenia w świecie awangardowego jazzu nie sposób przecenić. Jednak ten blisko sześćdziesięcioletni już instrumentalista od lat prowadzi także własne zespoły i doczekał się - także jako lider - niemałego uznania.

Urodził się w Paryżu w 1957 roku. Nigdy nie pobierał lekcji gry na gitarze, jest kompletnym samoukiem. Gdy miał kilkanaście lat zaczął zawodowo parać się muzyką, początkowo jednak współpracował z grupami muzyki popularnej i folkowej. Pierwsze nagrania studyjne zrealizował jeszcze nim ukończył 20 lat. Równocześnie zaczął interesować się muzyką jazzową, a nieco później jej awangardowymi odmianami, jednak nigdy nie porzucił grania klasycznego jak i mainstremowego jazzu. W 1986 roku został członkiem French National Jazz Orchestra. Pod koniec lat osiemdziesiątych założył własne trio, z którym później koncertował w Europie, Afryce i Azji. Ducret ma na koncie także kilka nagrań solowych: wydany nakładem Screwgun (oficyny Tima Berrne'a), Winter & Winter oraz Ayler Records. W późnych latach 90-tych, Marc Ducret utworzył także własny Tentet, z którym gra muzykę inspirowaną jazzem lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku.

Najnowszy jego projekt to trio z basistą Bruno Chevillon oraz Eric'em Echampardem, jednak samo nagranie zostało zrealizowane w poszerzony o trzech instrumentalistów składzie - saksofonistę Christophe'a Monniot, trębacza Fabrice'a Martineza oraz szwajcarskiego puzonistę Samuela Blasera. Jednak nie jest tak, że cały album "Metatonal" zarejestrowany został w sekstecie - poszczególne kompozycje zarejestrowane zostały w różnych konfiguracjach i bardzo się to temu albumowi przysłużyło. Płyta niezwykle zyskała na różnorodności a stylistyczne odwołania rozciągają się od free improv'u aż po niemal funkowy groove, gdy na scenę wychodzą muzycy w komplecie brzmiąc jak wcale niemała orkiestra. Pod każdym względem to muzyka niezwykle współczesna - gdyby nie to, że strasznie wytarte to sformułowanie - można by rzecz: postmodernistyczna. Eklektyczna, a zarazem niezwykle spójna w wyrazie i charakterze. I to jest niemała zasługa lidera formacji - to właśnie jego wizja i brzmienie scalają ten świat w jedną spójną opowieść i całość. Fascynująca i przekonywująca muzyka!
autor: Józef Paprocki

Marc Ducret: electric guitar
Bruno Chevillon: double bass
Eric Echampard: drums
Fabrice Martinez: trumpet
Christophe Monniot: saxophones
Samuel Blaser: trombone

1. Dialectes
2. Inflammable
3. 64
4. Kumiho
5. Porteurs de lanternes

płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 30 grudnia 2015

Marc Ducret feat. Tim Berne, Kasper Tranberg, Dominique Pifarély, Tom Rainey "Tower-Bridge" [2CD], Ayler Records 2015, AYLCD139140

Marc Ducret feat. Tim Berne, Kasper Tranberg, Dominique Pifarély, Tom Rainey "Tower-Bridge" [2CD], Ayler Records 2015, AYLCD139140
Podwójny album, Marca Ducreta "Tower-Bridge" to jakby zwieńczenie projektu realizowanego w latach 2012-2013, kiedy to ten sam cykl szkicowych kompozycji nazwany "Tower" interpretował w rozmaitych składach - z francusko-duńskim kwintetem (volume 1), francusko-amerykańskim kwartetem (volume 2), francuskim sekstetem (volume 3) i na akustycznej gitarze solo (volume 4). Tutaj jednak, podczas dwóch koncertów na trasie udało się zebrać razem wszystkich muzyków biorących udział w projekcie podczas nagrań studyjnych i dokonać pewnej syntezy. Chociaż bardziej chyba pasowało by tu słowo "pełnia".

Zebrany tu materiał rzuca bowiem zupełnie nowe światło na projekt i kompozycje Ducreta, które w nowym, orkiestrowym brzmieniu ukazują swój rzeczywisty kształt i charakter. Drapieżna, oparta często na groovie muzyka w niczym nie krępuje swych wykonawców - pozwala wykazać się kreatywnością i instrumentalną wirtuozerią, pozwala na improwizację, ale też porządkuje inwencję każdego z muzyków. Wielka w tym zasługa Ducreta,, chociaż nie wiem czy idea takiego zwieńczenia całego projektu od początku była brana pod uwagę, czy też narodziła się w trakcie jego trwania, w toku prac nad nim.

