piątek, 2 grudnia 2016

Jacob Christoffersen Trio "We Want You" Stunt Records 2016, STUCD16052

Jacob Christoffersen Trio "We Want You" Stunt Records 2016, STUCD16052
Trio Jacoba Christoffersena po raz trzeci. Po debiutanckiej "Facing The Sun" z 2005, która w All About Jazz dostała maksymalna notę (* * * * *) i "JC3" z 2011, która prezentowała w pełni dojrzałą, autorską wizję triowej pianistyki duńskiego kompozytora i instrumentalisty otrzymujemy oto najnowszy, kolejny album "We Want You". Zważywszy, że na przestrzeni 11 lat to dopiero trzecia płyta w trio, można z powodzeniem stwierdzić, że Christoffersen nie rozpieszcza swoich fanów. Dla mnie jest to jednak powód do zdwojonej uwagi, jaką przykładam do jego twórczości. Nadprodukcja bowiem jest raczej przeszkodą niźli pomocą w procesie tworzenia.

Lider jest postacią na scenie skandynawskiej bardzo znaną, z jednej strony akompaniuje Cecilie Norby, Hanne Boel, Sinne Eeg czy Kayi Brüel, z drugiej znajdziemy go składach świetnych instrumentalnych zespołów jak Decoy Quintet, Hans Ulrik Quartet czy Lars Moller Group.

Na "We Want You" mamy do czynienia z bardzo przemyślaną formą, nie znajdziemy tu tego, co jest prawdziwą zmorą triowych nagrań, na których w najlepszym razie muzycy pragną być raczej poprawni, niż ryzykowanie autonomiczni, chcą wypowiadać się raczej w ramach szlachetności gatunku, niż szukać indywidualnego języka i rozszerzać jego ramy. Kolejnym atutem nagrania jest przykuwająca uwagę słuchacza płynność narracji, która jest także konsekwencją znakomicie ułożonego programu płyty.

Trio Jacoba Christoffersena to inny wymiar jazzu, takie fortepianowe opowieści skrywają prawdziwe emocje, mogą pełnić rolę „progu”, za którym jest jeszcze wiele do opowiedzenia. Wiele zależy od siły wyobraźni słuchacza. Muzycy nie przełamują granic gatunku, choć szczególnie na nie zważają.

Na nowej płycie tria artystom udało się wykreować niezwykły nastrój, z jednej strony zachwycający niemal kameralistycznym brzmienie instrumentów, z drugiej oparty o niebywale spójne brzmienie, jakbyśmy mieli do czynienia z organizmem, który napędzany jest tylko jedna pompą, nie trzema.

Przed jedenastu laty "Facing The Sun" trio Jacoba Christoffersena zdradziło temperament, który pchał je raczej w stronę odmienną niż większość swingowo-knajpianego mainstreamu, miałkość współczesnych nurtów eklektycznych czy też pustej wirtuozerii. Dlatego też w licznych recenzjach pojawiały się odwołania do pianistyki Billa Evansa, Herbie'go Hancocka i Keitha Jarretta. Po trzeciej płycie "We Want You" punktem odniesienia dla innych pianistów nie musi być Evans, Hancock czy Jarrett, z powodzeniem może być już Jacob Christoffersen.
autor: Krzysztof Szamot

Jacob Christoffersen: piano, Fender Rhodes
Thomas Fonnesbak: bass
Zoltan Csörsz: drums

1. Home
2. We Want You
3. And Suddenly You Know
4. Life Goes On
5. Only Yesterday
6. My Irish Soul
7. The Night Wanderer
8. Long Tall
9. Farvel (For Hugo)

płyta do nabycia na multikulti.com

Tony Malaby's Tamarindo Trio with Wadada Leo Smith [Nasheet Waits / Tony Malaby / William Parker / Wadada Leo Smith] "Tamarindo Live" Clean Feed 2011, CF200

