Najnowsza płyta gitarzysty Sandro Fazio jest drugą częścią muzycznej trylogii. Po wydanej w roku 2008 płycie "The Birth" (Narodziny), przyszedł oto czas na "Growth" czyli dorastanie (w internecie można znaleźć informację o tym, że trzeci album ma być zatytułowany "Wisdom" - mądrość). Jak opowiada o tym projekcie sam muzyk - stara się dorastać razem z tym projektem, rozwijając muzyczną koncepcję, dbając o większą złożoność kompozycji i improwizacji oraz stale pracując na indywidualnym stylem wykonawczym.
Ten album ma jedną fantastyczną cechę - nie da się go przypisać definitywnie do żadnego z jazzowych rodzajów, chociaż w całości to tego gatunku należy. Sugestywny i finezyjny jako gitarzysta Fazio, jako kompozytor znakomicie rozwija narrację i buduje napięcie w poszczególnych utworach. Rozwijane konsekwentnie w niespiesznych tempach, są hipnotyzujące i nieustępliwe, chociaż okraszone niemałą dawką melodyjnego liryzmu. Sama konstrukcja poszczególnych utworów jest niezwykle zmienna - i stąd właśnie wypływa różnorodność rodzajowa w tym nagranie. Pomaga w tym cudowne wyważenie proporcji pomiędzy kompozycją i improwizacją, które odsłania strukturę, i mimo formalnych komplikacji, nie czynią tej muzyki bardzo pokręconą w odbiorze słuchaczy.
To płyta dopracowana w najmniejszych szczegółach, wręcz dopieszczona pod względem dźwięku i dynamiki, swój ostateczny kształt zawdzięcza znakomitym partnerom gitarzysty - Francesco Bearzattiemu na saksofonach i klarnetach, Franzowi von Chossy za klawiaturą fortepianu, Clemensowi van der Feenowi na basie oraz Martijnowi Vinkowi na perkusji. Bardzo polecam!
autor: Józef Paprocki
Sandro Fazio: electric guitar, midi guitar Francesco Bearzatti: tenor saxophone, clarinet Franz von Chossy: piano Clemens van der Feen: double bass Martijn Vink: drums
1. Quand On Est Jeune
2. Agghiacciante
3. Reminiscenza
4. Growth
5. Olena
6. Dark Clouds
7. Desiderio
8. Siren Mood
Płytą "Dream Keeper" portugalski gitarzysta i kompozytor Andre Fernandes nie tyle debiutuje na międzynarodowej scenie jazzowej, ale na pewno wypływa na szersze wody. Ten niezwykle od lat ceniony w ojczyźnie muzyk (pisano już o nim jako o najważniejszym muzyku jazzowym w Portugalii), dotąd nie miał szczęścia do międzynarodowych projektów i kolaboracji. Na albumie tym, zawierającym jego autorskie kompozycje, w końcu ma szansę zaprezentować swoją muzykę i artystyczną wizję światowej publiczności.
Obecny na jazzowej od 2002 roku Fernades postrzegany jest w Portugalii jako strażnik jazzowej tradycji, chociaż jego muzyka wciąż przy tym, jest kreatywna i inspirująca. Najnowsza płyta gitarzysty przynosi właściwie kwintesencję jego muzycznego stylu i estetycznych zainteresowań, z jednej strony odwołując się choćby do dokonań Wesa Montgomery'ego (Fernandes świetnie posługuje się techniką "single note"), z drugiej - śmiało potrafi sięgać do skarbnicy muzyki fusion. Cały czas jednak pozostaje w obrębie jazzowego mainstreamu jakby bardziej interesowała go estetyka i piękno niż jakiekolwiek dźwiękowe eksperymenty. Więcej tu wysmakowanego piękna, jakby w tym artysta poszukiwał sensu swojej artystycznej drogi.
