środa, 20 kwietnia 2016

Fred Frith / Darren Johnston "Everybody’s Somebody’s Nobody" Clean Feed 2016, CF357

Fred Frith / Darren Johnston "Everybody’s Somebody’s Nobody" Clean Feed 2016, CF357
Historia powstania tego albumu jest dosyć skomplikowana i korzenie wspólnego grania kanadyjskiego trębacza (ale od lat współtworzącego muzyczną scenę San Francisco Bay Area) Darrena Johnsona i brytyjskiej legendy awangardowej gitary Freda Fritha sięgają głęboko. Pierwszy raz spotkali się wiele lat temu i mieli nawet okazję nagrać ze sobą płytę (mowa o albumie “Reasons For Moving” wydanym nakładem krakowskiej oficyny Not Two w roku 2007, nagranym w kwintecie z Larrym Ochsem, Devinem Hoffem i Chesem Smithem), ale wtedy jeszcze nie myśleli o graniu w duecie. Potem przyszło zaproszenie od filmowców Johna Haptasa i Kristine Samuelson oraz choreografki Amy Seiwert, by stworzyli wspólnie muzykę do krótkiego filmu przygotowywanego na San Francisco Dance Film Festival. I ten stworzony niejako na zamówienie duet tak zatracił sie we wspólnej pracy, że powstało o wiele więcej niezwykłego w swej urodzie materiału, który teraz mamy okazję i przyjemność podziwiać na gotowym już albumie.

Johnsson i Frith to odmienne osobowości. Ale na tym albumie Kanadyjczyk poszedł drogą wyznaczoną niegdyś przez legendę gitary Freda Fritha, który po rozwiązaniu zespołu Henry Cow rozpoczął - jakby to specjaliści zajmujący się raczej nauką niż muzyka powiedzieli - intensywne prace badawcze eksplorujące sonorystyczne, akustyczne i brzmieniowe możliwości gitary, obejmujące techniki gry, formy, ale i słownictwo. Tworzył przy tym niespotykane i nowe dźwięki, i niesłychanie poszerzał możliwości brzmieniowe swojego instrumentu. Do tego stopnia, że dla niektórych moich znajomych to "JAK on to robi" stawało się istotniejsze od tego, CO grał.

Teraz Johnson to samo starał się robić z trąbką, badając empirycznie granice możliwości, starając sie ją przesuwać i wychodzi poza nią. Już w tej mierze jest to duet niezwykły. Ale muzyka nie jest prostą matematyką i magia jej rodzi się w spotkaniu. Wszak nie ma być ona sumą technik i możliwości poszczególnych tworzących ją elementów (muzyków), musi być w niej coś więcej.

I właśnie to jest w tym spotkaniu najistotniejsze. Od spokojnych leniwych, skupionych, pielęgnujących pojedynczy dźwięk partii, będących jakby jego misterium, pełnych napięcie fraz (Barn Dance), przez ewidentnie eksperymentalne fragmenty, po niemal dronowe ściany dźwięku drążące percepcje słuchaczy - obaj improwizatorzy układają to wszystko w niezwykle misterną, pełną wyrazu, niezapomnianą muzyczną tkankę; pulsującą skumulowaną energią i, zdawało by się, obdarzoną własną unikatową świadomością, i własnym życiem. Te frazy są dla mnie dotknięciem czegoś unikatowego i namacalnego, a jednak nieuchwytnego, przemijającego wraz z kolejnymi sekundami naszego życia. Muzyka absolutna!
autor: Marek Zając

Fred Frith: guitar
Darren Johnston: trumpet

1. Barn Dance
2. Scribble
3. Luminescence
4. Everybody’s Somebody’s Nobody
5. Bounce
6. Morning and the Shadow
7. Down Time
8. Rising Time



płyta do nabycia na multikulti.com

wtorek, 12 kwietnia 2016

Roy Nathanson with Arturo O’Farrill, Marc Ribot, Curtis Fowlkes, Anthony Coleman, Myra Melford, Lucy Hollier "Nearness And You, Duets and Improvisations by Roy Nathanson & Friends at The Stone" Clean Feed 2016, CF365

Roy Nathanson with Arturo O’Farrill, Marc Ribot, Curtis Fowlkes, Anthony Coleman, Myra Melford, Lucy Hollier "Nearness And You, Duets and Improvisations by Roy Nathanson & Friends at The Stone" Clean Feed 2016, CF365

To pierwsza dla portugalskiego Clean Feedu płyta nowojorczyka Roya Nathansona. Lider legendarnej grupy Jazz Passengers oraz drugi (obok Johna Luriego) saksofonista chyba jeszcze słynniejszej grupy Lounge Lizards nagrał dla nich płytę będącą kompilacją duetów i improwizacji.

