sobota, 29 kwietnia 2017

Samo Salamon Sextet "The Colours Suite" Clean Feed 2017, CF414

Samo Salamon Sextet "The Colours Suite" Clean Feed 2017, CF414
Oto jeszcze jedno nagranie w katalogu portugalskiej oficyny Clean Feed zarejestrowane podczas koncertów Festiwalu Jazzowego w Ljubljanie. Tym razem bohaterem jest sekstet słoweńskiego gitarzysty Samo Salamona. To właśnie o nim John Scofield (Salamon był wcześniej jego studentem) zwykł mawiać, że jest najbardziej uzdolnionym i fascynującym gitarzystą europejskiej sceny jazzowej. Sekstet ma konstytucję ponadnarodową, łącząc ponad pokoleniowymi i narodowymi granicami to co najlepsze na europejskiej scenie jazzowej: Brytyjczyk, saksofonista, Julian Arguelles; dwóch Włochów: Achille Succi i Roberto Dani; reprezentujący Francję i Niemcy Pascal Niggenkemper oraz berlińczyk Christian Lillinger. Obecność dwóch perkusistów była to sprawdzony już wcześniej pomysł Salamona, ale chyba po raz pierwszy obsadzają w roli basisty niesamowitego jak Niggenkempera zastosował pomysł także z podwójnym kontrabasem. Bo chociaż to muzyk jeden, ale brzmienie, inwencja, no i unikatowa technika gry sprawia, iż słuchaczom dźwięk basu wprost dwoi się w uszach. Do tego jeszcze przetwarza on dźwięk i preparuje instrument, więc spectrum brzmienia poszerza się niesamowicie.

Samo Salamon zaangażował dwóch bardzo, bardzo doświadczonych saksofonistów. I uczynił to nie bez powodu. Kontynuuje on bowiem swoją muzykę w sposób w jaki budował ją choćby Duke Ellington - łączy bardzo skomplikowane motywy harmoniczne i rytmicznych z zupełnie otwartą improwizacją, co daje słuchaczom odczucie potęgi konstrukcji muzyki i brzmienia, ale też wrażenie dotknięcia zespołu jako osobnego, żywego organizmu. Bo gdy partnerzy mają doświadczenie i kreatywność, i potrafią poruszać się sprawnie w gąszczu rytmicznych i harmonicznych zmian, brzmią jak sprawna, ale nie bezduszna maszyna. W dwóch słowach: potężna i fantastyczna muzyka, której nie wolno przegapić.
autor: Józef Paprocki

Achille Succi: bass clarinet
Julian Arguelles: tenor and soprano saxphones
Samo Salamon: guitar
Pascal Niggenkemper: bass
Roberto Dani: drumsChristian Lillinger: drums
1. Yellow
2. Black
3. Green
4. Red
5. White
6. Brown
7. Blue
8. Grey

płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 28 kwietnia 2017

Music 4 a While "Ay Linda Amiga" Igloo Cricle 2017, IGL279

Music 4 a While "Ay Linda Amiga" Igloo Cricle 2017, IGL279
Granica sacrum i profanum jest przekraczana coraz częściej. Jednak sama śmiałość to za mało, by sprawić niespodziankę. O ile jazzowe wariacje na tematy klasyczne z XVIII i XIX wieku nie są już rzadkością, o tyle repertuar renesansowy i barokowy trafia na warsztat muzyków jazowych rzadko. Mamy bowiem do czynienia z dużo trudniejszym zadaniem. Od czasu wyśmienitej "Officium" Jana Garbarka i The Hilliard Ensemble w 1993 roku pojawiło się kilka innych brawurowych odniesień do tego okresu. Warto tu przywołać nagrania Michela Godarda, ale też Paolo Pandolfo czy Christiny Pluhar i jej zespołu L'Arpeggiata.