Oczywiście wcale nie oznacza to flirtowania z muzyką popularną czy stricte rockową estetyką znaną z nagrań wielu gwiazd jazzu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Fernandes odsłania w swym graniu wielką paletę barw i kolorów w cudowny sposób wykorzystując kunszt i geniusz swoich scenicznych partnerów. Na szczególną uwagę zasługuje zupełnie mi dotąd nieznany tu saksofonista Perico Sambeat oraz znakomity, znany z nagrań z Tomaszem Stańko fiński pianista Alexi Tuomarilla. Jako lider zespołu, zostawia przestrzeń dla innych, aby to jego muzyka mogła w pełni wybrzmieć
Jeśli więc "Dream Keeper" jest oznaką tego, co ma przyjść, nowego, młodego (już nie tak bardzo) pokolenia, to należy się tego niezmiernie cieszyć. Następne lata dzięki zapowiadają się przez takich muzyków jak Andre Fernandes niezwykle ekscytująco.
autor: Wojciech Łastruga
Andre Fernandes: guitar Perico Sambeat: alto saxophone, soprano saxophone, flute Alexi Tuomarila: piano Demian Cabaud: bass Iago Fernandez: drums
Marcelo Araujo: percussion on 2 and 6 Paulo Gaspar: bass clarinet on 1, 2, 3, 4 and 6 Desiderio Lazaro: tenor saxophone on 2 and 6 Goncalo Marques: trumpet, flugelhorn on 2 and 6
Ten nietypowy skład w którym obok pianisty i lidera Roberto Negro grają
jeszcze skrzypek i altowiolista Theo Ceccaldi, wiolonczelista Valentin
Ceccaldi oraz Adrien Chennebaut na bębnach i perkusji narodziła się
prawie dwa lata temu w wyniku propozycji napisania muzyki dla produkcji
teatralnej. Muzyka powstała, ale miała charakter stricte komponowany.
Wszyscy jednak instrumentaliści od dawna zafascynowani są muzyką
improwizowaną, a ponieważ pracowało się im razem fenomenalnie
postanowili kontynuować współpracę na tym właśnie polu.
Nie mamy
tutaj jednak do czynienia z muzyką stricte improwizowaną. Te utwory,
odwołujące do dorobku klasycznej awangardy dwudziestego stulecia, do
Bartoka, Stockhausen, wiedeńskich dodekafonistów (Schönberg, Berg)
prowadzą słuchacza od udręczonej kontemplacji do wybuchów
melancholijnego liryzmu, od minimalistycznego skupienia do pełnej
dziwnych dźwięków i aharmonicznych zestawień hałaśliwego misteriuym. To
muzyka fascynująca i nieuładzona, nie mająca wiele wspólnego z jazzem
czy swingiem, poszukująca konotacji z klasyczną awangardą i stamtąd
wywodzącą indywidualny język improwizacji każdego z instrumentalistów.
Znakomita
płyta, którą jednak poleciłbym nieco bardziej osłucham ze współczesną
muzyką odbiorcom. W tej La Scali (włoskie - schody lub drabina) nie ma
windy - trzeba wspiąć się tam samodzielnie i odważnie wyruszyć ku tej
muzycznej przygodzie.
1. Zapoi
2. Enjambée
3. Free Dots to Pax, part 1
4. Coucou Hibou
5. Deuxieme Service
6. Nous n'irons pas en disco club ce soir
7. Free Dots to Pax, part 2
Kenny Werner to pianista ceniony i niezwykły. Od małego uznawany był za
genialne dziecko - pierwsze nagrania i występy telewizja z jego miały
miejsce gdy miał skończone jedenaście. Potem zdobywał jeszcze formalne
wykształcenie - ukończył Manhattan School of Music oraz Berklee School
of Music. W latach osiemdziesiątych grał z kwartetem Archie Shepa i
orkiestrą Mela Lewisa obok takich sław jazzu jak Stan Getz i Dizzie
Gillespie. Aranżował dla Cologne Radio Jazz Orchestra (WDR), Danish
Radio Jazz Orchestra, The Metropole Orchestra.
