czwartek, 29 września 2016

Joanna Sá & Luis Jose Martins "Almost a Song" Shhpuma Records 2016, SHH004

Joana Sá & Luis Jose Martins "Almost a Song" Shhpuma Records 2016, SHH004
Czy można dzisiaj nagrywać w pełni otwartą muzykę? Gdzie rytmika, melodia, tempo pozostaje czymś niedookreślonym? Ciągle niezdefiniowanym? Niezamkniętym? Taką właśnie próbę podejmuje dwójka portugalskich improwizatorów: pianistka Joana Sá oraz grający na klasycznej gitarze Luis Jose Martins.

Przy tym to są ich nominalne instrumenty, bowiem oboje wykorzystują jeszcze całe mnóstwo drobnych instrumentów, przedmiotów i zabawek które po części poszerzają sonorystyczne właściwości ich instrumentów, po części natomiast generują same całe może drobnych dźwięków i brzmień. To muzyka momentami melancholijna, nastrojowa, momentami niezwykle gęsta i buzująca gwałtownymi emocjami, a równocześnie płynąca niczym niepowstrzymany, nie do końca uporządkowany potok dźwięków. Czasami zapętlony, natrętnie powracający do jakiś motywów, czasami toczący się z iście wariacką prędkością. Swoisty - dźwiękowy - strumień świadomości. I tak jak w przypadku swego literackiego odpowiednika - niezwykle starannie zakomponowany. 

W przypadku tego nagrania nie możemy jednak mówić o czystej improwizacji, bowiem, przynajmniej część zebranych tu kompozycji istnieje w szczątkowym zapisie - czy to jako zapis struktury, w formie partytur wizualnych, bądź też komponowanych motywów - tematami nazwać bym się tego nie odważył. To współczesna muzyka mocno odwołująca się do minimalizmu, ale będąca też próbą - w moim odczuciu udaną - zmierzenia się z otwartym dziełem sztuki.
autor: Łukasz Bendycki

Joanna Sá: piano, toy piano, celesta, percussions & electronics
Luís José Martins: classical guitar, percussions & electronics
 
1. Cantiga de Amor
2. Rock em Setembro
3. Cantiga, partindo-se
4. Die wahnsinnige Forelle
5. presque Sarabande – quasi una fantasia

płyta do nabycia na multikulti.com


środa, 28 września 2016

Omri Hason / Kadim / Maarten Meddens "Shati", Double Moon Records 2007, DMCHR71508

Omri Hason / Kadim / Maarten Meddens "Shati", Double Moon Records 2007, DMCHR71508
Niewiele jest nagrań, które w bezpośredni sposób wywiedzione są z tradycji muzykantów z Jemenu. Ten leżący na skrzyżowaniu starożytnych szlaków handlowych, wiodących z Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji teren, przez wieki był tętniącym życiem, obfitującym w bogate życie artystyczne i naukowe światem. Legendarne królestwo Saby, które istniało przez 14 wieków od ok. 1000 roku p.n.e., było kwitnącą monarchią już w czasach Starego Testamentu.

Perkusjonista Omri Hason, który co prawda urodził się w Izraelu, jest potomkiem jemeńskich emigrantów. Jego pochodzący z Jemenu przodkowie zaszczepili w nim muzyczną wrażliwość i przywiązanie do tradycji. Od najmłodszych lat grał na Darbuce, bliskowschodnim bębnie kielichowym, później sięgnął do innych instrumentów, ze szczególnym uwzględnieniem bębna obręczowego, który w kulturze Bliskiego Wschodu zajmuje szczególną pozycję. Jest dzisiaj jednym z wielkich wirtuozów gry na frame drum.

Do płyty pod "kulinarnym" tytułem "Shati" zaprosił muzyków z różnych kultur. Spotykamy tutaj indyjskiego instrumentalistę Ramesha Shothama, węgierskiego skrzypka Zoltána Lantosa, indyjską śpiewaczkę Sandhya'ę Sanjana i gościnnie, grającego na organach Fendera holenderskiego muzyka Maartena Meddensa.