Nagrania te zostały zarejestrowane w czerwcu 2015 roku, podczas rezydencji Nathansona w nowojorskim klubie Johna Zorna The Stone. Do tych duetowych, czasami triowych, intymnych koncertów Nathanson zaprosił swoich długoletnich przyjaciół z nowojorskiej sceny - puzonistów Curtis Fowlkes oraz Lucy Hollier, pianistów: Arturo O’Farrill, Anthony Coleman oraz Myrę Melford, i grającego tu tylko na akustycznej gitarze Marca Ribota. Całość, mimo nieuniknionego w takich wypadkach pewnego eklektyzmu, sprawia naprawdę niesamowite wrażenie. Cudownie wypadają intymne, skupione konwersacje z Ribotem czy Melford, zgoła inaczej - z długoletnim partnerem jeszcze z czasów Lounge Lizards Curtisem Fowlkesem. Pobrzmiewają gdzieś echa zaangażowania Nathansona w dawnych latach w obrzeża sceny punkrockowej czy new wave (współpraca z Blondie), alians z Debbie Harry czy też Elvisem Costello. Ale zawsze na pierwszy plan powraca konwersacja z bliskimi w duchu skupienia i przyjaźni. Niezwykle brzmi nawet włączony do całości standard (tytułowy "Nearness and You" Carmichaela i Washingtona), ale wykonywany bodaj w pięciu różnych wersjach i rozmaitych składach tak osobowych, jak i instrumentalnych. Pojawiają się melorecytacje wierszy Nathansona, a nad wszystkim tym unosi się jeszcze niezwykłe, znane od lat poczucie humoru i ciepło bohatera nagrania. Cudowna, ciepła opowieść!
autor: Marek Zając

Roy Nathanson: alto, soprano, baritone saxophones and voice
Arturo O’Farrill: piano
Marc Ribot: acoustic guitar
Curtis Fowlkes: trombone, vocals
Anthony Coleman: piano
Myra Melford: piano
Lucy Hollier: trombone

1. The Nearness Of You
2. The Low Daze
3. Indian Club
4. What’s Left
5. The Nearness Of Ewes
6. The Nearness of Youse
7. The Nearness of Jews
8. What? Shoes?
9. Ludmilla’s Lament
10. Ida Lupino
11. An Other’s Landscape
12. And Then Some
13. A Surprisingly Pastoral Moment
14. The Nearness Of You Too



płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 6 kwietnia 2016

Left Exit [Karl Hjalmar Nyberg / Andreas Skar Winther / Klaus Ellerhusen Holm / Michael Francis Duch] "Mr. K" Clean Feed 2015, CF346

Left Exit [Karl Hjalmar Nyberg / Andreas Skar Winther / Klaus Ellerhusen Holm / Michael Francis Duch] "Mr. K" Clean Feed 2015, CF346
Sam mówię o sobie, że w muzycznej percepcji zatrzymałem się gdzieś na free jazzie. To co dalej, stricte wolna improwizacja, zupełnie do mnie nie trafia i raczej drażni albo też pozostawia w obojętności. Są jednak albumy, które gdzieś poza jazz szeroko rozumiany wychodzą, a które są niezwykłą, fascynującą podróżą po świecie dźwięków wykraczającym poza, w nieznane. I do których powracam wielokrotnie, z wcale niemalejącą fascynacją.

Left Exit to tak naprawdę duet saksofonisty Karla Hjalmara Nyberga oraz perkusisty Andreasa Skara Winthera. Tutaj jednak poszerzony  (w niektórych utworach) jeszcze o dwóch muzyków - grającego na saksofonach oraz klarnetach Klausa Ellerhusena Holma i drugiego perkusistę Michael Francis Duch. Ich pierwsze (i jedyne mi znane) nagranie jest niezwykłą, fascynującą podróżą przez świat improwizacji, prezentujący rozmaite do niej podejścia. Od podejścia teksturalnego, przez minimalizm po radykalną abstrakcję i pełną zgiełku furię. Czasami słychać tutaj niemal ilustracyjne brzmienia, jakby muzycy korzystali z graficznej notacji. I chociaż ta muzyka wciąż pozostaje na wskroś eksperymentalną, wcale, ani przez chwilę nie ma charakteru zamkniętej formy. Partnerzy pozostają cały czas otwarci na wszelkie możliwe bodźce dźwiękowe, ale tym co prawdziwie urzeka i wprost hipnotyzuje w tym nagraniu to sposób osadzenia tej muzyki - trudnej i nieprzewidywalnej - w przestrzeni. Nie znam płyty na której muzyka miałaby równie przestrzenny i pełen oddechu charakter pozostając tak skrajnie wolną w swych melodycznych i rytmicznych strukturach. Przez to "Mr K" przy każdym odsłuchaniu staje się chwilą skupienia oraz wytchnienia od zgiełkliwej codzienności postindustrialnego życia wielkich miast. Bardzo, bardzo polecam!
autor: Wojciech Adamowicz