Dzisiaj artysta
należy do scisłej czołówki muzyków nowojorskich, współpracuje i
występuje na co dzień z takimi gwiazdami jazz jak Joe Lovano, Dave
Holland, John Scofield, Ron Carter, Peter Erskine, John Abercrombie,
Bobby McFerrin, Joe Henderson, Ed Blackwell, Paul Motian, Charlie
Haden... Ale w jego grze nie to wydaje się najważniejsze. O Wernerze i
jego muzyce pięknie pisał całkiem niedawno Maciej Karłowski: "Tak,
Werner sprzed lat to inny muzyk, ale przede wszystkim także inny
człowiek. Jego grę niektórzy nazwą pogłębioną pianistyką, jeszcze inni
wielką świadomością formy i wiedzą jak tę formę wypełnić zdecydowanie
niebłahymi dźwiękami. Niech będzie! Ja jednak gdzieś po cichu myślę
sobie, że być może przyczyna niezwykłej Wernerowskiej metamorfozy leży
zupełnie gdzie indziej. Wspaniałym pianistą był już wiele lat temu.
Wiele lat temu też reszta świata do zobaczyła i doceniła. Teraz wydaje
się chwilami pianistą natchnionym, niejako żywym dowodem, że jazz to
muzyka ściśle związana z życiem, a doświadczenia życiowe nie dość, że
odbijają się w nim, to jeszcze stanowią o jego randze."
Ten opis
można śmiało odnieść do najnowszego albumu Kenny Wernera nagranego w
trio albumu pianisty. Zarejestrowany z partnerami - basistą Heine Van de
Geyne oraz perkusistą Hansem van Oosterhoutem - z którymi okazjonalnie
współpracował już wcześniej (w trio, ale także w ramach kwartetu Tootsa
Thielemansa) album, jest znakomitym przykładem jak działa wspólnota
muzycznej wizji, idei i wrażliwości, miast lat wspólnych doświadczeń i
godzin prób.
Ta właśnie wspólnota sprawia, że muzycy brzmią jak
jeden organizm, spójnie. Płyta ta świetnie pokazuje, że nawet z dosyć
swobodnego grania, można tworzyć piękne, liryczne melodie i ułożyć
płytę, gdzie każda kolejna fraza, ale i każdy kolejny utwór jest
logiczną idei. Prócz kompozycji pianisty i improwizacji tria na płytę
trafił także standard z muzyki popularnej - "Sound of Silence" duetu
Paul Simon / Art Garnfunkel.
Piękna współpraca ("Collaboration"), zdecydowanie zasługująca na uwagę i zachwyt słuchaczy!
autor: Marek Zając
Kenny Werner: piano Hein Van de Geyn: bass Hans van Oosterhout: drums 1. Sound Of Silence 2. Do You Do 3. Feeling Round for it 4. Attitude 5. Elegante 6. First Line 7. Crystals 8. In The Heart 9. There Will Never Be Another You 10. Passage 11. Dot Dash 12. Raising The Bar
Na początku był pomysł. Na coś pomiędzy koncertem, performensem, przedstawieniem; pomiędzy muzyką, teatrem, dźwiękową improwizowaną poezją i politycznym manifestem. Udało się go zrealizować jako "Printemps" w L'atelier du Plateau w Paryżu w 2011 roku. Splecione głosy Julien Boudart, Xavier Papais i egipskiego blogera Aalam Wassef sięgały do doświadczeń arabskiej wiosny, do tego co ówcześnie działo się m.in. w Egipcie, były także refleksją nad wybuchem i przemianami w arabskich krajach.
Potem powstał pomysł by nagrać "soundtrack" tego wydarzenia. I to właśnie - mocno poszerzone i zmienione (tak, by mogło istnieć samodzielnie tylko w materii dźwiękowej, bez warstwy wizualnej) znalazło się na pierwszej płycie tego wydawnictwa ("Printemps"). Prócz głosów wyżej wspomnianych - Juliena Boudarda, Aalama Wassefa, Xaviera Papais ścieżkę dźwiękową stanowi kwartet instrumentalistów - flecista Sylvaine Hélary (także autor wszystkich kompozycji), saksofonista Hugues Mayot, Sylvain Lemetre na wibrafonie i perkusji, oraz pianista Antonin Rayon.