Dla tradycjonalistów, takie powiązanie może być nazbyt kontrowersyjne, jednak mamy tutaj do czynienia z żywą tradycją, uczestniczymy w świadomym powrocie do tego, co podstawowe. Fundamentem i motorem nagrania jest charakterystyczne brzmienie bębna obręczowego, który niczym bicie serca wyznacza tętno, tej wywiedzionej z kontemplacji muzyki. Niespieszna muzyczna opowieść jest głęboko przemyślana, wręcz mistyczna, pokazująca obce naszej naturze rozumienie czasu, operująca brzmieniem na pograniczu niuansu, subtelności, szeptu.

Na "Shati" odnajdujemy jedność wydawałoby się zupełnie odrębnych muzycznych kultur i tradycji.
autor: Jacek Palczewski

Sandhya Sanjana: vocal
Zoltán Lantos: violin, tarangini
Ramesh Shotham: South Indian percussion, pentajon
Omri Hason: Middle Eastern percussion, hang

special guest:
Maarten Meddens: Fender Rhodes


1. Shati
2. La Serena
3. Hangama
4. Midnight Dance
5. Coffee
6. Si Verias
7. Shiva
8. Zedd And The Mouse
9. Funky Pasha


płyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 26 września 2016

Parque "The Earworm Versions" Shhpuma Records 2013, SHH003

Parque "The Earworm Versions" Shhpuma Records 2013, SHH003
"Parque" to projekt interdyscyplinarnego artysty Ricardo Jacinto powstały w kooperacji ze znakomitymi instrumentalistami - saksofonistą Nuno Torresem, grającym na melodice oraz perkusjonaliach Nuno Morao, wibrafonistą Joao Pinheiro, perkusistą Dino Recio i oraz odpowiadającym za elektroniczne brzmienia André Sierem. Sam lider - w warstwie dźwiękowej - gra na wiolonczeli i perkusjonaliach.

Projekt ten powstał jako instalacja zbudowana festiwal Culturgest w Lizbonie w 2008 roku, łącząca w jedno architekturę, rzeźbę i muzykę. Wszystkie perkusyjne brzmienia które słychać w tej muzyce wydobywane są właśnie z elementów tej instalacji, a samo brzmienie instrumentów modyfikowane jest poprzez jej akustyczne właściwości, tak, że przestrzeń i wypełniające ją elementy instalacyjne jest jakby dodatkowym, świadomie przez twórców wykorzystywanym instrumentarium. I odgrywa w muzyce niebagatelną rolę.

To jest częściowo komponowana, częściowo improwizowana muzyka zamkniętej, stworzonej tylko w tym celu przestrzeni. Pełnię jej akustycznych właściwości można by odkryć tylko na żywo, uczestnicząc w koncercie, bo w zależności od miejsca w którym słuchało się muzyki mogła brzmieć ona zupełnie inaczej. Tak więc musimy mieć świadomość, że płytowa rejestracja jest tylko jedną z możliwości brzmienia tej muzyki, najbardziej neutralną - jak zapewniają twórcy.

Jest w tej muzycy - niczym w pamiętnych dla mnie produkcjach Sylvie Chenard z cyklu "Ocean" dla kanadyjskiej Ambiance Magnetique - niezwykłe tchnienie przestrzeni i oddech będący swoistą formą postindustrialnej melancholii. I właśnie tak, jako południową, ale i zdecydowanie bardziej współczesną, mniej czułostkową wersję improwizacji tę muzykę odbieram. To nie jazz, a muzyka współczesna łącząca w jedno wiele elementów muzyka. Niezwykle spójna i - przynajmniej dla mnie - frapująca w swoim wyrazie. Piękna!
autor: Łukasz Bendycki


Nuno Torres: alto saxophone
Ricardo Jacinto: cello, percussion
Nuno Morao: percussion, melodica
Joao Pinheiro: percussion, vibraphone 
Dino Récio: percussion
André Sier: electronics