Tony Malaby's Tamarindo Trio with Wadada Leo Smith [Nasheet Waits / Tony Malaby / William Parker / Wadada Leo Smith] "Tamarindo Live" Clean Feed 2011, CF200
Druga odsłona Tamarindo Tony'ego Malaby'ego - tym razem dzięki magicznej wprost obecności Wadady Leo Smitha jest o wiele intensywniejszym doznaniem. Klasyczny, freejazzowy kwartet to formuła dosyć już wyeksploatowana. Wielu kreatywnych muzyków udowadniało jak mobilna i twórcza potrafi być to formacja, jeśli tylko lider potrafi zdyscyplinować jej członków. Malaby przyjmuje nieco inną koncepcję - on, bazując na własnych, szkicowych kompozycjach, nie stara się członków swojego zespołu ograniczać, a raczej zdaje się na ich inwencję i kreatywność. I świetnie na tym wychodzi. Trębacza Leo Smitha przedstawiać nie trzeba. Mówić o jego kreatywności też. Udowodniał to przez lata grając w zespołach Braxtona, Leroya Jenkinsa, Roscoe Mitchella i prowadząc własne zespoły z Golden Quartet na czele. Nie inaczej ma się sprawa z Williamem Parkerem i Nasheetem Waitsem tworzącymi tu sekcję rytmiczną. I chociaż zespół wyrasta z tria - nie widać tu żadnych szwów. Dołączenie do składu trębacza zagęszcza muzykę formacji, bardzo zresztą rozwichrzoną i konceptualną w duchu, a nie ją rozrywa. Muzyka staje się przez to jakby bardziej naturalna, organiczna, a mnie intelektualna. Świetna płyta i niezła jazda - oto jubileuszowa, dwusetna produkcja Clean Feedu.
autor: Marek Zając

Tony Malaby: tenor & soprano saxophones
William Parker: double bass
Nasheet Waits: drums
Wadada Leo Smith: trumpet

1. Buoyant Boy 12:16
2. Death Rattle 17:14
3. Hibiscus 14:37
4. Jack The HAT With Coda 14:24

płyta do nabycia na multikulti.com


środa, 30 listopada 2016

Detail [Frode Gjerstad / John Stevens / Eivin One Pedersen] "First Detail" Rune Grammofon 2015, RCD2166

Detail [Frode Gjerstad / John Stevens / Eivin One Pedersen] "First Detail" Rune Grammofon 2015, RCD2166


Frode Gjerstad i Eivin One (oohne) Pedersen ponoć pierwszy raz spotkali się wczesną jesienią 1975 roku. Nie od razu jednak zaczęli razem grać, ale - jak wspomina Gjerstad - na pewno było przed grudniem 1981 roku, kiedy to po raz pierwszy na ich zaproszenie do Stavanger przyleciał John Stevens. I to właśnie to spotkanie sprawiło, i koncert z muzykiem, który był dla nich obu wielką inspiracją, sprawiło, że zaczęli myśleć o kontynuowaniu projektu. Już po koncercie, na zakończenie tego spotkania, powiedzieli Stevensowi, że chcieliby kontynuować ten projekt, zamienić go w regularnie grający zespół. Ale Stevens chciał basisty w tym składzie - "let's get the best" miał wtedy powiedzieć i zaproponował  by do zespołu zaprosić pochodzącego z Południowej Afryki, ale od lat mieszkającego w Europie Johnny'ego Mbizo Dyani. Frode Gjerstad słyszał go już wcześniej w trio z Mongezi Fezą i Okayem Temizem i wiedział, że jest on fantastycznym muzykiem.

Dzięki zaangażowaniu się Johna Stevensa współpraca z Johnnym Dyanim doszła do skutku i kilka miesięcy później zagrali w kwartecie kilka koncertów w Norwegii. Pierwszy z nich - w odczuciu Gjerstada - był straszny, ale w toku współpracy muzyka stawała się coraz bardziej interesująca, a partnerzy nabierali do siebie zaufania i współpracowało im sie coraz lepiej. W 1982 roku zagrali razem koncert na Molde Jazz Festival i jesienią tego samego roku grali jeszcze dalszy ciąg koncertowej trasy po Skandynawii. To nagarnie pochodzi właśnie z tamtej trasy koncertowej, z pierwszego występu na który Johnny'emu Dyani nie udało się dotrzeć i z konieczności zagrali go w trio, w składzie, w którym rok wcześniej rozpoczynali współpracę.