"Ay Linda Amiga" to płyta ze wszech miar wyjątkowa. Mamy tutaj fantazyjne odczytanie najwybitniejszego kompozytora XIV-wiecznej Francji, mistrza Ars nova - Guillaume'a de Machaut, angielskich barokowych klasyków jak John Dowland i Henry Purcell, doskonale znaną pieśń Claudio Monteverdiego "Chiome D'Oro", czy hiszpańską "Ay Linda Amiga" anonimowego autora. Intrygujące połączenie muzyki baroku z jazzem tylko z pozoru brzmi ryzykownie. Muzycy obdarzeni wielką wyobraźnią i kulturą muzyczną są w stanie te pozornie przeciwstawne światy połączyć w nową i zupełnie spójną całość. Tak jest w przypadku piątki muzyków, tworzących Music 4 a While. Muriel Bruno, Johan Dupont, André Klenes, Jean-François Foliez i Martin Lauwers jawią się, jako wędrowni muzykanci, których wszystko ciekawi. To muzyka bardzo sugestywna, a przy tym doskonale rozrywkowa w najlepszym tego słowa znaczeniu. To muzyka nasycona emocjami w maksymalnym stopniu, dająca poczucie obcowania z nieskończonym pięknem. Atmosfera tajemniczości i niewątpliwy pietyzm w podejściu do zamierzchłej tradycji stanowią o wyjątkowej atrakcyjności nagrania. Jednak w centrum zainteresowania członków Music 4 a While jest potencjał improwizacji tkwiący w oryginalnych kompozycjach.

Jazz i muzyka barokowa mogą korzystać z tych samych tematów a i podejście do muzycznej materii (improwizacja) jest podobne, profanum pięknie splata się więc z sacrum przeszłości...mam tylko nadzieję, że nie mamy do czynienia z efemerydą, tylko pomysłem z fonograficzną przyszłością.
autor: Mateusz Krępski

Muriel Bruno
: chant
Johan Dupont: piano, trompette, arrangementsAndré Klenes: contrebasse
Jean-François Foliez: clarinetteMartin Lauwers: violon

guests
:
Luis & Sergio Pincheira: voices on 9
André Klenes: trombone on 6, 10
César Guzman: charango on 9
Stephan Pougin: percussion on 1, 2, 8, 9

1. John Dowland: The Lowest Trees Have Tops (6:50)
2. Guillaume de Machaut: Je Vivroie Liement (5:10)
3. Charles-Henri Riboute/Antoine Albanese: Les Tendres Souhaits (5:14)
4. Anonimus: La Carpinese (4:12)
5. Claudio Monteverdi: Chiome D'Oro (5:58)
6. Henry Purcell: The Mock Marriage (3:35)
7. John Dowland: Shall I Sue (5:01)
8. Claudin de Semisy: D'Ou Vient Cela (4:46)
9. Anonimus: Ay Linda Amiga (7:16)
10. Henry Purcell: Dido's Lament (6:37)

płyta do nabycia na multikulti.com

wtorek, 18 kwietnia 2017

Michael Attias Quartet "Nerve Dance" Clean Feed 2017, CF411

Michael Attias Quartet "Nerve Dance" Clean Feed 2017, CF411
Każdy chyba skład Michaëla Attiasa jaki słyszałem jest jakby pochodną Renku, tria, które - w moim odczuciu - zdaje się definiować muzykę tego nowojorskiego saksofonisty i improwizatora. Nie dość, że w każdym z tych projektów towarzyszy mu przyjaciel i kontrabasista John Hébert (wyrastający także i tutaj na współlidera projektu) to jeszcze mam wrażenie, że poruszamy się w kręgu tych samych zagadnień i estetyk - spontaniczności, uniwersalności i elastyczności formuły każdego z tych zespołów. No i pojęcia równości w muzyce rzecz jasna.

Bo chociaż muzyka to kompozycje Attiasa i Héberta, to o jasnym, czytelnym liderowaniu w tym składzie (jak i innych amerykańskiego saksofonisty) trudno mówić. Attias konsekwentnie powściąga bowiem swoją ekspansywność grając niezwykle oszczędnie. I chociaż każdy z instrumentów spełnia tu de facto przypisaną mu rolę (saksofon - instrument solowy, fortepian - harmonia, etc.), to przecież nie jest tak przez cały czas. Kontrabas i fortepian, rzadziej perkusja kierują tu poczynaniami zespołu i definiują budowaną przez wszystkich dramaturgię tak poszczególnych kompozycji, jak i całego nagrania. I chociaż saksofon nie pełni tu funkcji rytmicznych (jak przecież zdarza się choćby w licznych projektach Kena Vandermarka), to również nie nadużywa swej solistycznej roli i nie definiuje całości muzyki, jak i poczynań poszczególnych instrumentalistów.