PEÇA DE EMBALAR (tracks 1–3)
Percussion in suspended mirrors (as gongs), cello, alto saxophone and electronics

OS (4–8)
Percussion in tuned suspended mirros, cello, alto saxophone, cymbals, electronics and
recorded voice

ATRASO (9–11)
Pendular speaker, cello, alto saxophone, melodica, vibraphone and percussion



płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 24 września 2016

Illtet [Mike Ladd / Jeff Parker / HPRIZM / High Priest / Tyshawn Sorey] "Gain" [Vinyl 1LP+download], Rogue ART 2016, ROG0064

Illtet [Mike Ladd / Jeff Parker / HPRIZM / High Priest / Tyshawn Sorey] "Gain" [Vinyl 1LP+download], Rogue ART 2016, ROG0064
Illtet to płyta która naprawdę potrafi zadziwić. Powstała troszkę jako kontynuacja projektów realizowanych przez pochodzącego z Nowego Yorku poetę i muzyka Mike'a Ladda dla wytwórni Pi Recordings, zwłaszcza ostatniego, zrealizowanego we współpracy z pianistą Vijay'em Iyerem "Holding It Down: The Veterans’ Dreams Project". Tym razem płyta nie ma jednak tak spójnego przesłania, jak tamten, dedykowany wojennym weteranom projekt, za to w warstwie czysto muzycznej wymyka się ona wszelkim szufladkom.

Kunsztu i wizjonerstwa instrumentalistom nie brakuje. Tyshawn Sorey mimo młodego wieku, dzięki współpracy z Johnem Zornem, Vijay'em Iyerem, Anthonym Braxtonem dał się już poznać jako muzyk z jazzu się wywodzący, ale bardzo otwarty na wszelkie awangardowe eksperymenty i doświadczenia. Chicagowski gitarzysta Jeff Parker (Isotope 217, Tortoise, Powerhouse Sound, ale też Ernest Dawkins New Horizons Ensemble) to prawdziwa gwiazda rockowej, postrockowej i jazzowej sceny, ale uczestniczący od czasu do czasu w rozmaitych awangardowych projektach. High Priest a/k/a HPrizm był do czasu tego nagrania postacią zupełnie mi nieznaną, ale to prawdziwy szaman psychodelicznych, analogowych syntezator i różnych dziwnych urządzeń elektronicznych na których odprawia swoje szamańskie gusła. No i Mike Ladd, tutaj będący nie tylko wokalistą i improwizującym poetą, ale także operującym w świecie dźwiękowej elektroniki i syntezatorów artystą.

Muzyka, poza improwizacją i muzycznymi doświadczeniami twórców, nie ma z jazzem wiele wspólnego. Bliżej jej do elektroniki i rocka czy może post rocka. Są tutaj utwory czysto instrumentalne; są takie, gdzie Ladd, deklamuje i improwizuje swoją poezję; są też takie które śmiało można uznać za piosenki ("Gain"). Ale jest w całym tym konglomeracie kosmicznych dźwięków i mikrodźwięków też niezwykły, unikatowy magnetyzm gitary Jeffa Parkera. To jest właśnie największy atut tego projektu - owo zawieszenie dźwięków Parkera w mocnym, gęstym elektronicznym i psychodeliczno-kosmicznym sosie, wsparcie delikatną perkusją Soreya jest cudowne i niezwykłe jednocześnie. A dodatkowo Ladd – jako raper, czy też melodeklamujący piosenkarz - ma w głosie taką charyzmę i emocje, że do tego nagrania – mimo, iż opis może być cokolwiek odpychający - można powracać po wielokroć.