W muzyce zespołu nie ma przypadkowości. Nie wiem jak brzmiał ten pierwszy ich występ, w grudniu 1981 roku, ale śmiem twierdzić, że nie tak. Słychać tutaj bowiem od pierwszych dźwięków zgranie i zaufanie, słychać, że muzycy współpracują, że sobą od dłuższy czas i mają nie małe wspólne doświadczenie. Muzyka jest świetnie poukładana i pena inwencji - znakomita współpraca Stevensa z grającym tu na fortepianie i używającym jeszcze analogowych (o ile się nie mylę) syntezatorów Pedersen, sprawią, że Gjerstad wcale nie ma tu za dużo przestrzeni. I doceniając to znakomite porozumienie partnerów wcale nie chce tej przestrzeni zawłaszczyć; tak, że za brzmienie zespołu w dużej mierze odpowiada fortepian i perkusja z pewną dozą nieco oldschoolowej elektroniki. Ale te brzmienie przez blisko dwadzieścia pięć lat nie zestarzały się nic (a tego można się obawiać było najbardziej) i także dziś brzmią interesująco.

Gjerstad - mam wrażenie - był wtedy technicznie sprawniejszym muzykiem. I na pewno instrumentalistą wszechstronniejszym, nie tak bardzo manierycznym jak dziś. A to służy tyko muzyce kwartetu i sprawie, że jest ona zróżnicowana i czas cały - zaskakująca, otwarta, niezwykła.

Piękna płyta, będąca nie tylko dokumentem, ale potężną dozą znakomitego, niebanalnego free jazzu. Perspektywa lat wcale tego nie zmienia. To po prostu świetne, ponadczasowe granie. Koniecznie!

autor: Marcin Jachnik

Frode Gjerstad: tenor saxophone, soprano saxophone, bass clarinet, alto flute
John Stevens: drums
Eivin One Pedersen: piano, keyboards

1. this is the
2. first version
3. of detail
płyta do nabycia na multikulti.com

Vienna Art Orchestra "The Minimalism Of Erik Satie" HatHut 2010, OGY671

Vienna Art Orchestra "The Minimalism Of Erik Satie" HatHut 2010, OGY671
Prowadzona przez Mathiasa Rüegga Vienna Art Orchestra jest jednym z najważniejszych twórczych big-bandów na świecie. Tworzący go muzycy pochodzą z Austrii, Szwajcarii, Niemiec i Stanów Zjednoczonych. Liderem, pianistą, kompozytorem i aranżerem wykonywanych utworów jest Szwajcar Mathias Ruegg.
 
'The Minimalism Of Erik Satie' to wyjątkowa pozycja w ich dyskografii. Z jedej strony na warsztat wzięli wielkiego ekscentryka awangardowej muzyki XX wieku - Erika Satie, z drugiej aranżerski kunszt Mathiasa Rüegga w połączeniu z mistrzostwem licznie zgromadzonych instrumentalistów dały piorunujący efekt! Muzycy osiągają tutaj idealną równowagę pomiędzy kompozycją a improwizacją. Uznawany za prekursora wielu późniejszych awangardowych kierunków artystycznych oraz za najbardziej ekscentrycznego kompozytora czasów Fin de siecle Erik Satie to postać wyjątkowa w historii muzyki. Claude Debussy zwykł mawiać o nim "delikatny, średniowieczny muzyk zagubiony w XIX wieku". Mieszkając na Montmartre, był stałym bywalcem i pianistą w różnych kawiarniach, z Le Chat Noir na czele. Był centralnym ogniwem Paryskiego Dadaizmu. Ten jedyny w swoim rodzaju wielce oryginalny artysta, przyjaźnił się z Picassem, Manem Rayem, Picabią oraz Rene Clairem. 