Osią narracyjną zdaje się być dialog basu i saksofonu, chociaż gęstość poczynań Aruán Ortiza za klawiaturą fortepianu nieco spycha ją na plan dalszy. To właśnie pianista nasyca energią muzykę kwartetu. W to wszystko wchodzi niezwykle zgrabnie i czujnie perkusją Waitsa, który jak mało kto podkreślić potrafi rytmiczne aspekty kompozycji, nie wysuwając ich jednocześnie na plan pierwszy. To zresztą w moim odczuciu jeden z najbardziej niedocenionych i wszechstronnych bębniarzy na amerykańskiej scenie, potrafiących jak mało kto grać mainstream i free jazzową awangardę. I nasycić każdy z tych gatunków wolnością i duchem tradycji jednocześnie.

Podsumowując - świetne nagranie będące współczesną wizją jazzowego mainstreamu, świadomego tego, że free jazz istniał i istnieje, pulsujące energią, ale też potrafiące zauroczyć lirycznym pięknem jazzowej, chociaż nietypowej ballady (Moonmouth). Bardzo polecam.
autor: Marek Zając

Michaël Attias: alto saxophone
Aruán Ortiz: piano
John Hébert: bass
Nasheet Waits: drums
1. Dark Net [8:21]
2. Nerve & Limbo [7:47]
3. Scribble Job Yin Yang [6:28]
4. Boca de Luna [1:43]
5. Moonmouth [4:42]
6. La Part Maudite [5:36]
7. Le Pese-Nerfs [4:22]
8. Rodger Lodge [8:02]
9. Dream in a Mirror [9:51]
10. Ombilique [3:53]
11. Nasheet [6:40]

płyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Nicolas Kummert "la diversité" Edition Records 2017, EDN1083

Nicolas Kummert "la diversité" Edition Records 2017, EDN1083
Kapitalna fuzja zmysłowego jazzu i afrykańskich brzmień, za które odpowiada Lionel Loueke, gitarzysta m.in. Herbie Hancocka, ale także Terrence'a Blancharda, Avishaia Cohena, czy Roberta Glaspera. Pochodzi z Beninu, mieszka w Nowym Jorku, koncertuje na całym świecie. Dla Blue Note Records nagrał trzy ostatnie albumy. Jednak liderem "la diversité" jest Nicolas Kummert - belgijski saksofonista i z trzema wyjątkami kompozytor całego materiału muzycznego na płycie. O ile nazwisko Loueke jest dobrze znane jazzfanom, o tyle o Kummert'cie niewielu jeszcze słyszało, a szkoda, bo album "Flow" z 2016 roku grupy Drifter, w której obok Kummerta gra chociażby świetny fiński pianista Alexi Tuomarila (znany chociażby z kwartetu Tomasza Stańki) to pozycja znakomita.

Muzycy na "la diversité " z jednej strony czerpią obficie z dorobku ascetycznego, atmosferycznego jazzu, docierając często do rzadko słyszanej na płytach głębi brzmienia/współbrzmienia poszczególnych instrumentów, z drugiej zaś sięgają już po środki niejazzowego języka muzyki. W muzyce Kummerta najbardziej elegancka i kunsztowna melodia wyrażona jest z uczuciem, smakiem i znawstwem. Raz ascetyczne, innym razem pełne afrykańskiego groovu dźwięki gitary Loueke przydają kompozycjom Kummerta koloru, dynamizmu i ekspresyjnych niuansów. Jego muzyka jest bardziej wyrafinowana niż choćby Richarda Bony, a gra na gitarze oryginalna i wirtuozerska. W intrygujący sposób aplikuje do jazzu afrykańskie rytmy i ujmujące łagodnością melodie. Lionel Loueke postępuje raczej zgodnie z koncepcją Billa Frisella, który gra raczej mniej niż więcej.