Karl Hjalmar Nyberg: saxophones
Andreas Skar Winther: drums, strings
Klaus Ellerhusen Holm: saxophone, clarinet
Michael Francis Duch: double bass

1. Aluminium (And Other Sources Of Wealth)
2. Dumpster Hamster
3. Waves, Linens And White Light
4. Between Our Houses
5. Uncompromising Squares
6. Chalk (Inquiry)
7. Free Furniture, No Rugs
8. Inferior Interior
9. Cigarettes And Pay-per-view
10. Exit Jakartha

płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 2 kwietnia 2016

Renku [Michaël Attias / John Hébert / Satoshi Takeishi] "Live in Greenwich Village" Clean Feed 2016, CF354

Renku [Michaël Attias / John Hébert / Satoshi Takeishi] "Live in Greenwich Village" Clean Feed 2016, CF354
Renku to nowojorskie , free jazzowe trio tworzone przez saksofonistę Michaëla Attiasa, basistę Johna Héberta oraz perkusistę Satoshi Takeishi. Ale to słowo ma także swoje pierwotne znaczenie - renku to bowiem forma w japońskiej poezji w której precyzja i wolność wzajemnie się równoważą. I właśnie dlatego trio to przyjęło taką, a nie inną, nazwę.

Fascynująca muzyka zespołu jest wyrazem właśnie takiego poszukiwania - wolności i precyzji - i dobrania tych dwóch składników w odpowiednich proporcjach. Ale sekret sukcesu tego tria tkwi w tworzących je osobowościach - Satoshi Takeishi to muzyków który stara się sięgnąć głębiej niż większość znanych mi perkusistów - jego gra niesie ze sobą poczucie dramatu istnienia i olbrzymie napięcie nawet w pojedynczym, z niezwykłą precyzją kształtowanym dźwięku. John Hébert to jeden z najcudowniej brzmiących basistów jakich znam - wystarczy posłuchać na tym albumie utworu "Soledad" - trzy minut cudownego sola Héberta granego na tle delikatnej, szemrzącej perkusji. To właściwie intro dla Michaela Attiasa, ale też prawdziwa kwintesencja muzyki tego wielkiego instrumentalisty. I chyba jedna z najpiękniejszych partii basu jakie miałem szczęście słyszeć. No i cudowny wyraz wolności i precyzji czyli renku w czystej postaci.

No i wreszcie Michael Attias, saksofonista pojawiający się na wielu albumach i prowadzący niemało własnych projektów, ale wciąż jeszcze mało znany i niedoceniany. Tutaj prezentują cały swój kunszt grając ruchliwe, skupione, momentami rozwibrowane pasaże i zawieszający dźwięk w tym najcudowniejszym z muzycznych niedopowiedzeń. Bo często, także w muzyce trzeba wiedzieć nie tylko kiedy krzyczeć, ale też kiedy zachować umiar, zawiesić dźwięk, spowolnić tok narracji. A Attias potrafi to jak nikt inny - z wolnością i precyzją, i zdecydowaniem jakie chyba tylko i niego można znaleźć.

Album został zarejestrowany na żywo, w nowojorskim klubie Greenwich Village. I słuchając go bardzo, bardzo zazdroszczę tym, którym dane było usłyszeć to trio tam na żywo. W moim skromnym odczuciu jedno z najcudowniejszych koncertowych nagrań ostatniego czasu!
autor: Wojciech Adamowicz

Michaël Attias: alto saxophone
John Hébert: double: bass
Satoshi Takeishi: drums

1. Tapstone 
2. Renku 
3. The Sunflower 
4. Lurch 
5. Dark Net 
6. Soledad 
7. The Lions of Cayuga 
8. 70's & 80's Remix 
9. Goodbye Rumination

płyta dostępna na multikulti.com

piątek, 1 kwietnia 2016

Starlite Motel [Kristoffer Berre Alberts / Jamie Saft / Ingebrigt Haker Flaten / Gard Nilssen] "Awosting Falls" Clean Feed 2016, CF364

Starlite Motel [Kristoffer Berre Alberts / Jamie Saft / Ingebrigt Haker Flaten / Gard Nilssen] "Awosting Falls" Clean Feed 2016, CF364
Starlite Motel to zespół złożony z gwiazd - bo któż z miłośników tego co bardziej otwartego jazzu nie zna ulubionego klawiszowca Johna Zorna, nowojorczyka Jamiego Safta? Albo basisty tria The Thing i kwintetu Atomic Ingebrigta Haker Flatena? Nieco gorzej pewnie będzie z norweskim perkusistą Gardem Nilssenem, ale on wchodzi w skład międzynarodowego kwartetu Macieja Obary (Obara International Quartet), od lat współtworzy znakomite kolektywy Zanussi 5, Cortex, Bushman's Revenge, a w ubiegłym roku wydał świetnie przyjęty, autorski album "Firehouse". Najmniej znaną (pewnie nie za długo może się to zmienić) postacią jest tutaj norweski saksofonista Kristoffer Berre Alberts, ale i on ma w dorobku nagrania z Lasse Marhaugiem czy też wydaną w ubiegłym roku także w Clean Feedzie znakomitą płytę "Metasediment Rock" (pod szyldem kwartetu Snik).