Muzyczne refleksje nad kompozycjami słynnego Francuza przybierają najbardziej zaskakującą formę, czasami pobrzmiewają tutaj nowoorleańskie swingowe big-bandy [Reflections On Aubade], innym razem dochodzą do głosu energetyczne, cygańsko- bałkańskie wpływy [Reflections On Gnossienne No.1]. Z kolei ekscytujące duetowe partie głosu Lauren Newton z wibrafonistą Woody'm Schawabata przenoszą nas w niekonwencjonalne, przestrzenne, wielowymiarowe muzyczne pogranicze na wibrafon i ludzki głos. Nagrana w 1983 i 1984 roku, wydana wtedy na podwójnym winylu a teraz zremasterowana 'The Minimalism Of Erik Satie' to szalenie rzadki przykład wśród jazzmanów udanego sięgnięcia po repertuar klasyczny. Nie ma tutaj nic z konfekcji muzycznej spod znaku Jacquesa Loussiera czy koniunkturalizmu wielu polskich chopinowskich zmagań. Nie ma tutaj także pewnej pochopności a co za tym idzie bałaganu w niektórych nawiązaniach do klasyki Uri'ego Caine'a.
 
Vienna Art Orchestra sprawiła, że te rozrzedzone, prawie mistyczne miniatury fortepianowe nie straciły nic ze swojej magicznej mocy a poprzez poszerzenie tradycyjnego spektrum dźwięków pozwalają przywoływać bogate światy brzmień i wyobraźni.
autor: Andrzej Fikus

Lauren Newton: voice
Karl "Bumi" Fian: trumpet, flugelhorn
Hannes Kottek: trumpet, flugelhorn
Christian Radovan: trombone
John Sass: tuba
Harry Sokal: soprano, tenor saxophone, flute
Wolfgang Puschnig: bass clarinet, alto, sopranino saxophone, flute
Roman Schwaller: tenor saxophone, clarinet
Woody Schabata: vibes
Wolfgang Reisinger: gongs, kalimba, tarabuka, triangle
Ima: tambura (only on track 8)
Mathias Rüegg: conductor

1. Reflections On Aubade 2:57 [by Erik Satie 0:50 / Mathias Rüegg 2:07]
2. Reflections On Méditation 3:35 [by Erik Satie 1:00 / Mathias Rüegg 2:35]
3. Reflections On Sévere Réprimande 2:57 [by Erik Satie 1:25 / Mathias Rüegg 1:32]
4. Reflections On Idylle 4:01 [by Erik Satie 1:08 / Mathias Rüegg 2:53]
5. Gnossienne No. 3 (by Erik Satie) 3:00
6. Reflections On Gnossienne No. 2 4:26 [by Erik Satie 1:00 / Mathias Rüegg 2:35]
7. Reflections On Gnossienne No. 1 5:53 [by Erik Satie 3:30 / Mathias Rüegg 2:23]
8. Satie Ist Mir Im Traum 3 x 6:24 [Nicht Erschienen by Mathias Rüegg]
9. Vexations 1801 8:52 [by Erik Satie 2:00 / Roman Schwaller 6:52]
10. Vexations 1611 9:45 [by Erik Satie 2:00 / Lauren Newton 7:45]
11. Vexations 2105 23:21 [by Erik Satie 4:05 / Wolfgang Puschnig 19:16]

 płyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 28 listopada 2016

Albert Cirera / Hernâni Faustino / Gabriel Ferrandini / Agustí Fernández "Before the Silence" NoBusiness Records 2016, NBCD96


Albert Cirera / Hernâni Faustino / Gabriel Ferrandini / Agustí Fernández "Before the Silence" NoBusiness Records 2016, NBCD96
Album ten nie bez powodu sygnują cztery nazwiska - nie jest to album autorski żadnego z muzyków, nie jest to też nagranie kwartetu. Jest to spotkanie czterech indywidualności, czterech równych sobie improwizatorów którzy w zwarciu, w zgiełku, wśród ciosów łokciem i fauli w podbrzusze szukają dla własnych dźwięków przestrzeni. Wydzierają ją sobie.