„Tower-Bridge” to dwie godziny muzyki, która potrafi zachwycić, podniecić, czasem rozmarzyć, zwrócić uwagę na detal i indywidualny charakter brzmienia każdego z instrumentalistów. To muzyka na wskroś nowoczesna, inpirowana mnogością źródeł z których - jak pisze sam Ducreta - najważniejsza jest narracyjna technika stosowana przez Władimira Nabokova w jego późnych powieściach. Ale to również film “Tower in the Mist” Sylvaina Lemaire, który można obejrzeć korzystając z dołączonego do płyty kodu.

Genialne nagranie będące zwieńczeniem wielu lat pracy Marca Ducret i niemałej grupy jego przyjaciół. Koniecznie!
autor: Marek Zając

Kasper Tranberg: trumpet
Dominique Pifarély: violin
Tim Berne: alto saxophone
Matthias Mahler: trombone
Fidel Fourneyron: trombone
Alexis Persigan: trombone
Frédéric Gastard: bass saxophone
Antonin Rayon: piano
Sylvain Lemêtre: percussion
Tom Rainey: drums
Peter Bruun: drums
Marc Ducret: electric guitar

CD 1:
1. Sur l'Electricité
2. Real Thing #1
3. Real Thing #2

CD 2:
1. Real Thing #3
2. Softly Her Tower Crumbled ... in the Sweet Silent Sun
3. L'Ombra di Verdi



płyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Marc Bernstein’s Out Of The Blue feat. Marc Ducret "Out of the Blue", Multikulti Project 2015, MPI032

Marc Bernstein’s Out Of The Blue feat. Marc Ducret "Out of the Blue", Multikulti Project 2015, MPI032
Marc Bernstein, amerykański saksofonista i klarnecista, kompozytor i improwizator chyba bardziej znany i ceniony jest w Europie niż w rodzinnym kraju. I nie bez powodu - od lat bowiem mieszka i tworzy w Dani (dokąd zresztą podążył za głosem serca). A że w dodatku jest aktywny głównie na scenach skandynawskich koncertując i nagrywając przeważnie z europejskimi muzykami - nic więc dziwnego, że w Stanach nie tak o nim pamięta. Za to w Skandynawii jest niezwykle ceniony, a w Danii cieszy się - zresztą nie bez powodu - wielkim szacunkiem.

Marc Ducret / Marc Bernstein
Ten pięćdziesięciopięcioletni dziś muzyk pod własnym nazwiskiem wydał do tej pory bodaj dziesięć płyt. Teraz mamy okazję cieszyć się jego pierwszym albumem wydanym w Polsce - za sprawą oficyny Multikulti Project. I radość ta nie wynika tylko z tego, że to właśnie w polskim labelu ukazał się ten album; nie - chodzi przede wszystkim o to, co na tej płycie się znajduje. A ja osobiście - nie mogłem się od tego albumu oderwać.

Bernstein zaprosił do nagrania tego materiału nie byle kogo. Na gitarze gra tu Marc Ducret, francuski gitarzysta - kompletny samouk! - którego brzmienia i techniki nie da się przez to z niczym porównywać. Dał się on poznać szerokiej publiczność, jako długoletni partner muzycznych poszukiwań Tima Berne'a w jego najbardziej chyba niezwykłych projektach - Caos Totale, Bloodcount i Big Satan, gdzie bardzo często jego instrument i gra determinowały brzmienie całego kolektywu. Dla Berne'a był przez lata mniej więcej tym, kim Marc Ribot stał się dla innego nowojorczyka - Johna Zorna. Autorskich projektów wydał zresztą nie mało - od wydawanych dla Screwgun, Winter & Winter oraz Aylera solowych projektów, przez duety, tria, kwartet, na własnym Tentecie kończąc. I chociaż od lat jego nazwisko kojarzone jest silniej z awangardową sceną, sam nigdy nie porzucił grania mieszczącego się w jazzowym mainstreamie. Ale zawsze odciska na granym materiale własne - autorskie i unikatowe - brzmienie.