Słynne, rozpoznawalne nazwisko w dobie festiwalu celebryckości, to jednak nie wszystko - niewiele już ono znaczy. Tu jednak stają za mianem cztery wyraziste osobowości, doświadczone i otrzaskane na naprawdę trudnych do policzenia klubowych scenach świata. Wyraziste także gdy chodzi o tworzoną przez nie muzykę i własne, autorskie preferencje. Czego się więc po takiej płycie spodziewać? Mocy i wyrazistości. Jeżeli tego szukacie - dostaniecie pod dostatkiem od pierwszych minut tego nagrania.

Od początku tej płyty na plan pierwszy wysuwają się Saft z Haker Flatenem - to oni odciskają na tym nagraniu najmocniejsze piętno. Mocny, elektryczny bas Ingebrigta, świetnie znany choćby z płyty "Boot!" The Thing znajduje znakomite uzupełnienie z rozwibrowanych partiach Safta. Jamie Saft za młodu był ponoć rozkochany z heavy metalu (Black Sabbath, AC/DC, Judas Priest) i mocnym bluesrockowym brzmieniu (ZZTop), i dopiero ojciec jednego z jego przyjaciół zainteresował go jazzem. Od lat widać to także po rozmaitych projektach które współtworzył na scenie nowojorskiego downtownu, ale też znakomicie słychać w tym nagraniu. Mocne, zdecydowane partie, długie dźwięki przeplecione energicznymi pasażami - wraz z mocnym, brudnym basem Flatena oraz mocarnym uderzeniem Garda Nilssena tworzą wbijający w fotel podkład na bazie którego swoje partie wygrywa Kristoffer Berre Alberts. Czasem przez zgiełk partnerów trudno mu się jest przebić, ale jego narracja jest cudownie konsekwentna i zaskakująca jednocześnie. Warto na moment zamknąć oczy i skupić się na tym jednym instrumencie by docenić w pełni jego kunszt i inwencję.

Metal, free jazz, mocny rock przesycony bluesem top jednak nie jedyne inspiracje. Są tu momenty gdy pobrzmiewa fascynacja gustafssonowskim Fire!, ale i dalekie echa americany (A Thousand Thousandths), zawsze jednak jest to osadzone w mocnej dźwiękowej ścianie organów (klawiszy), elektroniki, basu i perkusji. Mocne, zdecydowane i znakomite, ach jakie znakomite granie!!!
autor: Marek Zając

Kristoffer Berre Alberts: alto and tenor saxophones
Jamie Saft: hammond organ, whitehall organ, moog, lapsteel guitar
Ingebrigt Haker Flaten: Ibanez 8-string fretless bass, Fender precision bass, Univox Hi-Flyer bass
Gard Nilssen: drums, percussion, electronics

1. A Beautiful Nightmare
2. Starlite
3. The Art Of Silence
4. The Prince Of The Face Of The Bull
5. Suspended Veil
6. Minnewaska
7. A Thousand Thousandths

płyta do nabycia na multikulti.com

czwartek, 31 marca 2016

Twenty One 4tet [Luis Vicente / John Dikeman / Wilbert De Joode / Onno Govaert] "Live at Zaal 100" Clean Feed 2016, CF366

Twenty One 4tet [Luis Vicente / John Dikeman / Wilbert De Joode / Onno Govaert] "Live at Zaal 100" Clean Feed 2016, CF366
Od kilku dobrych lat pojawiają się na muzycznej scenie Europy zupełnie nowi muzycy, którzy bez kompleksów grają i improwizują, nawiązują współpracę ze swoimi rówieśnikami z innych krajów, ale też z co bardziej otwartymi, uznanymi postaciami na jazzowej scenie (zwłaszcza awangradowej i free jazzowej - ona zawsze była otwarta). Nagrywają płyty i zyskują doświadczenie oraz publiczność. I bardzo często czynią to wszystko bez żadnego wsparcia ze strony instytucji czy wielkich muzycznych koncernów. Ale dzięki temu zyskują kompletną twórczą wolność.