Prawdziwą ozdobą są dwie "Gnossienne" Erika Satie, ikony mrocznego i dekadenckiego fin de sieclu. Interpretacje Nicolasa Kummerta zachwycają dojrzałością i liryzmem pełnym zawoalowanej nostalgii, któremu nie brak jednak rytmicznego impulsu. Podobnie ujmująca jest "Hallelujah" Leonarda Cohena, która pojawia się w kwartetowej i duetowej odsłonie.

Nicolas Kummert należy do tych muzyków, którzy lubią chadzać własnymi, nieprzetartymi dotąd ścieżkami. Zawsze jednak jest to droga, na której wyobraźnia i kreatywność w naturalny sposób równoważą się z muzyczną dyscypliną i precyzją, wywołując niezatarte artystyczne wrażenie.
autor: Mateusz Krępski

Nicolas Kummert: tenor saxophone
Lionel Loueke: guitarNicolas Thys: bass
Karl Jannuska: drums
1. Rainbow People 04:43
2. Le vent se leve 01:45
3. Harmattan 04:05
4. Lighthouse 06:41
5. Hallelujah (Leonard Cohen) 04:11
6. Gnossienne (Eric Satie) 03:42
7. Gnossienne a deux (Eric Satie) 03:08
8. Liberte 05:59
9. Le peuple de l'arc-en-ciel 02:03
10. La terre ne ment pas 03:25
11. Diversity over purity 05:49
12. We'll be alright 03:33
13. And what if we're not 02:41
14. Hallelujah again - in memory of Leonard Cohen (Leonard Cohen) 01:40

płyta do nabycia na multikulti.com



niedziela, 16 kwietnia 2017

Harris Eisenstadt Canada Day "On Parade in Parede" Clean Feed 2017, CF413

Harris Eisenstadt Canada Day "On Parade in Parede" Clean Feed 2017, CF413
Od początku działali razem jako kwintet, eksploatując "skażone" rewolucją free obszary tradycyjnego jazzu. Owo "free" nie oznaczało jednak szalonych improwizacji, a jedynie jej elementy i skażenie nieskalanych brzmień instrumentów tradycyjnego gatunku wszechobecnym dziś "brudem". Jakby pewną nonszalancką niedbałość. Ale też lekkość, niezwykłą łatwość takiego grania i rzadką dziś umiejętność pozostawania kreatywnych wewnątrz dość ściśle określonego gatunku.

Sprzyjało temu niezwykłe - w moim odczuciu - wyczucie Eisenstadta-kompozytora, człowieka umiejącego tworzyć klasyczne jazzowe harmonie i melodie, i łamania ich w bardzo współczesny sposób. Efekt - gdy dodać do tego znakomity skład osobowy - był naprawdę niezwykły. Na krótko zaistniał tez oktet, który przynosił w bardziej rozbudowanej formie tą samą fantastyczną muzykę. Teraz otrzymujemy kwintet, przykrojony chyba troszkę przypadkiem, ale grający z równie wielkim smakiem i wyczuciem formy. Przypadkiem - bo nie mamy tu doczynienia z zaplanowaną sesją studyjną, więc rezygnacja z wibrafonu Chrisa Dingmana wcale nie musiała być zamierzona. Nagranie to zarejestrowano podczas dwóch koncertów kwartetu w Parede, w Portugalii w kwietniu i maju 2015 roku.

Znakomicie skrojone na potrzeby zespołu kompozycje Eisenstadta zyskują - znów w moim odczuciu dodatkową energię. Czasem tak już zresztą jest, że każda zmiana sprawia, iż wyzwala się w twórcach jakaś dodatkowa energia. Tutaj może to być choćby konieczność zapełnienia dźwiękowej przestrzeni wibrafonu, jedynego wszak harmonicznego instrumentu w składzie. Harmonia musi być więc budowana w nieco odmienny sposób, ale podstawą jej pozostają perkusyjne brzmienia lidera zespołu. Sama gra Eisenstadta także nieco się zmieniła, chociaż w dalszym ciągu opiera on swoje perkusyjne brzmienia na afrykańskich, polirytmicznych tradycjach. Jak opowiada, w ciągu ostatnich lat, zafascynowała go silnie muzyka latynoska i będąca jej częścią kubańska tradycja Bata. I wyraźnie słychać to w jego grze, która nabrała jeszcze większej lekkości i płynności.