Agustí Fernández to obecnie jeden z najbardziej niezwykłych i cenionych pianistów szeroko rozumianej muzyki improwizowanej na świecie. Ten urodzony w 1954 roku, w Palma de Mallorca w Hiszpanii muzyk, nazywany spadkobiercą Cecila Taylora i Iannisa Xenakisa (u którego zresztą studiował w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku). Laureat nagrody w 1987 roku na II Bienalle de Jóvenes Artistas Creadores de Tesalónica w Grecji. Współzałożyciel i kierownik kilku zespołów wykonujących muzykę współczesną i improwizowaną [Orquestra del Caos , Big Ensemble del Taller de Músics (Barcelona), IBA (Improvisadors de Barcelona)]. Tworzy muzykę do balletów współczesnych i przedstawień teatralnych. Koncertował i nagrywał w wieloma najważniejszymi twórcami awangardowego jazzu i muzyki współczesnej. Benat Achiary, Derek Bailey, John Butcher, Lawrence Casserley, Tom Cora, Marilyn Crispell, J.A.Deane, Dani Domínguez, Gunda Gottschalk, Mats Gustafsson, Ken Vandermark, Peter Evans, Barry Guy, John Edwards, Graham Haynes, Susie Ibarra, Christoph Irmer, Peter Jacquemyn, Bern Köppen, Peter Kowald, Jo Krause, Ramón López, Paul Lovens, Mat Maneri, Wade Matthews, Wolfgang Mitterer, Lawrence D. "Butch" Morris, Sainkho Namtchylak, Le Quan Ninh, Steve Noble, Tony Oxley, Evan Parker, William Parker, Wolfgang Reisinger, Mark Sanders, Matthew Shipp, Assif Tsahar, Liba Villavecchia, David Xirgu i Carlos Zingaro - to najważniejsi z nich. Od 2002 roku stały członek Evan Parker Electro-Acoustic Ensemble [jednej z niewielu awangardowych grup nagrywających dla ECM], Barry Guy New Orchestra, Barry Guy Blue Shroud Band czy też Mats Gustafsson's Nu Ensemble. 

Po takiej laurce wydawać by się mogło, że to on powinien być mózgiem przedsięwzięcia. Ale nie, tak nie jest. Sekcja rytmiczna jest tu niezwykle zgrana. Hernâni Faustino i Gabriel Ferrandini to tacy portugalscy bracia Oleś - najczęściej bowiem grają razem, współtworząc Red Trio i inne stałe projekty - choćby z Nobuyasu Furuyą czy Jonem Irabagonem. Ale tutaj wcale nie są monolitem, a raczej brutalną siłą wydzierającą sobie nawzajem rytm oraz tempo. I do tego zupełnie mi wcześniej nieznany hiszpański saksofonista, który wcześniej grywał już z Agusti Fernandezem czy to w autorskim trio pianisty (Liquid Trio) czy we Free Art Ensemble. Ten aktywny na muzycznej scenie już od kilkunastu lat improwizator, autor lub współautor kilkudziesięciu nagrań, jaki się tutaj jako niezwykle ciekawy muzyk, chociaż powiedzieć, że jest wirtuozem swojego instrumentu chyba niesposób. Ma za to dość energii i witalności, by swoich silnym, pełnym dźwiękiem w tym kłębowisku rąk i nóg, brzmień i dźwięków, zgrzytów i warknięć, wydrzeć też coś dla siebie. 

Muzyka na tej płycie to pozostawanie w nieustannym zwarciu, mocnej wymianie ciosów, ale jest w tym jakaś niezwykła energia i kreatywność, witalność i wzniosłość, która może rodzić - i rodzi (przynajmniej moją) - fascynację spotkania z brutalną tkanką żywiołowej improwizacji. Polecam gorąco!
autor: Marcin Jachnik

Albert Cirera: tenor and soprano saxophone
Hernâni Faustino: bass
Gabriel Ferrandini: drums
Fernández: piano

1. Before 15:58
2. The 22:15
3. Silence 20:29
4. Coda 4:31

płyta do nabycia na multikulti.com

Fight the Big Bull featuring Steven Bernstein "All is Gladness in the Kingdom" Clean Feed 2010, CF169