Portugalia nie jest tu wyjątkiem, a jednym z ostatnio odkrytych przeze mnie młodych tamtejszych twórców jest Luís Vicente - kompozytor, trębacz, improwizator. Po licznych kolaboracjach z Theo oraz Valentin Ceccaldi (świetny album "Deux Maisons"), Johannesem Bauerem, Jorritem Dijkstrą, Akira Sakatą, Giovannim di Domenico, Jasperem Stadhoudersem, Roberto Negro i Mette Rasmussen zawitał i na sceny Holandii. Było to we wrześniu ubiegłego roku (2015), ale właśnie teraz słynna i znakomita portugalska wytwórnia Clean Feed wydała album wtedy, w klubie Zaal 100, zarejestrowany. Jest to koncertowe nagranie zespołu Twenty One 4tet w którego składzie - "pierwsze bodaj skrzypce" - gra na trąbce Luís Vicente.


Partnerów ma znakomitych - Amerykanin John Dikeman to muzyk młody, ale i uznany po obu stronach Atlantyku (na stałe mieszka w Holandii), grający często z czołowymi postaciami sceny chicagowskiej (Michael Zerang, Dave Rempis, Kent Kessler); Wilbert de Joode to chyba najbardziej ceniony holenderski basista, od lat obecny na jazzowej scenie, od lat członek tria Aba Baarsa, ale i ICP Orchestra, nagrywający i koncertujący z największymi współczesnymi muzykami awangardowego jazzu - Davidem Liebmanem, Kenem Vandermarkiem, Frankiem Gratkowskim, Tobiasem Deliusem, Hanem Benninkiem. No i kolejny z młodych europejskich talentów - perkusista Onno Govaert, wszechstronnością przypominający Jima Blacka, który pomimo młodego wieku ma już w dorobku koncerty z Davem Rempisem, Frankiem Rosalym, Andy Moorem i tworzy regularny duet z Johnem Dikemanem.

Muzyka jaką grają to znakomity, pełen inwencji i energii free jazz - rozpięty gdzieś pomiędzy swobodną improwizacją a free bopem, w której to formule znakomicie słychać tak instrumentalny kunszt każdego z muzyków, jak i ich kreatywność, pomysłowość. Luís Vicente jest muzykiem z cudownym brzmieniu instrumentu, wprost odwołującym się do ciepłego dźwięku trąbki Dona Cherry'ego, wzbogaconą jeszcze subtelnościami Kenny'ego Wheelera i zaskakującym wprost wyczuciem użycia tłumików modulujących brzmienie. Niesłychana jest płynność i łatwość jego gry - wszystkie przejścia i interwałowe skoki są gładkie, krągłe i miękkie; to muzyka pozbawiona kantów, ale w sensie technicznych ograniczeń - wszystko w grze Vicente jest naturalne. Świetnie przy tym rozumie się z partnerami - z Dikemanem tworzy cudowne harmonie, by za chwilkę wejść w fascynujący dialog z basistą, a kiedy indziej eksplorować współczesne brzmienia i pozaskalowe dźwięki wraz z Govaertem. I chociaż słychać wyraźnie, że to on rozdaje tu karty i gra kluczowe partie, to nie zabiera całej przestrzeni swoim partnerom i potrafi docenić kreatywność i maestrię. Cudowna, żarliwa muzyka i oszałamiający dźwiękowy spektakl!
autor: Marek Zając

Luis Vicente: trumpet
John Dikeman: tenor saxophone
Wilbert De Joode: double bass
Onno Govaert: drums

1. Red Moon
2. Rising Tide
3. Undertow
4. Vesuvius



płyta do nabycia na multikulti.com

wtorek, 22 marca 2016

Dave Ballou "Solo Trumpet" Clean Feed 2015, CF349

Dave Ballou "Solo Trumpet" Clean Feed 2015, CF349
Dave Ballou jest niezwykle ceniony jako trębacz, jak i kompozytor oraz aranżer. Komponuje dla wielu różnych zespołów i orkiestr - Either/Orchestra, Meridian Art Ensemble, John Hollenbeck’s Large Ensemble, Woody Herman Big Band i wielu innych. Jest także niezwykle cenionym sidemenem - przez lata grał w zespole Marka Murphy'ego, współpracował z Joe Lovano, George Schuller, Davem Liebmanem, Rabihem Abou-Khalilem, Sheilą Jordan i Oliverem Lake'iem, Ned Rothenberg, Denmanem Maroneyem, Markiem Feldmanem, Tonym Malabym, Mattem Darriau, Timem Bernem, Michaelem Formankiem i wieloma innymi. Co ciekawe, niczym Steve Lacy czy Han Bennink, jest muzykiem niezwykle uniwersalnym i wszechtronnym, nagrywa właściwie z każdym niezależnie od stylistycznym proweniencji lidera. Podkreślało to również wielu krytyków, pisząc, że Dave'owi Ballou zdarza się pewnie zagrać partie solowe trąbki w "Koncertach brandenburskich" Jana Sebastiana Bacha. I wcale nie był to żart, bo Ballou, uczeń i wychowanek Clarka Terry, rzeczywiście czasem grywa barokowe utwory (także koncerty brandenburskie).