Unikatowe brzmienie i muzyka zupełnie wymykająca się szufladkom. Dla mnie - bomba!"
autor: Marek Zając

Mike Ladd: voice, synthesiser
Jeff Parker: electric guitar
HPRIZM/High Priest: moog, voice, synthesiser
Tyshawn Sorey: drums, trombone, rhodes

Side A:
1. Lightering (5:01)
2. Look Back'08 (4:11)
3. Market Crash (6:04)
4. Andy (6:53)

Side B:
1. Gain (5:52)
2. HP One (6:24)
3. Raise The Bar (3:32)
4. Rome (9:45)



płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 23 września 2016

David Friesen / Glen Moore "Bactrian" Origin Records 2016, ORIGIN82704

David Friesen / Glen Moore "Bactrian" Origin Records 2016, ORIGIN82704
To jedna z najbardziej niezwykłych płyt tego roku! Dwójka legendarnych jazzmanów ostatniego półwiecza, pomimo tego, a może właśnie dlatego, że grają na tym samym instrumencie, weszli do studia i nagrali bardzo osobisty, intymny wręcz album, który z pewnością będzie dla fanów obu panów fonograficznym skarbem. David Friesen i Glen Moore, bo o nich mowa, od wielu już lat sprawiają swoją grą radość fanom akustycznego, wysmakowanego jazzu.

Glen Moore, po odejściu z zespołu Oregon, który zakładał w roku 1970 z Ralphem Townerem, Paulem McCandlessem i Collinem Wallcottem, ma więcej czasu na realizowanie własnych projektów. Kontrabasista współpracował z szeroką gamą instrumentalistów: Zoot Sims i Elvin Jones, Bill Evans, Paul Bley, Airto Moreira, Trilok Gurtu, Michael Brecker, czy Rabih Abou-Khalil, a także z licznymi wokalistami: Taj Mahal, Jim Morrison, czy Lorenna McKennit. Występował z orkiestrami symfonicznymi i grupą Kronos Quartet. Nagrywał również z poczytnymi poetami, w ramach projektu Mountain Writers Center. Wśród tych wszystkich współpracy, miał również przygodę z polskim skrzypkiem Zbigniewem Seifertem. W 1979 ukazał się album "Introducing Glen Moore", na który składały się kompozycje Glenna Moora. Warto przypomnieć słowa Moore'a o Seifercie „Był geniuszem. Miał taką samą zdolność wydobywania najlepszych cech z towarzyszących mu muzyków jak Miles Davis. Kiedy pojawiał się na scenie zespół zmieniał się i każdy z muzyków grał wspaniale, jakby czuł, że ktoś wielki jest na scenie, jakby sam Bóg tam był".

Drugim sprawcą tej znakomitej płyty jest David Friesen, amerykański kontrabasista, który ma na koncie współpracę z takimi wykonawcami jak Sam Rivers, Chick Corea, Michael Brecker, Stan Getz, Joe Henderson, Elvin Jones, Woody Shaw, Dexter Gordon, Kenny Garrett oraz Dizzy Gillespie. W Polsce zapraszany bywał przez Leszka Możdżera, Piotra Wojtasika czy Krzysztofa Popka.

Jak zabrzmi ten niezwykły muzyczny dialog dwóch kontrabasistów?

Po pierwsze, nie tylko kontrabasistów, ale także pianistów. Niewielu pewnie wie, że Glenn Moore Zaczynał edukację właśnie od fortepianu. Po drugie obaj muzycy nie tylko dialogują, oni opowiadają, dlatego muzyczną frazę częściej wieńczą znakiem zapytania niż kropką. Zdarza im się przekraczać granice dźwięku, wszystkie niuanse instrumentalnego artyzmu podporządkowane zostały tutaj jednemu celowi - opowiedzieć to, co przekracza możliwości ludzkiego języka. Po trzecie w końcu, muzycy nie silą się na kreowanie sztucznego świata, nie tworzą teatru, z wielką czułością dla każdego dźwięku, podążają za intymną opowieścią, której trudno się oprzeć.
Świetnie ułożona i dojrzała płyta!
autor: Mateusz Matyjak