Te zmiany mają jeszcze jeden efekt, i jak spojrzeć na to z dystansu, to wcale nie powinien być on zaskakujący - muzyka zyskała bardziej zespołowy, kolektywny charakter. Tak jak i budowana harmonia. I chociaż każdy z instrumentalistów tworzących zespół może się tu wykazać i zaznaczyć swoją obecność, to poprzez rozbudowanie całemu systemu małych struktur i kolektywów, są jeszcze silniej związani jako całość. Ale Nate Wooley, Matt Bauder czy Pascal Niggenkempler nie tracą przy tym nic ze swojej kreatywnej mocy - ich partie, indywidualne brzmienie, decydują w równej mierze o wartość płyty i zespołu, jak wprowadzane konsekwentnie w życie stylistyczne koncepcja lidera. To świetny zespół, który nie rezygnując z indywidualnych osobowości, potrafi ukazać kolektywną moc i potęgę grania, wcale nie demolując sceny kolektywną energią. 
autor: Marek Zając

Nate Wooley: trumpet
Matt Bauder: tenor saxophonePascal Niggenkemper: bassHarris Eisenstadt: drums

1. Innuendo Is Nobody's Friend
2. Sometimes You Gotta Ask For What You Want
3. A Fine Kettle Of Fish
4. We All Ate What We Wanted To Eat, Parts 2 & 5
5. Sympathy Batters No Parsnips
6. We All Ate What We Wanted To Eat, Parts 3 / She Made Old Bones
7. We All Ate What We Wanted To Eat, Part 1

płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 15 kwietnia 2017

Mockunas / Mikalkenas / Berre "Plunged" Barefoot Records 2017, BFREC053CD

Mockunas / Mikalkenas / Berre "Plunged" Barefoot Records 2017, BFREC053CD
Liudas Mockunas czasami bywa nazywany litewskim Matsem Gustafssonem, a to ze względu na energetyczną grę i takąż bezkompromisowość jego nieuczesanej muzyki. Uzyskał tytuł magistra w Litewskiej Akademii Muzyki i Teatru, oraz tytuł Master of Jazz z renomowanej Rhythmic Music Conservatory w Kopenhadze. W roku 2000 wraz z duńskim perkusistą Stefanem Pasborgiem założyli formacją o nazwie Toxikum. Ich pierwszy wspólny album o tej samej nazwie został okrzyknięty w Danii Odkryciem Roku 2004. Na Litwie przez ogólnokrajową gazetę "Lietuvos Rytas” został uhonorowany najwyższą nagrodą za Kulturalne Działania w tym samym raku. Kolejne nagrody to: „Talent” przyznana przez "Rhythmic Music Conservatory" w roku 2005, nagroda festiwalu jazzowego "Vilnius Jazz" w 2006 roku," Birstonas Jazz " dwa lata później oraz Lithuanian Musicians Union "Golden Disc" również w roku 2008. Jest także współ liderem takich projektów jak: "Pasborg-Mockunas", "Megaphone" [wraz Marciem Ducret i Paulem Brousseu], "Revolver", "Traffic Quartet", "Red Planet". Liudas Mockunas jest członkiem Copenhagen Art Ensemble, gdzie współpracował z Timem Berne, Marciem Ducret, Matsem Gustaffsonem, Barrym Guy'em, Andrew Hillem, Vladimirem Chekasinem, Vladimirem Tarasovem, Pierem Dorge oraz jego "New Jungle Orchestra". Obecnie Mockunas wykłada w Lithuanian Music and Theatre Academy, jest jednym z założycieli Lithuanian Jazz Federation. Prowadzi również swoją własną wytwórnię, która specjalizuje się w wydawnictwach muzyki improwizowanej. Na tym polu zresztą współpracuje także z polskimi muzykami - choćby z Mikołajem Trzaską czy Rafałem Mazurem.