Fight the Big Bull featuring Steven Bernstein "All is Gladness in the Kingdom" Clean Feed 2010, CF169
Gitarzysta, kompozytor i aranżer Matt White powraca ze swoim unikatowy bigbandem. Tym razem Fight the Big Bull wsparty został przez kapitalnego trębacza i kompozytora Stevena Bernsteina, który jako gość współaranżował i współtworzył (dyrygował, ale i masterował) to nagranie. Zjawiskowe brzmienie jego instrumentu jest także bardzo charakterystyczną częścią muzyki zespołu - White eksploatuje swojego gościa także na tym polu przydzielając mu kluczowe solówki na tej płycie. I trzeba przyznać, że Bernstein wywiązuje się z powierzonego mu zadania bez zarzutu - wnosi tu inwencję i polot, ale i lekkość grania i improwizacji. Jego krzykliwe brzmienie napędza cały zespół, którego motoryka bardzo na tym zyskuje. Prowadzony wraz z Bernsteinem zespół gra świetnie, niczym jeden, duży organizm. Amerykański trębacz ma zresztą niemałe doświadczenie w tym zakresie - od lat przecież prowadzi Diaspora Preject [cztery płyty dla Tzadika 'Diaspora Soul', 'Diaspora Blues', 'Hollywood Diaspora' i 'Diaspora Suite'] ale też Terrytorial Milenium Orchestra, która chociaż rzadko ma okazję koncertować, to przecież regularnie pracuje i nagrywa kolejne albumy. Swietne brzmienie to jedno, ale nie mała w tym zasługa kompozycji White (prócz tego pojawiają się tu tylko dwa utwory Bernsteina), które są mocno zróżnicowane i odwołują się task do tradycyjnego jazzu, jak i muzyki etnicznej. Na wielość inspiracji w warstwie kompozytorskiej, nakłada się wielość pomysłów interpretacyjnych i chociaż wszystkie oparte są na bardzo mocnej, motorycznej pracy sekcji rytmicznej, to o chwili nudy nie ma tu mowy. Znakomita płyta!
autor: Józef Paprocki

Jason Scott: tenor saxophone, clarinet, alto saxophone
J.C. Kuhl: tenor saxophone, clarinet
John Lilley: tenor saxophone
Steven Bernstein: trumpet, slide trumpet
Bob Miller: trumpet
Reggie Pace: trombone
Bryan Hooten: trombone
Matt White: guitar
Cameron Ralston: bass
Brian Jones: percussion
Pinson Chanselle: trap Kit
Eddie Prendergast: electric bass (only on track 7)

1. Mobile Tigers
2. Mothra
3. The Sacred Harp
4. Jemima Surrender
5. Gold Lions
6. All is Gladness in The Kingdom
7. Eddie and Cameron Strike Back
8. Satchel Paige
9. Martin Denny
10. Rockers



płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 26 listopada 2016

The Nu Band [Roy Campbell / Mark Whitecage / Joe Fonda / Lou Grassi] "The Final Concert" [Vinyl 1LP, limited edition 300], NoBusiness Records 2016, NBLP99

The Nu Band [Roy Campbell / Mark Whitecage / Joe Fonda / Lou Grassi] "The Final Concert" [Vinyl 1LP, limited edition 300], NoBusiness Records 2016, NBLP99
Przez całe lata Nu Band, tworzony przez wspaniałe muzyczne osobowości kwartet, znany był z wielkiej swobody improwizacji, energii i wszechogarniającej radości grania. Wraz ze śmiercią trębacza Roya Campbella, zespół nie zakończył działalności, ale w nowych składzie z Thomasem Hebererem na trąbce, to już nie jest to samo. Tym bardziej więc zasługuje na uwagę nowa pozycja w dyskografii pierwotnego składu - litewska oficyna NoBusiness wypuściła właśnie płytę winylową z zapisem ostatniego bodaj koncertu w którym pod szyldem Nu Band grał jeszcze Roy Campbell.