Drugi krążek - "Spring Roll" to całkowicie instrumentalne (są tu głosy, ale potraktowane jako dodatkowe instrumenty) jest jakby przedłużeniem "Wiosny" ("Printemps"), kwartet gra muzykę niezwykle zmysłową, w cudowny sposób wiążąc partie komponowane i improwizowane, sięgając przy tym do inspiracji amerykańskim minimalizmem. W przypadku obu krążków mamy do czynienia z niezwykłym przypadkiem dźwiękowej podróży, będącej jasnym hymnem wolności, otwartości, inwencji i kreatywności. Radości tworzenia, mającej - zwłaszcza w dobie wielkiego kryzysu związanego z napływem do Europy rzesz imigrantów - także swój wyraz polityczny. Cudowne nagranie!
CD 1: Printemps
1. Appel au Caire
2. Pas de crépuscule
3. Ronde 4
4. Les lieux communs I
5. Les lieux communs II
6. La production du milieu
7. Ronde 1 - Ronde 2
8. Le désert blanc sale dure assez
9. Grand écart
10. Les lieux communs III
11. Dans le taxi
12. La danse de l'horloge
13. La révolte des puritains d'écosse
14. Ronde Michelson
15. Ouverture
CD 2: Spring Roll
1. Ailes
2. Deux
3. Trop pres
4. Bruissements du monde
5. Île
6. L'esquive
7. Léger errement
Brazylijski śpiewak, kompozytor i gitarzysta przebojem wdarł się do świata jazzu najpierw za sprawą wspólnej z Wayne'em Shorterem płyty "Native Dancer" z 1975 roku, później za sprawą płyty "Angelus", do której nagrania zaprosił m.in. Pata Metheny'ego, Jona Andersona, Wayne'a Shortera, Herbie'go Hancocka, Jamesa Taylora i Petera Gabriela. W 1998 roku, po kilkukrotnych nominacjach (w latach 1991, 1995 i 1998) za album "Nascimento" otrzymał Grammy Award w kategorii 'Best World Music Album of The Year'. Ma na swoim koncie nagrania z Paulem Simonem, George'm, Duke'm, Quincy Jonesem, Earth, Wind and Fire czy też zespołem Duran Duran. Wspólnie z Danielem Barenboimem nagrał w 2000 'Brazilian Rhapsody'.
'Belmondo & Milton Nascimento' to jak dotąd ostatni album brazylijskiego barda, który zasłynął łączeniem samby i bossa novy z bardziej popularna piosenką. W odstawkę poszedł charakterystyczny rytm, a główny nacisk położono na melodie i harmonie. Te nie miały jednak wiele wspólnego z jazzowymi ciągotami bossy, ani barokowym popem tropicalii, zamiast tego wydawały się przepuszczać lokalny folklor przez wrażliwość fanów wysmakowanego popu spod znaku Beatlesów.
Współpraca z braćmi Belmondo, filarami jazzowego środowiska we Francji zaowocowała albumem pełnym brazylijskiej piosenki, czułego akompaniamentu jazzowej orkiestry i solowych akcentów, za które odpowiedzialni są słynni Francuzi. Warto przypomnieć, że krążek 'Espaces Baroques', nagrany wspólnie z Frédérikiem Galliano, wydany w 1997 roku, był jedną z pierwszych w historii płyt operujących na pograniczu jazzu i inteligentnych nowych brzmień. Mamy zatem do czynienia z partnerami, którzy znacząco przyczynili się do powstania dwóch gatunków muzycznych. Słychać to w każdej melodii, każdym zagraniu, każdej frazie... Ci muzycy nawzajem znają swoją wartość, nie ścigają się ze sobą, kroczą raczej dostojnym acz lekkim krokiem, przez w pełni samodzielny muzyczny mikrokosmos, który bez wątpienia udało im się razem stworzyć.