David Friesen: hemage bass, piano 
Glen Moore: acoustic bass, piano

1. Still Waters
2. Free Play
3. Hoe Down
4. Soft as Silk
5. Caravan
6. Return
7. Seam Line
8. Time and Time Again / Brilliant Heart
9. Summer Time
10. Kontrast
11. The Bactrian



płyta do nabycia na multikulti.com

czwartek, 22 września 2016

Jitter "Jitter" [Vinyl 1LP], Barefoot Records 2016, BFREC044LP

Jitter "Jitter" [Vinyl 1LP], Barefoot Records 2016, BFREC044LP
Jitter to szwedzko-duńskie trio wywodzące się ze skandynawskiej sceny free improv. Cała trójka - grający na klarnetach i saksofonach Sture Ericson, kontrabasista Adam Pultz Melbye oraz gitarzysta Anders Lindjo - nie jest bardzo znana z traktowania swych instrumentów z wielką delikatność i w bardzo tradycyjny sposób. Wprost przeciwnie - w ich graniu od zawsze pełno jest brudów, sonorystycznych warknięć i zgrzytów, nieczystych beknięć i eksperymentów dźwiękowych. Teraz również tego nie braknie. Ale też jak mało kto potrafią oni z tych przypadkowych - wydawałoby się - dźwięków budować prawdziwą zoną harmonię. Warto sięgnąć choćby i po te udostępnione przez nich na rozmaitych streamingowych serwisach fragmenty by przekonać się, ile dzieje się w muzyce tria i w jaki sposób tworzą oni strukturę i gęstą fakturę swoich zbiorowych improwizacji.

To nagranie to także świetny przykład, jak wciągającą przygodą może być muzyka improwizowana, ale też jak wielką kreatywnością trzeba się wykazać by przez czterdzieści minut przykuć uwagę słuchacza. A Jitterowi - gdy słucham tej płyty, mam wrażenie - przychodzi to z dużą łatwością. I chociaż to muzyka wymagająca trudu skupienia - sięgnijcie choćby po te krótkie fragmenty. Polecam bardzo.
autor: Józef Paprocki

Jitter:
Sture Ericson: reeds
Adam Pultz Melbye: double bass
Anders Lindsjö: guitar

1. Rit
2. Tji
3. It
4. Jet
5. Er
6. Ret
7. Ett
8. Et
9. Tit
10. Ritt


płyta do nabycia na multikutli.com

wtorek, 20 września 2016

Anthony Braxton & Italian Instabile Orchestra "Creative Orchestra (Bolzano) 2007" Rai Trade 2007, RTPJ0013

Anthony Braxton & Italian Instabile Orchestra "Creative Orchestra (Bolzano) 2007" Rai Trade 2007, RTPJ0013
Jednymi z najbardziej niesamowitych nagrań dużych, by nie powiedzieć "wielkich" składów, gdy mówimy o muzyce awangardowej są nagrania Creative Orchestra Anthony'ego Braxtona z roku 1976. Najpierw ukazał się album studyjny, wydany przez wytwórnię Arista (nie tak dawno wznowiony na kompakcie w wytwórni Mosaic, w ośmiopłytowym boxie), a kilka lat później koncertowe nagranie w wytwórni HatArt. Braxton z różnych powodów na lata zarzucił ten projekt, ale nie tak znów dawno udało mu się do niego powrócić i dzięki temu mamy okazję radować się albumem zarejestrowanym w 2007 roku.

Wtedy to, podczas festiwalu Jazz Alto Adige w Bolzano we Włoszech, poprowadził on siedemnastoosobowy skład Italian Instabile Orchestra. Pewnie jednym z powodów tak długiego zawieszenia tego projektu były powody ekonomiczne - niełatwo bowiem zebrać duży skład wybitnych instrumentalistów i popracować z nimi przez dłuższy czas. Bo tylko taki sposób realizacji projektu ma sens - to nie może być jednorazowe spotkanie i koncert, bo muzyka - chociaż w pewnej mierze improwizowana - nie ma takiego spontanicznego charakteru, a koncepcje filozoficzne i muzykologiczne Braxtona wymagają po prostu czasu i wspólnego grania. Tutaj ten czas mógł być krótszy - dostał bowiem zgrany aparat wykonawczy świetnych instrumentalistów, którzy pracują z sobą w Italian Instabile (ale i w niezliczonych małych projektach) od wielu, wielu lat. Mają też w dorobku liczne nagrania pod kierunkiem Gianluigi Trovesiego i Cecila Taylora.