Do najnowszego swojego projektu zaprosił młodego norweskiego perkusistę Hakona Berre oraz swojego rodaka, pianistę, akordeonistę, ale i perkusistę Arnasa Mikalkenasa. Muzyka na tej płycie jest nieco odmienna, niż granie do jakiego Mockunas zdążył przyzwyczaić swoich słuchaczy - po pierwsze to muzyka mocno oparta na kompozycjach, po drugie - o nieco trzecionurtowym charakterze. Oczywiście należy to postrzegać w duchu wcześniejszych dokonań litewskiego muzyka - kompozycje są szkicowe, chociaż struktura rysuje się czytelnie, a trzecionurtowość nie jest postromantyczna lecz w duchu współczesnej muzyki komponowanej. Całość wypada świetnie i wymyka się szufladkom i porównaniom. To album, po który koniecznie sięgnąć trzeba. Choćby i tylko dla szalonego sola Mockunasa zamykającego "Stress".
autor: Józef Paprocki

Liudas Mockunas
: saxophonesArnas Mikalkenas: piano, accordion
Hakon Berre: drums

1. Study No.1
2. Study No.2
3. Study No.3
4. Stress
5. Study No.4
6. Study No.5
7. Pelš

płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 14 kwietnia 2017

Angelica Sanchez Trio feat. Michael Formanek and Tyshawn Sorey "Float the Edge" Clean Feed 2017, CF410

Angelica Sanchez Trio feat. Michael Formanek and Tyshawn Sorey "Float the Edge" Clean Feed 2017, CF410
25 marca br. ujrzała światło dzienne najnowsza płyta pianistki, kompozytorki i improwizatorki Angelici Sanchez. Do swojego najnowszego nagrania zaprosiła dwóch niezwykle cenionych muzyków, których dzieli chyba więcej niż jedno pokolenie - weterana jazzowej sceny, basistę Michaela Formanka oraz 22 lata młodszego, ale niezwykle cenionego perkusistę Tyshawna Sorey'a. Podstawę materiału na którym skupili się w tym projekcie muzycy stanowią kompozycję Sanchez, ale wśród nich na płycie znalazły się również triowe improwizacje. Dlaczego? Czy kompozycje im niewystarczały? "Bardzo wiele z tego co robimy w trio - i czym każde z nas żyje w muzyce - porusza się na krawędzi, bez ubezpieczenia. Gdy zaczynamy grać, zagłębiamy się w niej, unosimy się nią, nie znając punktu, miejsca do którego chcemy dotrzeć. I nie wiemy czy będziemy tam potrafili bezpiecznie wylądować" - mówi liderka tria. "Ale kiedy to działa, czujesz jak unosisz się w muzyce, jest to cudowne doświadczenie lekkości. I to jest piękne."

Tak, tutaj działa to świetnie. Także w szkicowych kompozycjach Angelici Sanchez. Ona sama powtarza, że nie chciała zawierać w nich melodii, raczej skupiała się na nastroju chwili, próbowała go zarysować, a resztę wypełniali wspólnie, poruszając się w zarysowanych ramach lub strukturze. "Mike i Tyshawn to instrumentaliści ale i wizjonerzy, którzy w naturalny sposób rozwijają muzykę, i wiem, że będą grać coś lepszego, niż mogłam sobie wyobrazić. Trzeba więc zostawić im przestrzeń. To trio to także przeciwieństwo wielu podobnych składów, bo to nie fortepian prowadzi tu narrację przez cały czas. Wiem, że mogę grać wszystko i oni podążą za muzyką, ale nie o to chodzi. Chcę by ją kształtowali na równi ze mną, bo muzyka tylko na tym zyskuje. Ten album to naprawdę podróż - dla nas i dla słuchacza".

I to chyba najtrafniejszy opis tego pięknego nagrania, pełnego nastrojów i barw, uciekającego przez jakąkolwiek muzyczną sztampą, ale i nie bojącego się lirycznych momentów kształtowanych z powstającej ad hoc, jakby momentami od niechcenia, muzycznej materii. Czasem wydaje mi się, że to jakby wędrowanie światłem po ściennym malowidle - zawsze widzimy fragment, i zawsze przez mgnienie oka. Pozwala to słuchaczowi wychwycić piękno detalu, ale tylko przeczuć formę i kształt całości zamierzenia. A jednak zachwyca pięknem, nastrojem, urokiem chwili i wyłaniającym się w ciemności, zmaterializowanym kunsztem każdego z twórców płyty. Znakomite nagranie!
autor: Marek Zając