Jednak tutaj Dave Ballou pojawia się solo. To nagranie sytuuje się jednak gdzieś na przecięciu jego muzycznych zainteresowań - pomiędzy jazzem a muzyką klasyczną. Sam Ballou podobno od lat kładzie nacisk na rozwój nowych technik i nowych sposobów gry, i narracji dla swojego instrumentu, a to stawia go w jednym szeregu choćby z innymi nowojorczykami, Natem Wooley'em (chociaż obaj patrzą na to chyba z przeciwnych stron, Ballou docenia niezwykły kunszt i podejście swojego młodszego przyjaciela, i na tej płycie dedykuje mu jedną z kompozycji) oraz Peterem Evansem.

Świetny album, będący osobistym i indywidualnym spojrzeniem na tradycję tak jazzową, jak i klasyczną, świadomie z niej czerpiący i wybiegający w przód.
autor: Józef Paprocki

Dave Ballou: Bb trumpet, flugelhorn, piccolo trumpet & mutes

1. Tightly
2. Dgas
3. Laf
4. Wooley Warmth
5. Mumbling
6. Another Fool
7. Sheets
8. Construct
9. Broken Wing
10. Loosely


płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 18 marca 2016

Per Oddvar Johansen "Let’s Dance" Edition Records 2016, EDN1068

Per Oddvar Johansen "Let’s Dance" Edition Records 2016, EDN1068
Per Oddvar Johansen odegrał niemałą rolę w norweskiej muzyce ostatnich lat, chociaż jego nazwisko nie jest prawdopodobnie powszechnie znane polskim fanom jazzu. Pracował chocby z Helge Lienem, Trygve Seimem, Solveig Slettahjell, Vigleikiem Storaasem, Christianem Wallumrodem czy Petterem Wettre (ale i z Adamem Bałdychem), i na wszystkich tym projektach odciskał swoją wyobraźnią i kreatywnością indywidualne, rozpoznawalne piętno. Nagrywał dla ECM-u, ACT-u, Jazzlandu, Universalu i wielu innych labeli. Jaka jest jego własna, oryginalna muzyka możemy się teraz przekonać dzięki wytwórni audiofilskiej wytwórni Edtion Records, która właśnie wydała jego debiutancką (autorską) płytę "Let's Dance".

Płyta ta jest jednym z najpiękniejszych albumów jakie słyszałem w ostatnich latach. Medytacyjny, dostojny i surowy charakter kompozycji na "Let's Dance" jest wynikiem absolutnej muzykalności Johansena i partnerującego mu na tym albumie pianisty Helge Liena oraz związanego bardziej z jazzową awangardą saksofonisty Torbena Snekkestada. Absolutnie niezwykły jest tutaj organiczny charakter tak kompozycji, jak i ich instrumentacji oraz ich wielka naturalność, jakby były bardzo silnie osadzone w rzetelnie przepracowanej przez wszystkich instrumentalistów muzyce ludowej. I chyba nie jest to najbardziej błędny z tropów, bo sam Johansen także z muzyki ludów północy wywodzi tą swoją, autorską. Pobrzmiewają tu zresztą także odwołania do amerykańskiego bluegrassu (tego rdzennego, z Appalachów) - dalekie, ale jednak obecne, gdy lider na chwilę odkłada pałeczki i chwyta za gitarę. Co ciekawe, wcale nie czuje się w tym nagraniu, że liderem jest perkusista. Nie ma tu ani mocnego groove'u, ani nawet silnego osadzenia w rytmie. Jest za to bardzo, bardzo wiele przestrzeni i pełne naturalności brzmienie saksofonów Snekkestada przywodzące mi na myśl ton Johna Surmana i jego podejście do budowania improwizacji.

Oczywiście ta muzyka nie wzięła się z nikąd. Patronują jej wielkie nazwiska nagrywające dla ECM-u - Garbarek (chociaż nie ma tu ani piękno-słodkawych melodii w których specjalizował się norweski saksofonista, ani klawiszowym brzmień znanych z nagrań jego zespołów), Arild Andersen (z jego przeżartym melancholią, pełnym północnego chłodu brzmieniem). Ale momentami dochodzą tu do głosu także echa gustafssonowskiego Fire! z jego mrokiem i dzikością.

Sam Johansen tak wspomina pracę na tym materiałem: "Chciałem spróbować skomponować muzykę z rubato, liryczną i otwartą dźwiękowo. Aby to osiągnąć, pisałem zapisywałem długie arkusze by zawrzeć w nich tyle informacji, aby przejąć kontrolę nad całą strukturą i tonalnym krajobrazem kompozycji, a jednocześnie dając każdej osobie możliwość kształtowania i kierowania muzyką w danej chwili."