Braxton na potrzeby tego spotkania powrócił raz jeszcze do utworów z lat siedemdziesiątych - kompozycji nr 63 oraz 59. "Composition no 63" - jak wyjaśnił sam Braxton - może być grana w dowolnym składzie i trwać od dziesięciu minut do dziesięciu dni (o ile mi wiadomo tej dłuższej formy nie udało mu się zrealizować). Na płycie znajdziemy jej niesamowitą, zwartą 14 i pół minutową wersję. "Composition no 59" opisana jest jako dynamiczny, ekspansywny utwór, "rozszerzający się na platformie konstrukcji dźwiękowych (oraz stanów istnienia) na potrzeby twórczych poszukiwań dźwięku i brzmienia", a główne inspiracje to "post-Stockhausenowska oraz wywiedziona z AACM-u dynamika strukturalna". Dwie dalsze kompozycje pochodzą z późniejszych okresów jego twórczości - w 1979 roku powstała ta numer 99, zawiła i skomplikowana, pełna dynamicznych wstawek rytmicznych. Natomiast kompozycja 164 po raz pierwszy pojawiła się na albumie "4 (Ensemble) Compositions 1992".

Album jest dowodem żywotności idei Braxtona i kreatywności ich, jak też możliwości jakie one dają. Cały, niezwykły siedemnastoosobowy big-band zdaje się być jednym organizmem, połączonym i unoszonym twórczym entuzjazmem lidera, jego wizją i precyzją. Lubię włoski free jazz, ale tak grających muzyków ze słonecznej Italii nigdy nie słyszałem. Znakomity album, słuchając którego 69 minut (tyle trwa) zdaje się tylko chwilką. Koniecznie!
autor: Marek Zając

Antony Braxton: alto and sopranino saxophones
Gianluigi Trovesi: reeds
Daniele Cavallanti: reeds
Carlo Actis Dato: reeds
Eugenio Colombo: reeds
Pino Minafra: trombones
Alberto Mandarini: trombones
Guido Tramontana: trombones
Lauro Rossi: trombones
Martin Damiani: strings
Umberto Petrin: piano
Giovanni Maier: bass
Vencenzo Mazzone: drums
Tiziano Tononi: drums

1. Composition No. 63
2. Composition No. 92, part 1
3. Composition No. 164, part 1
4. Composition No. 92, part 2
5. Composition No. 164, part 2
6. Composition No. 59

płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 17 września 2016

Flamingo "Flamingo" Barefoot Records 2016, BFREC045LP

Flamingo "Flamingo" Barefoot Records 2016, BFREC045LP
Pod nazwą Flamingo skrywa się trzech znakomitych, chociaż nie bardzo znanych instrumentalistów - Chris Heenan, Adam Pultz Melby, Christian Windfeld. Skład instrumentów nie jest jednak "codzienny", bo obok dosyć tradycyjnej sekcji rytmicznej kontrabas (Melby) – perkusja (Windfeld) trzecim instrument jest klarnet kontrabasowy (Heenan). Ten znany z nagrań choćby Anthony'ego Braxtona i Roscoe Mitchella (a w Polsce grywa na nim choćby Michał Górczyński) instrument, ma charakterystyczny, niski, chrapliwy dźwięk, ale także dosyć ograniczoną dynamikę i skalę brzmienia.