Marc Ducret
Wszystkie kompozycje Marca Bernsteina mieszczą się w dosyć szeroko pojętym jazzowym mainstreamie, o mroczno-balladowym, płynącym zabarwieniu. I wydaje mi się, że sam autor nie ma ambicji grania jakiejś wielce awangardowej muzyki. Potrafi on jednak wykorzystać właściwie talent i wizjonerskie spojrzenie Ducreta i właściwie wykorzystać je, wpasować jego indywidualność, w autorską muzyczną wizję. To, co się tyczy Marca Ducret, w równym stopniu dotyczy także basisty Nilsa Davidsena. Ten bardzo rozchwytywany duński sideman korzysta tu (obok akustycznego basu) z instrumentu elektrycznego, stworzonego przez jednego wizjonerskich lutników i konstruktorów basowych gitar - Adolpha Rickenbachera. I brzmi on zaiste unikatowo. Świetnie słychać to choćby w króciutkiej kompozycji "Our Strokes" gdzie wysuniętemu na pierwszy plan Bernsteinowi na zmianę podgrywają podkład Ducret i Davidsen. Takie też - cudownie mroczne - jest intro w "Kibrick" gdzie cichym trąceniom strun Ducret'a towarzyszy równie cicho funkujący bas Davidsena. A wszystko to gdzieś w tle niemal mistycznie brzmiącego tu basowego klarnetu Bernsteina. Mistycznie - bowiem amerykański muzyk zdaje się odwoływać czasami do muzyki żydowskiej, ale zawsze czyni to nie wprost, delikatnie, na marginesie; nigdy, ani przez chwilę nie determinuje ona poczynań tak jego, jak i jego partnerów. Ale jest obecna w namacalny, wyczuwalny sposób. "Kibrick" w dalszej części jest popisem Ducreta, który w końcu odrzuca kompozycyjny gorset i ma nieco dłuższe, warczące solo do zagrania, które samo w sobie okazuje się być prawdziwą perełką.

Sam Bernstein, jako instrumentalista wypada ciekawie, niezwykle i głęboko - gdy gra na basowym klarnecie, nieco bezbarwnie na alcie, ale akurat w tym przypadku ("Down On The Carrefour"), gdy gra razem z Ducretem w najwyższej formie, trzeba go rozgrzeszyć. Bardzo natomiast podoba mi się jego brzmienie, gdy sięga po baryton. I większej jego obecności na tym instrumencie nieco mi tutaj zabrakło.

Najbardziej sztampowo wypada Peter Bruun. I to wcale nie dlatego, że jest słabym perkusistą czy też brak mu indywidualnej inwencji - po prostu nieco brakuje tu dla niego przestrzeni. Nie jest to jednak wadą tej płyty, bo dzięki takiemu a nie innemu balansowi pomiędzy poszczególnymi instrumentalistami brzmi ona tak niezwykle. Bo efekt - płyta - jest naprawdę znakomita. Z jednej strony osadzona w jazzowej tradycji, z drugiej, głównie dzięki grze Ducreta i Davidsena - otwarta na awangardę. Zwarta i spójna, nie przegadana. A gdy kończy się - trzeba koniecznie włączyć ją raz jeszcze by w pełni nacieszyć się muzyką.
autor: Marcin Jachnik

Marc Bernstein: bass clarinet, saxophones
Marc Ducret: guitar
Peter Bruun: drums
Nils Davidsen: acoustic bass, Rickenbacher bass

1. Down To The Carrefour
2. Good People
3. Kibrick
4. Mlezker
5. News From The Front
6. Our Reprise
7. Our Strokes
8. Out Of The Blue




płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 27 października 2012

Angelica Sanchez Quintet [Angelica Sanchez / Drew Gress / Marc Ducret / Tom Rainey / Tony Malaby] "Wires & Moss" Clean Feed 2012, CF259


Angelica Sanchez Quintet [Angelica Sanchez / Drew Gress / Marc Ducret / Tom Rainey / Tony Malaby] "Wires & Moss" Clean Feed 2012, CF259

Przeglądając stronę Angeliki Sanchez (www.angelicasanchez.com) można dojść do wniosku, że ta skądinąd awangardowa pianistka nie ma szans na szlifowanie własnych projektów. Skoro w ciągu niecałego miesiąca wielokrotnie zmienia kontynenty i składy (najpierw europejska trasa Harris Eisenstadt's September Trio, powrót do Nowego Jorku, później wycieczka do Sao Paulo i koncert z Rob Mazurek's Pulsar Quartet, powrót do NY, kolejna wyprawa do Europy i koncert z Lucas Niggli Trio, w międzyczasie koncerty w NY) pytanie o czas na własne projekty samo nasuwa się na myśl. Tym bardziej zadziwiony jestem, gdy dostałem do rąk jej najnowszą płytę "Wires & Moss", wydaną właśnie przez Clean Feed Records, nie bez powodu uznawaną za najlepszą jazzową wytwórnię na świecie. To już trzecia autorska płyta Angeliki Sanchez w jej barwach, i trzeba powiedzieć, że trzecia znakomita płyta. Formuła w stosunku do pierwszej "Life Between" nie uległa radykalnej zmianie, po pierwsze skład jest identyczny, Angelica Sanchez, Tony Malaby, Marc Ducret, Drew Gress i Tom Rainey, po drugie, co jest już regułą na jej autorskich płytach, wszystkie utwory wyszły spod ręki liderki, po trzecie mamy do czynienia z żelazną dyscypliną grania, co zważywszy na wysoką temperaturę, uzyskiwaną raczej w składach free-improve, warte jest odnotowania i staje się powoli charakterystyczną cechą jej muzycznej koncepcji.