Tutaj zespół gra na swoim normalnym, cudownym poziomie - to amerykański free jazz z najwyższej półki. Popis niebanalnych muzycznych umiejętności basisty Joe Fondy, znanego z nagrań choćby Anthony'ego Braxtona czy Fonda / Stevens Group. Pomrukujący sobie niczym Keith Jarrett - czy to przy swoim indywidualnych partiach czy przy solówkach partnerów, stanowi wraz z perkusistą niewątpliwie napęd zespołu. Lou Grassi, jak zwykle, jest na początku nieco flegmatyczny, ale z każdą minut nabiera werwy i energii. Mark Whitecage (ciekawszy saksofonista niż klarnecista) nie jest, mam wrażenie, jakąś szczególnie silną muzyczną osobowością, ale znakomicie czuje się w dialogach czy to z Fondą, czy Royem Campbellem.

I wreszcie ten, którego zabrakło - jego gra, jak zwykle, mogłaby być tematem wielkiej opowieści - tutaj też z wielką pieczołowitością konstruuje swoje freejazzowe narracje, znakomicie wykorzystując swoje szerokie instrumentarium: trąbki, flugelhorn oraz flet poprzeczny. Jak zwykle - tutaj naprawdę świetnie to słychać - skoncentrowany, toczył z Whitecagem swobodne muzyczne konwersacje, wygrywając momentami w swoich partiach solowych - zwłaszcza na trąbce - zupełnie niesamowite historie.

Wielka szkoda, że Campbella nie ma już z nami. Ale mam też nadzieję, że nie jest to ostatnia płyta oryginalnego składu Nu Band, że ich dyskografia nie jest jeszcze zamknięta. Że odnajdą się jakieś nagrania - studyjne lub koncertowe -m z Royem Campbellem w składzie. Nie zmieni to jednak faktu, że był to ich ostatni koncert. Koniec wieńczy dzieło. Godnie.
autor: Marek Zając

Roy Campbell, Jr.: trumpet, flugelhorn, pocket trumpet, flute
Mark Whitecage: alto saxophone, clarinet
Joe Fonda: bass
Lou Grassi: drums and percussion

Side A:
1. Like A Spring Day
2. In The Whitecage

Side B:
1. Lament For Billy Bang
2. Free Piece



płyta do nabycia na multikulti.com

Daniel Levin Quartet [Daniel Levin / Nate Wooley / Matt Moran / Peter Bitenc] "Bacalhau" Clean Feed 2010, CF195

Daniel Levin Quartet [Daniel Levin / Nate Wooley / Matt Moran / Peter Bitenc] "Bacalhau" Clean Feed 2010, CF195
Czwarta już płyta kwartetu Daniela Levina i znów mamy na niej nieco inny skłąd osobowy. Odszedł Joe Morris, na jego miejsce przyszedł Peter Bitenc. Ale nie skład muzycznych osobowości od początku czynił kwartet wioloczelisty zespołem wyjątkowym. Powiedziałbym nawet, że poszczególni instrumentaliści mieli raczej ograniczony wpływ na muzykę kwartetu, którego brzmienie określał raczej unikatowy skład instrumentalny (wiolonczela - wibrafon - trąbka - kontrabas) niż wirtuozeria jego członków. Do tego jeszcze Daniel Levin "myśli formą" - tak w obszarze poszczególnej kompozycji, jak i całej płyty. Wszystko jest tutaj starannie poukładane (nie ma za wiele instrumentalnych popisów) i podporządkowane brzmieniu zespołu. Znakomita płyta pokazująca jak niezwykłym zespołem jest kwartet Daniela Levina - tym bardziej, żę jest to zapis koncertu podczas festiwalu w Coimbrze w 2009 roku.
autor: Marek Zając

Daniel Levin: cello
Nate Wooley: trumpet
Matt Moran: vibraphone
Peter Bitenc: bass