Im dłużej słucham tego nagrania, tym bardziej mi się ta płyta podoba. Absolutnie niezwykły album, który dzięki bardzo starannej i dopracowanej w szczegółach realizacji zachwyca każdym detalem i dźwiękiem.
autor: Marek Zając

Per Oddvar Johansen: drums, violins, vibraphone, guitars, wood percussion & electronics
Helge Lien: piano
Torben Snekkestad: saxophones, reed trumpet

1. Let’s Dance
2. No. 7
3. Forest Flower
4. Flying
5. Panorama
6. Uluru (for Anette)
7. Impromptro
8. Families



płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 16 marca 2016

Fay Claassen / Trio Peter Beets "Live at the Amsterdam Concertgebouw" Challenge Records 2015, CR73411

Fay Claassen / Trio Peter Beets "Live at the Amsterdam Concertgebouw" Challenge Records 2015, CR73411
To musiał być wyjątkowy wieczór w Concertgebouw w Amsterdamie. Klasowa wokalistka Fay Classen i Trio Petera Beetsa zaprezentowało szykowny jazz na mistrzowskim poziomie. Wieczór poświęcono legendarnej Ricie Reys. Zmarła w wieku 88 lat w 2013 roku holenderska wokalistka Rita Reys pozostawiła po sobie kilkadziesiąt płyt. Podczas swojej kariery, która trwała ponad siedem dziesięcioleci, występowała z takimi sławami jak Dizzy Gillespie, Johnny Griffin, Oscar Pettiford, Zoot Sims, Stan Getz, a nawet i Lester Young. W 1956 roku razem z Jazz Messengers Arta Blakeya nagrała płytę „The Cool Voice Of Rita Reys”. Na początku lat 60. zwyciężyła na festiwalu w Juan-Les-Pins we Francji, gdzie nadano jej tytuł „Europe’s First Lady of Jazz”. Zdobyła sześć Edisonów, która to nagroda jest ekwiwalentem Grammy, a także American Songbook Award i – za całokształt – prestiżową Bird Award festiwalu North Sea.

Fay Classen zaprosiła do współpracy wyśmienite trio Petera Beetsa, które to trio po śmierci drugiego męża Rity Reys - Pima Jacobsa, z sukcesem zastąpiło jego trio u boku artystki. Trudno więc znaleźć kogoś bardziej odpowiedniego. 

Peter Beets – jeden z najlepszych pianistów jazzowych holenderskiej sceny. Absolwent Royal Conservatory w Hadze. Debiutował w wieku 14 lat występując w Amsterdamie w rodzinnym kwartecie. W 1985 roku powstało trio „The Beets Brothers”, które trzy lata później zdobyło Pall Mall Swing Award oraz nagrodę specjalną Księżnej Christiny. Trio ma na koncie setki koncertów i cztery znakomicie przyjęte przez krytykę płyty.

W roku 1996 Beets nagrał pierwszą autorską płytę z amerykańskim perkusistą Jeffem Hamiltonem. Dwa lata później zdobył w Paryżu Prix Martial Solal, a w roku następnym zwyciężył w Concours de Solistes de Jazz w Monako. W 2001 roku wydana została kolejna jego płyta „New York Trio”, nagrana z udziałem znakomitej amerykańskiej sekcji: Rodney Whitaker (b) i Willie Jones III (dr). Dwa lata później ukazał się jego kolejny amerykański album „NY Trio Page 2” nagrany z Larrym Grenadierem i Willie’m Jonesem III, a w 2005 „NY Trio Page 3” z Reginaldem Vealem i Herlinem Rileyem. Beets jest chyba najlepszym ambasadorem polskiej kultury wśród muzyków jazzowych na całym świecie, jego płyty z jazzowymi interpretacjami chopinowskiego repertuaru podbiły serca jazz fanów na całym świecie, szkoda, że w Polsce pozostają raczej mało znane ("Chopin Meets The Blues" dla Criss Cross Jazz i "Chopin meets the Blues Live" dla Magic Ball Jazz Records).

W swej dotychczasowej karierze Peter Beets występował m.in. z takimi sławami jak: Wynton Marsalis, Dee Dee Bridgewater, Roy Hargrove, Johnny Griffin, Curtis Fuller oraz w duecie, z Chickiem Coreą. Akompaniował wokalistkom, jak Deborah Brown, Dee Daniels, Rita Reys i Lils Macintosh.