Angelica Sanchez: pianoMichael Formanek: double bass
Tyshawn Sorey: drums

1. Shapishico
2. Float the Edge
3. Pyramid
4. SOWF (Substance of We Feeling)
5. Waking Dream (change title to Hypnagogia)
6. What the Birds Tell Me
7. The Traveler
8. Black Flutter

płyta do nabycia na multikulti.com

Randy Weston And His African Rhythms Trio "Zep Tepi" Random Chance Records 2013, RCD27

Randy Weston And His African Rhythms Trio "Zep Tepi" Random Chance Records 2013, RCD27
Randy Weston to zdecydowanie niedoceniony artysta. Ten muzyk obok Abdullaha Ibrahima to w końcu najważniejszy pianista wprowadzający do jazzowego języka bogactwo kulturalne Afryki. Jego płyta "The Spirits Of Our Ancestors", na której można usłyszeć Dizzy'ego Gillespie'ego i Pharoaha Sandersa zaliczna jest to kamieni milowych gatunku.  Krążek Randy Weston And His African Rhythms Trio "Zep Tepi" pewnie nie zmieni tego faktu. Randy Weston nie był nigdy obiektem zainteresowania wysokonakładowych mediów, nie był bohaterem skandali, nie miał też nigdy zacięcia do schlebiania popularnym gustom szerokiej publiczności. Przez krytyków jazzowych porównywany do Duke'a Ellingtona czy Theloniousa Monka, pozostawał w cieniu bardziej znanych muzyków jazzowych.

Wznowiona teraz płyta "Zep Tepi", oryginalnie wydana przez Random Chance w 2006 roku prezentuje pianistę przeżywającego swoją druga młodość (nagrywając ją Weston miał 80 lat). Jego pianistyka nadal jest bardzo charakterystyczna, pełna wspaniałych, ciemnych akordów i zaraźliwych rytmów. Już od otwierające płytę "Blue Moses" i "African Sunrise" wprowadzają słuchacza w świat magicznych, rytualnych dźwięków północnej Afryki. Nikt nie potrafi tak jak Randy Weston scalić tamtejszego dziedzictwa kulturalnego i kreatywnego jazzu, jego taniec prawą ręką, sprawiający, że poszczególne melodie rozkwitają niczym rzadki kwiat.

"Zep Tepi" to nie tylko wspólny język improwizacji na najwyższym poziomie, ale przede wszystkim uchwycenie fenomenu „afrykańskiego jazzu”, przesiąkniętego magią styku dwóch kultur, amerykańskiej i północno-afrykańskiej. Maestria wykonawcza muzyków sprawia, że płyta powinna być gratką nie tylko dla fanów Randy'ego Westona.
autor: Piotr Szukała

Randy Weston: pianoAlex Blake: double bass
Neil Clarke: African percussion
1. Blue Moses (Weston)
2. African Sunrise (Weston)
3. Berkshire Blues (Weston)
4. Route of the Nile (Weston)
5. Ballad for T (Weston)
6. Portrait of Frank Edward Weston (Weston)
7. Hi-Fly (Weston)
8. Tamashii (Weston)
9. The Healers (Weston)
10. Love the Mystery Of (Koffi Ghanaba)

płyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Fred Frith / Helen Mirra "Kwangsi - Quail" [Vinyl 1LP] Shhpuma Records 2012, SHH012LP

Fred Frith / Helen Mirra "Kwangsi - Quail" [Vinyl 1LP] Shhpuma Records 2012, SHH012LP
Z jednej strony to album zdecydowanie bliższy artystycznym (muzycznym także) światom Helen Mirry niż Freda Fritha. To właściwie płyta konceptualna, kolaż złożony z dźwięków (muzycznych i niemuzycznych, otaczających nas zewsząd, codziennych); ze strzępów nagrań i słów, odwołujący się do powieści W.G. Sebalds "Kwangsi" (czyli "Przepiórki"). To także improwizowany muzyczny dokument ukazując w dźwiękowy sposób pracę artystki konceptualnej, jak określa się amerykankę Helen Mirrę. Dla tej urodzonej w 1970 roku artystki, nie ma bowiem czegoś takiego jak zamknięta forma, nie ma też określonego tworzywa. Można łączyć sztuki plastyczne bez żadnych ograniczeń z filmem, dźwiękiem, performancem i architekturą. W jej dorobku ta płyta mogłaby być nawet swoistym ewenementem, bo w pewien sposób ma jednak zamkniętą - dźwiękową - formę.