Trio Flamingo próbuje w swym brzmieniu badać możliwoścći brzmieniowe takiego zestawu instrumentalnego, eksperymentuje z teksturą, dynamiką, często sięga po odwołania do minimalizmu. Ale cały czas w ramach improwizacji stara się nie zapominać o budowaniu harmonii, a balansując w okolicach progu słuchalności buduje melancholijno-poetycką przestrzeń brzmieniową. Taki sposób budowania dźwiękowej struktury, nadaje nieco ilustracyjny charakter muzyce trio. I nie jest to spostrzeżenie bezzasadne bowiem pracując w Danii i Niemczech muzycy zespołu angażowali się w rozmaite projekty interdyscyplinarne, dosyć odległe od prostej działalności koncertowej.

Improwizowana muzyka tria broni się jednak sama świetnie i potrzeba tylko chwili czasu i odrobiny skupienia by zagłębić się nią na dłużej. I bez reszty.
autor: Marek Zając

Flamingo:
Chris Heenan: contrabass clarinet
Adam Pultz Melbye: double bass
Christian Windfeld: snare drum and objects

1. Life is nothing but trading smells
2. Stepchild of living languages
3. The void beneath
4. Horizonal fold
5. Attention Filter


płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 16 września 2016

Larry Ochs "The Fictive Five" Tzadik 2015, TZ4012

Larry Ochs "The Fictive Five" Tzadik 2015, TZ4012

Jeden z członków-założycieli słynnego zespołu Rova Saxophone Quartet, Larry Ochs, po raz chyba pierwszy wydaje autorski album w wytwórni Johna Zorna - nowojorskim Tzadiku. Sam kojarzony jest przede wszystkich z saksofonowym kwartetem, ale ma na koncie udział w wielu innych projektach także (Room, What We Live, Glenn Spearman Double Trio, John Lindberg Ensemble; Frith, Masaoka oraz Ochs aka Maybe Monday; Peggy Lee, Miya Masaoka, Ochs Trio, KIHNOUA) oraz długoletnią współpracę - tak koncertową jak i nagraniową - z najważniejszymi muzykami awangardowej sceny jazzowej po obu stronach oceanu - Stevem Lacym, Fredem Frithem, Wadadą Leo Smithem, Georgem Lewisem, Johnem Zornem, Derekiem Bailey, Lawrencem 'Butchem' Morrisem, Davem Douglasem, Barrym Guy‘em, Henrym Kaiserem czy Anthonym Braxtonem, jak i muzyki współczesnej - Terrym Riley, Alvinem Curran, Joan Jeanrenaud. Tym razem jednak, bez wielkich sław jazzowej awangardy, nagrał fenomenalny album zapraszając do współpracy najlepszych muzyków związanych ze sceną nowojorską młodego pokolenia.

Jak sam mówi komponuje on utwory improwizowane. Pisze bardzo szkicowe kompozycje - czasem jest to tylko notacja struktury utworu - które wraz z partnerami wypełniają i rozwijają w swobodnej, nieskrępowanej, fantastycznej i uduchowionej podróży. W jego odczuciu - jak sam pisze o tej płycie - ma ona raczej ilustracyjno-narracyjny, niż intelektualny, charakter. Poszczególne kompozycje dedykowane są ludziom z kinem związanym - Wendersowi, Reichardtowi, czy Williamowi Kentridge'owi) - stąd też taka, a nie inna sugestia kompozytora i instrumentalisty. Sam Ochs zastanawia się także jak mogą biec myśli odbiorcy i jest ciekaw odczuć i skojarzeń. By podkreślić jeszcze ten emocjonalny styl granie i improwizacji - odrzuca tutaj wszelkie systemy kierowania improwizacją poszczególnych muzyków i pozostawia im zupełnie wolną rękę tak, by nie krępować i ich wyobraźni.