1. Looken
2. Duo: Nate and Matt
3. Bronx #3
4. Dock
5. PS James
6. Oh, Really?
7. Duo: Daniel and Nate
8. Soul Retrieval
9. Knickerbocker



 płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 25 listopada 2016

Angelica Sanchez "A Little House" Clean Feed 2011, CF206

Angelica Sanchez "A Little House" Clean Feed 2011, CF206
Pianistka Angelica Sanchez nie ma jeszcze imponującego liczebnie dorobku płytowego, za to jej nagrania - czy to sygnowane jej nazwiskiem, czy też z nią w składzie - cieszą się świetnym przyjęciem muzycznych krytyków jak i publiczności, szukającej czegoś odmiennego od coraz częściej popadających w rutynę WIELKICH NAZWISK WSPÓŁCZESNEGO JAZZU. Nie inaczej jej z jej najnowszym albumem, nagraną solo płytą "A Little House". Muzyka, którą zarejestrowała na wydanym przez portugalski Clean Feed albumie pozostaje pod wyraźnym wpływem dokonań Carli Bley. Sama słynna pianistka napisała zresztą przepiękne i osobiste "liner notes". Sanchez, chociaż zafascynowana dokonaniami Bley, ma do muzyki bardzo osobisty stosunek i kształtuje ją na swój własny sposób. Używała ona przy nagraniu tego materiału oprócz fortepianu także dziecięcych zabawek i te dźwięku nadają muzyce nieco pozytywkowy charakter. Płyta jest elegancka i niezwykle przejrzysta w warstwie aranżacyjnej - co charakterystyczne także dla kompozycji Carli Bley. Sanchez, chociaż grała solo, to często nakładała w studiu na siebie ścieżki fortepianu i zabawek, co zagęszcza muzykę i pozwala na nią spojrzeć wprost z dziecięcą fascynacją. Polecam gorąco!!!
autor: Józef Paprocki

Angelica Sanchez: piano, toy piano

1. Chantico 2:14
2. I'll Sign My Heart Away 4:07
3. Along the Edge 4:36
4. A Casinha Pequenina 7:42
5. Stretched 5:26
6. Up and Over 3:37
7. Trickle 4:16
8. Crawl Space 3:32
9. Glow 4:56
10. Giant Monks 5:05
11. Jackaloop 4:51
12. City Living 3:55
13. Mimi 3:42

płyta do nabycia na multikulti.com

Archie Shepp "The New York Contemporary Five" Delmark 2010, DE409

Archie Shepp "The New York Contemporary Five" Delmark 2010, DE409
Na początku lat sześćdziesiątych młody Archie Shepp był postrzegany jako jeden z najważniejszych - obok Cecila Taylora i Ornette'a Colemana - awangardowych artystów na jazzowej scenie Stanów Zjednoczonych. Gdy powstawało koncertowe nagranie The New York Contemporary Five - zarejestrowano je w listopadzie 1963 roku w kopenhaskim klubie Montmartre - było to jeszcze przed powstaniem słynnej płyty Colemana "Free Jazz" i przed rewolucją John Coltrane'a. To nie jest muzyka uwolniona z klasycznych ram kompozycyjnych i aranżacyjnych (część z nich napisał zresztą inny luminarz kreatywnej muzyki, niedawno zmarły Bill Dixon), ale już otwarta i gotowa na odrzucenie wszelkich ram i szkieletów. Ukazuje jak przełom lat sześćdziesiątych się dokonywał - jest to tutaj pełniejsze, gdyż mamy doczynienia z nagraniem koncertowych dokonanym przez kwintet znakomitych muzyków i wybitnych osobowości zarazem. New York Contemporary Five istniał króciutko i niewiele osób miało okazję do tej pory cieszyć się nagraniami zespołu. Koncert w Jazzhus Montmartre ukazał się bowiem tylko na płytach winylowych (w wytwórni Sonet), ale pierwsza część - którą teraz, dzięki Delmarkowi możemy się cieszyć - po raz pierwszy ukazuje się na kompakcie. Znakomita płyta i nieźle zremasterowana.
autor: Marek Zając

Don Cherry: cornet
John Tchicai: alto saxophone
Archie Shepp: tenor saxophone
Don Moore: bass
J.C. Moses: drums

1. Cisum
2. Crepuscule With Nellie
3. O.C.
4. When Will the Blues Leave
5. The Funeral
6. Mik

płyta do nabycia na multikulti.com