autor: Andrzej Fikus
Milton Nascimento: vocal, acoustic guitar, accordion Lionel Belmondo: soprano saxophone, flute Stephane Belmondo: flugelhorn Eric Legnini: piano Thomas Bramerie: acoustic bass Andre Ceccarelli: drums Sabine Tavenard: flute Bernard Burgun: oboe, English horn Jerome Volsin: clarinet, bass clarinet Cecile Hardouin: bassoon Jean-Pierre Bouchard: French horn Bastien Stil: tuba Wilson Lopes: guitars Lionel Cheib: percussion
Ricard Chieb: percussion L'Orchestre National d'Ile de France: strings
1. Ponta De Areia
2. Cancao Do Sal
3. Milagre Dos Peixes
4. Oracao
5. Travessia
6. Morro Velho
7. Nada Sera Como Antes
8. Berceuse/Malilia
9. Suadade Dos Avioes Da Panair/Ponta De Areia
Tony Malaby na nowojorskiej scenie jazzowej wydaje się być niemal
wszechobecny. Ten nadzwyczaj ceniony i rozchwytywany saksofonista
zdobywał doświadczenie z Liberation Music Orchestra Charliego Hadena
oraz prowadzonym przez Paula Motiana Electric Be-Bop Band i miał już w
dorobku udział w bodaj pięćdziesięciu sesjach nagranianiowych, nim w
2000 roku zadebiutował w końcu jako lider własnego zespołu. Od tego
czasu nagrał niezliczoną ilość albumów z własnymi grupami i jako
sideman, koncertując i nagrywając ze większością cenionych
instrumentalistami po obu stronach Atlantyku.
Niekonwencjonalny
skład instrumentalny na płycie "Warblepeck" jest dosyć unikalny w
dyskografii Malaby'ego. Gdy nagrywano tą płytę był on znany i ceniony
jako lider małych, akustycznych comb. A tu zaprosił awangardowego
wiolonczelistę Freda Lonberg-Holma (muzyka który studiował u Braxtona i
Mortona Feldmana), wzbogacającego akustyczny dźwięk całą plejadą efektów
i elektroniki; a także perkusistę John Hollenbecka, znanego z
melodycznego zacięcia i wykorzystywania niezliczonych drobnych
instrumentów perkusyjnych z rozmaitych - nierzadko egzotycznych -
kultur. Efekt takiego połączenia po prostu musi być niezwykły.
Sam
Malaby czerpiąc tu inspirację z form sztuki niezwiązanych z jazzem i
muzyką bezpośrednio - z abstrakcyjnych filmów Stana Brakhage'a,
ekspresjonistycznych obrazów Cy Twombly'ego i niemych filmów Bustera
Keatona. Wpływa to na jego frazowanie, narrację i czyni to nagranie
zuchwałym eksperymentem. Pozwala jednak także na ominięcia typowych
pułapek saksofonowej tradycji, a jego wirtuozeria instrumentalny osiąga
szczyty gdy na saksofonie imituje choćby i dźwięk rogów w wysokich
kadencjach, bez żadnej modulacji i elektronicznego przetwarzania
dźwięku. Jego ochrypły tenor wprowadza pointylistyczne akcentami
(Anemone), całą gamę głośnych pomruków (Warblepeck), ale potrafi zagrać
też cudownie wijące się liryczne glissando na sopranie (Scribble Boy) i
badać możliwości chromatyczne tego składu (Remolino). Gdy zestawić to z
wszechstronnością Lonberg-Holma (zwłaszcza gdy używa on bogatej palety
elektronicznych efektów) i arsenałem Hollenbecka - otrzymujemy bogactwo
zmieniających się niczym w kalejdoskopie faktur i kolorów.