Efekt jest cudownie przejrzysty i esencjonalny, uduchowiony, ale i wyciszony równocześnie. Wspaniałe sola i dialogi łączą się w spójną i zwartą całość mimo rozbudowanej formy poszczególnych utworów. Piękny, piękny album.
autor: Marek Zając

Harris Eisenstadt: drums
Ken Filiano: bass
Pascal Niggenkemper: bass
Larry Ochs: tenor saxophone, sopranino saxophones
Nate Wooley: trumpet

1. Similitude (for Wim Wenders)
2. A Marked Refraction
3. By Any Other Name (for William Kentridge)
4. Translucent (for Kelly Reichardt)

płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 14 września 2016

Switchback [Mars Williams / Wacław Zimpel / Hilliard Greene / Klaus Kugel] "Live in Ukraine" Multikulti Project 2016, MPI035

Switchback [Mars Williams / Wacław Zimpel / Hilliard Greene / Klaus Kugel] "Live in Ukraine" Multikulti Project 2016, MPI035
Drugi album międzynarodowego kwartetu Switchback znów przynosi muzykę nagraną na żywo. Tym razem materiał ten zarejestrowany został na Ukrainie, w Zaporożu, w Domu Kultury Metalurgom, gdzie Mars Williams, Wacław Wimpel, Hilliard Greene i Klaus Kugel gościli 20 kwietnia 2015 roku.

Czas i wspólne granie cudownie służy temu kwartetowi. Na tym albumie odnaleźć można to, co tak bardzo zauroczyło słuchaczy na pierwszej płycie zespołu - jest tu free jazz, motywy folkowe, wątki współczesnej muzyki klasycznej, ale też mocne, zdecydowane groove’y. No i „dramaturgia budowana jest na zasadzie ciągłych, powtarzających się kontrastów”. Jest szaleństwo, ale też medytacja, namysł nad dźwiękiem, formą i koncepcją grania. Jest myślenie chwilą; gwałtowna, czasami konwulsyjna odpowiedź na poczynania partnerów, na pęd muzyki, harmonii, zmieniających się wciąż kolaży. Ale jest też duże szersze spojrzenie – pamięć o formie kompozycji (poza jednym wyjątkiem – improwizowanych) i zamknięcie ich w skończoną, przemyślaną formę. Bo kształt to nie tylko rozpoczęcie i wspólne wyciszenie na końcu – to formuła rozwijania poszczególnych improwizacji, skomplikowany układów tutti, triów i duetów wyłaniających się „ad hoc” z pełnego składu zespołu, to nie tylko następstwo solówek. To także narracja, rozgrywający się przed uszami słuchaczy emocjonalny dramat, który tutaj, na tym albumie, udaje się muzykom wznieść na kolejny, wcześniej niedostępny poziom.

Do tego wszystkiego słychać w tej muzyce wolność kreacji i śmiałość wypowiedzi, jest wielka, pozytywna energia generowana przez nich w każdej frazie i dźwięku, jest w końcu niezwykłą erudycja i wspaniała czujność na każdą zmianę w dźwiękowej wypowiedzi partnera. To właśnie sprawia, że łatwość tworzenia harmonii i przejrzystość muzyki kwartetu jest na tym albumie doprawdy unikatowa, a w cudowny sposób ukazuje to jedyny utwór w którym temat zaczerpnięty został z ukraińskiej muzyki tradycyjnej, a nie jest wynikiem improwizacji Marsa Williama, Wacława Wimple, Hilliarda Grena oraz Klausa Kugela. Przepojona smutkiem i bolesną tęsknotą „Pływie Kacza” jest znakomitym wyciszeniem i przepiękną codą, przysłowiową „wisienką na torcie”.

Drugi album Switchback jest w moim wrażeniu nieco bardziej ascetyczny w sferze używanego przez muzyków instrumentarium, ale to wcale nie oznacza zubożenia muzyki, za to przydaje jej spójności – tak w formie, jak i treści. Cieszmy się tą muzyką, czekając na jesienne koncerty tego znakomitego zespołu.
autor: Marcin Jachnik

Switchback:
Mars Williams: sopranino saxophone, soprano saxophone, alto saxophone, tenor saxophone, toys 
Wacław Zimpel: alto clarinet, Bb clarinet, shrutibox
Hilliard Greene: double bass
Klaus Kugel: drums

1. There Were Houses
2. Seasoned Spontaneity
3. Substance From Shadow
4. Plywie Kacza




płyta do nabycia na multikulti.com