Angelica Sanchez w swojej ponad 20-letniej karierze współpracowała z prawdziwymi legendami kreatywnego jazzu, jak też z muzykami jej pokolenia: Wadada Leo Smith, Paul Motian, Brandon Ross, Susie Ibarra, Tim Berne, Mario Pavone, Trevor Dunn, Mark Dresser, Ed Schuller, Reggie Nicholson, Mike Sarin, Chad Taylor, Harris Eisenstadt czy Michael Formanek to muzycy, bez których współczesny jazz miałby inne oblicze. Mając szansę kształtować swój autorski język wypowiedzi, grając z prawdziwie kreatywnymi muzykami wykorzystała ten czas znakomicie. Słychać to w każdym utworze, W rozpoczynającym płytę "Loomed", chciałoby się powiedzieć leniwa, porwana narracja za sprawą gitary Marka Ducreta nabiera wigoru, niebagatelna jest rola sekcji rytmicznej, tego fundamentu, bez którego improwizacje Ducreta, a później Malaby'ego nie osiągnęłyby takiej intensywności. W najbardziej lirycznym "Feathered Light", tu już w roli głównej małżeńska para, Sanchez na fortepianie, po swojemu niby lakoniczna, Malaby tym razem na sopranie, intensywnym, lirycznym tonem saksofonu wprowadzają nas w świat prawdziwej więzi ducha, będącej konsekwencją wieloletniego zawodowego i osobistego związku. W kolejnym, złożonym niejako z dwóch "Soaring Piasa", gdzie do pojedynczego dźwięku tenoru Malaby'ego powoli dołączają pozostali muzycy, Ducret, Sanchez, Rainey i na końcu Gress, tkają swoją abstrakcyjną, dźwiękową sieć, powoli nabierającą widoczny kształt, by w drugiej części wydobyć na pierwszy plan, melodyczny motyw, który następnie zapętlają, osiągając niezwykły efekt i bliską wrzenia temperaturę grania. Każdy z muzyków prezentuje się tutaj ze swojej najlepszej strony, grają tak, że trudno sobie w tym miejscu byłoby wyobrazić kogoś innego. W kolejnych dwóch "Dare" i tytułowym "Wires & Moss", wyraźnie słychać, że Angelica Sanchez to kompozytorka syntezy, nie dokonuje mocnego rozgraniczenia między gatunkami muzycznymi, których wielość może onieśmielać. W kończącym płytę "Bushido", Tom Rainey grając bardzo dynamicznie, nadaje muzyce porywającą motorykę a Tony Malaby, masywnym brzmieniem saksofonu tenorowego wyprowadzają emocjonalny cios w żaden sposób nieograniczony artystycznymi kompromisami. To juz koniec, nie sposób wyciągnąć płytę z odtwarzacza, trzeba ją posłuchać ponownie.

"Wires & Moss" to połączenie wody z ogniem, swobody i dyscypliny, kompozycji i improwizacji. Niektórzy muzycy sceny free-improve mawiają, że "nuty unieruchamiają muzykę", oczywiście fraza ta miała być artystyczną prowokacją, i jako taka jest jak najbardziej uzasadniona. Jednak tak jak to było chociażby z duńską dogmą, wg. zasad, której nie nakręcono żadnego ważnego filmu, wartość leży w warstwie symbolicznej, nie merytorycznej hasła. Kolejna już płyta Angeliki Sanchez, od lat związanej ze środowiskiem nowojorskiej awangardy, która w prostej drodze jest spadkobiercą jazzowych rewolucjonistów z lat 60. i 70. Dobitnie pokazuje, że "nuty nie unieruchamiają muzyki", jednak bez świata poza nimi język jazzu jest jak zatopiony w żywicy prehistoryczny owad, widowiskowy, ale jednak martwy.
autor: Tomasz Konwent

Angelica Sanchez: piano
Drew Gress:
double bass
Marc Ducret:
guitar
Tom Rainey:
drums
Tony Malaby:
tenor saxophone, soprano saxophone
1. Loomed
2. Feathered
3. Soaring Piasa
4. Dare
5. Wires & Moss
6. Bushido

płyta do kupienia na multikulti.com