Muzyka
jest fantastyczna i zaskakująca, i wciąż jeszcze poraża świeżością
brzmienia mimo, że od ukazania się tej płyty minęło już kilka lat.
Polecam!
autor: Marek Zając
Tony Malaby: tenor saxophone, soprano saxophone Fred Lonberg-Holm: cello, electronics John Hollenbeck: drums, marimba, xylophone, glockenspiel, melodica, small kitchen appliances
1. Warblepeck
2. Jackhat 1
3. Two Shadows
4. Waiting Inside
5. Fly on Wall / Remolino
6. Anemone
7. Anemone Vamp
8. Sky Church
9. Scribble Boy
10. Jackhat 2
11. Chicotaso
Jest to album z miniserii "Songs inspired by wandering the globe" ("Pieśni inspirowane wędrówkami po świecie") jaką pianista i keyboardzista Mike Del Ferro tworzy dla holenderskiej wytwórni Challenge Records. Płyta ta jest trzecim nagraniem obliczonego na 10 płyt cyklu.
Wybór Afryki Południowej był dla Mike Del Ferro czymś całkowicie oczywistym. Od ponad 20 lat regularnie odwiedza on RPA, ma tam wielu przyjaciół i fascynuje się jego kulturą. Ten czas też sprawił, że głęboko zanurzył się w niezwykłej, różnorodnej i bogatej tradycji muzycznej Afryki Południowej. Często w tym okresie koncertował z rozmaitymi muzykami tamtejszej sceny jazzowej występując na bodaj wszystkich najważniejszych festiwalach tamtego rejonu świata - Cape Town Jazz czy Grahamstown Arts Festival.
Do nagrania tego albumu zaprosił swoich przyjaciół, których muzyka i kunszt fascynuje go od lat. Perkusista Kesivan Naidoo, gitarzysta basowy Carlo Mombelli i perkusjonista Thebe Lipere. Na jego prośbę i po wielu namowach, do składu zgodził się jeszcze dołączyć zuluski pieśniarz Mbuso Khoza - w Republice Południowej Afryki będący prawdziwa gwiazdą i człowiekiem-instytucją na tamtejszej - nie tylko zresztą jazzowej - scenie.
Materiał na to nagranie stanowią kompozycje del Ferro, inspirowane w całości muzyką południowo afrykańskich Zulusów. Del Ferro z niemałym kunsztem wplata w autorskie utwory partie śpiewów zaczerpnięte z muzyki etnicznej, a Mbuso Khoza czyni z tego nagrania płytę absolutnie wyjątkową. Śpiewa głównie w Zulu (tylko czasami w Xhosa) ale w improwizowanych partiach zdarza mu się sięgać bodaj po wszystkie jedenaście urzędowych języków RPA. Del Ferro wykorzystuje w swych kompozycjach wiele rytmów z kultury Zulu oraz Xhosa, ale także wplata w nie rytmy jakie tradycyjni uzdrowiciele (Sangomas) wykorzystują w swoich rytuałach.
Tworzy jednak swe kompozycje z cudowną maestrią - jedność fortepianu, syntezatorowych brzmień z afrykańskimi rytmami i rozbudowanymi partiami perkusyjnymi jest absolutna, a magia - muzyki, miejsca i przestrzeni - obecna jest w każdym dźwięku. Koniecznie!
autor: Marek Zając
Mike del Ferro: piano, keyboards Mbuso Khoza: vocals Carlo Mombelli: bass Kesivan Naidoo: drums, vocals Thebe Lipere: percussion, vocals
1. Smomomdiya 2. Ntylo Ntylo 3. Goema on Saturday 4. Umlolozelo 5. The Mosquito Loop 6. Buzzycle 7. Ibusise 8. Twelfish 9. What's the story, Mbuso? 10. Leyla 11. Mpushini
Ten projekt powstał z inspiracji Kena Pickeringa, dyrektora
artystycznego Vancouver International Jazz Festival. Houle jest
Kanadyjczykiem i przez 25 lat mieszkał w Vancouver (chociaż sam pochodzi
z okolic Montrealu). Gdy więc okazało się, iż w 2009 roku Havard Wiik,
norweski, ale mieszkający w Berlinie pianista, będzie gościł wraz z
własnym triem na festiwalu - pojawiła się idea by taki duet zaistniał.