Ale równocześnie, z drugiej strony, to wielki hołd dla muzycznej wyobraźni Freda Fritha. To swoisty paradoks, bowiem za gitarę chwyta tutaj Mirra, a Frith gra na wszystkim i niczym. Chwyta to, co go otacza - pałeczki, buty, setki drobnych przedmiotów i przy ich użyciu tworzy znany wszak ze swoich nagrań minimalistyczny, a jednak pełen dramaturgii, energii i napięcia świat rozwibrowanych dźwięków. Cudownie rytmiczny, a jednak nieprzewidywalny. Nieskrępowany, a jednak skończony. I tworzy go w sobie tylko znany sposób, na zasadach określonych nie przez siebie, ale z właściwą sobie wyrazistością. Przedziwne, a jednak także cudownie frapujące nagranie, będące raczej połączeniem opowieści i performance'u niż zwyczajnym free improvem. Jak dla mnie - znakomite.
autor: Marek Zając

Helen Mirra
: printing press, acoustic guitar
Fred Frith: aboriginal rainsticks, bass mbira, charango, music box, shoes and other objects, voice

Side A:

Kwangsi - Moss 18:13

Side B:
Mulberry - Quail 17:11


płyta do nabycia na multikulti.com

niedziela, 2 kwietnia 2017

Morten Pedersen 5tet "Sammensurium" Barefoot Records 2017, BFREC051CD

Morten Pedersen 5tet "Sammensurium" Barefoot Records 2017, BFREC051CD
To stosunkowo eklektyczne nagranie, zrodzone – można by początkowo sądzić - z przekonania i wiary instrumentalistów, iż muzyka jest konglomeratem inspiracji i źródeł, powstająca niejako nawet poza nimi i nie do końca pod ich kontrolą. Ale po głębszym zajrzeniu w świat muzyki zespołu, zrodziło się we mnie przekonanie, iż kompozycje pianisty Mortena Pedersena wykonywane są dokładnie tak, jak kompozytor zamierzał.

I chociaż tych osiem kompozycji jest silnie zakorzenionych w improwizowanym charakterze współczesnego jazzu, to jednak sama struktura poszczególnych utworów jest staranie zarysowana. Mamy tu i powroty do Nowego Jorku czasów loftowych scen, pobrzmiewają echa dokonań zespołów Bobby'ego Bradforda i Johna Cartera. Wyróżnia się kompozycja „Jubas”, nieco przytłumiona ballada z żartobliwą partią bębnów i charakterystycznym tłem fortepianu oraz swobodną grą wyobraźni w partiach trąbki i klarnetu. „Odacinummocni" jest powrotem do lat 60. Nowego Yorku - tutaj w pełni słychać genialny i lekko monkowski styl gry Pedersena, jasny i ciepły, a jednak formalnie skomplikowany, silnie odcinający się od ciężkiego brzmienia basu i bębnów Berrego.

Kwintet stanowią właściwie muzycy stale już od lat związani z wytwórnią Barefoot Records - oprócz lidera-pianisty są to perkusista Hakon Berre, trębacz Tomasz Dąbrowski, saksofonista Francesco Bigoni oraz grający na basie John Nästesjö. Tomek Dąbrowski jak zwykle wypada tu imponująco, a jego świat dźwięków i fascynacji pogłębia i poszerza tylko wizję lidera formacji.

Świetne nagranie, znakomitego zespołu o którym, mam nadzieję, nie raz jeszcze usłyszymy.
autor: Marek Zając

Morten Pedersen: pianoJohannes Nästesjö: double bass
Håkon Berre: drums
Tomasz Dąbrowski: trumpetFrancesco Bigoni: saxophones & clarinet

1. Juvi
2. Jubas
3. Odacinummocni
4. Zaja
5. Kitchen
6. Dumbo
7. KB14
8. Itzi

płyta do nabycia na multikulti.com