Krążek przynosi aż 12 utworów, jakie Fay Classen wykonała tamtego wieczoru z towarzyszeniem Peter Beets Trio. Jak śpiewa Fay Classen? Wystarczy posłuchać jej pełnych ekspresji wykonań "'s Wonderful" albo "You'd Be So Nice To Come Home To". Ale Fay potrafi też być nostalgiczna, o czym świadczy na przykład wykonanie standardów "I'm Old Fashioned" lub "Summertime". Choć wyraźnie pobrzmiewa tutaj nostalgia, nie jest to jednak „podróż sentymentalna”, w której przeszłość otoczona byłaby nimbem utraconego złotego wieku. Wydatnie przyczynia się do tego pianista Peter Beets, który nie bez kozery nazywany jest następcą Oscara Petersona. Wykonywana przez niego muzyka to klasyczny, pełen swingu jazz, oszałamiająca wirtuozeria pozbawiona jednak tak często występującej mechaniczności, pustej wirtuozerii.

Koncertowa płyta holenderskiej artystki dowodzi, że europejska wokalistyka jazzowa ma się całkiem nieźle, szczególnie, gdy na scenie spotykają się równoważni muzycy.
autor: Mateusz Krępski

Fay Claassen: vocals
Peter Beets: piano
Martijn van Iterson: guitar
Ruud Jacobs: bass

1. Just One Of Those Things
2. I'm Old Fashioned
3. When Sunny Gets Blue
4. The Song Is You
5. Poor Butterfly
6. 's Wonderful
7. Zon In Scheveningen
8. I've Got The World On A String
9. Meditation
10. You'd Be So Nice To Come Home To
11. Detour Ahead
12. Summertime



płyta do nabycia na multikulti.com

wtorek, 15 marca 2016

Robin Verheyen / Russ Johnson / Drew Gress / Jeff Davis "A Look Beyond (Cap-Vert Illuminations)" Challenge Records 2015, CR73407

Robin Verheyen / Russ Johnson / Drew Gress / Jeff Davis "A Look Beyond (Cap-Vert Illuminations)" Challenge Records 2015, CR73407
Muzyka na tej płycie jest inspirowana jedną z podróży lidera zespołu, belgijskiego saksofonisty i kompozytora Robina Verheyen'a do Senegalu oraz na wyspy Zielonego Przylądka. A ponieważ tak się składa, że od lat zafascynowany on jest muzyką francuskiego kompozytora Oliviera Messiaena - to właśnie te dwie inspiracje leżą u źródeł muzyki zebranej na tej płycie.

Robin Verheyen, by Jos L.Knaepen
W tym wielokulturowym projekcie Verheyen stara się połączyć język kompozycyjny Messiaena z tradycyjną muzyczną Afryki Zachodniej oraz nowymi dźwiękami jazzu i improwizacji wywodzącej się ze sceny nowojorskiego downtownu (sta współpraca z basistą Drew Gressem oraz trębaczem Russem Johnsonem). Duża część tej muzyki powstała na wyspach Zielonego Przylądka, w Dakarze w Senegalu i bezpośrednio po powrocie Verheyena do Europy. Oczywiście były to tylko szkice kompozycji. Jak mówi sam artysta starał się wprowadzić tradycyjne rytmy Afryki Zachodniej do muzyki, w której harmonia jest równie ważna jak rytm. Zamiast zaprosić grupę bębniarzy, by odtworzyła ten dźwięk (w muzyce tradycyjnej Senegalu powinno być co najmniej trzech perkusistów), postanowił powierzyć rolę rytmiczną jednemu z instrumentów melodycznych przemiennie. Efekt jest fascynujący i spójny, i może być świetnie zrozumiany i zaakceptowany zarówno przez wielbicieli Messiena, jak i ludzi wywodzących się z tradycyjnej kultury muzycznej Afryki Zachodniej.

Album został nagrany we wrześniu 2014 roku, po tournee po Stanach Zjednoczonych całego kwartetu. Było to możliwy do zrealizowania po uzyskaniu Verheyena grantu z Chamber Music America w roku poprzednim. Instrumentaliści biorący udział w tym nagraniu są dziś jednymi z najlepszych na światowych scenach jazzowych. Trębacz Russ Johnson jest ważnym głosem w Stanach (ostatnio przeniósł się z Nowego Yorku do Chicago); Drew Gress jest jednym z najbardziej rozchwytywanych basistów jazzowych na świecie i pracuje na co dzień z najważniejszymi muzykami jazzowymi naszych czasów. Perkusista Jeff Davis jest dziś jednym z filarów sceny w Nowym Jorku. 

Verheyen mówi, że poszukiwał dla tej muzyki indywidualnego wyrazu. Czy jego zespół zyskał takowy głos? w moim odczuciu tak w pełni. Efekt jest niezwykły, różnorodny i fascynujący. Ale powinni Państwo spróbować sami, do czego namawiam gorąco.
autor: Józef Paprocki

Robin Verheyen: saxophones
Russ Johnson: trumpet
Drew Gress: bass
Jeff Davis: drums

1. Gewel
2. Mbaye
3. Half Off
4. Prelude
5. Beyond Illuminations
6. Senegal Revisited
7. Guts
8. Major Minor
9. Laban Dance
10. Jere Jef



płyta do nabycia na multikulti.com