Każdy z muzyków przyniósł do tego duetu własne kompozycje i od pierwszej
chwili między partnerami zaiskrzyło. I to jak!
Havard Wiik
Taka też była
muzyka na sesji nagraniowej - krzyżuje się tutaj free jazz z muzyką
współczesna i klasyczną, komponowaną. Obaj partnerzy poruszają się
właściwie na granicy różnych gatunków czerpiąc - nie tylko podczas tej
sesji - z rozmaitych stylisk i kierunków, wszystko tą mieszając jeszcze z
rozmaitymi technikami improwizatorskimi i kompozytorskimi. Od
pierwszego utworu słychać też fascynację obu sztuką kontrapunktu - na
tym oparty jest choćby "Nomenclatural", który po wprowadzeniu melodii
serwuje słuchaczom cały kalejdoskop kontrapunktów o różnej wartości
energetycznej. Niezwykle gęste emocjonalnie są "Letter to György L."
(jedyna na płycie kompozycja innego kompozytora, Benoîta Delbecqa) oraz
improwizowany "Ged's Shadow".
W moim jednak odczuciu
najciekawszą na płycie jest kompozycja François Houle'a "Woodhoopoe" w
której pobrzmiewając rozmaite stylistyki jazzu i współczesności, ale
można się tu doszukać także odwołań do muzyki afrykańskiej czy też
współczesnych dokonań choćby Colina Stetsona.
Świetne, współczesne nagranie, potrafiące zaskoczyć i zafrasować każdą minutą muzyki.
autor: Józef Paprocki
François Houle: clarinet Havard Wiik: piano
1. Father Demo
2. Sparrowhawk
3. Earth / Sea
4. Nomenclatural
5. Zirma
6. Fallen Angel
7. Ged's Shadow
8. Letter to György L.
9. Aporetic Dreams
10. Meeting on a Line
11. Ursula's Dream
12. Woodhoopoe
13. Hello Blackbird
14. Strobe
Często można spotkać projekty tworzone ad hoc - do europejskiego tria dokooptujemy gwiazdę z zza oceanu, nagramy płytę gdzie gwiazda trochę poimprowizuje w standardach lub też kompozycjach członków zespół. Album lepiej się przez to sprzeda, można dzięki udziałowi gwiazdy wypromować nowe nazwiska. No i dopisać do CV jak to grało się choćby np. z Gregiem Osbym. Ten kwintet jednak został stworzony zupełnie inaczej, od podstaw, jako nowy projekt.
Tineke Postma jest uznaną na świecie saksofonistką jazzową. Studiowała na Manhattan School of Music w Nowym Jorku oraz ukończyła z wyróżnieniem konserwatorium w Amsterdamie. Od 2003 roku Tineke gra energetyczny modern jazz i komponuje muzykę dla swoich zespołów. Dzieli czas pomiędzy Amsterdamem i Nowym Jorkiem. W nagraniu jej ostatniej płyty THE DAWN OF LIGHT brała udział Esperanza Spalding (2011). Pracuje z takimi artystami jak Terri Lyne Carrington, Nancy Wilson, Dianne Reeves, a także z Geri Allen, Esperanza Spalding Group oraz Matthey Garrisson.
Gdy mieszkała w Nowym Yorku pobierała też ponoć lekcje saksofonu u Grega Osby'ego - i tamtych czasów sięga ich znajomość i przyjaźń. Osby to jeden z tytanów jazzowego saksofonu, ale także kompozytor i nauczyciel. Jest niezwykle ceniony za swoje wnikliwe i innowacyjne podejście do jazzowej kompozycji oraz koncertów. Stanowi przykład dla współczesnej generacji jazzmanów. Urodzony i wychowany w St. Louis, Greg Osby rozpoczął swoją muzyczna karierę w 1975 roku, po trzech latach pobierania prywatnych lekcji gry na klarnecie, flecie i saksofonie altowym. Pochodząc z tętniącego życiem miasta, Osby od początku interesował się muzyką – w szkole średniej grał w zespołach bluesowych i jazzowych. W 1978 roku Osby rozpoczął studia na Wydziale Jazzu w Howard University (Waszyngton, D.C.). Kontynuował je w Berklee College of Music (Boston, MA). Po przeprowadzce do Nowego Jorku szybko znalazł się w centrum zainteresowania jazzowego świata – grał i nagrywał z takimi artystami, jak Herbie Hancock, Dizzy Gillespie, Jack DeJohnette, Andrew Hill, Muhal Richard Abrams, Jim Hall i Jaki Byard. W 1985 roku został zaproszony przez Jacka DeJohnette do udziału w zespole Special Edition. Było to dla niego jedno z najważniejszych muzycznych doświadczeń: "moje muzyczne myślenie o grze i kompozycji posunęło się do przodu o całe lata świetle. Głównie dzięki temu, że Jack był otwarty na mój wkład i bardzo zachęcał do ciągłego eksperymentowania. To punkt zwrotny w moim artystycznym rozwoju." W 1987 roku Osby wydał swoją pierwszą autorską płytę w niemieckiej wytwórni JMT (Jazz Music Today). Wtedy postanowił dokumentować swoje życie przez muzykę. Dla JMT nagrał cztery albumu, a w 1990 roku podpisał umowę z legendarną wytwórnią Blue Note Records. Jako lider, wydał w niej 15 albumów.
To jednak, co jest teraz, jest zupełnie odmienne od stosunku mistrz-uczeń. W tym zespole oboje saksofoniści są sobie równi. Postma jest autorką pięciu kompozycji, Osby - trzech, pozostałe dwa to dosyć abstrakcyjnie zagrane jazzowe standardy. I to oni są liderami projektu, ale nie można też powiedzieć, że pozostali muzycy są tutaj statystami. Matt Mitchell to dziś wschodząca gwiazda kreatywnego jazzu - mainstreamu ciążącego ku awangardzie, otwartego na nowe wpływy, dźwięki i trendy. Perkusista Dan Weiss prowadzi na co dzień własne zespoły i jest najsilniej z członków kwintetu zakorzeniony w nowojorskiej scenie downtown. To właśnie on wraz z kontrabasistką Lindą Oh odpowiada tu za rozciągnięcie faktury rytmicznej muzyki, za nadanie im nieoczywistego kształtu i wcale nie łatwej formy.
Cały kwintet znakomicie funkcjonuje w nowoczesnych kompozycjach - tak Postmy, jak i Osby'ego. Wszystko w tej muzyce gra - z zegarmistrzowską precyzją. Często przy tym nie ma jednego centrum - oboje - Postma i Osby - często grają równolegle czy to tematy, unisona czy nawet improwizacji. Świetnie zagęszcza to muzyczną fakturę, a znakomita realizacja sprawią, iż wszystko w tej muzyce jest czytelne od pierwszych do ostatnich dźwięków. To muzyka intrygująca, mroczna i miękka zarazem, ale nie mająca nic z czułej melancholii jazzowej ballady (no może jest tego trochę w Body and Soul). Taka, która świetnie smakuje o każdej porze dnia i do której powraca się z niekłamaną przyjemnością.
autor: Józef Paprocki
Greg Osby: saxophones Matt Mitchell: piano Tineke Postma: saxophones Linda Oh: bass Dan Weiss: drums
1. Sea Skies
2. Facets
3. Source Code
4. Where I'm From
5. Nine Times A Night
6. Bottom Forty
7. Melo
8. Body And Soul
9. Pleasant Affliction